starsze
nowsze
1
1+
2-
2
2+
3-
3
3+
4-
4
4+
5-
5
5+
6-
6
oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 7 głosów | średnia głosów: 6

Polska woj. kujawsko-pomorskie Bydgoszcz Stare Miasto ul. Tamka Przystań Bydgoszcz Barka "Nävis"

4 maja 2019 , Barka "Nävis" - historia barki w opisie obiektu

Skomentuj zdjęcie
piotr brzezina
Na stronie od 2011 listopad
14 lat 6 miesięcy 5 dni
Dodane: 5 maja 2019, godz. 16:19:22
Autor zdjęcia: piotr brzezina
Rozmiar: 1700px x 1113px
Licencja: CC-BY-NC-ND 3.0
Aparat: NIKON D5300
1 / 100sƒ / 5ISO 20034mm
1 pobranie
618 odsłon
6 średnia ocen
Poprzednie i następne zdjęcia piotr brzezina
Obiekty widoczne na zdjęciu
Barka "Nävis"
więcej zdjęć (2)
Francuzi planowali podróż barką przez Europę. Utknęli w Bydgoszczy (Jan Król)
W maju ubiegłego roku licząca ponad 120 lat barka Nävis z załogą wypłynęła z północnej Francji. W planach był półtoraroczny rejs europejskimi morzami i rzekami. To miała być podróż życia i spełnienie dziecięcych marzeń. Miała, ale pod koniec października ubiegłego roku barka z dwoma Francuzami na pokładzie wpadła w pułapkę polskich remontów. I nadal w niej tkwi.
Widać ją z daleka. Drewniana barka wyróżnia się na tle bydgoskiego krajobrazu - jest długa na prawie 20 metrów, a na jej rufie powiewa francuska flaga. Wybudowano ją 122 lata temu w Holandii. W jej długiej historii jest mocny polski akcent: przezimowała tuż pod mostami Solidarności, na Brdzie naprzeciwko Opery w Bydgoszczy.
- Jeden Francuz został, drugi do domku pojechał - mówi o załodze barki pracownik tutejszej łodzi wycieczkowej - Nie imprezuje, czeka sobie, aż śluzę otworzą. Śluza stara jest, długo ją remontują, ale myślę, że skończą pomalutku. Kawałek dalej przycumował Litwin, też przypłynął takim domkiem, nawet zatrudnił się na tej śluzie, żeby szybciej poszło.
Kapitanem francuskiej barki Nävis jest Gauthier Mear, a w przeprawie Wisłą pomagał mu przyjaciel Eric Jochum. - Podróż rozpoczęliśmy w Paimpol na północy Francji, w Bretanii. A dopłynąć mieliśmy do Rennes, które jest położone 50 km od Paimpol, tyle że my wybraliśmy drogę okrężną, przez Stambuł - śmieje się Gauthier. Odwiedzili Belgię, Holandię i Niemcy, następnie skierowali się morzem na północ. Przemierzyli Danię, Norwegię oraz Szwecję. Przepłynęli przez nią, wkraczając na Morze Bałtyckie. Tam obrali kurs wzdłuż jego wschodnich wybrzeży i dotarli do Gdańska.
- Taka wyprawa nie jest prosta, do sterowania barką potrzeba kilku osób. O ile dwóch sprawnych żeglarzy poradzi z nią sobie na rzece, to już na morzu potrzeba więcej osób. Z przyjaciółmi i rodziną rozpisaliśmy grafik ze zmianami. Kiedy ktoś mógł, spędzał ze mną tydzień lub dwa - opowiada Gauthier.
Rzekami Europy przez Polskę, Niemcy, Austrię, Węgry oraz kraje bałkańskie Gauthier dotrzeć miał do Morza Czarnego. Następnie przez Stambuł wpłynąć na wody Morza Śródziemnego i w kilka miesięcy, zmierzając jego północnymi brzegami, przypłynąć z powrotem do Francji, najpierw na Lazurowe Wybrzeże.
Mieli zostać trzy dni

