Moje opisanie miejscowości na podstawie ustnej relacji żyjącego jej mieszkańca.
Sadowice (wg PKP Sadowice Wrocławskie) to wieś w powiecie wrocławskim, w gminie Kąty Wrocławskie. O historii tej miejscowości mogę powiedzieć tyle, ile wyczytałem z doskonałej pracy p. mgr Doroty Grygiel, zatytułowanej „Przewodnik po historii i zabytkach gminy Kąty Wrocławskie”, a zamieszczonej na stronie internetowej miasta Kąty Wrocławskie oraz z „Katalogu zabytków sztuki w Polsce – Sobótka, Kąty Wrocławskie i okolice” Seria Nowa tom IV, zeszyt 2. Żadne inne opracowania nie są mi znane, nie licząc lakonicznego, bo zawartego w dwóch zdaniach opisu w Wikipedii. Z lektury dostępnych w ww. opracowaniach opisów miejscowości gminy kąckiej czytam, że wieś ma odległą historię, bo sięgającej średniowiecza: ”Wieś ulicówka, w źródłach wspomniana w 1250 r. jako Sadova, własność augustianów na Piasku we Wrocławiu, w 1342 r. Sadewitz, 1360- Zadwitz z młynem wodnym.... [p. mgr Grygiel].
Postanowiłem jednak, by moje skromne opisanie Sadowic było zgoła odmienne, a opierało się w głównej mierze na ustnej relacji osoby mieszkającej w Sadowicach od lata 1939 r. do listopada 1957 r. Tą osobą jest Feliks (Felix) Schön, obecnie mieszkający w Aachen (Akwizgranie).
Na początek parę słów o autorze relacji: urodzony w 1936 r. w podsadowickiej kolonii Jurczyce (Jürgen Müle), składającej się z młyna, elektrowni wodnej i kilku domostw, przenosi się latem 1939 r. do nieodległych, bo położonych o około 1 km Sadowic Wrocławskich, wówczas mających nazwę Schill. Do 27.02.1937 r. miejscowość nosiła nazwę Sadewitz. Przy okazji przypomnę, że zmiana obco brzmiących dla ucha niemieckiego, bo mających np. nutę słowiańszczyzny nazw geograficznych i tysięcy miejscowości, a także ich dzielnic, placów i ulic, szczególnie na terenach przygranicznych III Rzeszy Niemieckiej , była w w latach 1936/7 r. szeroko przeprowadzoną akcją nazistów pod egidą Ministerstwa Propagandy dra Józefa Goebbelsa. Na osobę Feliksa trafiłem dość osobliwie, bo przez zdjęcia Ziemowita Bogatkowskiego- autora wielu fotek zamieszczonych m. in. w Fotopolsce i na mojej web-stronie. Znajomość Ziemowita i Feliksa, niemalże równych wiekiem młodzieńców zaczęła się na samym początku lat pięćdziesiątych we wrocławskim klubie LPŻ., mającym wówczas siedzibę przy obecnej ul. Piłsudskiego (wtedy Świerczewskiego), gdzie zaczynali swoją krótkofalarską przygodę na amatorskiej antenie. Zrodzona wówczas przyjaźń trwa do dzisiaj, a z ostatniej wizyty Feliksa we Wrocławiu w sierpniu 2009 r. i spotkaniu starodawnych kumpli powstał nawet film umieszczony na portalu „Krótkofalowcy bis”.
Jesteśmy jednak w 1939 r. Czym były wówczas Sadowice? Była to miejscowość samowystarczalna, wybitnie rolnicza, nie biedna, też niezbyt bogata, typowa dla wschodnich rubieży III Rzeszy Niemieckiej, z ok. 50 domostwami, szkołą, przedszkolem i trzema sklepami (w tym mięsnym, potocznie zwanym rzeźnikiem - Fleischerei). We wsi była piekarnia, dwa młyny i rzeźnia, a także urząd stanu cywilnego, przedszkole i tzw. Schwesternstation, niekiedy występującym pod nazwą Schwesternheim - czyli domem opiekuńczym dla osób starych lub niedołężnych, powstałym za sprawą właściciela tut. majątku. We wsi był jakże znany nam z wielu widokówek Gasthaus, będący połączeniem ludowej gospody z niewielkim hotelikiem. Sadowice zasilane były energią elektryczną produkowaną w dwóch własnych elektrowniach wodnych na rzece Bystrzycy, co wiązało się z budową niewielkiej zapory. Pierwsze prace elektryfikacyjne zaczęły się już w 1921 roku, początkowo objęły młyn w kolonii Jurczyce, by po uruchomieniu drugiej turbiny, objąć całą miejscowość (druga, istniejąca do dziś stacja zbudowana została w latach 1927-32 przez firmę Töpler). Elektrownie dostarczały prądu stałego o napięciu 220 V. Warto w tym miejscu wspomnieć, że chciano podłączyć miejscowość do krajowej sieci energetycznej prądu zmiennego, jednak właściciel majątku nie dopuścił do tego, bo wiązało się to z wymianą wszystkich silników elektrycznych prądu stałego na przemienny, i co za tym idzie – dużymi kosztami. Wieś miała swoją stację kolejową z kilkoma pokojami gościnnym przy zelektryfikowanej, ruchliwej linii kolejowej Wrocław Świebodzki – Wałbrzych – Jelenia Góra – Görlitz. Do stacji wiodła (zachowana do dziś) utwardzona kostką granitową aleja, wysadzana przemiennie lipami i świerkami: co dwa świerki – jedna lipa.
