|
starsze nowsze oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 3 głosy | średnia głosów: 6
Lata 1900-1914 , Pocztówka - pozdrowienia z zawodów strzeleckichSkomentuj zdjęcie
|
10 pobrań 680 odsłon 6 średnia ocen Poprzednie i następne zdjęcia Wojciech Szuba Obiekty widoczne na zdjęciu
Pałac Panorama więcej zdjęć (18) Zbudowano: 1861 Dawniej: Schützenhaus Budynek przy ul. Ochronnej 9, zbudowany został w 1861r., na miejscu starszego obiektu, który należał do Bractwa Kurkowego w Stargardzie. Bractwo to powstało w mieście w okresie średniowiecza i było jedynym ze znaczniejszych stowarzyszeń cywilnych. Swoją siedzibę w mieście posiadało bractwo już od XVI wieku. Służyła ona za miejsce zebrań i zabaw członków stowarzyszenia. Od XVIIIw. do 1822r. siedziba ta usytuowana była za murami miejskimi na terenie pomiędzy Bramą Pyrzycką a Basztą,,Morze Czerwone". Wzniesiona była w konstrukcji ryglowej na obszarze splantowanych w XVIIIw. fortyfikacji miejskich. W 1822r. ówczesny,,król" bractwa burmistrz Meier, przydzielił swemu stowarzyszeniu nową działkę na Przedmieściu Luisy - po południowo-wsch. stronie Bramy Wałowej. W rok później członkowie bractwa, przy wsparciu z kasy miejskiej założyli na tym terenie okazały park z placem do ćwiczeń. W 1828r. na północnym skraju działki w pobliżu ulicy Ravensburg (Ochronnej) zbudowano zespół niewielkich budynków gospodarczych. W 1832r., nieopodal tych budynków rozpoczęto budowę nowego domu bractwa. Inicjatorem i fundatorem budowy był jeden z członków starszyzny bractwa renietr Knaver. Budowa kosztowała 2150 talarów. W 1847r. z inicjatywy rentiera Thorella przystąpiono do rozbudowy obiektu, dostawiając doń dużą salę zebrań. Budowę ukończono w 1848r. Budowa tej sali kosztowała 2423 talarów. Całość wzniesiona była w konstrukcji ryglowej. Dom ten spionął 25 września 1860r. i nie nadawał się do odbudowy. Wobec powyższego, rok później przystąpiono do budowy nowego domu połączonego z salą sebrań. Budowlę wzniesiono wg. projektu mistrza murarskiego Ludwiga Braatza I, tym razem z cegły. Koszt budowy wyniósł tym razem 13766 talarów. Uroczyste otwarcie nastąpiło 18 października 1861r. W domu urządzano znane w Stargardzie baie i zabawy. Był on czynny cały rok. Po 1945r. budynek wraz z całym terenem d. strzelnicy przejęło miasto. Po 1945r. dom stał przez kilka lat nieużytkowany. W 1959r. został wydzierżawiony przez władze miejskie Woj. Lidze Przyjaciół Żołnierza - późniejszej - Lidze Obrony Kraju. W skrzydle wschodnim mieściło się kino,,Panorama". Na parterze budynku głównego urządzono biura Ligi a na poddaszu urządzono mieszkania na zasadzie czynszowej. W 1963r. administracja LOK wyremontowała pawilony gospodarcze przed fasadą domu i adaptowała je na warsztaty szkoleniowe dla kierowców. W budynku głównym na parterze urządzono sale wykładowe. Pod koniec lat sześćdziesiątych budynek znajdował się w bardzo złym stanie; przeciekał dach, zarwały się stropy i podłogi. Ogrzewanie było niesprawne. W 1970r. w dawnej sali kinowej zawalił się strop wobec czego całe skrzydło zamknięto. W budynku głównym założono na parterze c.o. i wykonano częściowy remont. W 1988r. skrzydło, w którym mieściło się kino rozebrano. Elewację wsch. przemurowano. Wyremontowano dach i klatkę