Wisła przypomina Gauthierowi Loarę, najdłuższą we Francji rzekę. Jest wielka. Ale kiedy zapuścili się na jej wody, ich poziom okazał się bardzo niski. To wina wyjątkowo suchego lata.
Z Gdańska popłynęli do Tczewa. Tam poszli na basen, ale nie żeby popływać, tylko aby się umyć, bo okazało się, że w porcie nie było możliwości skorzystania z ciepłej wody. Ruszyli w stronę Bydgoszczy. Przeprawa nie była łatwa, wody płytkie, płynęli slalomem. Aż w pewnym momencie zauważyli, że Nävis nabiera wody. W Leroy Merlin na obrzeżach miasta kupili pompę, załatali przeciek. W końcu Brdą wpłynęli do centrum. Mieli zostać trzy dni i popłynąć dalej - do Berlina. Ale okazało się, że w Bydgoszczy trwa remont śluzy, więc nici z planów.
Francuzi byli zaskoczeni, bo na stronie polskiego urzędu informacja o tym była tylko w języku polskim. A w wersji angielskiej nie było jej w ogóle.- We Francji w Internecie jest po prostu dostępna mapa rzek, na której zamknięte odcinki są zaznaczone na czerwono - tłumaczy Gauthier. - Znalezienie informacji na polskich stronach jest trudne. Próbowałem nawet przy pomocy Google Translate i miałem z tym problemy. Próbowałem, naprawdę. We wszystkich krajach, przez które płynę, szukałem takich informacji.
Kanał Bydgoski łączący Wisłę z Odrą został wybudowany przeszło trzysta lat temu. Przebiega przez niego ustanowiona w latach 90. europejska droga systemu wodnego E70. Jedyny szlak rzeczny łączący Wschód z Zachodem, którym można pokonać całą Europę. Trwające aktualnie prace na zabytkowej śluzie Okole, pozwalającej na przeprawę między rzeką Brdą a rzeką Noteć, są jej pierwszym tak kompleksowym remontem. Prace musiały zostać przedłużone, bo demontaż mechanizmów okazał się bardziej skomplikowany i wymagał większej staranności w doborze prac i materiałów niż zakładano. Jednocześnie, jako że śluza to zabytek, każda ze zmian w dotychczasowym planie musiała zostać zaakceptowana przez Miejskiego Konserwatora Zabytków.
Jeśli nie przepłynąć, to może przenieść?

O Francuzach w Bydgoszczy głośno zrobiło się już w drugim dniu ich wizyty. Nie spodziewali się, że staną się lokalną atrakcją. - Wiadomość o nas rozeszła się podczas Dnia Zmarłych, w Polsce był wtedy długi weekend. Kiedy wychodziłem na pokład, codziennie czekała na nas jakaś osoba, która chciała pogadać, zobaczyć, jak żyjemy. Przyszła na przykład nauczycielka francuskiego, bardzo chciała pomóc - śmieje się Gauthier. Z kolei od dziennikarki zainteresowanej Francuzami i ich barką dowiedzieli się, że remont śluzy potrwa... do wiosny.
Podróżnicy, i ich kłopot, wywołali poruszenie. Spotkał się z nimi prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski. Podkreślił, że remont to inwestycja rządowa, ale jako włodarz miasta i były żeglarz - współczuje. Zaproponował pomoc w znalezieniu pracy. Jednym z pomysłów było przygotowywanie uczniów do matury z francuskiego. Myślano także o mieszkaniu socjalnym dla Francuzów. Niczego im jednak nie brakowało, wystarczyło podłączenie do prądu. Barka ma zasilanie i własne zbiorniki z wodą. Bydgoszczanie zaczęli też kombinować, jak wydostać Francuzów i ich barkę z pułapki. Może przenieść ją lądem? Dźwig miałby wyciągnąć z wody ważącą 30 ton łódź, a po przetransportowaniu zostałaby zwodowana za remontowaną śluzą.
- To była miła propozycja, ale bałem się, że łódź mogłaby się uszkodzić i odmówiłem. Wolałem zostać do wiosny w Bydgoszczy, zobaczyć, jak tutaj będzie - mówi Gauthier. - Szczerze, to obawiałem się, że będzie zimniej. Podczas wizyty w Olsztynie usłyszałem, że można tam jeździć na łyżwach po jeziorze. O kurde! We Francji tak zimno jest tylko parę dni w roku, kwestia klimatu. Ale okazało się, że zima była całkiem łagodna.
Typowy Bretończyk

