starsze
nowsze
1
1+
2-
2
2+
3-
3
3+
4-
4
4+
5-
5
5+
6-
6
oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 14 głosy | średnia głosów: 6

Polska woj. wielkopolskie Poznań Stare Miasto ul. Grochowe Łąki Grochowe Łąki 1

1928 , "Nowe budowle. Dom mieszkalny na rogu Garbary i Grochowych Łąk."

Skomentuj zdjęcie
Podmiana na wyraźniejsze. Źródło :
2018-11-06 17:58:02 (7 lat temu)
Neo[EZN]
Na stronie od 2001 wrzesień
24 lat 8 miesięcy 11 dni
Dodane: 21 stycznia 2011, godz. 23:11:25
Aktualizacja: 6 listopada 2018, godz. 17:57:12
Rozmiar: 1441px x 2048px
13 pobrań
2853 odsłony
6 średnia ocen
Poprzednie i następne zdjęcia Neo[EZN]
Obiekty widoczne na zdjęciu
Grochowe Łąki 1
więcej zdjęć (3)
ul. Grochowe Łąki
więcej zdjęć (18)
Dawniej: Południowa (Südstrasse)
Na ul. Grochowe Łąki panuje na co dzień niewielki ruch. Kilka starych domów, dwie nowe plomby oraz okazała kamienica magistracka na narożniku Garbar to cała, skupiona po południowej stronie zabudowa tej krótkiej ulicy. Północną pierzeję zajmuje od końca XIX wieku zespół budynków dawnej Rzeźni Miejskiej, dzisiaj już nieczynnej. Na początku XX wieku ruch był w tym miejscu znacznie większy, a to z powodu domu nr 6, zbudowanego w 1907 roku według projektów żydowskiego architekta Martina Sonnabenda dla dra Franza Kantorowicza, właściciela firmy Hartwig Kantorowicz, producenta znakomitych wódek i likierów deserowych.

Ulica Grochowe Łąki, przed I wojną światową ul. Południowa (Südstrasse), powstała w ostatnich latach XIX wieku, kiedy władze miasta zdecydowały, po likwidacji urządzeń obronnych, o umiejscowieniu na tym terenie nowej Rzeźni Miejskiej. Były to wówczas bardzo zaniedbane tereny, zalewane często wodami niedaleko płynącej Warty, stąd, zanim rozpoczęto budowę rzeźni, nadsypano cały teren od 3 do 5 m ziemią i gruzem, likwidując na zawsze dawny efekt terenowy, który przetrwał do 1920 roku pod nazwą Tama Garbarska.

Obszerny teren pomiędzy nowo wytyczoną ul. Południową i ul. Małe Garbary (ob. Ul. Solna) podzielono na długie działki, zabudowane od strony obu ulic. Większość budynków stanowiła własność i była zamieszkiwana przez poznańskich Żydów, którzy w 1909 roku wznieśli na linii murów średniowiecznego miasta monumentalną, nową synagogę, kosztem miliona ówczesnych marek. Wąska podówczas ul. Solna, biegnąca inaczej niż dzisiaj, nie oddzielała terenów przy rzeźni od reszty Starego Miasta.

Budowa okazałej kamienicy Kantorowiczów od frontu, czyli od ul. Południowej, i zespołu fabryki wódek na pozostałej części działki była dla właścicieli koniecznością. Dotychczasowa siedziba fabryki, mieszcząca się od 1844 roku w starym domu przy ul. Woronieckiej 6, rozbudowana co prawda w 1882 roku o kolejne budynki aż do narożnika ul. Masztalerskiej, w początkach XX wieku nie spełniała już wymogów bezpieczeństwa.

