|
starsze nowsze oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 0 głosów | średnia głosów: 0
Lata 1900-1930 , Brama Wałowa oraz Luisenstr 1 od podwórza.Skomentuj zdjęcie |
2 pobrania 338 odsłon 0 średnia ocen Poprzednie i następne zdjęcia Wojciech Szuba Obiekty widoczne na zdjęciu
Luisenstr. 1 więcej zdjęć (2) Dawniej: Luisenstr. 1 1900 r. Instytut budowy młynów A. Gutzeita, Brama Wałowa więcej zdjęć (138) Atrakcja turystyczna Dawniej: Walltor Zabytek: 231 z 6.04.1957 "Dochodzimy do trzeciej z dawniej istniejących trzech bram lądowych, przez które prowadzony był ruch do i z miasta. Brama Wałowa [Wallthor], znajdująca się po wschodniej stronie miasta, ma wiele wspólnego z Bramą Pyrzycką w swojej konstrukcji i również stanowi dość przyjemny widok. Dawniej po zwodzonym moście przechodziło się przez rzekę Inę do przedbramia, a stamtąd do istniejącej do dziś bramy głównej. Na froncie bramy we wnękach umieszczony był wizerunek i herb księcia Eryka II, co pozwala przypuszczać, że została ona zbudowana w 2. połowie XV wieku, kiedy Eryk panował i czasowo mieszkał w Stargardzie. Górne piętro wraz ze szczytami wydaje się być przebudowane w XVII wieku w stylu renesansowym. W 1884 roku brama została odnowiona, a w przejeździe zamiast starego drewnianego stropu powstało sklepienie krzyżowe. W sygnaturce bramy znajdował się zegar wybijający godziny. W murze miejskim, przy Bramie Wałowej, znajdowała się tzw. Baszta Kowalska [Schmiedeturm], którą rozebrano w 1871 roku." - z przewodnika Otto Zucka (1900 r.) wyd. MAH Stargard (W.S)
Zbudowana w północno-wschodniej części obwarowań miejskich, u wyjazdu do Maszewa. Jedna z czterech średniowiecznych bram miasta, położona przy ul. Bolesława Chrobrego w Stargardzie. ul. Bolesława Chrobrego więcej zdjęć (553) Dawniej: Grosser Wall (od ul. Portowej do mostu na ul Gdańskiej), Johannisstrasse (od pl. Wolności do ul. Portowej) Zabudowę ulicy stanowiły 2 lub 3 kondygnacyjne kamienice z lokalami usługowymi na parterze, o czym informowały liczne szyldy lub napisy na elewacjach budynków. Reprezentacyjny charakter ulicy widoczny jest w detalach architektonicznych. Uwagę widza zwracają drzwi widoczne po lewej, a także balkon i secesyjne kandelabry gazowe. Po prawej stronie dostrzec można skrzynkę na listy. Przy tej ulicy pod numerami 28/29 mieszkał Carl Rasch, właściciel fabryki likieru (niewielki fragment tej kamienicy widoczny jest na skraju pocztówki po lewej), kupiec Gustaw Luhde, mistrz rzeźnicki August Garbrecht. Po drugiej zaś stronie ulicy pod nr 8 mieścił się „Zajazd pod gwiazdą” Hermanna Fritza. Przy ulicy Wielkiego Wału były także nieruchomości będące własnością firmy F. J. Mampe. Do najbardziej znanych mieszkańców Grosser Wall należał właściciel fabryki sody i mydła Hermann Bumcke oraz nadburmistrz Hermann Pehlemann. --------- Ze wspomnień Ingrid Schwichtenberg z domu Ziemer Zam. Stargard, Grosser Wall 17 (ul.Chrobrego) "W czasie bombardowanie trzęsła się piwnica. Nagle ogromny huk. Światło zgasło, a nas rzuciło na ziemię. W świetke latarek kieszonkowych niewiele można było zobaczyć, wszystko spowijał gęsty pył. Dopiero następnego dnia zobaczyliśmy, że siedzieliśmy przy kominie, do którego wpadła bomba, która nie eksplodowała. Pomiędzy poszczególnymi falami nalotów mężczyźni chodzili na górę aby ugasić ewentualne pożary. Przymocowywali zasłony osłaniając nimi zniszczone wybuchami okna. Niektóre zdejmowali, aby nie zajęły się płomieniami od iskier i nie podpaliły mieszkań. Kiedy od czterdziestu pięciu minut nie słychać było samolotów, wyszliśmy z piwnicy na zewnątrz. Nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom, wszędzie pożary, dym zapierał nam oddech. Nasz dom wprawdzie jeszcze stał, ale wciąż słychać było eksplozje i dzwięki przypominające serie z karabinów maszynowych. Czy to były tylko odgłosy płomieni, czy jednak zapach nas nie mylił i wybuchały pancerfausty składowane w pobliżu szkoły oraz amunicja w spichlerzu Goldfarba? Z powodu ogromnego żaru oraz coraz większego zadymienia musieliśmy się wydostać ze starego miasta. Mieliśmy nadzieję, że na zewnątrz, wśród ostałych budynków znajdziemy jakieś schronienie. Wzieliśmy nasz zapakowany wózek z szopy i ruszylismy w stronę osiedla, do mojego wujka mieszkającego przy Bismarckweg (ul.Wielkopolska). Wspinając się Johanisstrasse (ul.Chrobrego) musieliśmy się zatrzymać – nie tylko przez żar i dym, ale przez powstałą burzę ogniową. Przejście było niemal niemożliwe. Całe śródmieście stało się morzem ognia. Nie dało się rozróżnić żadnych szczegółów." żródło FB:Stargard in Pommern (W.S) ul. Gdańska więcej zdjęć (118) Dawniej: Luisenstrasse Luisenstrasse (od 3 czerwca 1857). (Ulica nazwana na cześć królowej Luizy, która przebywała w Stargardzie na przegląd wojsk w 1804 r.) Luisenstraße (seit 3. Juni 1857). (Benannt nach der Königin Luise, welche 1804 anläßlich der Truppenschau in Stargard weilte.) Ze wspomnień Franz Georg Hoffmann Zam. Stargard, Elsnerstrasse 44 (ul.Andersa) "Po południu 22 lutego 1945 roku dotarliśmy do Freienwalde (Chociwel) i ruszyliśmy dalej, w kierunku Stargardu. Ale nie mieliśmy pojęcia jak wygląda nasze miasto. Juz dlugo przed dotarciem widzieliśmy stojący nad miastem słup dymu. Nie mieliśmy jednak świadomości, że naloty bombowe zniszczyły kompletnie nasza małą ojczyznę. Obrzeża Stargardu, skrzyzowanie Luisenplatz (ul.Gdańska) i Wilmsstrasse (ul. Skłodowskiej-Curie) były tylko lekko uszkodzone, ale stare miasto, za Bramą Wałową, a także wzdłuż Iny było płonącym polem ruin." Hermine Stampa-Rabe Córka Joachima Stampa – inspektora w miejskim wydziale kultury zam. Stargard, Blucherstrasse (ul. Staszica) 7 lutego 1945 roku powiedziano, że na drugi dzień wyruszamy zaprzęgiem konnym. Na zewnątrz słychać było w oddali kanonadę dział... - za pół roku wrócimy spowrotem – powiedział mój ojciec tonem nie budzącym żadnych wątpliwości Na dworze leżał śnieg i wszystko było oblodzone. Wóz jadący ulicą Gdańską (Luisenstrasse) nie mógł ruszyć. Dla koni lód na drodze był bardzo niebezpieczny. Pośliźnięcie się i upadek łatwo mógł się dla konia skończyć złamaniem nogi, a to równałoby się dla niegio śmierci. Willi Huss był jednak przygotowany. Przyniósł dużą liczbę metalowych szpil, które wetknął w podkowy, dzięki czemu zwierzęta mogły bezpiecznie iść po gładkim lodzie. Bardzo smutne było nasze pożegnanie z dziadkiem i babcią na ulicy Gdańskiej. Przed nami jechał Willi Huss na wozie ciągniętym przez dwa siwki, my mieliśmy jednego konia a za nami jechali Niemcy znad Morza Czarnego wozem z dwoma dużymi końmi. Wszyscy siedzieliśmy pomiędzy kołdrami. Babcia z placu Popiela (Blucherplatz) pomagała mamie w opiece nad naszą dużą rodziną. Jechaliśmy z Luisenplatz, ulicą Gdańską pod górkę obok małego młyna i później w lewo w szosę maszewską. Droga prowadziła nas do Łęczycy, gdzie mieszkali rodzice cioci Wandy. Była ona żoną brata mamy Hansa Teske. U wujostwa zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci i spędziliśmy tam noc. Następnego dnia pojechaliśmy dalej, w kierunku Szczecina. Cała nasza grupa zatrzymywała się zawsze na jedzenie i wszyscy wysiadali. U gospodarzy lub w szkołach była okazja żeby coś ugotować. Niemcy czarnomorscy wyprzęgali konie u rolników i starali się o nie zadbać. Martwiliśmy się o te zwierzęta, gdyby coś im się stało musielibyśmy iść pieszo. Na drogách leżało wiele rannych lub chorych koni. Nie mogły one być dalej zabrane i miały tu swój smutny koniec. Dlatego gdy mieliśmy przed sobą zbyt strome wzniesienie to wszyscy wysiadaliśmy z wozów i szliśmy obok, a dopiero na szczycie wsiadaliśmy spowrotem. Jedynie mama z małą córeczką Urszulą zostawała na wozie, gdyż zostawienie małego dziecka samego mogło skończyć się jakimś nieszczęściem. Było już ciemno, gdy znaleźliśmy się na obwodnicy Szczecina. Miasto było pod silnym ostrzałem i bombardowaniem. Płonęło. Wrogie samoloty zrzucały tak zwane drzewka bożonarodzeniowe – flary na spadochronach oświetlające cele. Nasz wóz zatrzymał się na środku drogi. Wszyscy wysiedliśmy i położyliśmy się nisko na polu, na śniegu i lodzie. Nad nami przelatywały odłamki bomb. Jeden z nich, wielki jak pięść uderzył w ziemię obok ramienia mamy. Ale mieliśmy wszyscy szczęście w nieszczęściu. Tylko moja najmłodsza siostra Urszula dostała silnego przeziębienia, które później zamieniło się w zapalenie płuc. Jak tylko skończył się nalot ruszyliśmy, tak jak inni w dalszą drogę. Później w nocy znaleźliśmy miejsce do spania. W wielkim pomieszczeniu stało wiele piętrowych łóżek, spały na nich tylko dzieci i kobiety. Nasza kolumna dotarła do Prenzlau. Tutaj rozdzieliły się nasze drogi. Mama zadzwoniła do ojca do Neubrandenburga i on wkrótce do nas dotarł. żródło: FB "Stargard in Pommern" W.S |