- Żeglować zacząłem, kiedy miałem sześć lat. Jeden z moich dziadków był żeglarzem, a drugi rolnikiem - jestem z typowej bretońskiej rodziny! - opowiada. - W Bretanii jak idziesz do szkoły, to ze swoim nauczycielem uczysz się pływać, bo jesteśmy blisko oceanu. Zakochałem się w tym, więc żeglowałem każdego roku. W wieku 14 lat byłem na tyle dobry, że sam zostałem instruktorem. Zacząłem trenować innych, na studiach była to moja praca dorywcza. W Bretanii wszyscy żyją w zgodzie z oceanem. A naszą flagę, w biało-czarne paski, można spotkać wszędzie na świecie. Kiedy wyjeżdżamy za granicę, zawsze ktoś ma ją ze sobą.

Gauthier odkładał pieniądze na podróż przez Europę. Barkę kupił w Holandii. Sprowadził ją do Paimpol i dwa lata remontował. - Trwało to długo, ponieważ jeszcze pracowałem, byłem menadżerem w sektorze informatycznym, a remontowałem ją tylko w weekendy i święta - opowiada.
Nävis jest przestronna i starannie wykończona. Są w niej kanapy, aneks kuchenny, toaleta oraz łazienka i duża sypialnia. Na jednej ze ścian wiszą międzynarodowe flagi, w tym ta najważniejsza - bretońska. Oprócz tego zdjęcia rodziny i przyjaciół. Na półkach jest dużo książek. Obejrzeć można album stworzony przez tatę Gauthiera i dokumentujący remont łodzi.
Śluza nie do przejścia

Jest koniec marca, mijam barkę i idę nabrzeżem w stronę Litwina, który również utknął tutaj na zimę. Jego łódź wygląda zupełnie inaczej. To tzw. houseboat, czyli prostokątny domek na pływającej platformie. Z jednej strony są drzwi wejściowe, a z drugiej koło sterowe. Na dachu widać panele słoneczne. Całość nie jest większa od pokoju w bloku mieszkalnym.
Pukam, ale nie zastaję nikogo na miejscu. Jest środek dnia, więc może znajdę go na budowie śluzy. Kiedy docieram na miejsce, widzę, że remontowi daleko jeszcze do końca. Mury są rozgrzebane, stalowe drzwi zdjęte, a sama śluza sucha. Robotnicy przenoszą cegły, rozmawiają w grupkach. Okazuje się, że Litwin akurat wyjechał. Nazywa się Arunas Damkus i do Bydgoszczy przypłynął w grudniu. Celem jego podróży również było Morze Śródziemne. On także nie wiedział nic o remoncie, postanowił jednak, że weźmie sprawy w swoje ręce. Polskiego dopiero się uczy, ale zna rosyjski, więc udało mu się dogadać z robotnikami. Chciałby kontynuować podróż, zależy mu, żeby śluza została jak najszybciej otwarta. W pierwszych dniach wymuszonego postoju z nim również spotkał się przedstawiciel miasta, który zadeklarował pomoc w razie potrzeby.
W sprawie remontu śluzy kontaktuję się z Edytą Rynkiewicz, rzeczniczką prasową Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Bydgoszczy. Chcę się dowiedzieć, czy prawdą jest, że prace zakończą się na przełomie marca i kwietnia. Z informacji Rynkiewicz wynika, że remont się opóźnia: "Planujemy, aby próbnie komora śluzowa uruchomiona została na przełomie kwietnia i maja bieżącego roku, w ramach prób technicznych. Otwieranie wrót śluzy początkowo odbywać się będzie ręcznie, po to, aby jednostka ze wspomnianym Francuzem, która utknęła w Bydgoszczy, mogła wyruszyć w dalszą podróż".
Gościnność bydgoszczan

Przyjaciel Gauthiera, który pomagał mu w tej części podróży, musiał wrócić do Francji, bo czekała na niego rodzina i praca. Gauthier nie mógł porzucić swojego domu, jakim stała się barka. - Kiedy okazało się, że muszę tu zostać, zacząłem się zastanawiać, czy nie podjąć pracy - mówi. - Uczyłem żeglowania, mogę też uczyć francuskiego, ale bez znajomości polskiego jest to bardzo trudne. Do tego na święta wracałem do domu. Nikt by mnie nie zatrudnił najpierw na niecały miesiąc, a po powrocie na dwa miesiące. Nie było w tym sensu.

