Relacje z dawnych lat...

 

 

 


     

 

Pisze dr Stefan Kuczyński, mieszkaniec Wrocławia od 1914 r., z przerwami na lata I wojny światowej, powstanie wielkopolskie i pobyt w więzieniu gestapo w 1942 r. ... Wszystko płynęło niby swym uregulowanym nurtem, a jednak wkradało się coś obcego do znanego nam obrazu ulicy, do naszego życia domowego. Widzieliśmy - w takim Wrocławiu rzecz niebywała - całe stada bydła pędzone ulicami do rzeźni miejskiej, spotykaliśmy kolumny pojazdów ciężarowych z tajemniczym ładunkiem szczelnie przykrytym brezentem, to znów inne zespoły samochodów przewożących worki i skrzynie z żywnością, które lokowano w piwnicach, magazynach o malej pojemności, znajdujących się w pobliżu placu Czerwonego. Nocami wywożono z gmachów urzędowych i banków akta, z większych sklepów cenniejsze towary, z muzeów, domów prywatnych, kościołów, dzieła sztuki, kosztowności. Usuwano pomniki: Bismarcka z placu l Maja, Bluchera z placu Solnego, Fryderyka 11 i III z Rynku. Wywożono je za miasto i zakopywano w ziemi.

 

Jakkolwiek wszystkie czynności dokonywane były jawnie, tkwiła jednakże tajemnica w przyczynach tej dziwnej krzątaniny. Każdy tworzył sobie o niej sąd na podstawie własnych obserwacji, bo na pytania otrzymywało się odpowiedzi odbierające chęć do dalszego nagabywania.

Liczba wrocławian - sześćset siedemdziesiąt tysięcy - wzrasta w 1944 r. do ponad miliona z powodu napływu ludności z systematycznie rujnowanej bombami Rzeszy. Wiele osób podlegało pewnego rodzaju "revirement", to znikały na okres tygodni, to znów jawiły się, a zapytane o miejsce pobytu twierdziły, że koło Oławy, Żmigrodu, Sycowa czy Brzegu zakładały "plantacje" dla których trzeba było kopać "rowy" lub budować "altanki". Pacjenci w gabinecie zwierzali się, że po powrocie z "plantacji" wręczano im mundury i broń do przechowania u siebie w domu, aż do "odwołania ". Wprowadzano więc w życie koncepcję "pracującego żołnierza". Wszyscy z napięciem czekali na coś. W pierwszych dniach stycznia 1945 r. poczęło to "coś" przemawiać. Wracała fala spod murów Stalingradu, Moskwy,

Leningradu. W jej odległy jeszcze pomruk wsłuchiwali się Polacy, dręczeni niewolnicy w fabrykach wrocławskich: Linke-Hofmann-Werke, Archimedeswerk, Hydrometer, Knauth; więźniowie bici i maltretowani w więzieniach wrocławskich: przy ulicy Kleczkowskiej, w Prezydium Policji przy ulicy Podwale, w podziemiach narożnikowego

gmachu przy ulicy Łąkowej i Kościuszki, w głównej kwaterze szefa gestapo (na co patrzeć musiałem w czasie mojej czternastomiesiecznej niedoli więziennej).

Wracała fala. Z każdym dniem była coraz bliżej, a równocześnie z każdym dniem słup rtęci spadał, mróz skuwał ziemię, powoli zaczął prószyć śnieg. Razem z nim przybierał Wrocław inne oblicze: wzmógł się ruch samochodów, rozszalało się gestapo, węsząc za "dezerterami " za ukrywającymi się w mieście członkami organizacji podziemnych, ożywiły się punkty opatrunkowe cywilnej obrony przeciwlotniczej, ściągano kolumny transportowe, straż pożarną, zespoły dla naprawiania sieci elektrycznej i wodociągowej, oddziały grzebiące trupy. Zaludniały się bunkry przy ulicy Grabiszyńskiej i Ładnej, przy placu Strzegomskim, przy dworcu Odra, podziemia na Nowym Targu i Placu Solnym oraz Dworcu Głównym. Wszystkie te bunkry budowano w czasie wojny w latach 1941-1943...

Wspomina Agnieszka Walkowiak, którą z rodzinnej wsi Zofia w powiecie wieluńskim w 1942 r. przywieziono na roboty przymusowe do Wrocławia. ...Rok 1944. Wojska radzieckie tuż, tuż. Niemcy zaczęli się przygotowywać i zabezpieczać budowaniem okopów. Wszystkie przedsiębiorstwa i zakłady musiały oddać część swoich robotników, tak cudzoziemskich, jak i niemieckich do dyspozycji władz. Artyści z teatrów, akrobaci z cyrków, studenci szkół wyższych, właściciele sklepów i różnych zakładów, które wskutek wojny podupadły i nie posiadały dostatecznych obrotów - musieli stanąć do pracy. Oprócz tego ludność miast pogranicznych musiała w niedziele obowiązkowo wyjeżdżać do pomocy przy kopaniu okopów.

Święta Bożego Narodzenia 1944 r. przeszły Niemcom we Wrocławiu w trwożnym oczekiwaniu na to, co zdarzyć musiało się nieuchronnie. Ale jeszcze wierzono, że geniusz Hitlera najgorsze odwróci i ...zapewni zwycięstwo. Przecież nie na próżno każdego tygodnia trąbił o tym Goebbels przez radio.

A z lagrów i ze wszystkich zakątków, gdzie tylko znajdowali się Polacy, w tych dniach, ulatywały tęskne spojrzenia w stronę Ojczyzny. Ej!, żeby to już ostatni raz! Ileż to już razy tak się wzdychało w Święta Bożego Narodzenia. Byli i tacy, co po raz pierwszy obchodzili święta w Niemczech. Warszawiacy! Tym silniej krwawiły nie zagojone rany po rozłące z ukochanym miastem. Wspomnienia przeżytych dni cierpień, a zwłaszcza zgliszcza Warszawy boleśnie stawały przed oczami...

 

Wrocław Godzina "0", Ryszard Majewski, Wydawnictwo Spółka Autorska Z.K. Garbaczewscy, Wrocław 2000.