|
"W miejscu gdzie ponad 300 lat temu hetman Czarniecki spuścił wojskom szwedzkim tęgie lanie, nad morzem tuż koło Jastrzębiej Góry a dokładnie w Lisim Jarze stał kiedyś na pamiątkę tego wydarzenia pomnik. Został po nim tylko cokół." Tak o tym miejscu pisał redaktor (al) w Trybunie Wałbrzyskiej z 4 lutego 1960 roku[1]. Przypuszczalnie jest to pewna nieścisłość - nie udało się bowiem potwierdzić informacji o bitwie Czarnieckiego ze Szwedami w tym miejscu. Ale w literaturze opisane jest inne wydarzenie związane ze stojącym w jarze pomnikiem. O jaki pomnik chodzi?
W roku 1928 hrabia Rossetti (de Rosset), ówczesny właściciel Lisiego Jaru, na jego szczycie wzniósł obelisk zwieńczony figurą orła wzbijającego się do lotu. "Miejsce to ma upamiętniać lądowanie króla Zygmunta III Wazy, powracającego wraz z armią z nieudanej wyprawy po koronę Szwecji. Podobno statek króla rozbił się u wylotu Lisiego Jaru w 1594 roku. W pobliżu tego odcinka wybrzeża miały też miejsce dwie bitwy morskie floty gdańskiej z okrętami krzyżackimi. U wejścia do Lisiego Jaru hrabia zbudował pierwsze w Polsce nadmorskie schronisko turystyczne nazwane „Nad Lisim Jarem”. W 1939 roku hitlerowcy zniszczyli obelisk. Orła wywieźli w głąb Niemiec. Tablicę pamiątkową przechowali mieszkańcy Jastrzębiej Góry. 25 maja 1996 roku, orzeł powrócił na cokół. Sponsorem był pan Jerzy Mogielnicki z Gdyni."[2]
A co się kryje pod tajemniczą nazwą Lisi Jar? Zacznijmy od definicji jaru. Wikipedia podaje, że jest to "forma ukształtowania terenu w postaci wydłużonego zagłębienia o wąskim dnie i stromych zboczach. Powstaje najczęściej w wyniku erozyjnego działania wody. Może też być formą wykształconą poprzez aktywność osuwisk. Zwykle jary są niewielką formą terenu, związaną z korytem potoku, lub o suchym dnie, które jedynie okresowo wypełnia się wodą podczas opadów."[3] Lisi Jar jest właśnie takim jarem (czasami raczej mylnie nazywa się go wąwozem), powstałym wiele wieków temu. Początkowo jar był długi na ok. 10 km ale do czasów współczesnych zachował się ok. 350-metrowy odcinek. Pozostała część zniknęła pod falami Bałtyku. Lisi Jar "odznacza się 50-metrowymi zboczami, które porastają ponad 100-letnie buki. Gdzie niegdzie można spotkać dzikie grusze, świerki, jarzębiny oraz brzozy. Poza tym pełno tu leśnych malin, jeżyn, kalin, leszczyn czy głogu. Na uwagę zasługują również odmiany storczyków, wrzosy, bluszcz i widłak."[4]
Wróćmy do początku tego artykułu. Czas odpowiedzieć na pytanie dlaczego Lisi Jar, położony w linii prostej ok. 470 kilometrów od Wałbrzycha, zainteresował redaktora lokalnej gazety. Odpowiedź znajdujemy już w drugim akapicie artykułu: "Na tym to właśnie historycznym terenie, kopalnia "Thorez" zamierza z inicjatywy dyrektora J. Osmędy wybudować supernowoczesny ośrodek wczasowy dla swoich górników i pomieszczenia kolonijne dla dzieci. Parcelę pod budowę ośrodka otrzymała kopalnia bezinteresownie od Powiatowej Rady Narodowej w Pucku."[5] Stowarzyszenie Architektów Polskich rozpisało wśród gdańskich architektów konkurs na projekt ośrodka. Wzięło w nim udział pięć zespołów. Zwycięską pracę zespołu inż. J. Piasecznego wybrało jury pod przewodnictwem profesora Politechniki Gdańskiej, inżyniera Tomaszewskiego. Zespół zbudował makietę ośrodka, którą można było oglądać w budynku dyrekcji kopalni Thorez w Wałbrzychu. Według projektu ośrodek miał powstać z prefabrykatów i mas plastycznych, pewną nowością miało być zastosowanie aluminiowych okiennic. Redaktor Trybuny Wałbrzyskiej tak opisywał mający powstać obiekt: "Ośrodek będzie dwuskrzydłowy: jedno skrzydło dla dorosłych, drugie dla dzieci. Skrzydo "dziecinne" składać się będzie z 10 segmentów. W każdym z tych segmentów będzie miejsce na 20 łóżek. Na parterze znajdować się będą umywalnie, prysznice, toalety i szafki na ubranie. Przewidziany jest oddzielny plac do gier dla dzieci, osobna kuchnia i jadalnia. Drugie skrzydło dla dorosłych jest w ten sposób zaprojektowane i tak ustawione, że z każdego okna jest widok na morze. Pokoje będą jedno, dwu, trzy i czteroosobowe, zaopatrzone w umywalki itp. Główny budynek zawiera ponadto sale recepcyjne, czytelnię, bibliotekę, kawarnię i jadalnię dla dorosłych. Dodać trzeba, że do morza jest zaledwie kilka kroków i że połączenie z Gdynią i Gdańskiej jest doskonałe. Projekt tworzy bardzo estetyczną i bardzo nowoczesną całość."