Oprócz żeglowania jego największą pasją są piwa z browarów rzemieślniczych. Często jeździ na kraftowe festiwale, a w podróży odwiedza bary, które serwują takie trunki.
- Gauthier z Erikiem szukali w Internecie miejsca na spędzenie wieczoru. Wyskoczyły im trzy kraftbary w Bydgoszczy. Poszli do jednego, nie miał klimatu, w drugim barman nie znał się na gatunkach piwa. Ostatni byliśmy my. Spodobało im się - opowiada Damian, barman w barze Prolog9. - Jest tu wielu młodych ludzi, można rozmawiać po angielsku, jest też fajny rockowy klimat. Francuzi powiedzieli, że zostają tylko na dwa dni i płyną dalej, a potem wrócili. "Nie powinniście już wyruszyć? Tak wam się podoba?" - pytałem. Okazało się, że śluza jest nieczynna. To powiedziałem im, że muszą się do nas przyzwyczaić. Kiedy kolega
Gauthiera wrócił do Francji, on zaczął wpadać częściej.
- Jako mieszkaniec Bydgoszczy powiem, że teraz każda budowa tutaj ma opóźnienia i mnie też to już irytuje - dodaje drugi barman, Michał. - Trasa uniwersytecka jest opóźniona już o rok. Albo Stary Rynek, też jest już długo rozkopany. Wszyscy mówią, że to typowo polskie i po prostu teraz trafiło na obcokrajowców.

Gauthier w barze czuł się jak u siebie. Z Michałem grywał w szachy, z gośćmi lokalu - w gry planszowe. Wystartował nawet w organizowanych tu mistrzostwach w "Klask!", grze, którą poznał dopiero w Polsce. Polubił miejsce i ludzi, ponieważ nie traktowano go jak lokalną atrakcję. Razem z Damianem pojechał nawet do Poznania, do jego znajomych.
- Bałem się, że moi przyjaciele go nie zaakceptują. Mówię im, że będzie jeszcze ze mną Francuz, prawie dwa razy od nas starszy. Chłopaki narzekały, że mieliśmy ten czas spędzać sami. Jednak Gauthier bardzo im się spodobał, polubili go. A on otworzył się w towarzystwie - opowiada Damian. - Moi koledzy ciągle mówili na niego Gucci, bo nie mogli zapamiętać jego imienia. A on się strasznie denerwował. Ale jego imię Polakom trudno jest wymówić, bo to jest 'GOTJE', takie z francuskim akcentem. Uczył mnie wymowy wiele razy, a ja nadal mam z tym problemy. Ponieważ się zaprzyjaźniliśmy - mi wybacza. Kiedyś zaprosił mnie nawet do siebie na francuskie śniadanie, było przepyszne.

Gauthier zwiedził już Poznań, Olsztyn, Toruń, był również w muzeum w Auschwitz, pojechał też do Gdańska, Warszawy i Krakowa. - Bardzo mu się podoba w Polsce - twierdzi Damian. - Nie spodziewał się, że ludzie tak dobrze go tutaj przyjmą. W naszym barze czuje się wyjątkowo swobodnie, bo nie skupia na sobie uwagi.

