Od lat sześćdziesiątych XX wieku przy ulicy Zwycięstwa 20 stoi hotel. Najpierw działał on jako Jałta, potem Arka, a obecnie – Gromada. Zawsze był wśród hoteli koszalińskich najbardziej reprezentacyjnym. Jego historia sięga jednak głębiej niż pół wieku wstecz.
W przeszłości niemal w tym samym miejscu działał piękny, stylowy, elegancki Schumachers Hotel.
Geneza hotelu Schumachera (tak tłumaczy się niemieckie Schumachers Hotel) sięga połowy XIX wieku. Przy Neutorstrasse/Nowobramskiej 51-53 (obecnie Zwycięstwa 20-24) stała wówczas gospoda należąca do wdowy, Wilhelmine Pomplun. Usytuowana pomiędzy wybudowanym w 1859 r. dworcem kolejowym a rynkiem, na szlaku Berlin-Szczecin-Gdańsk, stanowiła doskonałe miejsce odpoczynku dla podróżujących i przedsiębiorców przemieszczającym się po ówczesnych Prusach.
W 1885 r. budynek – w księgi gruntowe wpisany już jako hotel – kupił od wdowy Pomplun koszalinianin, Carl Schumacher. Do 1945 r. ochrzczony jego nazwiskiem Schumachers Hotel osiem razy zmienił właściciela.
W kolejności byli to: Alexander Voigt (od 1890 r.), Hermann Seidel, a po jego śmierci małżonka – Anna Seidel (z domu Bordenburg), Karl Schulz – restaurator (od 1898 r.), Johannes Duschinsky – dostawca piwa (od 1907 r.), Gustav Ebert (od września 1912 r.), Paul Specovius, w końcu Ferdinand Czarske (od października 1920 r.).
Hotel za rozsądną cenę
Ostatni właściciel rozbudował niezwykle w latach 20. i 30. XX w. popularny Schumachers Hotel. Po remoncie oferował on gościom sześćdziesiąt pokoi (w tym 16 w części dobudowanej w 1925 r.), centralnie ogrzewanych, wyposażonych w elektrycznie oświetlenie, bieżącą ciepłą i zimną wodę oraz łazienki. Nocleg kosztował 2-3 marki za dobę.
Hotel dysponował ponadto salą konferencyjną, bankietową, pralnią parową i garażami. Restauracja serwowała gościom wyśmienite dania w towarzystwie wykwintnego wina lub wybornego beczkowego piwa w czterech rodzajach. Kawę podawano w platerowanej srebrem zastawie wytwórni J. Bautz-Breslau, sygnowanej nazwiskiem właściciela Ferdinanda Czarskego. Wszystko – wedle ówczesnych reklam prasowych – w rozsądnych cenach.
Choć niedaleko Schumacherowego działał hotel Pommercher Hof (Neutorstrasse 65), a dalej Hotel Fiss (Böttcherstrasse12), konkurenta Schumachers Hotel miał w Koszalinie jedynie w hotelu Kronprinz ulokowanym przy rynku, będącym dla odmiany najdroższym spośród wszystkich hotelowych obiektów w mieście. Nocowali tu lokalni notable, których do ekskluzywnych pokoi na piętra woziła winda, a ze snu wyprowadzał elektryczny system budzenia. Z przedwojennych hoteli warto jeszcze wymienić pobliski Deutches Haus przy Markt 19.
Żywot stylowego Schumachers Hotel, przez sześćdziesiąt lat i przedsiębiorczych zarządców doprowadzonego do świetności pogrzebało, jak zresztą wiele innych wartościowych obiektów, wkroczenie do Koszalina Armii Czerwonej. W 1945 r. hotel legł w gruzach. Jak głoszą niektóre przekazy, nie został on zniszczony w czasie walk, ale w trakcie rejestrowanej przez radziecką kronikę filmową inscenizacji, która miała pokazać wojenny trud i bohaterstwo „oswobodzicieli”.
Praska Jałta i węgierski Balaton
Terenowi przy dzisiejszej ulicy Zwycięstwa 20 najwidoczniej pisane jest już na zawsze hotelowe przeznaczenie, bo po wojnie tu właśnie polskie władze Koszalina postanowiły postawić elegancki przybytek noclegowy zaprojektowany w estetyce socrealistycznej. W dokumentach niewiele jest jednak śladów, które pozwoliłyby odtworzyć proces decyzyjny i inne okoliczności powstania nowego hotelu na fundamentach Schumachera.
– Na podstawie planu szczegółowego zagospodarowania Koszalina z 1955 r. można stwierdzić, że na działce przy dawnej Neuetostrasse 53 i nowej ulicy Zwycięstwa 28, na której od ponad stu lat funkcjonował z powodzeniem zajazd, a potem Schumachers Hotel, leżały jedynie gruzy – mówi Joanna Chojecka, dyrektor Archiwum Państwowego w Koszalinie. Zaznacza: – Na planie nie naniesiono żadnych uwag ani rysunków, z których można by wywnioskować, jakie było planowane przeznaczenie tego miejsca.
A jednak, w 1960 r. w miejscu dawnego Schumachera wzniesiony został, dużo większy od poprzednika, Hotel Jałta. – Nazwa z pewnością nawiązywała do historycznej konferencji w Jałcie – mówi Joanna Chojecka – Tam, bez udziału samych zainteresowanych, zapadła decyzja o włączeniu w granice powojennej Polski między innymi Pomorza, a tym samym dawnego Koeslin, dzisiejszego Koszalina.
Co ciekawe, hotel o nazwie Jałta istniał niezależnie i równolegle w Pradze przy placu Wacława (zbudowany został w latach 1954-1958), miał – proporcjonalnie do miejsca – podobną renomę, a nawet profil gości. Jałta była w czasach PRL najbardziej reprezentacyjnym i prestiżowym hotelem nie tylko w Koszalinie, ale i całym regionie. Przyjmowała partyjnych i państwowych dygnitarzy, organizowała zjazdy partyjne, gościła osobistości z Polski i świata oraz artystów. Należeli do nich m.in. filmowcy biorący udział w Koszalińskich Spotkaniach Filmowych „Młodzi i Film”.
W słynnej, dla wielu osób kultowej hotelowej restauracji Balaton (nazwa od największego węgierskiego jeziora, upragnionego miejsca destynacji Polaków w PRL), przy stolikach od święta brylowali aktorzy i reżyserzy formatu Krzysztofa Zanussiego czy Agnieszki Holland, na co dzień członkowie koszalińskiej bohemy, a na stolikach zawsze potrawy o węgierskiej proweniencji bądź takie jedynie nazwy, a więc zupy i gulasze w płonących kociołkach i wspominane z rozrzewnieniem do dziś przez bywalców Balatonu placki po węgiersku.
Funkcję prestiżowego, trzy-, a od stycznia 2014 r. w części czterogwiazdkowego, hotel przy ul. Zwycięstwa 20-24 pełni do dziś pod nazwą Gromada. Wcześniej, w 1989 r., Jałtę przemianowano na Arkę.
Autor :Anna Makochnik Prestiż. Magazyn Koszaliński.