starsze
nowsze
1
1+
2-
2
2+
3-
3
3+
4-
4
4+
5-
5
5+
6-
6
oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 1 głos | średnia głosów: 6
Skomentuj zdjęcie
Tutaj żaden z pojazdów nie jest strażacki
2023-01-09 22:07:22 (3 lata temu)
do Woj11: Słusznie. Usunąłem "strażackie" z opisu.
2023-01-09 22:42:39 (3 lata temu)
do Wojciech Szuba: Nieznam się, ale autobus jest bialo czerwony ? Albo to jest tylko cień ? I są dwie cisterny, po środku napewno niejest straźacka, ale ta po lewej juź by na straźacką wyglądala ☺ I Ford F15 mi teź dla straźaków pasuje ☺☺☺
2023-01-10 09:16:02 (3 lata temu)
Woj11
+1 głosów:1
do vetinari: Ja tu widzę milicyjny Gaz-69, wojskowego Stara 660, dwie cysterny Star 25 (raczej komunalne) i San-a H-25 lub 27 (może być też biało-niebieski)
2023-01-10 09:55:38 (3 lata temu)
do Woj11: No, jak pisalem...nieznam się....dziękuję. Ja wolej czołgy, okręty podwodne i pancerniky, tam się troche znam ☺☺☺
2023-01-10 10:00:31 (3 lata temu)
Wojciech Szuba
Na stronie od 2020 styczeń
6 lat 3 miesiące 8 dni
Dodane: 9 stycznia 2023, godz. 21:47:23
Rozmiar: 1440px x 800px
5 pobrań
519 odsłon
6 średnia ocen
Poprzednie i następne zdjęcia Wojciech Szuba
Obiekty widoczne na zdjęciu
Zbudowano: 1966
Zlikwidowano: 1969

Zakład powstał jako spółdzielnia krawiecka w 1950 roku. Później skupiając rzemieślników również innych fachów przekształcił się z czasem - na początku lat sześćdziesiątych - w Powiatową Spółdzielnię Pracy Usług Wielobranżowych "INA". W 1966 r. podzielono ją na dwie niezależne: znowu Spółdzielnię Odzieżową "Ina" i na Usługową Spółdzielnię Wielobranżową. 1 stycznia 1966 r., wpis z Kroniki Powiatu Stargardzkiego: „Rozpoczęła swą działalność nowo powstała Odzieżowa Spółdzielnia Pracy „Ina” w Stargardzie. Spółdzielnia zatrudnia 78 osób. Warsztaty posiada w budynku przy Pl. 22 Lipca nr 5”.



Niestety 10 sierpnia 1969 r. budynek spłonął. Pracę straciło dwieście kobiet. Szwaczki w dużej części znalazły później zatrudnienie w Luxpolu. (obiekt założony dzięki Panu Mariuszowi Janikowskiemu)


Placu 22 lipca 5
więcej zdjęć (2)
Zbudowano: 1890
Zlikwidowano: 1969
Dawniej: Heiliggeiststrasse 5

Pod tym adresem swoje usługi świadczył Wilhelm Reisener. 



Introligatornia, handel papierem i skład artykułów papierowych, sprzedaż ksiąg handlowych i śpiewników w nowoczesnej oprawie skórzanej, artykuły na prezenty, a także druk pocztówek. Potwierdzona działalność: 1893-1945.

Adresy: Radestr. 3 (1893-1900), Holzmarktstr. 26 (1911-1945)



1950 - Spółdzielnia krawiecka.



1966 - Powiatowa Spółdzielnia Pracy Usług Wielobranżowych "INA". (zał. podobiekt)



Gmach widoczny spłonął w sierpniu 1969 (W.S)


ul. Bogusława IV
więcej zdjęć (93)
Dawniej: Heiliggeiststrasse, Kościelna, Poznańska
(Heiliggeiststr.) tłum. "ul. Świętego Ducha
pl. Plac Świętego Ducha
więcej zdjęć (10)
Dawniej: Plac 22 Lipca
Heiligegeistplatz (Plac św. Ducha). Plac usytuowany na dawnym przedmieściu przed Bramą Pyrzycką, przy kościele św. Ducha. Przynajmniej do 1885 r. ten odcinek nosił odrębną nazwę An der heil. Geist. Kirche obejmując zaledwie 4 numery (w tym szpitale Jobsta i św. Ducha oraz domy kantora i pastora). Z placu odchodziły: Jobstr. (ul. Stefana Czarnieckiego), Pyritzerstr. (ul. Prezydentów RP Lecha Kaczyńskiego i Ryszarda Kaczorowskiego), Ihnastr. (ul. Popiela), Heiligegeiststr. (ul. Bogusława IV). Budynek z flagą na dachu był siedzibą dowództwa podokręgu i garnizonu stargardzkiego, był tu także punkt rekrutacyjny dla poborowych z kilku powiatów oraz areszt garnizonowy.