Podobnie jak w niemal wszystkich miejscowościach niemieckich, i tu, w centrum wsi, był Kriegerdenkmal. Urzędu pocztowego we wsi nie było - najbliższy był w Małkowicach, jednak w gospodzie i na stacji kolejowej były ogólnodostępne telefony. Przesyłki pocztowe dowożono do stacji kolejowej w Sadowicach, przy której była też skrzynka pocztowa. Najbliższy posterunek policji był w powiatowych Kątach.
Najważniejszym jednak, dominującym i napędzającym całość był ogromny, nowoczesny, z dużym parkiem samochodowym i maszynowym, majątek ziemski Wilhelma von Johnstona, sięgający granic wrocławskiej dzielnicy Klecina. Johnstonowie mieszkali na skraju wsi w obszernym pałacu, zbudowanym w XVI wieku, wielokrotnie przebudowywanym i modernizowanym, położonym, jak to zazwyczaj bywało w niemieckich folwarkach, w sąsiedztwie rozlicznych zabudowań folwarcznych. Na polach majątku uprawiano wiele gatunków zboża, kartofle i buraki cukrowe dla pobliskich cukrowni na Klecinie i w Pietrzykowicach. Hodowano zwierzęta, była nawet owczarnia. Były też stawy hodowlane, a nad gospodarką leśną czuwał leśniczy mieszkający w nieodległej leśniczówce. Nadmienię, że Johnstonowie byli właścicielami jeszcze sześciu innych, okolicznych majątków. Liczba mieszkańców wynosiła ok. 400, połowa była wyznania katolickiego, pozostali to luteranie. Te proporcje były typowe dla tej części Dolnego Śląska. Katolicy mieli swój kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w sąsiedniej wsi Sośnica (proboszcz Rothgkegel), a luteranie świątynię ewangelicką św. Elżbiety w Kątach Wrocławskich.
Czas wojny nie kąsał Sadowic, jedynie ubywało powoływanych do służby wojskowej mężczyzn, których zastępowano cudzoziemskimi, przymusowymi robotnikami rolnymi z okupowanych przez Niemcy krajów: we wsi mieszkały 4 rodziny robotników rolnych z Polski i jedna z Białorusi, a także grupa ok. 20 radzieckich jeńców wojennych pracujących w majątku. Jeńcy mieszkali w budynku położonym we wspomnianej wcześniej koloni Jurczyce, obok młyna i pierwszej elektrowni. Władzę we wsi sprawował Bürgermeister Kluse. Prawdziwa wojna zaczęła się w Sadowicach 11 lutego 1945 r. o godz. 2 po południu: do wsi wjechały czołgi którejś z brygad 7 Korpusu Zmechanizowanego Gwardii gen. lejtn. Iwana Korczagina. Wieś była opustoszała- większość mieszkańców, w tym jeńców, ewakuowano z rozkazu gauleitera Hankego w grudniu 1944 r. w okolice Kłodzka. Wg słów Feliksa, jeńcy chętnie opuszczali Sadowice, bo na równi z Niemcami bardzo obawiali się swoich pobratymców: wg znanego rozkazu Stalina traktowani byli bowiem jako zdrajcy (nie ma jeńców, są tylko zdrajcy). Nieliczni pozostali we wsi mieszkańcy chorzy byli na tyfus. Wg dość skrupulatnych obliczeń pozostało 10 rodzin- tj. ok. 40 osób, czyli 10 % mieszkańców sprzed ofensywy styczniowej. Johnstonowie i ich służba też opuścili swój piękny pałac, a zrobili to jeszcze w listopadzie 1944 r.
