Jest w Łodzi Polesie, nazwa będąca skrajnym przykładem zjawiska polegającego na rozszerzaniu, czy przesuwaniu z upływem czasu zasięgu terenu identyfikowanego pierwotnie z historyczną nazwą miejscową szczególnie na terenie miast. Dziś przeciętnemu mieszkańcowi Łodzi Polesie kojarzy się z zupełnie inną częścią miasta niż ta, którą tak nazywano kiedyś.
Nazwa Polesie należy do tego rodzaju nazw jak Pomorze, Pogórze, Powiśle, określających teren rozciągający się na granicy, czy na styku z lasem, morzem, górami, czy w sąsiedztwie rzeki (Wisły), i często rozumiany jako mający charakter przejściowy pomiędzy różniącymi się wyraźnie strefami. W staropolszczyźnie polesiem nazywano też niskopienny las odnawiający się sposób naturalny na porębach. I o ile np. warszawskie Powiśle jest tam, gdzie było od początku funkcjonowania tej nazwy, bo trudno sobie wyobrazić oderwanie jej od Wisły, to łódzkie Polesie “przeniosło się” całkiem w inny rejon miasta mimo, że las z którym było pierwotnie związane, pozostał tam, gdzie był zawsze. Jest to dziwny fenomen, którego źródłem jest cały splot różnych czynników mających na to wpływ w przeciągu ostatnich siedmiu dziesięcioleci.
Miasto Łódź lokowane było pod koniec średniowiecza, gdy okolice te pokrywały jeszcze pierwotne lasy. Większość obszaru przynależnego do miasta rozciągała się na zachód od Starego Miasta i obecnego centrum. Jego granice od tej strony można opisać posługując sie przebiegiem dzisiejszych ulic i tak: od północy są to ulice Wrześnieńska i Siewna, od zachodu Krakowska i Krzemieniecka, a na południu w przybliżeniu ulica Radwańska. Najstarsze uprawne niwy miejskie ciągneły się po północnej stronie rzeczki Łódki aż do dzisiejszej ulicy Borowej, resztę zajmował las. Przez kolejne dziesięciolecia las karczowano rozszerzając teren uprawny. Najpierw doszła niwa Nowe Przymiarki wydzielona na południe od Łódki do dzisiejszej ulicy Ogrodowej i Srebrzyńskiej (późniejsze Koziny), a w końcu w XVII w. najbardziej rozległe tzw. Pola Wdżarowe położone jeszcze bardziej na południe, gdzie dziś właśnie umiejscowione jest Polesie. Od tamtego czasu las miejski będący wspólną własnością mieszczan łódzkich pozostawał tylko w najdalszej zachodniej części dawnej Łodzi. Granica pomiędzy polami i lasem przebiegała mniej więcej wzdłuż ulicy Borowej, rzeki Łódki, Al. Włókniarzy, którą miejscami nieznacznie przekraczała, następnie wzdłuż ulic Struga i Łąkowej. Tak było też jeszcze, gdy w drugiej połowie XIX w. Łódź zaczęła się dynamicznie rozwijać.
Wtedy to las miejski na skutek zwiększonej eksploatacji na potrzeby miasta z wolna przestawał być zwartym masywem. Trudno jednoznacznie określić od kiedy tę leśną okolicę zaczęto nazywać Polesiem. Jeszcze w XIX w. używana była już nazwa Polesie Konstantynowskie (bo rozciągało się po obu stronach drogi do Konstantynowa Łódzkiego) w odróżnieniu od Polesia Widzewskiego będącego pozostałością dawnego lasu biskupiego, potem rządowego, przyłączonego do miasta w latach 40., gdzie wytyczono tzw. Nową Dzielnicę, a istniejącego nadal na wschód od dzisiejszej ulicy Kopcińskiego po granicę miasta z Widzewem, którą była wówczas linia późniejszej ulicy Konstytucyjnej. W 1902 r. wschodnim skrajem lasu miejskiego przeprowadzono linię Kolei Warszawsko-Kaliskiej z połączeniem od południa z Koleją Obwodową i skrawki terenu leśnego pozostałe po wschodniej stronie linii w następnych latach były sukcesywnie zagospodarowywane, a w południowym największym oderwanym fragmencie urządzono dzisiejszy Park Poniatowskiego. W ten sposób linia kolejowa stała się nową umowną wschodnią granicą Polesia Konstantynowskiego. To na Polesie jeździli i chodzili masowo na niedzielny wypoczynek w ciepłych porach roku mieszkańcy Łodzi, na Polesiu carskie władze rozstrzeliwały w latach 1905-1906 rewolucjonistów. Po I wojnie światowej na wylesionym po rabunkowych wyrębach w czasie tej wojny fragmencie Polesia Konstantynowskiego zbudowano miejskie osiedle dla robotników (Osiedle im. Mireckiego), a w pozostałej części przetrzebionego lasu rozpoczęto urządzanie parku miejskiego (Park im. Piłsudskiego). I nikt wtedy nie przypuszczałby, że kiedyś w przyszłości miejsca te nie będą powszechnie kojarzone z Polesiem.
