Forum Skyscrapercity, zdjęcie 1300px:
Duże zdjęcie - link bezpośredni:
Blog: Miniatura podlinkowana do dużego zdjęcia na fotopolsce:
Duże zdjęcie: link do zdjęcia:
Miniatura: link do miniatury:
do Kavikvs: W Gdańsku zamiatają. Jakieś 20 minut temu jechała mi pod oknem zamiatarka (niezły raban) i robi to z reguły raz na trzy tygodnie. Po zimie też jeżdżą i sprzątają piasek sypany zimą na śnieg. Nie wiem czy tak robią na wszystkich ulicach. Jest też taka miejscowość jak Sierakowice, tam jest naprawdę czyściutko. Po prostu jedni biadolą a inni robią ;).
do † Yanek: Zamiatam przed swoim domem raz w miesiącu+ wyrywanie chwastów. Należę więc do tych co robią i biadolą bo płacę pie....ne podatki i wiem, że ktoś bierze pieniądze za nic.
do Kavikvs: Ale to biadolenie było nie do ciebie a do włodarzy gmin, którzy jak im się wskaże bałagan, zawsze rozkładają ręce i BIADOLĄ. Pozdro. P.S. Jako że administrowałem budynkiem na Jaśkowej Dolinie, wiem jak to jest ze sprzątaniem. Według prawnych niuansów, sprzątanie chodnika przy naszej posesji spadało na miasto (jest trwały pas zieleni) ale dla mojej firmy byłoby wstydem żeby co dzień chodnik nie był uprzątnięty czy zima nieodśnieżony. Po prostu
do Kavikvs: Jednoczę się z Kavikvsem. Polska jest jednym z najniechlujniejszych krajów UE, w Europie pozytywnie wypadamy tylko na tle Bałkanów (Czarnogóra, Albania itp.). Standardem w normalnych krajach jest mycie każdej ulicy raz na tydzień, głównych raz dziennie. W Warszawie myją przynajmniej główne ulice, ale w Łodzi większość nie widziała szczotki od wczesnego Gierka. Kwestii chodników i zieleni nawet nie podejmuję :)
do mamik: Do służb miejskich należy za to tego egzekwowanie. Jestem bardzo ciekawy, czy ktoś w Łodzi dostał przez ostatnie 10 lat za coś takiego mandat.
do Kavikvs: Prawdopodobnie resztę odwiedzin przespałeś (często jeżdżą w nocy) albo byłeś po za domem. Jeśli się pojawia to na pewno częściej niż raz na dekadę.
do zuf: Tego łomotu nie da się przespać. Poza tym zamiatarka zostawia charakterystyczny ślad, który pozostaje przez kilka dni. Przy okazji: z tego co się orientuję, Wrocław jest brudnym miastem nawet na standardy polskie.
do mamik: Przy okazji ;) - tak nie do końca. Jeśli pomiędzy chodnikiem a granicą posesji istnieje tzw "trwały pas zieleni", co oznacza np jakiś trawnik z nasadzonymi drzewami, dodatkowo które są naniesione na mapki geodezyjne, to wtedy dla takiego chodnika, jego sprzątanie i odśnieżanie należy do obowiązków gminy. I tu powiem że za dobrze to wtedy już nie jest. Ostatnia zima była śnieżna i mroźna, a służby zieleni miejskiej działały z minimum 3-dniowym opóźnieniem.
do † Yanek: Trzydniowe opóźnienie? Jestem zameldowany na Krzykach przy ulicy z trzydziestoletnim opóźnieniem. Oprócz paru ton ziemi przy krawężnikach, stoją wraki samochodów. Moja mama monitowała przez 10 lat zabranie tego złomu, pod którym rosną już małe drzewka i nic. Studenci z pobliskiej Szk. Aktorskiej oblali parę wraków pianką uszczelniającą by jakieś "kompetentne" służby zabrały się do swoich obowiązków.