Wyludnione Sadowice stały się mimowolnym świadkiem dramatycznego zdarzenia II wojny światowej: pierwszego zamknięcia pierścienia okrążenia Festung Breslau. Stało się to w nocy z 13 na 14 lutego, a poprzedzone było przegrupowaniem wojsk sowieckich: 13 lutego przez Sadowice przewaliła się, jak mówi Feliks Schön, świadek owych chwil - cała armia. Były to, jak wynika z dzisiejszych dokumentów, 218 i 309 Dywizje Piechoty 22 Korpusu 6. Armii gen. Głuzdowskiego. Walk w tym rejonie nie było, jedynym incydentem zbrojnym było zabicie kilku żołnierzy niemieckich - saperów, wysłanych w celu wysadzenia mostu kolejowego na rzece Bystrzycy między Sadowicami a Kątami Wrocławskimi. Pochowani zostali w rowie przy torze kolejowym w pobliżu istniejącego do dziś budynku byłego posterunku kolejowego przy przejeździe przez tory na drodze do Sośnicy. Może to byli żołnierze przeciwdziałającej tu grupy bojowej Sachsenheimer? Z pamiętnika ostatniego komendanta twierdzy Hermanna Niehoffa wynika, że w tym czasie i do tego rejonu wysłani byli volkssturmiści ze zwiadu 41. batalionu Klosego, właśnie w celu wysadzenia mostów kolejowych na Bystrzycy. Jednak Feliks Schön, świadek tego pochówku twierdzi, że pochowani żołnierze mieli na sobie mundury Wehrmachtu, a jak wiemy, volkssturmiści z zasady umundurowani nie byli. Może komuś współpracującym z niemiecką organizacją VDK informacja ta będzie przydatna. Przemarsz ogromnej liczby żołnierzy piechoty łączył się z kradzieżami pozostawionego przez uchodźców mienia, jednak odnotowano tylko dwa przypadki gwałtu, bowiem większość kobiet schowała się w skrytce istniejącego do dziś domu. Żołnierze wysadzili w powietrze Kriegerdenkmal, a we wsi rozpoczęła się rekwizycja żywności. Zarekwirowano też bydło, konie i owce, które popędzono w kierunku nieodległych Wszemiłowic, gdzie Rosjanie założyli dużą kuchnię polową, obsługującą znaczną część południowego frontu 6 Armii. W wiosce nastał głód.
Drugie, tym razem ostateczne zamknięcie pierścienia wokół przygotowanego do obrony okrężnej Wrocławia, które nastąpiło w nocy z 15 na 16 lutego 1945 r. ustabilizowało sytuację w Sadowicach, stały się one bowiem zapleczem utworzonego w pobliżu przez Rosjan lotniska polowego. Obecność lotników, jakby nie było elity wojsk radzieckich, powodowała, że we wsi nie miały miejsca, znane skądinąd, dramatyczne zdarzenia, takie jak gwałty, rabunki czy podpalenia. Dowództwo lotniska zajęło pałac, lotnicy kwaterowali w opuszczonych domostwach, a w szkole utworzono szpital, z którego korzystali też pozostali w wiosce Niemcy. Stacjonujący Rosjanie pozostawili po sobie, pamiętane do dziś dobre wrażenie: zapamiętano ich staranne umundurowanie, ogładę i przychylne nastawienie do mieszkańców. Lotnisko, z którego nocami bombardowano oblegany Wrocław, uszło uwadze historyków: w żadnej znanej mi publikacji nie zetknąłem się choćby z wzmianką o jego istnieniu. Lotnisko funkcjonowało od 25 lutego do ok. 20 kwietnia. Zamknięcie lotniska związane było z wiosennymi roztopami, a także z przybliżeniem się linii frontu do Wrocławia. Była próba zniszczenia przez obrońców miasta zgromadzonego przy lotnisku składu bomb i amunicji lotniczej, jednak nieudana - poległy w tej akcji żołnierz pochowany został w jego pobliżu. Pozostawiono bezpańsko kilkaset drewnianych skrzynek z bombami - skrzynkami tymi palono w piecach jeszcze przez kilka lat, a same pociski były wysadzone przez polskich saperów dopiero w 1949 r.- po eksplozji pozostała widoczna do dzisiaj duża wyrwa w ziemi. W czasie między okrążeniem Twierdzy Wrocław, a jej poddaniem się, były w Sadowicach smutne chwile dla mieszkańców; do nich niewątpliwie należy przeprowadzona przez NKWD czystka wśród niewielkiej grupy pozostałych we wsi Niemców: 7 marca 1945 r. aresztowano ośmiu zdolnych do pracy mężczyzn i trzy 18 letnie dziewczęta, po czym przewieziono ich na Psie Pole, do zbiorczego obozu, który utworzono tuż po rozpoczęciu walk o miasto, na terenie dzisiejszych zakładów PZL Hydral. Wśród aresztowanych był chory na tyfus ojciec Feliksa, Robert. Data jego śmierci i miejsce pochówku pozostają nieznane. Może został, tak jak duża część więźniów i jeńców tego obozu, wywieziony w głąb ZSRR? Może zmarł, co bardziej prawdopodobne - bo przecież chorował na tyfus - i został pochowany na jednym z pól grzebalnych? O polach tych wspomina p. Grażyna Trzaskowska, autorka rozdziału poświęconego pochówkom ofiar Festung Breslau, zamieszczonego w książce „Festung Breslau – 1945 – Historia i pamięć”. Tajemnica ta zapewne nigdy już nie zostanie wyjaśniona. Na przełomie czerwca i lipca 1945 roku, Sadowice Wrocławskie przejęte zostały od radzieckiej administracji wojskowej przez mały oddział Wojska Polskiego, składający się z trzech oficerów i kilkunastu żołnierzy.