Franz Kantorowicz zwrócił się o projekt do najbardziej wówczas prężnego architekta żydowskiego Martina Sonnabenda. Ten urodzony 2 sierpnia 1883 r. poznaniak, syn Karola i Reginy z Jaretzkich, po ukończeniu studiów w Berlinie, dzięki protekcji swego wuja Teodora Jaretzkiego, rozpoczął trwającą do 1920 roku wielką karierę wśród społeczności żydowskiej Poznania. Wzniósł szereg domów mieszkalnych dla najznamienitszych ówczesnych rodzin żydowskich, m.in. przy Starym Rynku 77, 83, 71-72, 38/39 i przy ul. Jadwigi (ob. Kraszewskiego) 17, domy towarowe przy pl. Wolności 8 i ul. Masztalerskiej 8, a także kilku znaczących wilii, jak chociażby dla R Jaretzkiego przy ul. Budnego 16 (ob. Roosvelta), H. Loevego na narożniku Ringu i ul. Kirchbacha (ob. Moniuszki) i wielu innych.

Zamówienie skierowane do współwyznawcy było w pełni zrozumiałe. Utartą praktyką grupy żydowskiej było zatrudnianie wyłącznie Żydów jako projektantów wznoszonych w początku XX wieku domów. Z innych współcześnie z Sonnabendem pracujących architektów trzeba wspomnieć Teodora Jaretzkiego, Hansa Uhla, Alfreda Grotte, Martina Mastera czy Fritza Pfanschmidta. Ta grupa twórców nadała znacznej części miasta specyficzny charakter.

Dom i fabrykę Kantorowiczów rozwiązano w sposób niezwykle oryginalny. Od frontu znajdowała się trzypiętrowa, okazała kamienica, mieszcząca po trzy mieszkania na każdej kondygnacji oraz pomieszczenia wysoko wyniesionej nad poziom gruntu sutereny. Powodowane było to problemami z posadowieniem wszystkich niemal budynków na tej ulicy, usytuowanej przecież na nasypowym, a więc niestabilnym do dzisiaj podłożu. Przejazd umieszczony na skraju działki prowadził na podwórze, gdzie znajdowała się fabryka. Równolegle do kamienicy frontowej wzniesiono tam, wykonany w konstrukcji żelbetowej, budynek, mieszczący na parterze biuro, a na piętrze ekspedycję gotowych wyrobów. Właściwa fabryka znajdowała się w następnym budynku, usytuowanym poprzecznie do działki , w którym znajdowały się hale produkcji i rozlewu alkoholi. Całość zamykał od tyłu budynek techniczny, stajnia i wozownia. Trzy budynki połączone były ze sobą skrzydłem wzdłuż zachodniej granicy działki, wszystkie wykonane zostały w najnowocześniejszej wówczas technice szkieletu żelbetowego i nakryte były wysokimi, mansardowymi dachami krytymi dachówką.

Przez całą niemal działkę znajdowały się wielkie piwnice, mieszczące magazyny, dostępne z poziomu parteru i pięter dzięki licznym windom towarowym i osobowym. Wentylację tych piwnic umieszczono przemyślnie w pogrubionych filarach murowanego ogrodzenia wschodniej granicy działki.

Fabryka Kantorowicza, dzięki zastosowanym środkom technicznym, była najnowocześniejszą tego typu budowlą w Poznaniu, a bezpieczeństwem przeciwpożarowym dorównywała wznoszonym wówczas domom towarowym.

Dla mieszkańców Poznania widoczna była jedynie część przednia, a więc fasada kamiennicy. Sonnabend potraktował ją jako bardzo prostą ścianę, podzieloną rytami okien, delikatną sztukaterią pod nimi i wertykalnymi quasi-lizenami o fakturze tynku udającego ciosy kamienne. Była to najprawdopodobniej jedna z pierwszych poznańskich realizacji, w której projektant zrezygnował z bogatej dekoracji sztukatorskiej. Podobny charakter miały elewacje budynków wewnętrznych, jedynie budynek biurowy podkreślony został prostym portalem i dekoracjami pod oknami centralnie umieszczonej spiralnej klatki schodowej.

Cechą charakterystyczną kompleksu fabryki Kantorowiczów był brak głównego wejścia do domu- aby dostać się do wnętrza, trzeba było przejść przez bramę prowadzącą na podwórze. Ponad bramą na trzech płycinach umieszczono widoki pierwszej siedziby firmy przy ul. Wronieckiej (po lewej stronie) i drugiej, rozbudowanej w 1882 roku (po prawej). Pośrodku, ponad lwem wspierającym się na ziemskim globie, dumnie prezentował się napis: „Hartwig Kantorowicz”. W ten sposób w tradycyjnym miejscu inicjałów właściciela czy architekta, bądź herbu właściciela, Kantorowicz ukazywał potęgę swej firmy. Wszystkie trzy przedstawienia przetrwały do dzisiaj niemal nienaruszone!

