To był 4 lipca 1989 roku godzina 09.14 kiedy do rutynowego lotu poderwany zostaje samolot Mig 23 nr boczny 29 pilotowany przez pułkownika Nikołaja Skuridina. Chwile po starcie rosyjski pilot melduje o kłopotach z silnikiem. Samolot zwalnia silnik z wolna traci obroty. W 29 sekundzie lotu pilot pociąga za spust katapulty i z wysokości 100 metrów opuszcza samolot. W samolocie gasnie dopalacz i pojawia sie dym widoczny jeszcze z lotniska. Z samolotem zostaje stracony kontakt. Poderwane zostaja dwa Migi mające odszukac płnący wrak ale nie znajdują niczego - wniosek nasuwa sie sam - samolot spadł do Bałtyku. Tak się jednak nie dzieje. Otóż 10 sekund po katapultowaniu silnik ożywa i zaczyna pracowac prawidłowo, do tego włącza sie autmatyczny system stabilizacji i samolot bez kontroli kontynuuje lot, co gorsza leci niekontrolowany na zachód w kierunku Niemiec. Mig wzniósł się na wysokość 12 km i z prędkością 700 km leci przez nikogo nie zauważony. W przestrzeni NRD jest spokojnie ale zaraz po przekroczeniu granicy z NRF poderwane zostają dwa amerykańskie F-15, które po zbliżeniu się do "intruza" meldują o braku pilota w śledzonej maszynie. Pada rozkaz o wycofaniu sie, na ziemi konsternacja: kamikaze a może broń biologiczna? Samolot dalej przelatuje nad Holandią śledzony przez naziemną stację kontroli w Nieuw - Milligen i zbliża sie do granic Francji. Francuzi podrywaja dwa Mirage z rozkazem zestrzelenia Miga gdy wleci w przestrzeń francuską.Mig jednak wciąż leci obok i finalnie nie dolatuje do Francji. Swój samotny lot kończy po przeleceniu dziewięćuset kilometrów w czasie 70 minut spdając na farmę w belgijskiej wsi Kooigem niszcząc zabudowania i zabijając syna gospodarza 19 letniego Wima Delaere. Sam pilot po katapultowaniu się ma jedynie potłuczenia i zostaje przewieziony do szpitala na obdukcję. Armia Radziecka po tym incydencie wypłaciła rodzinie Belga 800 tysięcy dolarów odszkodowania.