Siostra Maria Gabrielis, z domu hrabina Monika
Ballestrem, na zamku Szklary Górne na Dolnym Śląsku, urodziła się 29
marca 1905 r. jako córka hrabiego Walentyna v. Ballestrem i Agnieszki, z
domu hrabiny zu Stolberg. Dziadkiem Moniki był hrabia
Franciszek v. Ballestrem na zamku Pławniowice, pow. Gliwice, poseł do
Reichstagu z ramienia katolickiej partii Centrum.
Siostra Maria Gabrielis wstąpiła do wspólnoty Franciszkanek Misjonarek w 1928 roku jako nowicjuszka w klasztorze Annunziata w Eichgraben (Austria). Urodziła się 29 marca 1905 w Szklarach Górnych (Ober Gläsersdorf) w powiecie lubińskim (Lüben), jako czwarte dziecko hrabiowskiej rodziny pod imieniem Monika hrabina von Ballestrem. Jej ojciec, hrabia Valentin von Ballestrem (1860–1920), stał od 1910 roku na czele rodzinnego imperium pruskiej linii Ballestremów. Matka Agnes (1874–1940) była z domu hrabiną Stolberg. Ballestremowie należeli m.in. do najbogatszych przedsiębiorców w przemyśle górniczym na Śląsku. Edukację szkolną uzyskała wyłącznie dzięki nauczycielom domowym, gdyż z powodu zachorowania na szkarlatynę cierpiała na poważne osłabienie słuchu. Pragnienie wstąpienia do klasztoru zrodziło się w niej po śmierci ojca. Jako że siedziba rodu Ballestremów znajdowała się w Pławniowicach (Plawniowitz) k. Gliwic, było rzeczą zrozumiałą, że po okresach pobytu w Wiedniu i Warszawie, w roku 1929 przyjechała do górnośląskiej placówki swojej wspólnoty, jaką był klasztor Trzech Króli w Kietrzu, gdzie w 1933 roku złożyła wieczyste śluby zakonne. Jako zakonnica przyjęła na siebie w klasztorze ważne zadania, pełniąc kolejno funkcje sekretarki, zarządcy ds. gospodarczych i ostatecznie asystentki matki przełożonej.
Na przełomie marca-kwietnia 1945 r. do Kietrza zbliżył się front. Miasteczko niemieckie władzę wojskowe przekształciły w twierdze, coraz łośniejszy stawał się zgiełk machiny wojennej. Już 31 marca, w Wielka Sobotę do kaplicy domowej klasztoru Trzech Króli wpadli dwaj pijani żołnierze radzieccy, krzycząc: "Hier Bolszewiki!" Domowy duchownykuratus Müller zdążył tylko przełknąć hostie. Rosjanie zdarli z niegoszaty mszalne i wyprowadzili, aby go przeszukać. Tuz przed północą w klasztorze znów pojawili się dwaj czerwonormisci. Przerażone siostry złapały się za ręce, a jedna z nich chwyciła krzyż misyjny. Jeden z Rosjan wyrwał jej go z dłoni i rzucił na posadzkę, natomiast drugi podniósł go i oddal siostrze. Po tym incydencie obaj wyszli, lecz po chwili, ten który rzucił krzyż, powrócił z innym kolegą, zaczął grozić siostrom, uderzył przełożona, która upadla, wymachiwał rewolwerem, a następnie go schował. Siostra Gabrielis zaczęła śpiewać hymn "Ave Maris Stella" i w momencie, gdy Rosjanin próbował wyprowadzić jedna z młodych mniszek, siostra Gabrielis odciągnęła go tak gwałtownie, ze obie upadły. Rosjanin zaczął bić ja kolba rewolweru, a jego kolega chciał pomoc bitej, lecz było już za późno. Zwyrodnialec strzelił siostrze Gabrielis w tył głowy. Natychmiast doszło do szamotaniny miedzy obydwoma czerwonoarmistami. Ten ludzki, próbował pomoc, wyprowadził zabójce, a potem wrócił i zaoferował wodę. Za późno. Siostra Gabrielis leżała z głową w kałuży krwi i rzęziła. Wkrótce zmarła. Siostry i proboszcz parafii Kietrz, Komarek, pochowali ja w ogrodzie klasztornym bez trumny. W maju 1946r. niemieckie siostry zakonne z Kietrza zostały wysiedlone i osiadły w Wiedniu i w Eichgraben w Austrii. W październiku tego samego roku z Warszawy do Kietrza przybyła na wizytacje do polskich sióstr przełożona prowincji franciszkanek-misjonarek, hrabina Szeptycka i uzyskała zezwolenie na ekshumacje i przeniesienie zwłok siostry Gabrielis na cmentarz. Wykopane w ogrodzie ciało nie wykazywało ani śladu rozkładu i nie wydzielało żadnego zapachu. Włożono je do trumny i po uroczystej mszy pochowano na kietrzańskim cmentarzu.