Ponad rok temu moje fotopolskie zainteresowania zagnały mnie do Rszewa, dawnej wsi, od 1987 r. dzielnicy Konstantynowa Łódzkiego. Wycieczka zaowocowała kilkunastoma zdjęciami obiektów będących pozostałościami po dawnym folwarku dworskim i pegeerze. Jak zwykle przed dodaniem zdjęć na Stronie konfrontowałem to, co zobaczyłem, z informacjami dostępnymi w sieci, i obowiązkowo z tym, co można wyczytać ze starych map. Przy okazji przeglądania niemieckiej mapy topograficznej tej okolicy moją uwagę zwrócił tajemniczy obiekt umiejscowiony około 1 km na zachód od wspomnianego folwarku. Obecnie miejsce to pokrywa las, a na współczesnych mapach nie zaznaczono tam niczego. Wobec tego mocno zaciekawiony tym postanowiłem kiedyś sprawdzić, czy da się odnaleźć jeszcze jakieś ślady tego obiektu i dowiedzieć się, co to mogło być.
Wycinek niemieckiej mapy topograficznej z 1944 r. (aktualizacja z 1940 r.) ze współczesnymi naniesieniami, na której widać zaznaczony obiekt (w czerwonym kółku). Dodatkowo dla orientacji zaznaczony został obecny przebieg ważniejszych pobliskich ulic.
Okazja do eksploracji nadarzyła się w pierwszych dniach marca, kiedy drzewa są jeszcze bezlistne, dzięki sprzyjającej całkiem niezimowej pogodzie. Po dotarciu w pobliże miejsca oznaczonego na starej mapie dość szybko udało mi się wypatrzyć z leśnej drogi w gęstwie samosiejek nietypowe wyniosłości terenu swoim wyglądem sugerujące, że mogą być dziełem człowieka. Po pokonaniu około trzydziestu metrów zobaczyłem pierwsze ślady tego, czego szukałem. W wielu miejscach dało się zauważyć wystające spod grubej warstwy zeschłych liści i patyków kawałki betonu, pozostałość po jakimś budynku. Stopniowo w miarę uważnego rozglądania się zacząłem orientować się, jak usytuowane mogły być jego mury. Dla potwierdzenia przypuszczenia co do ich przebiegu wystarczyło pogrzebać butem w ściółce, by natrafić na pozostawione w ziemi fundamenty. Posuwając się wzdłuż śladów północnej ściany zewnętrznej pomiędzy gęsto rosnącymi drzewami liczyłem kroki. Z każdą kolejną dzisiątką okołometrowych kroków moje zaskoczenie rosło. Obiekt, z którego pozostały właściwie tylko fundamenty, okazał się bardzo rozległy. Moje wcześniejsze domysły, że może chodzić tu o jakieś bydynki gospodarcze, nie potwierdziły się. Natomiast wszystko wskazuje na to, że istniał lub miał powstać tu budynek przeznaczony do zamieszkania. Jego rozplanowanie nasuwa nieodparte skojarzenie z rezydencją lub obiektem co najmniej o charakterze reprezentacyjnym. Czy rzeczywiście tak było, i czy obiekt istniał w postaci zupełnej, trudno powiedzieć. Tę kwestię spróbuję rozstrzygnąć w dalszej części artykułu.
