Wkraczając do Polski okupant na mocy dekretu Adolfa Hitlera z 8 października 1939r. zajmował nasz przemysł.
Tym sposobem, wytwarzające substancje chemiczne i paliwa zakłady tj.: Blachownia, Trzebinia, Zdzieszowice, Czechowice, zostało otoczone szczególnym nadzorem hitlerowskich władz m.in. Abwehry. Chcąc ograniczyć możliwości okupanta koalicja antyhitlerowska, w oparciu o dane wywiadowcze, podjęła przedsięwzięcia mające na celu niszczenia przemysłu strategicznego przy użyciu amerykańskiego lotnictwa.
Przedsięwzięcia te były na pograniczu możliwości technicznych samolotów, zmuszonych korzystać z lotnisk włoskich, ponieważ rosyjskie były dostępne wyłącznie dla sił własnych. Bombowce dokonujące przelotów bez eskorty myśliwców narażone były na skuteczny ostrzał niemieckiej artylerii przeciwlotniczej co powodowało liczne straty. W lokalnej historii tragicznie zapisał się dzień 17 grudnia 1944r. przed Świętami Bożego Narodzenia, Z włoskiej bazy wojskowej Lucera, wystartowała należąca do 15.Armii Powietrznej USAAF, armada alianckich bombowców z samolotem o nazwie własnej „Święty Franciszek”. Zgodnie z zadaniem mieli dokonać przelotu, bombardowania i zniszczenia Zakładów Chemicznych w Blachowni Śląskiej. Dziesięcioosobowa załoga bombowca, wracając po bombardowaniu natrafiła na ostrzał, który uszkodził samolot. W godzinach popołudniowych eskadra dotarła nad ziemię oświęcimską. W jednym z lecących samolotów pracujące na wysokich obrotach silniki zaczęły przerywać i ostrzał lokalnej artylerii zmusił załogę do opuszczenia maszyny na spadochronach. Bombowiec rozbił się. W pierwszej grupie, lądującej na spadochronach koło Wilamowic był drugi pilot, uratowany dzięki pomocy lokalnego oddziału AK „Sosienki”. Przetrwał w ukryciu na terenie Międzybrodzia do końca wojny. Druga grupa została aresztowana wpadając w zasadzkę zastawioną przez żandarmów w Jawiszowicach. Osadzono ich w obozie jenieckim. Tragiczny los spotkał tylnego strzelca pokładowego Alvina J.Ellina zastrzelonego podczas lądowania na spadochronie przez jednego z żandarmów uczestniczących w zasadzce. Ciało Sgt Jerry`ego Ellina zabrano na posterunek, gdzie publicznie pokazywano jako dowód skuteczności policji. Pochowany został pod ścianą kostnicy. Po wojnie, w październiku 1945r.,z należytymi honorami, przy asyście amerykańskich oficerów i przedstawicieli ambasady, przeniesiony do osobnej mogiły na cmentarzu w Jawiszowicach. Z dobrowolnych składek wykonano grobowiec zwieńczony lotniczym śmigłem i pamiątkową tablicą. W 1947r., po kolejnej ekshumacji, przy asyście przedstawicieli amerykańskich wojskowych sił powietrznych przetransportowano zwłoki do Stanów Zjednoczonych, gdzie pochowano go na cmentarzu żydowskim przy Glenn Street Keith Avenue w stanie Tennessee. Znajdujący się w Jawiszowicach pomnik pozostawiono jako symbol wdzięczności lokalnego społeczeństwa dla amerykańskiego lotnika i do tej pory przypomina mieszkańcom o jego wyczynie.