Kościół św. Mikołaja pochodzi z pierwszej ćwierci XIII wieku, ufundowany przez ród Odrowążów. Uważa się go za najlepiej zachowaną budowlę senioralną.
Jest jednonawową świątynią z wydzielonym prezbiterium zamkniętym przysadzistą apsydą. Od zachodu wieńczy go wieża o podstawie kwadratu, z biforiami u szczytu, zawierająca emporę. Wieża jest niedostępna z zewnątrz, na jej niższych kondygnacjach za okienka służą tylko wąskie przezrocza. Niezbicie świadczy to, że położony na wzgórzu kościół bywał również warownią.
Ściany wzniesiono z wapiennych ciosów, najbardziej dostępnego w okolicy materiału budowlanego. Detal rzeźbiarski wykonano zaś z lepszego do tego celu piaskowca. Do dziś zachowała się niezmieniona forma budowli (dodano tylko zakrystię od północy, małą kruchtę od południa i barokową sygnaturkę), przy restauracji obniżono tylko szczyty, uzupełniając materiał pod okapem cegłą. Poszerzone też zostały okna, z wyjątkiem północnego okienka prezbiterium i okna apsydy. To ostatnie jest zamurowane - pozostawiono w nim tylko małe, okrągłe przezrocze.
Portal wejściowy znajduje się od południa. Jest małym arcydziełem, zapierającym dech w piersiach. Wspaniale oddaje romańską estetykę - dostojną i skromną zarazem. To wąskie wejście o trójlistnej archiwolcie. W tympanonie znajduje się wielofigurowa płaskorzeźba (pierwotnie polichromowana) ze zmartwychwstałym (i przedstawionym bez brody!) Chrystusem w centrum, depczącym potwory o rybich ogonach. Po prawej stronie rozpoznajemy scenę narodzin Jezusa. Warto zwrócić uwagę, że Matka Boska przedstawiona jest na leżąco, co właściwe jest przedstawieniom wczesnośredniowiecznym. Półsiedzącą Madonnę w scenach narodzenia zaczęto przedstawiać dużo później. Nad żłóbkiem Jezusa nachylają łby sympatyczne wołki. Po lewej składają hołd dwaj święci. Pierwszym jest św. Norbert w szatach biskupich. Drugiego, przez brak atrybutów (jeśli nie liczyć wyjątkowo dużych dłoni), nie sposób zidentyfikować. Jest to jednak na pewno święty, nie fundator, jako że jego głowę otacza nimb. Prof. Świechowski sugeruje, że brak patrona kościoła - św. Mikołaja, zamiast którego występuje św. Norbert oraz niedopasowanie półkolistej płyty płaskorzeźby do trójlistnej archiwolty, może wskazywać na to, że dzieło było pierwotnie przeznaczone dla opactwa norbertanek w pobliskich Imbramowicach.
Kolejną rzeźbę znajdujemy na wschodnim szczycie prezbiterium. Wpisana jest w romboidalną niszę i przedstawia Madonnę tronującą z Dzieciątkiem. Wykonano ją w pojedynczej bryle piaskowca. Obie postacie mają atrybuty władzy - korony na głowach, zaś w prawej ręce Madonna trzyma jabłko. Ma urzekające rysy - ostre i twarde, ale jednocześnie urzekająco oddające emocje. Warto porównać ją z równoczesną jej Madonną z Goźlic.
Wewnątrz zachowało się pierwotne sklepienie prezbiterium (przemurowano sklepienie apsydy) oraz część sklepienia dolnej kondygnacji wieży. Co jednak ciekawsze, można tam obejrzeć bardzo interesującą i nietypową emporę (chociaż przysłaniają ją organy na dobudowanym podwyższeniu-"chórze"). Do wnętrza nawy otwiera się wybrzuszonym wykuszem z trzema półkolistymi oknami.
Dostać się można na nią oryginalnymi schodkami mieszczącymi się w grubości północnego muru wieży. Ksiądz proboszcz ostatecznie zgadza się nas tam wpuścić. Wspinamy się po schodkach - drabinie na podwyższenie dla organów, a stamtąd przez niskie drzwiczki - w korytarzyk prowadzący w grubości muru (od zewnątrz wyraźnie widać w tym miejscu pogrubiony mur na pierwszym piętrze wieży). Wchodzimy do przestronnego pomieszczenia na planie kwadratu, od strony nawy zamkniętego wybrzuszoną apsydą o konchowym sklepieniu. W apsydzie znajdują się trzy okienka wychodzące na nawę. Prof. Świechowski zauważa w tym miejscu ślad po ołtarzu, co świadczy, że pomieszczenie pełniło funkcję osobnej kaplicy. Empora robi urzekające wrażenie.
...a właściwie robiłaby. Gdyby nie to, że okienka zaślepiono płytą regipsową, a w apsydzie postawiono iście steampunkową machinę - dmuchawę do organów, z której prowadzi gruba rura, wychodząca do kościoła przez jedno z okienek. Organy, dodajmy, są tak potwornie zdezelowane, że wyglądają, jakby coś w ich wnętrzu wybuchło. To nie koniec. Empora wygląda dziś jak zapomniany magazyn jakichś zapomnianych resztek. Jej pierwotne krzyżowe sklepienie po prostu się zawaliło - u góry zieje dziura, przy ścianach pozostały okruszone, smętne resztki jego wsporników. To niezwykłe, unikatowe pomieszczenie, jest - powiedzmy to szczerze - zaniedbaną ruiną. Wysocice wołają o konserwatora!
Z empory prowadzi drabina na wieżę, gdzie zainstalowano dzwony. Na najwyższej kondygnacji romańskiej wieży (wyżej jest tylko barokowy hełm), gdzie wspinamy się nie bacząc na przepisy BHP, możemy z bliska obejrzeć biforia z uroczymi kolumienkami o klasycznych, kostkowych kapitelach. Co ciekawe, kolumienki są symetryczne - u dołu mają bazę o kształcie identycznym z kapitelem - rzecz jasna, odwróconym.
więcej :