schodową. Na parterze zbudowano nowe łazienki. W 1990r. sporządzono nową umowę najmu lokalu przez Ligę Obrony Kraju. Liga wydzierżawiła 360,66 m2 a reszta użytkowana była na mieszkania czynszowe. Przez 4 lata budynek był jeszcze użytkowany po czym został opuszczony. W lipcu 1996r. LOK wymówiła wynajem budynku i od tego czasu pozostawał on bez użytkownika. (Wojtek W.S za mgr. Kazimiera Kalita Skwirzyńska muzeum Stargard 1996 r.) "Ale w niedzielę przebieraliśmy się. Włożyliśmy to, co najlepsze (był tylko jeden niedzielny garnitur), a potem szliśmy do Schützenhaus. Ojciec Ulliego należał do strzelców ze Stargardu. Jego rodzice też zawsze tam byli. W barze w każdą niedzielę od godziny 16.00 odbywały się kabarety i biesiady, a w przerwach odbywały się tańce. To tutaj spróbowaliśmy pierwszych niekierowanych kroków tanecznych; bo nie mogliśmy iść do szkoły tańca, po prostu nie było na to pieniędzy, ale często chodziliśmy z Ullim i Erichem, którzy brali udział w kursie tańca. Byliśmy też na balu. I jeśli mam być całkowicie szczery, mogę powiedzieć, że nie zachowywaliśmy się tak sztywno i głupio, jak niektórzy studenci tańca. Wstęp wynosił wówczas jedną markę Rzeszy. Obejmuje to również cenę za szatnię. Więc płaszcz i kapelusz zostawialiśmy tam. Szukaliśmy ładnego stolika, w każdą niedzielę był przeważnie ten sam. Potem przyszedł kelner, już nas znał. Byliśmy panami ze stałym piwem za 60 fenigów. Więc nie rzucaliśmy za dużo pieniędzy na starego Barfknechta. Cóż, przy stawce 4RM tygodniowo nie można sobie pozwolić na wielkie skoki, poza tym już wtedy paliliśmy, a Juno kosztowała 6 sztuk po 20 fenigów. A taka paczka musiała znaleźć się na stole dla młodych dżentelmenów, stosownie do ich statusu. Ale wzięliśmy też wszystko, co nam zaoferowano. Bawiliśmy się świetnie na przedstawieniach i prawie nie przegapiliśmy tańca. Moim zdaniem nasze ciężko zarobione pieniądze zostały naprawdę dobrze wydane. W mój ostatni sylwester w Stargardzie też byłem w Schützenhaus. Tym razem bez Heinza i Ericha obaj byli już w tańcu. Cóż, dawno mnie nie było. Zamiast pobudki z budzika miałem urlop od ojca. Nie musiałem więc patrzeć na zegarek. Orkiestra wojskowa grała na sali i wniosła ogromny rozmach do społeczeństwa Spotkałem tam wielu znajomych, którzy byli dla mnie bardzo hojni. Cóż, piłem i tańczyłem i byłem szczęśliwszy niż kiedykolwiek. Człowieku, życie może być piękne! Kiedy nadszedł ranek i zgasły światła w gospodzie, nadszedł czas, aby udać się na „Wielką pobudkę", którą orkiestra wojskowa wygłaszała każdego ranka w Nowy Rok. O dziewiątej byłem w domu szczęśliwy i całkiem nieźle zmęczony. Jakże się dziś cieszę, że tak hucznie świętowałam tego sylwestra. W końcu to był mój ostatni przełom roku, jaki dane mi było spędzić w Stargardzie. Dlatego nigdy tego nie zapomnę. Zupełnie przypadkiem odwiedził nas też w Sylwestera w domu pan Neumanna (Mampe) pracował i dostałem od niego w prezencie dwie butelki alkoholu.Pozwolono mi je samemu wybrać.Wybrałem dobre "Mampe Koem" i "Mampe Halb und Halb" , dwa wspaniałe wina.Butelkę Koem podarowałem w prezencie ojcu, który oczywiście bardzo się ucieszył i pozwolił mi bawić się do rana." Ernst Ganzke (1922-2012) wspomnienia (Wojtek W.S) Doch am Sonntag schmissen wir uns