[6] Wykonawca obiektu, Gdyńskie Przedsiębiorstwo Budowlane, zobowiązał się "oddać klucze" w dniu 1 czerwca 1961 roku. Planowano zorganizować wśród plastyków Wybrzeża konkurs na zagospodarowanie i urządzenie wnętrz ośrodka. Budowa obiektu miała zostać pokryta ze środków Samorządu Robotniczego kopalni Thorez, z funduszy zakładowych. Inwestycja ta odbiła się szerokim echem wśród wałbrzyskich górników i ich rodzin. W chwili budowy ośrodka całe wałbrzyskie Zjednoczenie Górnicze dysponowało rocznie pięćdziesięcioma skierowaniami na wczasy nad morzem. Po oddaniu ośrodka do użytku liczba ta miała się zwiększyć do 1000! Tysiąc górników każdego roku miało otrzymać możliwość wyjazdu na dwutygodniowe wczasy nad Bałtykiem. Ale to nie wszystko, bo przy okazji 400 dzieci tych górników miało miło spędzic czas na koloniach w Lisim Jarze, jak twierdzą niektórzy - jednym z najbardziej uroczych zakątków nad Bałtykiem. Budowa ośrodka wczasowo-kolonijnego w Lisim Jarze to była pierwsza taka inwestycja zakładowa w Wałbrzychu. Redaktor Trybuny w kąśliwy sposób opisywał ten problem: "O ile nam wiadomo kopalnia "Thorez" nie jest jedynym zakładem pracy w naszym mieście dysponującym stosunkowo wysokim funduszem zakładowym. Ale żaden zakład jak dotychczas nie pokusił się jeszcze na tego rodzaju inwestycję. Nie wiadomo co odegrało większą rolę: - brak funduszów, brak inicjatywy czy też może po prostu tylko brak zainteresowania się tym gdzie i jak załoga spędza zasłużony urlop. A potem Wałbrzyszanom proponuje się latem wczasy w Szklarskiej Porębie, Karpaczu czy w Polanicy. Szkoda, że nie w Szczawnie-Zdroju. "Thorez" dał początek. Kto będzie następny?"[7]
Ostatecznie wybudowano obiekt mniejszy niż pierwotnie zakładano. Ośrodek, który otrzymał nazwę Delfin, przez wiele lat służył wałbrzyskim górnikom i ich rodzinom jako miejsce spędzania letnich wakacji. Wiele osób do dziś z nostalgią wspomina "złote lata" ośrodka[8]:
Internautka "mag": Mam takie pytanie czy był ktoś z Was na wakacjach w Jastrzębiej Górze w ośrodku wczasowym DELFIN? Ja jeździłam tam od dziecka ostatni raz byłam w 1996r i chciałam się teraz wybrać ale nigdzie nie mogę znaleźć informacji czy on istnieje może ktoś z Was coś wie"
"Kolonistka" odpowiada, że jako dziecko też jeździła do Delfina i ostatnio (w roku 2009) była w Jastrzębiej Górze i szukała ośrodka ale niestety nie ma po nim śladu, został zrównany z ziemią.
Inny bywalec ośrodka "kolonista" wspomina: Też tam jeździłem na kolonie, byłem chyba ze 3-4 razy. Dobrze wspominam te czasy. Szkoda że taki los spotkał ten ośrodek ale jak nie ma pieniędzy nie ma co sie dziwić. Kiedyś kopalnia łożyła na utrzymanie a ośrodek jak pamietam był dosyć duży, spokojnie mogło być na turnusie 200-250 osob. I te dyskoteki na dużym tarasie, wchodziło się po schodkach, coco jambo, scatman hahah to były czasy.
Z kolei internautka "alina" pisze, że ma fajne wspomnienia i też szukała tego ośrodka: Wygląda na to, że ktoś wykupił ten teren, bo jest ogrodzony i zrównany z ziemią, nawet porobiłam zdjęcia gdzie została tylko tabliczka, że ten ośrodek tam był. Zdziwiłam się jak na terenie kolonijnym wyrosły olbrzymie drzewa, których jako dziecko nie pamiętam. Na środku ośrodka było boisko a dzisiaj megaśne drzewa.
Dokładna data wyburzenia ośrodka nie jest znana, na pewno miało to miejsce przed rokiem 2009.
|
 Makieta ośrodka (1960)
 Ośrodek Delfin (1975-1983)
 Ośrodek Delfin (1980-1985)
 Ośrodek Delfin (1980-1985)
 Pusty plac po wyburzonym ośrodku (2009)
 Pusty plac po wyburzonym ośrodku (2009)
|