A wszystko zaczęło się od tego, że w 1954 r. wprowadzono nowy podział administracyjny miasta na dzielnice i zamiast dotychczasowych trzech utworzono siedem. Wszystkie dzielnice oprócz Śródmieścia otrzymały nazwy wywiedzione od historycznie ugruntowanych nazw rejonów miasta wchodzących w skład tych dzielnic. Największy problem był z nazwą dzielnicy zachodniej, w obrębie której jedynym mocno zurbanizowanym obszarem był zachodni fragment śródmieścia, który zaczynał się już przy ulicy Piotrkowskiej dla zrównoważenia potencjału tej dzielnicy wobec pozostałych, i sięgał linii kolejowej. Ta część miasta nigdy nie miała swojej utrwalonej odrębnej nazwy (nazwa Dzielnica Wiązowa nadana na początku lat 60. XIX w. rejonowi rozplanowanemu najwcześniej i obejmującemu tylko ulice wokół dzisiejszego placu Barlickiego nie przyjęła się). Cały ten obszar rozwijał się po prostu w sposób analogiczny do przyrostu słojów w pniu drzewa, gdzie rdzeniem była ulica Piotrkowska. Przy wyborze nazwy tej dzielnicy nie brano też pod uwagę Kozin, czy niewielkiego Karolewa, a tym bardziej nazw przedmieść i wsi włączonych w granice miasta dopiero w 1946 r. Pozostało tylko to nieszczęsne Polesie. Jeszcze w 1960 r. ilość dzielnic zmniejszono do pięciu, a wschodnią granicę dzielnicy Łódź-Polesie przesunięto z Piotrkowskiej na ulicę Wólczańską. Taki stan trwał do 1992 r. do likwidacji podziału miasta na dzielnice adminstracyjne, ale de facto stary podział nadal funcjonuje w działalności urzędów i instytucji publicznych np. w adminstracji skarbowej.
O ostatecznym efekcie reinkarnacji nazwy Polesie zdecydował zwykły ludzki brak świadomości historycznego związku nazwy dzielnicy z określonym miejscem wśród napływających bardzo licznie do miasta nowych mieszkańców. Łódź przecież na skutek okupacji hitlerowskiej utraciła ponad jedną trzecią ludności. Z biegiem czasu i odchodzeniem starszych pokoleń brak takiej świadomości utrwalany przez decyzje adminstracyjne i oficjalny przekaz medialny przyczyniał się do coraz głębszego utożsamiania przez łodzian nazwy dzielnicy administracyjnej Łódź-Polesie z opisaną wcześniej faktycznie śródmiejską częścią miasta będącą do czasu budowy osiedli Retkinii w połowie lat 70. samym jądrem tej dzielnicy. Z resztą nikt nie wpadł na to, żeby wymyśleć i rozpropagować inną nazwę pozwalającą zaspokoić naturalną potrzebę identyfikacji okolicy zamieszkania za pomocą nazwy. Jednocześnie trochę w związku z powyższym, a trochę niezależnie, ale pod wpływem podobnych czynników, park na prawdziwym Polesiu, park który do dziś składa się w znacznej części z pozostałości dawnego lasu miejskiego, w ciągu kilkunastu powojennych lat zaczęto nazywać “parkiem na Zdrowiu”, zamiast jak dodtąd, na Polesiu. Na park z kolei rozciągnięto nazwę Zdrowie przyjętą najpierw dla wschodniej najwcześniej, bo jeszcze w 1906 r., przyłączonej do miasta części wsi Brus, a pierwotnie pochodzącą od nazwy istniejacego tam przed I wojną światową ośrodka dla rekonwalescentów zlokalizowanego w bezpośrednim sąsiedztwie lasu miejskiego. I tak jest do dziś, i tak zostanie chyba już na wieki, bo park włączono urzędowo w obręb obszaru SIM Zdrowie.
Zdjecie lotnicze z okresu II wojny światowej przedstawiające okolice obecnego placu Norberta Barlickiego, czyli dawnego rynku dzielnicy wytyczonej w latach 60. XIX w., obecnie określanej mianem Polesia.
