Pisemko pod tytułem "Osa" było prawdziwą czarną plamą w dziejach leszczyńskiego czasopiśmiennictwa. Miało ono zabarwienie nacjonalistyczne i siało nienawiść rasową. Zresztą bynajmniej tego nie ukrywało. "Osa" miała w podtytule wytłuszczony napis: "dwutygodnik poświęcony walce z żydostwem".
Tak więc tolerancyjne Leszno, mające tak postępowe tradycje, przygarniające przed wiekami uchodźców różnych wojen religijnych toczonych w Europie, doczekało się w latach 1937-1938 pisemka, które stawiało sobie za cel wyrugowanie Żydów z Leszna. Dziwi to jeszcze bardziej ze względu na fakt, iż w omawianym okresie miasto Leszno wcale nie było tak bardzo zasiedlone przez żydowską społeczność. Nawet, słynna w ubiegłych wiekach, leszczyńska synagoga upadła z braku większej liczby wyznawców. Oblicza się, że na 21 tysięcy mieszkańców /liczba w zaokrągleniu/ w mieście w roku 1938 mieszkało około 180 obywateli wyznania mojżeszowego czyli mniej niż l procent. Nagonka na Żydów w Lesznie miała podłoże całkiem prozaiczne; ta niewielka garstka Żydów była w mieście bardzo widoczna. Byli to kupcy, drobni wytwórcy, właściciele kamienic czynszowych, sklepów, magazynów i hurtowni. Stanowili oni konkurencję dla chrześcijańskich kupców i fabrykantów. Walka o klienta, o zyski, toczyła się bezpardonowo. Zresztą po obu stronach stosowano rozmaite reklamowe chwyty i manewry z cenami, aby tylko utrzymać się na powierzchni. Nie wdając się w szczegóły tej handlowej wojny można obiektywnie stwierdzić, że sposoby zwalczania konkurencji przez wydawców "Osy" były skandaliczne. Była to bezpardonowa, prymitywna propaganda, nie gardzącą plotką, pomówieniami, grubiańskimi dowcipami. 10 października 1937 r. ukazała się pierwsza edycja "Osy", której wydawcą było leszczyńskie Stronnictwo Narodowe. Kto pisywał w tym szmatławcu trudno dociec, w każdym bądź razie w stopce redakcyjnej napisano: "za redakcję odpowiada Jan Skórski". Autorzy artykułów podpisywali się pseudonimami. lub też były one całkowicie anonimowe. Stronnictwo Narodowe w owych latach było partią skupiającą elementy prawicowe. Wysuwało hasła Polski mocarstwowej walczącej z komunistami, socjalistami. Żydami, demokratami, sanacją i masonerią. Dążyło do polonizacji tzw. kresów wschodnich i było zafascynowane faszystowskimi Włochami. Narodowcy, walcząc z sanacją, nie byli przez władze rządowe dobrze widziani. Tylko okresowo następowało zbliżanie się sanacji z SN. W roku 1938 Stronnictwo miało jeszcze jednego wroga, a mianowicie własnych aktywistów prezentujących interesy frakcyjne. Wśród zwolenników narodowców wyłoniła się bowiem grupa radykalna, już zupełnie awanturnicza. W Lesznie radykalizm Stronnictwa Narodowego nie przejawiał się w zbyt jaskrawych formach, niemniej artykuły zamieszczane w "Osie" miały skrajne zabarwienie. Zdecydowana większość mieszkańców Leszna i okolicy potępiała lub ignorowała "Osę". Rozdawano ją początkowo bezpłatnie, przeważnie przed sklepami należącymi do Żydów, w kawiarniach i przed kościołem. Wielu ludzi nie chciało nawet brać pisemka do ręki. Agitatorzy jednak byli natrętni, a odmowę kwitowali wyzwiskami lub groźbami. "Osa" miała sporo reklam i głosiła, że przyjmuje ogłoszenia wyłącznie od firm chrześcijańskich. Wybrane na chybił, trafił, 2 reklamy dają pojecie o poziomie tego dwutygodnika. "Nowa drogerja - Marian Koszczyński ulica J. Piłsudzkiego nr 50 poleca wszelkie artykuły toaletowe domowe, gospodarcze. Drogerja, która od kilku lat wyparła wszelkich dostawców żydów". "...Żądając wyborową wełnę pończoszniczą Miś przyczyniasz się do odżydzenia polskiego handlu hurtowego. Sprzedając wyłącznie dla odsprzedawców w jedynej chrześcijańskiej hurtowni towarów krótkich Adam J. Misiak - Leszno, Rynek 36". Tego rodzaju reklamy pojawiały się w "Osie" jedynie w pierwszych numerach, następnie zostały znacznie stonowane i ograniczały się już tylko do treści handlowej. Widać akurat tego rodzaju reklama nie wpłynęła na zachowanie się klienteli, a wręcz przeciwnie uznana została za niegodną kupca. W "Osie" reklamowano także "Gazetę Leszczyńska" jako "jedyny organ narodowy na miejscu". Zwalczano popularny