--------------
Wspomnienia Alexa Schlosser Porucznik
9 Dywizja Spadochronowa
:W sztabie dało się wyczuć przygotowania do jakiejś większej operacji. Byłem zbyt niski stopniem by być wówczas wtajemniczonym. Poza tym byłem oficerem frontowym, nie sztabowym. Widać było jednak wzmożony ruch, pojawił się generał wprost z Berlina. Do Stargardu wciąż docierały kolejne jednostki.Podlegający mi oddział miał wówczas wiele roboty, ja zresztą również. Jeżdziliśmy po całym obszarze rozlokowania wojsk z rozkazami, ale też byliśmy wysyłani na zwiad. Kilkukrotnie zetknęliśmy się z żołnierzami sowieckimi. Byli pewni siebie, co często stanowiło dla nich zgubę. Ich przewaga sprzętowa była wyraźna, ale w bezpośredniej walce większość nie mogła równać się spadochroniarzom. Jednak z reguły unikaliśmy walki, nie była ona wówczas naszym zadaniem. Wysłano mnie z rozkazem dla dowódcy SS Wallonien. Musiałem odnaleźć go gdzieś w okolicy Witkowa. Przemknąłem ulicą Mieszka I w stronę wyjazdu w kierunku Pyrzyc. Jechał ze mną Rudi, desantowaliśmy się razem na Krecie. Jakimś cudem przeżyliśmy wówczas bitwę z nowozelandczykami. To było piekło, straciłem tam wielu przyjaciół. Teraz razem z Rudim przejechaliśmy przez Bramę Pyrzycką i tuż przed Kościołem Św. Ducha niemal zderzyliśmy się z wojskowym volkswagenem. Okazało się, że jechał nim do miasta dowódca belgijski Degrelle. Mieliśmy szczęście, że się nie minęliśmy. Stanęliśmy przy wejściu do świątyni. Przekazałem mu rozkazy. Zapaliliśmy wszyscy papierosy i krótko porozmawialiśmy o sytuacji. Mówił ze śmiesznym akcentem. Widać było po nim wolę walki i determinację. Typowy oficer z pierwszej linii. Ale nie rozumiałem co on tutaj robi. Doskonale pamiętałem swoją pierwszą akcję tej wojny. Desant szybowcowy na belgijską twierdzę Eben-Emael w 1940 roku. Pokonaliśmy wówczas właśnie Belgów. Dlaczego walczyli oni teraz w niemieckich mundurach ? Przecież ich rodacy traktowali nas jak wrogów. Nie wiem.
Rudi pokazał palcem na ulicę Śląską/Wilhelmstrasse – Tam mieszkają moi rodzice – powiedział – tu się wychowałem.
Dzięki spotkaniu z Degrelle zyskaliśmy dużo czasu. Puściłem Rudiego do domu rodzinnego, a sam pojechałem do własnego. Musiałem wreszcie przeczytać list od Anny. Znów jechałem drogą w kierunku cmentarza. Na skrzyżowaniu stali żandarmi, ale znali mnie już z wielu przejazdów, więc machnęli jedynie – jechać!
W mieszkaniu panowała przygnębiająca cisza. Słychać było ciche cykanie zegara wiszącego na ścianie. Nikt nie palił w kaflowych piecach, więc pokoje były nieprzyjemnie wyziębione. List od Anny leżał tam gdzie powiedział mój ojciec.
„Najdroższy, jeśli czytasz ten list to znaczy, że jest po wszystkim i wróciłeś do domu. Jeśli tak się stało, jestem bardzo szczęśliwa. Musiałam go zostawić Twojemu ojcu, gdyż poczta przestała już działać w Stargadzie. Wyjeżdżam z wujostwem do ich przyjaciół w Dreznie. Może tam front nie dotrze, a miasto chyba jest zbyt daleko aby było bombardowane. Napiszę do Ciebie jak będę tylko mogła. Kocham Cię. Twoja A.“
Oczywiście list był znacznie dłuższy. Znów przywołał wspomnienia lata 1944 nad naszym Miedwiem. Słońce, plaża, żadnych odgłosów wojny. Jakby jej nie było. Tylko moje poranione wówczas ciało przypominało skąd wróciłem i dokąd znów będę musiał wrócić. A teraz, w tym zimnym, pustym domu rodzinnym, z wyraźnymi odgłosami artylerii zastanawiałem się co dalej. Trudno mi było wyobrazić sobie normalne życie, bez huku dział, szumu pocisków, bólu, krwi i śmierci. Niestety moja droga Anno – pomyślałem – wróciłem, ale nie jest jeszcze „po wszystkim“.
Źródło FB: Stargard in Pommern (W.S)