Tego, co stało się z nazwą Polesie, nie da sie już cofnąć. W XXI w. doszło nawet do oficjalnego zatwierdzenia tej nazwy dla rejonu dotychczas określanego tak nieformalnie. W 2005 r. podzielono miasto na obszary Systemu Informacji Miejskiej, których nazwy teoretycznie mają nawiązywać do nazw historycznych, ale granice obszarów powyznaczane sztucznie nie zawsze mają związek z historycznym zasięgiem przyjętych nazw. Do tego obszary wciśnięto w nieskorygowane granice dawnych dzielnic. W wyniku tego powstał obszar “Stare Polesie” rozciągający się pomiędzy ulicą Wólczańską i torem kolejowym oraz pomiędzy ciągiem ulic Ogrodowa-Srebrzyńska i Aleją Mickiewicza, czyli zbliżony do tego już od kilku dziesięcioleci potocznie pojmowanego pod nazwą Polesie. Pomimo wcześniejszych konsultacji z historykami przed nadaniem nazw obszarom SIM, przyjęto taką niehistoryczną nazwę, bo dziś jest ona najbardziej rozpoznawalna, a dodanie przymiotnika “Stare” ma przewrotnie podkreślać, że chodzi o najstarszą część dawnej wielkiej dzielnicy administracyjnej Polesie ciągle jeszcze tkwiącej w świadomości wielu ludzi, choć takie odniesienie nie ma logicznego uzasadnienia, bo Nowego Polesia nigdzie nigdy nie było. A na zdrowy rozum powinno być wręcz odwrotnie. Ten rejon miasta, jeżeli trzeba było go jakoś nazwać, powinien być Nowym Polesiem w odróżnieniu Polesia, od którego dzielnica administracyjna przyjęła nazwę. Ale dziś w rzeczywistości mieszkańcom Łodzi nazwa Polesie kojarzy się najbardziej z okolicą węziej określaną, bo ograniczoną ulicami Wólczańską, Legionów, Żeligowskiego i Struga, a która jeszcze do niedawna nie cieszyła sie dobrą sławą z racji dużego zagęszczenia zabudowy w postaci często zaniedbanych kamienic komunalnych zamieszkiwanych w substandardowych warunkach. W ostatnich latach władze miasta w odpowiedzi na akcje protestacyjne mieszkańców tego rejonu przystapiły do jego częściowej rewitalizacji poprzez przynajmniej przebudowę kolejnych ulic na tzw. woonerfy nadając przy tym swoim działaniom odpowiedni rozgłos medialny przy okazji sprzyjający jeszcze bardziej zawężaniu identyfikacji nazwy Polesie tylko z tym rejonem. Chociaż może nie do końca, jeżeli budowanemu przystankowi kolejowemu w ciągu tunelu linii średnicowej nadano nazwę Łódź Polesie, a przystanek będzie przy ulicy Ogrodowej przy Manufakturze, ktorej teren wchodzi już w obręb Starego Miasta. To nasuwa myśl, że reinkarnacja jeszcze się nie zakończyła.
W Łodzi mamy więcej podobnych przykładów wędrówek nazw, może nie tak skrajnych, jak przypadek Polesia. Ale wszędzie czynniki wpływające na to są podobne jak tu. Dochodzą też do tego jeszcze kwestie marketingowe mające duży wpływ na popularyzację niektórych nazw kosztem innych w dobie powszechnego korzystania z informacji dostarczanych przez internet. Ale już nawet ponad pół wieku temu podczas planowania budowy zespołu osiedli pod nazwą Teofilów, przyjęto właśnie taką nazwę, jaką miała dawna kolonia położona w całkiem innym miejscu, bo po północnej stronie ulicy Aleksandrowskiej, a uznaną za lepiej brzmiącą, niż nazwy dawnych wsi Żabieniec i Grabieniec, na terenie których w rzeczywistości powstały osiedla. Innym przykładem jest współczesny przypadek nazwy “Nowe Złotno” nadanej kilka lat temu ze względów marketingowych nowemu osiedlu wzniesionemu przy ulicy Traktorowej na terenie nota bene dawniej należącym do wsi Grabieniec, obecnie w ramach obszaru SIM Złotno. Nowym Złotnem określano od ponad stu lat pobliski rejon będący częścią dawnej wsi Złotno, a położony na południe od ulicy Rąbieńskiej. Jednak teraz po wpisaniu w przeglądarkę internetową nazwy “Nowe Złotno” kilkadziesiąt pierwszych wyników wyszukiwania dotyczy wyłącznie nowego osiedla. W ten sposób dla młodszych pokoleń dawne właściwe Nowe Złotno już nie istnieje, bo Nowe Złotno jest jedno, tylko nowe "Nowe Złotno". I z tym niestety trzeba pogodzić się. Wypada przyjąć podejście pragmatyczne - ludzie w sposób naturalny potrzebują identyfikować miejsce, gdzie mieszkają, czy pracują, poprzez używanie jakiejś nazwy, a jakiej to nie ma aż takiego znaczenia, byle była to nazwa powszechnie kojarzona z tym miejscem.
Autor: Błażej Dziurzyński /blaggio./ 2024, wszelkie prawa zatrzeżone
Błażeju, jak zwykle czyta się świetnie. Temat interesujący i dobrze, że pojawił się na portalu, może pomóc osobom poszukującym informacji o Polesiu. Z taką migracją nazwy spotkać się można i w innych regionach kraju, ja najczęściej widziałam wędrujące nazwy ulic.
No tak, zjawisko ma charakter uniwersalny. Dziękuję Ci za wnikliwy komentarz. :-)
A tak na marginesie: ten artykuł jako pierwszy z dotychczas napisanych machnąłem wyjątkowo szybko, nie tak jak inne męczone po kawałku tygodniami, nawet miesiącami.
Trafiłem na Twój artykuł przypadkiem. Bardzo mnie zaciekawił. Takie migracje nazw, prowadzące wręcz do nieporozumień, istnieją także w Warszawie. Dowiadujemy się o niech dopiero, gdy zaczniemy drążyć temat.