do † Yanek: Pewnie, ze zawsze znajda się sytuacje nietypowe, ale generalnie obowiązuje zasada wyrażona w art. 5 ust.1 pkt 4 ustawy o o utrzymaniu czystości i porządku w gminach "Właściciele nieruchomości zapewniają utrzymanie czystości i porządku przez: (...) 4) uprzątnięcie błota, śniegu, lodu i innych zanieczyszczeń z chodników położonych wzdłuż nieruchomości, przy czym za taki chodnik uznaje się wydzieloną część drogi publicznej służącą dla ruchu pieszego położoną bezpośrednio
przy granicy nieruchomości; właściciel nieruchomości nie jest obowiązany do uprzątnięcia chodnika, na którym jest dopuszczony płatny postój lub parkowanie pojazdów samochodowych"
do mamik: Obowiązuje w teorii. W praktyce gminy nie wywiązują się ze swoich obowiązków i nie egzekwują wykonywania obowiązków przez właścicieli nieruchomości. Jest to przede wszystkim kwestia mentalna, sprawa traktowana jest jak trzeciorzędny problem, na który szkoda czasu i wysiłku.
do zuf: Na ulicy zufa mieszka widocznie ktoś z ratusza. Moją ulicą zamiatarka jedzie raz w roku - jesienią. W zeszłym roku, niestety nie jechała. Wiosną dopiero sprzątano ręcznie. Aktywność służb daje się zauważyć przed wyborami samorządowymi. O, nawet kiedyś pojawiła się mała zamiatarka na chodnikach. Efekt jest taki, że wspólnoty nie sprzątają rynsztoków, w których zalegają jesienne liście, utrudniając odpływ wody deszczowej, tworzą się kałuże itd. Dodam, że część ulicy na szerokości mojej posesji, a nawet zahaczam nieco o sąsiadów, sprzątam sama, nie czekając na ZDiUM. Na pierwszy rzut oka lepiej wypada Opolszczyzna.
do Danuta B.: Nie. Nikt z ratusza nie mieszka, ale Ołtaszyńska (bo o niej mowa) jest jedną z dwóch możliwych dróg dojazdowych na Ołtaszyn gdzie mieszkają chyba najbogatsi Wrocławianie i (prawdopodobnie) ktoś z ratusza. Codziennie rano i po południu tą, wydawać by się, mogło spokojną ulicą jedzie sznur aut to i brudzi się szybko. Nie wiem dokładnie co ile i ile razy zamiatarka odwiedza moją ulicę ale jest to kilka razy na rok a syf (głównie w postaci piachu) i tak jest. Wszytko jest kwestią jakiej klasy jest droga i ilości czynników brudzących (drzewa, pas zieleni, natężenie ruchu a nawet można by podpiąć pod to wiatr, który nawiewa piach itp.)
do WW: Ponieważ mieszkam na podobnej ulicy, bardzo jestem zadowlony z tego, że nie pojawiają się na niej zamiatarki, więcej z tego byłoby kłopotu niz korzyści. A chodniki i ulicę sprzątają (odśnieżają) właściciele i nikt nie ma pretensji do miasta.
do mamik: No cóż, skoro mieszkasz w tak dojrzałej społeczności, to mogę tylko pozazdrościć. Niestety większość Polaków inaczej podchodzi do tych spraw. Mój sąsiad w przeciągu ostatnich 15 lat NIGDY nie zamiótł swojego brudnego chodnika, nie mówiąc już o ulicy. Nie dlatego, że jest pijakiem albo szczególnym abnegatem, tylko dlatego, że takie są normy społeczne.
do mamik: Akurat zamiatarki bardzo dobrze czyszczą ulice i są na Oporowie mile widziane. Jak już napisałem, pojawiają się raz na 10 lat, ale to i tak częściej niż pługi śnieżne, które nie zaglądają tu nigdy. Zeszłej zimy tylko ja odśnieżyłem swoje pół ulicy i chodnik (razem kilkanaście ton śniegu) i nie wyobrażam sobie, by nawet 25% domostw mogło fizycznie to zrobić. Jednak wszyscy (ja też) solidarnie zakopywaliśmy się u wylotu ulicy mimo płacenia dodatkowo w podatku drogowym i akcyzie. Mój sąsiad z naprzeciwka ma przed domem zasyfiony i zarośnięty chodnik, bo jest zgrzybiałym staruszkiem. Oświeć nas zatem, co robić? Może się przeprowadzić?