Kiedy rozmawiam z Damianem, już wie, że podróż jego francuskiego przyjaciela zostanie najprawdopodobniej przerwana. - Decyzja ma zapaść w ciągu kilku dni. Gauthier chce, abym ostatni kawałek polskiej trasy, do Gdańska, przepłynął razem z nim - mówi.
Francuz był z urzędnikami miejskimi w bydgoskim Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej. Upewnili się tam, że śluza nie zostanie ukończona na czas. A Gauthier chce jeszcze w wakacje wrócić do rodziny. Poza tym topnieją pieniądze, z powodu przymusowego postoju koszty podróży okazały się większe niż zakładał. Zmienia więc plany - do Francji nie popłynie już przez Stambuł. Pokieruje się z powrotem Wisłą do Gdańska, a tam przez morze dotrze do Berlina i kanałami wróci do Francji.
Na pożegnanie postanawia zorganizować imprezę na barce. Przychodzi kilkunastu znajomych z Bydgoszczy, jest i rodak pracujący w Polsce. Przyleciała też jego siostra, Clothilde, aby pomagać mu na barce. Przygotowali francuskie dania, wśród nich quiche, a gościom polewają pastis, czyli likier z anyżu, który we Francji pije się, dolewając do niego wodę. Z życzeniami i winem wpada też sąsiad, który sprzedał swoje mieszkanie w Warszawie i tak jak Gauthier zamieszkał na wodzie.
Mechanik ze stadionu

Kilka lat temu specjalnie dla tej podróży Gauthier założył na Facebooku fanpejdż. Był to projekt głównie dla rodziny i znajomych, ale od kiedy utknął w Polsce, używa go również do rozmów z mieszkańcami Bydgoszczy zainteresowanymi jego losem. Planując powrót zaapelował na Facebooku o pomoc. Chętni mogą popłynąć z nim, aby wesprzeć go w sterowaniu barką, kiedy wypłynie na otwarte morze. W powrotną drogę mieli ruszyć 27 marca, jednak podczas rozruchu doszło do awarii silnika, któremu zaszkodziła zima. Obejrzało go już dwóch mechaników, ale żaden nie zdołał go naprawić.
- Nie wiem, czy szybciej nie otworzą tej śluzy, niż my naprawimy ten silnik - próbuje żartować Gauthier i dodaje, że teraz oprócz marynarzy szukają jeszcze dobrego mechanika.
W pierwszy weekend kwietnia przyjaciele zabrali Francuza na zawody żużlowe, które odbywały się na Stadionie Miejskim w Bydgoszczy. Bardzo mu się podobało, kibicował nawet jednemu ze swoich rodaków. Znajomi Gauthiera poprosili o pomoc dziennikarzy
będących na miejscu, dzięki czemu podczas przerwy w zawodach spiker całemu stadionowi przedstawił Francuza i jego siostrę, opowiedział o ich przygodzie i problemie z silnikiem. I zapytał stadion: Czy ktoś mógłby pomóc? Zgłosił się jeden mężczyzna, powiedział, że pracownicy jego firmy zdiagnozują problem i się nim zajmą.
Kiedy Gauthier będzie mógł ruszyć dalej, tego jeszcze nie wiadomo. Na razie bydgoscy przyjaciele myślą o zorganizowaniu zbiórki pieniędzy, bo naprawa silnika będzie dużo kosztować.
Mimo że Bydgoszcz stanęła podróżnikowi na drodze, Gauthier stwierdza, że taką wycieczkę zawsze będzie można powtórzyć, a przyjaciołom mówi, że nigdzie w Europie nie poznał takich ludzi, jak w Polsce, więc na pewno tu wróci.
Może wtedy na jego drodze nie staną polskie remonty.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.
Opis z
Przystań Bydgoszcz
więcej zdjęć (25)
Zbudowano: 2011-2012
Przystań Bydgoszcz – kompleks mieszczący przystań sportową i turystyczną (marinę) oraz hotel, położony w Bydgoszczy nad Brdą w centrum miasta.

Lokalizacja
Przystań jest zlokalizowana na Wyspie Młyńskiej w rejonie Starego Miasta w Bydgoszczy. Jest usytuowana w pobliżu jazu Ulgowego, między Młynówką, a kanałem zbożowym oddzielającym obiekt od młynów Rothera.

