starsze
nowsze
1
1+
2-
2
2+
3-
3
3+
4-
4
4+
5-
5
5+
6-
6
oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 2 głosy | średnia głosów: 6

Polska woj. lubuskie powiat nowosolski Broniszów Pałac

8 czerwca 2025 , Zamek w Broniszowie powstał jako budowla rycerska w późnym średniowieczu. Pierwszym właścicielem miał być Bronisław, komes Bytomia Odrzańskiego. Na początku XVII w. ród von Kottwitz rozbudował zamek w renesansową rezydencję na planie litery L.

Skomentuj zdjęcie
Wiesław Smyk
Na stronie od 2010 luty
16 lat 2 miesiące 18 dni
Dodane: 2 stycznia 2026, godz. 22:20:14
Autor zdjęcia: Wiesław Smyk
Rozmiar: 1646px x 2400px
Aparat: NIKON D5300
1 / 250sƒ / 8ISO 36024mm
0 pobrań
262 odsłony
6 średnia ocen
Poprzednie i następne zdjęcia Wiesław Smyk
Obiekty widoczne na zdjęciu
Pałac
więcej zdjęć (50)
Atrakcja turystyczna
Zbudowano: XVI/XVII w
Dawniej: Schloss Brunzelwaldau
Zabytek: 294 z 12.04.1961

Renesansowy pałac, dwuskrzydłowy (kształt litery L), zbudowany z kamienia i z cegły. W narożu północno – wschodnim cylindryczna wieża. Budynek trzykondygnacyjny, nakryty dachem czterospadowym. Przestrzeń pomiędzy skrzydłami zajmuje dziedziniec, od południa i od zachodu otoczony murem kurtynowym z narożną neogotycką basztą. Pałac otoczony fosą od strony południowej i zachodniej a od wschodu stawem. Elewacja północna zdobiona w części środkowej ryzalitem i, obejmującym wejście główne, kamiennym późnorenesansowym portalem z inskrypcją „Anno Miserrima fortuna quae inimicis caret 1608” Okna prostokątne ujęte w boniowane obramowania z naczółkami utworzonymi z dwóch połączonych wolut oraz płycinami podokiennymi. Ubytki w elewacji odsłaniają renesansową dekorację sgraffitową o motywach roślinnych. Wewnątrz budynku, na parterze dwie duże sale. Po wschodniej stronie sieni izba z belkowym stropem pokrytym bogatą renesansową dekoracją sztukatorską. Druga, po stronie zachodniej, nakryta sklepieniem krzyżowym z ornamentem okuciowym.



Źródło:

Część wywiadu Gazety Wyborczej z dnia 19,08,2013 r z właścicielem zamku w Broniszowie dr Cezarem Lusińskim " Czy zamek w Broniszowie to pana miejsce na

Broniszów jest moim miejscem na ziemi; gdziekolwiek jestem, w Genewie, w Nowym Jorku, w Warszawie - myślę o Broniszowie. To mój dom. Jestem Lubuszaninem z wyboru.



Jakie były pierwsze wrażenia?



Pierwsze wrażenie to brak późnej, peerelowskiej zabudowy, szpecącej tyle wsi, zwłaszcza postpegeerowskich. Spodobał mi się dom stojący obok plebanii: renesansowy, z wysokim mansardowym dachem, widać było, że od dawna nie zamieszkały. Była to dawna plebania z początku XVII w. Okazało się, że dom jest na sprzedaż, a pieniądze ze sprzedaży mają księdzu proboszczowi i kurii posłużyć na remont dachu pięknego kościoła św. Anny. Natychmiast zapragnąłem kupić i wyremontować ten dom, otoczony trzystuletnimi dębami. Decyzja o przeniesieniu się z Warszawy do Broniszowa przyniosła mi ogromne perturbacje rodzinne. Dawną plebanię kupiły ostatecznie inne osoby, a mnie przyszło zmierzyć się z wyzwaniem kilkukrotnie większym. Kupiłem zamek, którego nikt inny przez długie lata nie chciał kupić.



Czy zna pan historię pałacu?



Wolę nazwę zamek. Dwór obronny, jeśli jest okazały, zasługuje na miano zamku. Obecne rozmiary uzyskał w XVI w. Bryła jest zwarta. Jest tylko jedno wejście. Zamek nadal otoczony jest fosą. Podobnie jak na Wawelu, późniejsze przebudowy nie sprawiły, by nabrał dominujących cech pałacu.



W XVI w. był własnością rycerskiej rodziny von Ebersbach. Pod koniec tego stulecia drogą małżeństwa trafił na półtora wieku w ręce rodziny von Kottwitz. Wtedy uzyskał cenne renesansowe zdobienia: sgraffita oraz kamienny portal, a wewnątrz dwie sale zdobione sztukateriami i dwie zdobione polichromiami na drewnianych stropach.



W XVIII w. w Broniszowie gospodarzyła rodzina Skrońskich, pisząca się już wówczas von Skronsky. Katarzyna Konstancja Skrońska w latach sześćdziesiątych XVIII w. nadała zamkowi nowy wystrój późnobarokowy, ufundowała też kompletny wystrój Kościoła katolickiego i pobudowała szpital. To rzecz rzadka na wsi, świadcząca o zamożności, ale i o trosce o mieszkańców. Jest to uroczy, rozłożysty budynek w stylu dworku polskiego, kupiony dwa lata temu i remontowany przez mojego kolegę.