do Kavikvs: Za chodnik odpowiada właściciel, może sąsiedzi pomogą staruszkowi i posprzątają? Tak się czasem robi na świecie. Za odśnieżanie chodnika też odpowiada właściciel. Jak nie wykonuje swoich obowiązków, dzwoń do strazy miejskiej niech wlepią mandat. Donos na niesprzatającego sasiada to chyba norma w wielu "porządnie posprzątanych krajach".
do mamik: Mamiku, Twoje poczucie moralnej wyższości nad "posprzątanymi krajami" wydaje mi się całkowicie nieuzasadnione. Notabene, gdyby staruszkowi zależało na sprzątnięciu chodnika, to są różne sposoby, by to załatwić.
do WW: Nie mam poczucia moralnej wyższości,ale zwracam uwagę że niemiecki, szwajcarski czy skandynawski porządek nie bierze się znikąd, ale z dyscypliny społeczeństwa. Ja osobiście wolę więcej luzu i trochę bałaganu,ale to inna sprawa.
do mamik: Te osie nie przebiegają tak prosto. Czysto i porządnie jest np. w Hiszpanii, mimo, że nikt nie zarzuci im, że panuje tam nieludzka dyscyplina. Myślę, że należy odróżnić luz od zwykłego dziadostwa.
do mamik: Jako sąsiad nie poczuwam się do sprzątania czyjegoś chodnika. Tak samo nie będę zgrywał ciecia i sprzątał psie kupy na skwerku przed blokiem za służby porządkowe. Płacę podatki i nie widzę tych pieniędzy w zasyfionych zaułkach nawet 50 metrów od rynku. Mogę za Adamem Słodowym zrobić to sam, tylko po co mam utrzymywać bandę gamoni w miejskim magistracie?
do mamik: Był swego czasu taki wyrok NSA, że właściciel odpowiada za chodnik jeżeli od posesji nie oddziela go trawnik. Jak trawnik, to już nie odpowiada. Było to ładnych kilka lat temu i prawdę mówiąc, to nie wiem, czy nie ma już bardziej "świeżych" wyroków w takich sprawach.
Wszytko to co piszecie odnoście czystości jest oczywiście słuszne. Ale nie chciałbym abyśmy popadli w paranoję. Niemiecki czy skandynawski model porządku wydaje się piękny i słuszny ale na dłuższą metę bardzo sztuczny i nieswojski. Dla mnie, Polaka, zawsze równiuteńko skoszone trawniki, idealnie uporządkowane chodniki, czyściutkie ulice, i to nie, że na osiedlowych uliczkach, ale np. tacy Austriacy potrafią pocinać po zboczach o nachyleniu 40% z kosiarką byle by trawa była równo skoszona (widziałem takie wioski w Alpach) są zwyczajnie nienaturalne i trącą jakimiś spiskami i donosicielstwem sąsiedzkim. I to jest chore.
do zuf: Na tą dygresję puenta jest taka, że każda ingerencja człowieka w naturę jest nienaturalna. Wersja szwajcarska lub nawet austriacka nam nie grozi w najbliższym czasie.
do zuf: Zufie, tak jak pisałem kilka postów wyżej, alternatywa "donosicielski porządek jak w obozie koncentracyjnym - wyluzowany, uroczy nieład" jest fałszywa. Ja tu wyczuwam w ogóle jakieś germanofobijne pierwastki, ale nawet pomijając to - naprawdę życzyłbym sobie, żeby przestrzeń publiczna była u nas tak utrzymana, jak w Hiszpanii, Portugalii czy Francji. Stan naszego otoczenia jest odzwierciedleniem poziomu kultury społeczeństwa, a nie poziomu donosicielstwa, jak sugerujesz.