Historia
Obiekt powstał w ramach czwartego etapu rewitalizacji Wyspy Młyńskiej pt. Rewitalizacja zdegradowanych terenów sportowych na Wyspie Młyńskiej, polegającego na budowie przystani jachtowej z bazą noclegową, niezbędnej infrastruktury oraz zjazdów z ul. Tamka. Elementami projektu były m.in.: rozbiórka starej przystani klubu sportowego „Zawisza” i postawienie na jej miejscu nowego obiektu, budowa przystani jachtowej oraz bazy noclegowej z zapleczem gastronomicznym, salą edukacyjną oraz studiem odnowy biologicznej, a także umocnienie nabrzeży od zachodniej strony ulicy Mennica do rzeki Brdy i nabrzeża od ul. Focha do młynów Rothera. Całe przedsięwzięcie kosztowało 19,4 mln zł, z czego 1,0 mln zł uzyskano z budżetu państwa, a 5,7 mln zł z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Kujawsko-Pomorskiego na lata 2007–2013[1].
Motywem realizacji projektu było zwiększenie atrakcyjności Bydgoszczy jako węzła wodnego na szlaku E70 Wisła-Odra. Konkurs na opracowanie projektu architektonicznego wygrało Laboratorium Projektowe Zivva – Tomasz Rokicki z Warszawy. Prace budowlane prowadzono od marca 2011 do października 2012 roku. Wykonawcą robót było konsorcjum firm bydgoskich: Ebud-Przemysłówka, Hydro-Eko, Gotowski, Budopol S.A. Obiekt oddano do użytku w listopadzie 2012 roku.
Infrastruktura
Przystań Bydgoszcz to połączone ze sobą dwa budynki[2]:
- dwukondygnacyjny, w którym zlokalizowano część sportowo-treningową z zapleczem magazynowym,
- czterokondygnacyjny z częścią hotelową, gastronomiczną i biurową.

Budynek jest przystosowany do obsługi ruchu turystycznego i sportowego związanego z wodą. Pełni zarówno funkcje hotelowe, jak i przystani sportowej i turystycznej. W obiekcie znajdują się[3]:
- recepcja z zapleczem biurowym,
- hangary na sprzęt pływający z zapleczem technicznym, w którym mieści się 16 łodzi wiosłowych, 5 motorowych oraz 80 kajaków sportowych i turystycznych, system pomostów nad Brdą, sala konferencyjna na 50 osób z widokiem na Brdę i Operę Nova,
sala sportowa z siłownią,
odnowa biologiczna z sauną i gabinetem masażu,
węzły sanitarne z szatniami,
sala restauracyjna z zapleczem cateringowym,
część hotelowa z 22 pokojami dwuosobowymi, w tym 4 dla osób niepełnosprawnych,
wypożyczalnia łodzi turystycznych, kajaków oraz rowerów,
pomost cumowniczy o długości 78 m (na 12 jachtów) wzdłuż ul. Tamka z dostępem do gniazd energii elektrycznej oraz urządzeniem do opróżniania łodzi ze ścieków.

Architektura

Budynek nawiązuje do motywu wodno-portowego, harmonizującego ten zakątek Wyspy Młyńskiej. Z jednej strony budynek odzwierciedla falę wdzierającą się na ląd. Z drugiej symbolizuje łupinę jachtu unoszącego się na wodzie.
Nagrody

Bryła architektoniczna Przystani Bydgoszcz obok tzw. Nowych Spichrzy uznawana jest za jedną z ikon współczesnej architektury w Bydgoszczy. Obiekt został uhonorowany m.in.:

nagrodą The World Leisure International Innovation Prize 2012 – Światowej Organizacji ds. Wypoczynku[4] (październik 2012);
drugim miejscem w VII edycji konkursu "Życie w architekturze"[5] (listopad 2011);
mianem Bryła Roku 2012 w konkursie organizowanym przez Gazetę Wyborczą[6] (kwiecień 2013);
wyróżnieniem w V edycji plebiscytu Polska Architektura XXL, organizowanego przez internetową Grupę Sztuka Architektury skupiającą wortale tematyczne skierowane do architektów[7] (maj 2013);
nagrodą architektoniczną tygodnika Polityka[8] (czerwiec 2013).

źródło: wikipedia
ul. Tamka
więcej zdjęć (43)
Dawniej: Mennica