Rok 1920 przyniósł koniec ery Kantorowiczów. Konieczność opowiedzenia się za lub przeciw polskości spowodowała, że ogromna rzesza ludności żydowskiej Poznania, przede wszystkim ta najbogatsza, poczuła się kulturowo i językowo związana z Niemcami i wyjechała z miasta, sprzedając swe majętności, często za niskie ceny. W dniu 5 listopada 1920 r. o godz. 20 w kancelarii Ludwika Zachariasza Cichowicza przy ob. Pl. Wolności 18 stawili się dr Franz Kantorowicz oraz dwaj dyrektorzy Polskiego Banku Przemysłowców – dr Kazimierz Bajoński i dr Stanisław Pernaczyński. Franz Kantorowicz sprzedał bankowi wszystkie swe aktywa w Poznaniu, na które składała się m.in. fabryka na Grochowych Łąkach, stara fabryka na ul. Wronieckiej róg Masztalerskiej oraz inne posesje, za sumę 20 mln ówczesnych marek niemieckich, w tym 5 mln za grunty i budynki. Znamienne było stwierdzenie zawarte w akcie notarialnym, znanym zresztą z odpisu z 1941 roku: „[Kantorowicz] erklärt dass seine Mutterssprache die deutschsprache ist und dass er In dieser sprache der Akt zu erkläre wünsche. Welcher der Notar ebenfals mächtig ist”.

Wieczorny, niezwyczajny termin spisany umowy notarialnej staje się zrozumiały, gdy przypomnimy, że tenże Franz Kantorowicz podejrzewany był przez polską Straż Ludową o działalność antypolską i był nawet w 1919 roku kilka dni internowany. Bardzo podobnie ułożyły się losy jego dalekiego krewnego Ernsta Kantorowicza, syna Josepha, który po ukończeniu renomowanego poznańskiego Gimnazjum im. Cesarzowej Augustyny Wiktorii (ob. I Liceum Ogólnokształcące im. Karola Marcinkowskiego) jako ochotnik walczył przeciwko powstańcom wielkopolskim, aby po wojnie zdobyć europejską i światową sławę książkami o cesarzu Fryderyku II i Dwóch ciałach króla, które zaprowadziły go na uniwersyteckie katedry w Berkeley i Princeton.

Dawna firma Kantorowiczów działała w Poznaniu przez cały okres międzywojenny, produkując swe cieszące się znakomitą renomą i świetnie sprzedające się produkty, jak likier o nazwie Podbipięta w charakterystycznej, zielonej butelce z wizerunkiem rycerza na etykiecie.

W 1939 roku, 5 października, firma przeszła pod zarząd niemiecki i nadal produkowała alkohole oraz różnego rodzaju soki owocowe oraz marmoladę.

Po wojnie firmę upaństwowiono. Przestała oficjalnie istnieć 30 czerwca 1968 r. Budynek przekazano innej firmie, a park maszynowy sprzedano. I to był ostateczny koniec istniejącej od 1823 roku fabryki. Pozostał po niej wspaniały, acz zaniedbany gmach przy Grochowych Łąkach 6. Budynki przy Wronieckiej zostały zniszczone w 1945 roku i odbudowano je już w innej formie i na inne cele. Tradycji Kantorowiczów nie kontynuowano, a nazwisko uległo zapomnieniu, tak jak i fakt, że mieszkała kiedyś w Poznaniu obok ludności Polskiej i Niemieckiej wcale liczna, a przerastająca pozostałe nacje bogactwem grupa żydowska, wspierająca się wzajemnie, zatrudniająca własnych architektów przy wznoszeniu swych domów, willi, domów towarowych . Warto o niej pamiętać, przypominając dzieje minionej już epoki.

Jan Marek Skuratowicz