|
starsze nowsze oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 10 głosów | średnia głosów: 6
Lata 1935-1938 , Lublin. Ul. Krawiecka.Skomentuj zdjęcie
|
16 pobrań 1513 odsłon 6 średnia ocen Poprzednie i następne zdjęcia fantom Obiekty widoczne na zdjęciu ul. Szeroka (nie istnieje) więcej zdjęć (53) Szeroka, zwana także ulicą Żydowską – a Jidn gas – nazwy tej używali jeszcze przed II wojną światową żydowscy mieszkańcy miasta, stanowiła jedną z centralnych ulic, nie tylko Podzamcza, ale w ogóle miasta od XVI w. – niestety, o tym dzisiaj zdają się nie pamiętać nawet lokalni historycy. To właśnie tędy przebiegał historyczny trakt, zaczynający się od Starego Miasta i biegnący na Ruś, do Włodzimierza Wołyńskiego oraz na Litwę, przez Podlasie, w kierunku Brześcia. Dlatego też od Szerokiej odbiegała ulica Ruska. Dopiero w XIX w. i to w zasadzie w drugiej połowie tego wieku większego znaczenia nabrała rozbudowująca się ulica Lubartowska, która w miarę modernizacji tej części miasta przejęła rolę głównej arterii wylotowej z Lublina na północ. Do tego czasu oraz do momentu powstania targu na Podzamczu, co nastąpiło w latach 70. XIX w., Szeroka stanowiła centrum handlowe i administracyjne Żydowskiego Miasta, a jednocześnie była częścią handlowego city dla całego Lublina. Kwestia targu na Podzamczu też jest interesująca. Czy ktoś z dzisiejszych mieszkańców miasta wie, pamięta, że targ ten nosił do 1939 r. oficjalną nazwę Targ Żydowski. Targ Polski, na którym nie brakowało również i handlarzy żydowskich, ale bardziej elegancki, mieścił się za Ratuszem, tam gdzie dzisiaj stoi Pomnik Ofiar Getta i gdzie pustką straszy obiekt dawnej kawiarni „Pod Arkadami”, w której pomieszczeniach znajdowały się przed wojną jatki z koszernym i niekoszernym mięsem. Znany nam dzisiaj targ na Podzamczu był przeważnie żydowski i jak można dowiedzieć się z relacji handlowano na nim gorszym towarem, przeznaczonym dla biedniejszych warstw ludności. Tysiące przeszkód i nieprzyjemności czekają na miejskiego turystę przy przejściu przez Miasto Żydowskie. Pomimo chodników asfaltowych, nawet podczas trwałej pogody trudno jest tu przejść, jak to mówią – suchą nogą – brak systematyczności, porządku, poszanowania cudzej własności i praw przyzwoitości – a nawyknienie do krańcowego niechlujstwa i samowoli, na każdym kroku uwydatnia się na mieszkańcach tej części miasta: na tretoarach zatamowane przejście: – znaczna liczba nosiwodów z kubłami uwija się bezustannie, małe dzieciaki obnażone leżą w poprzek chodników lub też obierają je sobie na miejsce zabawy. Handlarki stoją lub chodzą z różnemi sprzętami i naczyniami napełnionemi pieczywem lub suchemi produktami, inni stoją po kilka lub kilkanaście osób szwargoczą, kłócą się lub handlują: – przy studniach nieustannie bitwa i zbiegowisko: – ze sklepów na ulicę powystawiane stołki, ławki, worki i różne rupiecie: – tam znów na środku chodnika stoi waga z olbrzymiemi worami mąki otoczona tłumem zamączonych tragarzy, gdzie indziej sągi drzewa: – ze sklepików bezwzględnie na przechodzących, wylewają wprost na chodnik nieczystości lub wyrzucają śmiecie: – a żadną miarą nikt ci się z drogi nie usunie, każdy cię szturchnie i nawet zawala ubranie; słowem pragnąc przebrnąć przez Szeroką ulicę, czy to chodnikiem, czy środkiem zawalonym wozami i brykami, potrzeba wiele czasu i narażenia się na okułakowanie boków i zniszczenie porządnego ubrania. Z pierwszego przewodnika po Lublinie Seweryna Sierpińskiego z 1839 r. ul. Krawiecka więcej zdjęć (18) Od Podwala ulica Krawiecka biegła równolegle do ulicy Podzamcze i kończyła się za Zamkiem, gdzie rozwalające się drewniane domki tworzyły Rynek Krawiecki. Ulica ta stanowiła zewnętrzną granicę żydowskiego Podzamcza. Za nią była już tylko łąka, przez którą przechodziło się na Kalinowszczyznę. Na łące tej, w okresie międzywojennym, organizowano półkolonie dla najbiedniejszych dzieci żydowskich, których rodziców nie stać było na wyjazd nawet do podlubelskich wsi. Krawiecka zabudowana była stosunkowo młodymi domami, młodymi w porównaniu chociażby z Szeroką, czy Jateczną. Drewniana architektura na tej ulicy pochodziła najwyżej z XVIII w., ale miała przy tym swoisty urok. Do podupadających, częściowo zrujnowanych domków, "przyklejone" były werandy, balkoniki i poddasza, oczywiście wszystkie wykorzystane na mieszkania. Wszystkie te domy, chociaż na swój sposób malownicze, jak to już w 1918 r. zauważył Majer Bałaban, miały wspólną cechę: dziurawe dachy, których nikt nie łatał całymi latami, krzywe schody, popękane fundamenty i przede wszystkim zamieszkane były przez niezliczone mrowie najuboższych Żydów lubelskich. Byli to ludzie nie tylko ubodzy, ale także ortodoksyjni i konserwatywni w swojej tradycji. Na ulicy tej nikt prawie nie mówił po polsku, bo nie było tu takiej potrzeby. Zamożni Żydzi mieszkali na innych ulicach i bywało, że mogli przez całe życie nie być w tym siedlisku nędzy. Tym bardziej dla Polaków ulica ta była jeszcze mniej interesująca, chociaż wielu z lublinian było na niej przed wojną, nawet przypadkowo. [Robert Kuwałek, Ulica Krawiecka...] |