W XIX w. i do połowy XX w. właścicielami była rodzina von Tschammer, osiadła na tych terenach od stuleci. Po II wojnie światowej zamek był w gestii PGR Kożuchów. Wnętrza zostały całkowicie zdewastowane, zapewne przez okoliczną, repatriancką ludność chłopską, w latach bezpośrednio powojennych.



Komunistyczne gospodarowanie dopełniło zniszczenia: sale zamkowe służyły jako pomieszczenia do magazynowania zboża i nawozów, zawilgotniały i przegniły. Także i po zmianach systemowych zamek nie miał więcej szczęścia. Poprzednia, prywatna właścicielka przez dwadzieścia lat nie zrobiła nic, by choćby prowizorycznie zabezpieczyć budynek przed wodą lejącą się przez trzy kondygnacje.



To, że budynek nie zawalił się, jak tyle innych, zawdzięczać należy dwóm faktom: ratunkowym pracom państwowych jeszcze Pracowni Konserwacji Zabytków, przeprowadzonym staraniem lubuskiego wojewódzkiego konserwatora zabytków, wraz z betonowym stropem nad drugim piętrem. To rozwiązanie w nikłym stopniu pasujące do charakteru budynku, ale ten strop spiął rozsuwające się już mury obwodowe, oraz doraźnym pracom małżeństwa Wiesławy i Jerzego Stasińskich, mieszkających w zamku. Ci ludzie kochają zamek, ale byli zbyt biedni, by móc uchronić go przed ruiną.



Czy odszukał pan poprzednich, przedwojennych właścicieli?



Tak, nawiązałem kontakt z potomkiem rodziny Tschammer, wprawdzie z innej niż broniszowska gałęzi, mieszkającym we Francji. Odwiedził już zamek i wybiera się ponownie. Motywacje są kulturowe. Zamek jest mój, należy do polskiego patrioty, ale leży na ziemi kulturowo ukształtowanej głównie przez Niemców i stanowi wspólne, polsko-niemieckie dziedzictwo kulturowe. Niemcy są w nim równie mile widziani jak Polacy czy Francuzi.



Jak przebiega remont pałacu?



Mam za sobą trzy sezony prac i przeprowadzone kilkanaście programów konserwatorskich i budowlanych, w tym trzy z dotacją ze środków publicznych. W pierwszym okresie najważniejsze było ustabilizowanie bryły, popękanej zwłaszcza z powodu wysuszenia iłów, na których posadowiony jest zamek. Wynikało to z zaniedbań w gospodarce wodnej wokół zamku.



Inżynier Rafał Markowski wykonał kilkanaście trudnych przemurowań, często przez całą ponad trzynastometrową wysokość fasady, cegła po cegle, od góry, na szerokość do metra. Projekty architektoniczne i obliczenia konstruktorskie wykonał inżynier Klemens Borzdyński.



Prace konserwatorskie prowadzi od początku i kieruje ekipą konserwatorską mgr Joanna Lang, absolwentka Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, wiodącego ośrodka konserwatorskiego. Dobrą robotę wykonali archeolodzy, instalatorzy instalacji elektrycznej, kanalizacyjnej i hydraulicznej, dekarze umiejętnie łatający dziury na wysokim dachu, murarze przemurowujący attykę, konserwator kamienia. Przybywa nowych okien, wykonywanych wg historycznego wzoru przez lokalnego stolarza, przy wsparciu finansowym Urzędu Marszałkowskiego. Po odrestaurowaniu, przy pomocy finansowej Departamentu Ochrony Zabytków MKiDN, sklepionej sali jadalnej z pięknymi renesansowymi sztukateriami, kończymy prace konserwatorskie i remontowe w biesiadnej sali paradnej z polichromowanym stropem i manierystycznym fryzem, odtwarzanym przez mgr Annę Świątkowską, absolwentkę konserwacji z Torunia.



Zabieramy się, z promesą dotacji MKiDN, za arcytrudną salę dawnej kaplicy. Na fasadach, dzięki dotacji MKiDN i moim szwajcarskim oszczędnościom, ekipy konserwatorskie z Torunia i Wrocławia odrestaurowały unikalne renesansowe sgraffita. Pięknieje główna sień zamkowa.



Jakie są plany na przyszłość związane z tym zabytkiem?



Będę w nim mieszkał i prowadził dom otwarty. W zamku już goszczą archeolodzy, pedagodzy, fotografowie, harcerze, rycerze z grup rekonstrukcyjnych. Będzie miejsce dla turystów kolarskich, grzybiarzy, ornitologów, miłośników starej architektury i romantycznych klimatów.



Kilkanaście zaprzyjaźnionych organizacji pozarządowych rozważa organizowanie po minimum jednej imprezie szkoleniowej lub konferencyjnej w roku. Gdy uzupełnię pozostałe stropy i wyposażę komnaty w kolejne łazienki, nie zabraknie zapewne chętnych do kilkudniowych pobytów.



Kalendarza dopełnią wesela i zjazdy rodzinne, które zorganizuje i zaopatrzy zaprzyjaźniona restauratorka z Kożuchowa. Na sześciuset metrach wysokiego strychu urządzę galerię poplenerową dla malarzy, rzeźbiarzy i fotografików.



Cały tekst: ".