Rysunek przedstawia zrekonstruowany na podstawie wizji lokalnej i zdjęcia lotniczego
Pozostałości zagadkowego obiektu zlokalizowane są po północnej stronie leśnej drogi będącej przedłużeniem ulicy Niesięcin i prowadzącej do Ignacewa i Mirosławic, w odległości około 150 m na wschód od skrzyżowania z inną leśną drogą stanowiącą z kolei przedłużenie ulicy Krzywej ciągnącej się od szosy z Konstantynowa do Lutomierska. Budynek usytuowany był równolegle do drogi około 20 do 30 m od niej. Stał w szczytowym rejonie rozległego wzniesienia przy północnym dość stromym jego stoku. Z planu przedstawiającego zarys ścian zewnętrznych zrekonstruowany na podstawie wizji lokalnej i zdjęć lotniczych terenu wykonanych za pomocą lidaru wynika, że bryła budynku była urozmaicona. Jej elementy tworzyły symetryczny układ z niewielkimi skrzydłami bocznymi oraz wysuniętą po stronie południowej półkolistą przybudówką. Przybudówka zapewne umożliwiała powiększenie mieszczącego się pośrodku budynku dużego pomieszczenia, być może salonu (jego powierzchnię oszacowałem na około 250 m kw). Budynek był długi na ok. 70 m, a jego maksymalna szerokość wynosiła ok. 35 m, zaś powierzchnia zabudowy przekraczała 1600 m kw. Trudno jest stwierdzić, czy był to obiekt parterowy, czy może w swojej centralnej cześci posiadał piętro. Wiele wskazuje na to, że zaprojektowany został jako konstrukcja murowana. Skrzydła boczne, prawdopodobnie parterowe, chyba posiadały cieńsze mury wzmocnione tylko pionowymi żelbetowymi rdzeniami, których pozostałości można odnaleźć w postaci rozstawionych w równych odległościach kikutów wystających spod grubej ściółki leśnej. Wzdłuż elewacji południowej pomiędzy skrzydłami ciągnął się wąski na 1,5-2 m taras ziemny ograniczony widoczną do dziś niską betonową opaską. Po stronie północnej istniały dwa prostokątne tarasy ziemne otoczone z trzech stron ścianami budynku. W północnej części zachodniego skrzydła obecnie znajduje się obszerny dół, który może być pozostałością po podpiwniczeniu. Na podstawie zdjęcia lotniczego można przyjąć, że bezpośredni dojazd od drogi do budynku prowadził po jego stronie wschodniej, a główne wejście było od północy. Brak za to wyraźnych śladów założeń ogrodowych w sąsiedztwie. Powyższy opis podałem przy założeniu, że budynek rzeczywiście powstał, jednak nie jest to takie pewne, o czym poniżej.
Z powodu braku ogólnodostępnych informacji trudno orzec, jakie było rzeczywiste przeznaczenie obiektu. Nie mniejszą trudność sprawia określenie, kiedy został zbudowany. Jedyne skromne informacje, jakie udało mi się uzyskać, pochodzą od leśniczego, który powiedział, że prawdopodobnie w czasie II wojny światowej rozpoczęto tu budowę szpitala psychiatrycznego przerwaną na poziomie fundamentów. Wersję taką podobno przekazali mu jeszcze w latach 90. starsi pracownicy. Jednak wzbudza ona duże wątpliwości, choć na razie nie można jej całkowicie podważyć. Fakt, na mapie topograficznej z lat 20. obiekt jeszcze nie występuje. Widać go dopiero na mapie niemieckiej z datą wydania w 1944 r., ale aktualizowanej na podstawie polskiej mapy WIG w 1940 r. Jeśli przyjąć, że budowa nie została dokończona, to trudno sobie wyobrazić, żeby taki obiekt trafił na mapę zaznaczony w taki sposób, jak inne istniejące już budynki. A i przeznaczenie budynku na szpital psychiatryczny wydaje się niemożliwe, bo wiadomo jaką politykę przyjęły i realizowały władze hitlerowskich Niemiec wobec osób psychicznie chorych. Wobec tego bardziej prawdopodobne są dwie inne alternatywne w stosunku do siebie wersje. Jeśli budynek został wzniesiony jeszcze przed wybuchem