dziennik "Głos Leszczyński", który był pismem bardzo wyważonym i chętnie czytanym. O treści "Osy" można sobie wyrobić pojęcie zapoznając się z paroma tekstami. Na przykład tytuły zwykle zawierały słowo "żydowski" lub "żyd", przy czym słowo to pisano zawsze z malej litery. "W walce z żydostwem, Żydowskie marzenia. Demoralizator w żydowskim osobniku. Nowinki żydowskie, Żydowski dom zbożowy, Odżydzajmy Polskę, Żyd kalmus pod pręgierzem /w tym przypadku nawet nazwisko napisano z małej litery/, Chałaciarze i frakowi, Wolał oddać lokal żydowi niż Polakowi, Usuwajmy handel żydowski z Polski, Żydowskie metody" itp. Zajadłość redaktorów "Osy" była wielka; począwszy od pierwszego numeru zamieszczali oni "nekrologi" w czarnej obwódce, wymieniając po nazwisku mieszkańców Leszna, którzy kupowali u Żydów lub odnosili się do nich życzliwie. Oto przykłady: "Po ciężkiej chorobie na judaszowskie srebrniki żydowskie, zakończył swój marny żywot dla społeczeństwa polskiego Walenty Horobowski, właściciel kilku kamienic, który przez swoje łakoństwo (sic!) "dzielnie" przyczynił się do zażydzenia naszego miasta, utrzymując żydów w swojej kamienicy. Za swoją chciwość na srebro i złoto piekło cię spali, nieszczęsna miernoto. Za takie czyny już cię skarżą na tej ziemi, a na tamtym świecie na twoim tyłku, za brzydkie frymarki. będą djabli kuć ciągle - talary i marki". "Po długim sromotnym kupowaniu tandety u handelesów żydowskich, zakończyła swój żywot dla społeczeństwa polskiego "ciotuchna" żydowska Maria Cichła, żona urzędnika cel. zamieszkała przy Pl. Drą. Metziga". Koszt druku i kolportażu "Osy" pokrywali miejscowi kupcy chrześcijańscy, podkreślano też. że wydawnictwo jest wspierane z funduszy Stronnictwa Narodowego w Lesznie. Co prawda budzi wielką wątpliwość wybity na pierwszym numerze "Nakład Gwarantowany 5000", gdyż Leszno jako miasto nieco ponad dwudziestotysięczne, nie mogło wchłonąć tylu gazetek. Był to oczywisty chwyt reklamowy. Od stycznia 1938 r. informacje o nakładzie zniknęły. a na ich miejscu pojawił się napis: "Opłata pocztowa Uiszczona Ryczałtem". Miało to stwarzać wrażenie, że są już stali abonenci zamawiający czasopismo drogą pocztowa. Począwszy też od tego /8/ numeru zaczęto "Osę" sprzedawać po 5 groszy. Skończyło się więc jej rozdawnictwo. Próbowano też kolportować pisemko poza Lesznem w powiecie leszczyńskim, w Rawiczu, Krzywiniu i Śmigłu. Akcja ta nie przyniosła powodzenia. Treść "Osy" była zawsze taka sama. Składały się nań liczne karykatury i napastliwe artykuły wskazujące, że wszelkie zło bierze się od Żydów oraz że należy oczyścić Leszno z elementu obcego chrześcijaństwu. Drukowano spisy "żydofilów", na które to miano można było sobie zasłużyć rozmawiając chociażby z sąsiadem Żydem na ulicy. Wymieniano z nazwiska, z podawaniem adresu, mieszkańców Leszna i okolicy kupujących u Żydów. Z upodobaniem drukowano niewybredne dowcipy i wierszyki, których nieudolność szła w parze z zacietrzewieniem. Niektórych miejscowych kupców chrześcijańskich napominano, aby przestali się zaopatrywać w żydowskich hurtowniach. 9 listopada 1937 r. ukazał się artykulik zatytułowany "Strach przed Osą". Ilustruje on reakcję społeczeństwa, taką, jaką chcieliby widzieć wydawcy: "Pojawienie się "Osy" w Lesznie przyjęli żydzi i szabesgoje z przerażeniem i mają ku temu podstawy, bo będziemy się starali uprzyjemnić im życie tak aby co rychlej Leszno opuścili, gdzie czują się jak w ziemi obiecanej. Leszno należy do rzędu miast najchętniej odwiedzanych przez żydów. Miejscowi żydzi utrzymują się jeszcze dzięki nieuświadomieniu znacznej części ludności polskiej, która jak barany na ubój rytualny idzie do żydów. Smutniejszy jest fakt. że nawet niektórzy kupcy i rzemieślnicy polscy prowadzą konszachty z żydami. Tymi odszczepieńcami zajmie się "Osa" i postara napędzić rozumu do głowy". Atakowani Żydzi bynajmniej nie byli bierni. 