|
starsze nowsze oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 1 głos | średnia głosów: 6
1940 , JadalniaSkomentuj zdjęcie
|
5 pobrań 1810 odsłon 6 średnia ocen Poprzednie i następne zdjęcia esski Obiekty widoczne na zdjęciu Pałac więcej zdjęć (13) Dawniej: Schloss Lankau Pałac w Łączanach, wiosce tuż koło Namysłowa, to paskudna historia błyskawicznego upadku. Mam do niego szczególny stosunek, ponieważ pamiętam jeszcze, jak mieszkało tam moje wujostwo z trójką kuzynów - jeszcze kilkanaście lat temu pałac był podzielony na parę mieszkań, a park piękny i zadbany. Obecnie za każdym razem, kiedy go odwiedzam, z większym trudem przedzieram się przez krzaki nie krzaki, a wejście na wyższe piętra pałacu wiąże się z coraz większym ryzykiem zapadnięcia się pod ziemię i to nie ze wstydu spowodowanego wkroczeniem na teren prywatny, bo pałac od kilku lat jest wystawiony przez gminę na sprzedaż... Niestety, obecnie jest już tak zrujnowany, że jego remont kosztowałby bajońskie sumy. Budowa pałacu rozpoczęła się w 1853. Ziemia należała wtedy od niedawna do rodziny Pförtner von der Hölle, wniesiona w wianie przez Helenę Fryderykę von Prittwitz. Został zbudowany w stylu neogotyckim, trochę z Tudorów, trochę z nie wiadomo czego, czyli ogólnie dziewiętnastowiecznej wyobraźni. Ceglany, na planie bryły, ze sterczynami, jedną wieżą. Otaczał go siedmiohektarowy park, w którym jeszcze dziś obejrzeć można miedzy innymi drzewami piękne platany, w tym co najmniej jeden pomnik przyrody (dowiem się, ile). Źródła głoszą, że park reprezentował sobą styl romantyczny, czyli musiał wyglądać imponująco... zanim nie zarósł doszczętnie. Niemal nigdzie nie można znaleźć ciekawej informacji, do której udało mi się dokopać, mianowicie, w czasach wojny w pałacu w Łączanach przebywało około setki chłopców w wieku 10-16 lat, przysłanych w ramach akcji "Kinderlandverschickung" z Kolonii - według propagandy III Rzeszy, akcja ta miała na celu zapoznanie miejskich dzieci ze świeżym powietrzem i pracą na wsi, naprawdę była szeroko zakrojoną akcją ewakuacyjną z miast zagrożonych bombardowaniem. Udało mi się nawet w jednej z szaf znaleźć obdrapane naklejki z niemieckim orłem i podpisy ołówkiem - imiona nabazgrane dziecinnym pismem. Następnie, po wojnie, zamieszkało w nim kilka rodzin, w tym moja. Po tym, jak pałac został sprzedany, nowy właściciel postanowił wyrzucić lokatorów i urządzić sobie w pałacu rezydencję, niestety, przeliczył się z kosztami - w końcu zaniedbany, niszczejący pałac został mu odebrany. Obecnie jest wystawiony na sprzedaż, ale systematycznie popada w ruinę. Na ścianach wyrastają imponujące grzyby, podłogi butwieją, dach prawie nie istnieje. Smutna sprawa - mam gdzieś tam jak przez mgłę wspomnienia, jak jako małe dziecko biegam po parku i korytarzach pałacu, a teraz, będąc tam, czuję, jakby czas został w oszałamiającym tempie pchnięty do przodu. |