wojny na terenie należącym wtedy do majątku w Rszewie, to mogła być to letnia rezydencja jednego z jego właścicieli, bo po dawnym dworze przy folwarku od dwustu lat nie ma już śladu. Pozostał tylko dom, który był siedzibą jego zarządcy. Za taką wersją przemawia choćby usytuowanie i rozplanowanie budynku. W tamtym czasie miejsce, gdzie zlokalizowany był obiekt, tak jak większość terenu rozciągającego się na zachód od folwarku rszewskiego, nie było pokryte lasem. Najbliższe niewielkie skupisko leśne istniało po południowej stronie przebiegającej obok drogi. Dzięki położeniu na wzniesieniu z tego miejsca można było oglądać rozległy widok w kierunku północnym na dolinę rzeczki Lubczyny i okoliczne wsie Babiczki, Krzywiec i Rąbień, a nawet na odległy o 5 km Aleksandrów. Nie wykluczone jest, że taki duży obiekt mógł w czasie wojny zostać adaptowany na przykład na szpital jako miejsce rekonwalescencji dla rannych żółnierzy, zwłaszcza wyższych rangą. W tej wersji należałoby przyjąć, że po II wojnie światowej po upaństwowieniu majątku w Rszewie piaszczyste grunty zachodniej jego części przekazano Lasom Państwowym i przeznaczono pod stopniowe zalesienie. Wtedy zdecydowano o rozbiórce budynku stojącego z dala od ważniejszych dróg, być może nastąpiło to również ze względu na jego stan. Wiek najstarszych drzew wyrosłych na fundamentach dawnej rezydencji ocenić można na 50-60 lat, stąd wniosek, że do rozbiórki mogło dojść jeszcze w latach 50., chociaż las posadzony w jej otoczeniu może być trochę młodszy. Z upływem czasu resztki budynku schowane w ziemi także zarósł samosiewny liściasty las. Alternatywa dla tej wersji może być taka, że budowa rozpoczęta przed wojną nie została ukończona i niemieckie władze okupacyjne planowały jej zakończenie chcąc umieścić tu szpital. Dzisiejszy stan pozostałości jednak wskazuje na to, że budowa mogła być bardziej zaawansowana niż tylko na poziomie fundamentów. Reasumując, obie zaprezentowane tutaj wersje to tylko oparte na poszlakach i domysłach hipotezy. Niestety zagadka z rszewskiego lasu nadal czeka na rozwiązanie.
Zdaję sobie sprawę z tego, że czytając ten artykuł można odczuwać oczywisty niedosyt z powodu braku sprawdzonych informacji o tym, jaką funkcję pełnił budynek, kto go wzniósł i kiedy, i co było z nim później. Za to pełno tu określeń w rodzaju “przypuszczalnie”, “prawdopodobnie”, “być może”, “możliwe, że”. Moje próby znalezienia w ogólnodostępnych źródłach jakiejkolwiek informacji o tym budynku spełzły na niczym. Ze względu na obowiązki i brak czasu nie stać mnie na poszukiwania w archiwach. Nie wybieram się też w tę okolicę powtórnie, żeby chociaż na miejscu ze szpadlem w ręku dokładniej rozpoznać to znalezisko. Na razie muszą wystarczyć zdjęcia, na których z trudnością niestety można dostrzec to, co pozostało. Ale mam nadzieję, że z czasem jeśli nie mnie samemu, to może komuś innemu uda się dociec prawdy o tajemniczym obiekcie.
Na koniec wspomnę jeszcze o jednym znalezisku, na które natrafiłem przy okazji pobytu w rszewskim lesie. W odległości około 80 m na zachód od tajemniczej rezydencji na niewysokim wzgórku odnalazłem zarosłe trawą i zielskiem betonowe fudamenty stojącej tu dawniej wieży triangulacyjnej. Miejscowi nazywają to miejsce “patrolką”, bo wieża wykorzystywana była jednocześnie jako tzw. dostrzegalnia przeciwpożarowa, czyli służyła do obserwacji w celu wykrycia pożaru lasu. Jeśli mimo wszystko znajdę kiedyś czas na to, żeby tam pojawić się ponownie (obowiązkowo ze szpadlem), to być może będzie to okazja do napisania artykułu zawierającego więcej konkretów niż niniejszy.