in Schale. Das Beste was wir hatten wurde angezogen, (es gab ja nur einen Sonntagsanzug), und dann ging es ab ins Schützenhaus. Ulli's Vater gehörte doch zu den Stargarder Schützen. Seine Eltern waren also auch stets dort. In dem Lokal war jeden Sonntag ab 16 Uhr Kabarett und Variete und zwischendurch wurde getanzt. Hier war es, wo wir unsere ersten ungelenkten Tanzschritte probierten; denn eine Tanzschule konnten wir nicht besuchen, dafür war einfach kein Geld vorhanden.Wir sind aber des öfteren mit Ulli und Erich mitgegangen, die nahmen an einem Tanzkurs teil. Den Abschlussball machten wir dann ebenfalls mit. Und wenn ich ganz ehrlich sein will, kann ich behaupten, dass wir uns nicht so steif und dumm angestellt haben, wie mancher Tanzschüler. Der Eintritt kostete damals eine Reichsmark. Darin war gleichzeitig der Preis für die Garderobe enthalten. Also wurden Mantel und Hut abgegeben. Ein schöner Tisch wurde gesucht, es war meistens jeden Sonntag der gleiche. Dann kam auch gleich der Ober, der kannte uns schon. Wir waren ja die Herrschaften mit dem Dauerbier für 60 Pfennig. Wir haben also dem alten Barfknecht nicht allzuviel Geld an den Hals geschmissen. Nun, bei 4,- RM Wochenlohn kann man sich keine sehr großen Sprünge erlauben, außerdem waren wir zu der Zeit auch schon Raucher und die Juno kosteten damals 6 Stück 20 Pfennig. Und so eine Packung musste ja bei jungen Herrn standesgemäß auf dem Tisch liegen. Aber dafür nahmen wir auch alles wahr, was uns geboten wurde. Wir amüsierten uns herrlich bei den Vorführungen und ließen auch kaum einen Tanz aus. Unser sauer verdientes Geld war meines Erachtens wirklich gut angelegt. An meinem letzten Silvester in Stargard war ich ebenfalls im Schützenhaus. Diesmal ohne Heinz und Erich, die beiden waren bereits auf der Walz. Nun, ich hatte keine lange Weile. Von meinem Vater hatte ich Ausgang bis zum Wecken. Ich brauchte also nicht auf die Uhr zu schauen. Im Saal spielte die Militärkapelle und brachte enormen Schwung in die Gesellschaft. Natürlich gab es auch zwischendurch immer wieder Einlagen. Viele Bekannte traf ich dort an und sie waren zu mir sehr spendierfreudig. Nun, ich trank und tanzte und war glücklich wie noch nie. Mensch, kann doch das Leben schön sein! Als dann der Morgen da war und in der Gaststätte die Lampen gelöscht wurden, war es an der Zeit, zum „Großen Wecken" zu gehen, das die Militärkapelle an jedem Neujahrsmorgen veranstaltete. Gegen neun Uhr war ich dann glücklich zu Hause und auch ganz schön müde. Was bin ich heute doch froh, dass ich diesen Silvesterabend so ausgiebig gefeiert habe. War es doch mein letzter Jahreswechsel, den ich in Stargard verleben durfte. Darum bleibt er mir auch unvergessen. Ganz zufällig hatte ich auch noch am Silvestertag im Hause des Herrn Neumann (Mampe) gearbeitet und bekam von ihm zwei Flaschen Alkohol als Geschenk. Ich durfte sie mir aussuchen. Ich wählte den guten „Mampe Koem" und „Mampe Halb und Halb", zwei wunderbare Tropfen. Eine Flasche, den Koem, schenkte ich meinem Vater. Der hat sich natürlich riesig gefreut, und gab mir daraufhin Urlaub bis morgens früh."
ul. Ochronna więcej zdjęć (37) Dawniej: Schützengasse Schützengasse [oryg. "ul. Kurkowa"/"ul. Bractwa Kurkowego"] (W.S) |