16 listopada 1937 r. w Lesznie zamknęli oni sklepy na 2 godziny, na znak protestu przeciwko zarządzeniu władz uniwersyteckich o oddzielnych ławkach dla studentów żydowskiego pochodzenia. Na miejscu w Lesznie wniesiono parę spraw do sądu przeciwko oszczerstwom imiennym zamieszczonym w "Osie". Zdecydowana większość miejscowej inteligencji odcięła się wyraźnie od poczynań narodowców. Żaden nauczyciel poważany w mieście nie napisał ani jednej linijki do "Osy", ale i to środowisko było przez wydawców gazetki napastowane. We wrześniu 1938 r. opisano na łamach "Osy" poważaną nauczycielkę, dyrektorkę żeńskiego Seminarium Nauczycielskiego w Lesznie Jadwigę Mondelską za to, że zakupiła dla internatu łóżka z materacami we Włocławku za sumę 3 tyś. zł i że był to zakup dokonany w firmie żydowskiej. W rezultacie kilku oburzonych rzemieślników i kupców leszczyńskich ogłosiło w "Głosie Leszczyńskim" protest twierdząc, że dyr. Mondelską zamawia różne towary w Lesznie i nie można jej określać jako "żydofila". Sama bohaterka znalazła się ponad tym wszystkim i w ogóle nie zajęła stanowiska. Redaktorzy "Osy", począwszy od stycznia 1938 r., zaczęli drukować listy osób. które według obserwacji specjalnie opłacanych "pikiet obywatelskich" kupowały u Żydów. Oczywiście w wykazach tych nie figurowały nazwiska miejscowej biedoty, bo ta w wyniku ubóstwa musiała kupować tam, gdzie było chociaż o parę groszy taniej. Ale tak zwane obywatelstwo zaczęło się jednak uginać pod wpływem propagandy. Stad też zdarzały się w "Osie" odwołania, np. "Dnia 21.9 wychodził chłopak ze skórą od żyda Kibla, a zapytany przez pikieciarza oświadczył, że jest od p.Rękosiewicza. Możliwe, że chłopak chciał wprowadzić w błąd pikieciarza i zaszkodzić p.Rękosiewiczowi. Prosimy za tym p.Rękosiewicza do sekretariatu Str. Narodowego przy ul. św. Mikołaja 3 w godzinach urzędowania, celem wyjaśnienia powyższej sprawy". Jak widać tego rodzaju metody skutkowały, bo już po paru miesiącach wydawania "Osy" udało się zastraszyć część obywateli Leszna, zaś wydawcy pisemka stali się na tyle pewni siebie, że zaczęli od pomówionych żądać wyjaśnień i wzywać ich do swego sekretariatu. Zdarzało się, że "Osa" drukowała wyjaśnienia. "Sprostowanie - W ostatnim nr. "Osy" umieszczono, jakoby p.Jankowski. robotnik rzeźni miejskiej kupił trzewiki u żyda Pestmanna. Jak zdołaliśmy stwierdzić p. Jankowski trzewików u żyda nie kupował, co niniejszym prostujemy". Takie sprostowania nie zawierały przeproszenia, tylko suche wyjaśnienie, że pomówienie było nieprawdziwe. Najbardziej politowania godne były kampanie propagandowe ogłaszane w "Osie". Przebiegały one zwykle pod jakimś hasłem, oto niektóre z nich: "Chrześcijańskie dziecko nie może jeździć w wózku żydowskiego kupca", "Wyroby mięsne w żydowskim flaku". "Nie kupować żydowskich słodyczy". W serii artykułów tej ostatniej kampanii pisano między innymi, że chrześcijańskie dziecko nie powinno ssać cukierka wyprodukowanego przez firmę będącą własnością Żyda. Prawdziwe zamieszanie wybuchło w Stronnictwie Narodowym gdy "Głos Leszczyński" ujawnił, że kilku najbardziej oficjalnie zwalczających Żydów leszczyńskich kupców chrześcijańskich, zaopatruje się w innych miastach, po cichu, w hurtowniach żydowskich. Najbardziej próbowali redaktorzy "Osy" oczyścić z tego zarzutu filar Stronnictwa Narodowego w Lesznie Adama J. Misiaka. Ogólnie można stwierdzić, że bojkot żydowskich sklepów w Lesznie się nie powiódł. Bojkot towarzyski, jaki proponowała "Osa" w stosunku do neutralnie lub przyjaźnie wobec Żydów nastawionych mieszkańców również się nie udał. Po roku "Osa" stawała się coraz cieńsza, już od wiosny 1938 r. ukazywała się tylko jako druczek czterokartkowy. Trafiały się też dziwne, jak na program "Osy", teksty. Na przykład gdy w 1938 r. Żydzi w Zdołbunowie sprzedali stojące w ich bóżnicy organy parafii katolickiej, to "Osa" pochwaliła tę transakcję, donosząc: "wspaniałe organy za okazyjną cenę nabyto za 13 tysięcy złotych Kościół katolicki". W Muzeum Okręgowym w Lesznie zachowały się 24 egzemplarze wydania "Osy". Ostatnie datowane jest na 30 października 1938 r. Już jednak od poprzedniego numeru "Osa" ponownie była rozdawana bezpłatnie. Sprzedaż, jak widać, zupełnie się nie udała. Nie wiadomo jednak, czy po 30 października 1938 r. pisemko jeszcze się ukazywało.
„Przyjaciel Ludu” nr 5 i 6 1995 rok.Autor:Zdzisław Smoluchowski