|
starsze nowsze oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 0 głosów | średnia głosów: 0
10 września 2022 , Garaże i stary biurowiec.Skomentuj zdjęcie |
Dodane: 12 września 2022, godz. 1:00:10 Autor zdjęcia: Mariusz Brzeziński Rozmiar: 1700px x 1203px Aparat: COOLPIX L340 1 / 250sƒ / 9.9ISO 804mm
1 pobranie 148 odsłon 0 średnia ocen Poprzednie i następne zdjęcia Mariusz Brzeziński Obiekty widoczne na zdjęciu Stare biuro więcej zdjęć (5) Zajezdnia PKS więcej zdjęć (13) ul. Gdańska więcej zdjęć (118) Dawniej: Luisenstrasse Luisenstrasse (od 3 czerwca 1857). (Ulica nazwana na cześć królowej Luizy, która przebywała w Stargardzie na przegląd wojsk w 1804 r.) Luisenstraße (seit 3. Juni 1857). (Benannt nach der Königin Luise, welche 1804 anläßlich der Truppenschau in Stargard weilte.) Ze wspomnień Franz Georg Hoffmann Zam. Stargard, Elsnerstrasse 44 (ul.Andersa) "Po południu 22 lutego 1945 roku dotarliśmy do Freienwalde (Chociwel) i ruszyliśmy dalej, w kierunku Stargardu. Ale nie mieliśmy pojęcia jak wygląda nasze miasto. Juz dlugo przed dotarciem widzieliśmy stojący nad miastem słup dymu. Nie mieliśmy jednak świadomości, że naloty bombowe zniszczyły kompletnie nasza małą ojczyznę. Obrzeża Stargardu, skrzyzowanie Luisenplatz (ul.Gdańska) i Wilmsstrasse (ul. Skłodowskiej-Curie) były tylko lekko uszkodzone, ale stare miasto, za Bramą Wałową, a także wzdłuż Iny było płonącym polem ruin." Hermine Stampa-Rabe Córka Joachima Stampa – inspektora w miejskim wydziale kultury zam. Stargard, Blucherstrasse (ul. Staszica) 7 lutego 1945 roku powiedziano, że na drugi dzień wyruszamy zaprzęgiem konnym. Na zewnątrz słychać było w oddali kanonadę dział... - za pół roku wrócimy spowrotem – powiedział mój ojciec tonem nie budzącym żadnych wątpliwości Na dworze leżał śnieg i wszystko było oblodzone. Wóz jadący ulicą Gdańską (Luisenstrasse) nie mógł ruszyć. Dla koni lód na drodze był bardzo niebezpieczny. Pośliźnięcie się i upadek łatwo mógł się dla konia skończyć złamaniem nogi, a to równałoby się dla niegio śmierci. Willi Huss był jednak przygotowany. Przyniósł dużą liczbę metalowych szpil, które wetknął w podkowy, dzięki czemu zwierzęta mogły bezpiecznie iść po gładkim lodzie. Bardzo smutne było nasze pożegnanie z dziadkiem i babcią na ulicy Gdańskiej. Przed nami jechał Willi Huss na wozie ciągniętym przez dwa siwki, my mieliśmy jednego konia a za nami jechali Niemcy znad Morza Czarnego wozem z dwoma dużymi końmi. Wszyscy siedzieliśmy pomiędzy kołdrami. Babcia z placu Popiela (Blucherplatz) pomagała mamie w opiece nad naszą dużą rodziną. Jechaliśmy z Luisenplatz, ulicą Gdańską pod górkę obok małego młyna i później w lewo w szosę maszewską. Droga prowadziła nas do Łęczycy, gdzie mieszkali rodzice cioci Wandy. Była ona żoną brata mamy Hansa Teske. U wujostwa zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci i spędziliśmy tam noc. Następnego dnia pojechaliśmy dalej, w kierunku Szczecina. Cała nasza grupa zatrzymywała się zawsze na jedzenie i wszyscy wysiadali. U gospodarzy lub w szkołach była okazja żeby coś ugotować. Niemcy czarnomorscy wyprzęgali konie u rolników i starali się o nie zadbać. Martwiliśmy się o te zwierzęta, gdyby coś im się stało musielibyśmy iść pieszo. Na drogách leżało wiele rannych lub chorych koni. Nie mogły one być dalej zabrane i miały tu swój smutny koniec. Dlatego gdy mieliśmy przed sobą zbyt strome wzniesienie to wszyscy wysiadaliśmy z wozów i szliśmy obok, a dopiero na szczycie wsiadaliśmy spowrotem. Jedynie mama z małą córeczką Urszulą zostawała na wozie, gdyż zostawienie małego dziecka samego mogło skończyć się jakimś nieszczęściem. Było już ciemno, gdy znaleźliśmy się na obwodnicy Szczecina. Miasto było pod silnym ostrzałem i bombardowaniem. Płonęło. Wrogie samoloty zrzucały tak zwane drzewka bożonarodzeniowe – flary na spadochronach oświetlające cele. Nasz wóz zatrzymał się na środku drogi. Wszyscy wysiedliśmy i położyliśmy się nisko na polu, na śniegu i lodzie. Nad nami przelatywały odłamki bomb. Jeden z nich, wielki jak pięść uderzył w ziemię obok ramienia mamy. Ale mieliśmy wszyscy szczęście w nieszczęściu. Tylko moja najmłodsza siostra Urszula dostała silnego przeziębienia, które później zamieniło się w zapalenie płuc. Jak tylko skończył się nalot ruszyliśmy, tak jak inni w dalszą drogę. Później w nocy znaleźliśmy miejsce do spania. W wielkim pomieszczeniu stało wiele piętrowych łóżek, spały na nich tylko dzieci i kobiety. Nasza kolumna dotarła do Prenzlau. Tutaj rozdzieliły się nasze drogi. Mama zadzwoniła do ojca do Neubrandenburga i on wkrótce do nas dotarł. żródło: FB "Stargard in Pommern" W.S |