Do wsi zaczęli przyjeżdżać pierwsi polscy osadnicy, głównie z d. województwa lwowskiego (oraz jedna rodzina repatriantów z Francji, i bodaj dwie z tzw. centralnej Polski), którzy obok polskich rodzin robotników przymusowych i garstki Niemców, utworzyli pierwszą powojenną społeczność wioski. Powróciły też niektóre rodziny niemieckie, które opuściły Sadowice w grudniu 1944 r., ale na mocy porozumień poczdamskich, w listopadzie 1945 r. zaczęły być przesiedlane za Odrę i Nysę, poprzez etap w obozie przesiedleńczym w Kątach Wrocławskich. Jednak rodzina Schönów: matka Łucja i trójka jej dzieci: Feliks, Hubert i Monika, jako jedyna rodzina niemiecka nie mogła opuścić Polski. Stało się to za sprawą przebytego tyfusu całej czwórki (a właściwie piątki - chorował przecież wcześniej aresztowany ojciec Robert), bowiem jako tzw. nosiciele, nie mogli wjechać na teren nowych Niemiec. Tak stanowiły obowiązujące wówczas przepisy sanitarne. Wg słów p. mgr Grygiel, przez pierwsze powojenne lata wieś nazywała się Sadowiec – informacji tej nie potwierdza Feliks, który twierdzi zdecydowanie, że wsi w 1945 r. nadano obowiązującą do dziś nazwę.
Majątek Johnstona od 1946 r. miał kolejnego właściciela: był nim Samodzielny Pułk Samochodowy Rządu (słowa p. mgr Grygiel). Jednostka chyba jednak długo nie stacjonowała w Sadowicach, bo na stronie www.fotohistoria.pl trafiłem na kolekcję 39 zdjęć p. Jerzego Kubina obrazujących powstałą już w 1946 roku „Spółdzielnię Osadniczo-Parcelacyjną z odp. udział.”. Jedno ze zdjęć ma taki opis: Pierwsze polskie żniwa w 1946 r. w S.-P.-O. Sadowice. 3 ciągniki z żniwiarkami w pracy. Uzyskałem pisemną zgodę od p. Dawida Skoblewskiego, specjalisty ds. ikonografii Domu Spotkań z Historią na publikację tylko 8 dowolnie wybranych zdjęć z wymienionej kolekcji – do obejrzenia całości odsyłam zatem chętnych na stronę:http://www.fotohistoria.pl/main.php?g2_itemId=111472 . Ze zdjęciami zapoznałem Feliksa Schöna - rozpoznaje on wiele osób, sypie nazwiskami, datami, przywołuje ze szczegółami zdarzenia grubo sprzed półwiecza, jakby były wczoraj. Fotografie epatują bogatym wyposażeniem spółdzielni, która musiała być wprost pokazowa: 27 września 1947 r. zwiedza ją brytyjski minister odbudowy Lewis Silkin, a w sierpniu 1948 r. delegacja „państw demokracji ludowej”. Pałac na zdjęciu p. Kubina nie wygląda na zdewastowany, choć zapewne był już ogołocony.
Zastanawia, dlaczego Sadowice nie zostały, poza taborem samochodowym, całkowicie rozgrabione przez opuszczające je wojska radzieckie i przez szabrowników, w tym, jakże przecież licznych w owych pierwszych powojennych latach, działających z nakazu centralnych władz państwa? Bo trzeba pamiętać, że tzw. „Ziemie Odzyskane” były rezerwuarem wszelkiego dobra: lista „wyzyskujących” byłaby długa, od ministerstw do małych spółdzielni produkcyjnych - zwykłych bandziorów i szabrowników nie wspominając. Jednak tu wyjątkowo szabrownictwo na dużą skalę nie miało miejsca, bo sadowickie dobra były w rękach małego oddziału wojska, którego żołnierzom po zdemobilizowaniu przydzielono rozparcelowaną ziemię. Osadnicy wojskowi okazali się skuteczną zaporą przed wszelkiego autoramentu kombinatorami. Prawdopodobnie też, ówczesne władze wytypowały sadowicki folwark jako modelowy, wygodny argument dla krystalizującej się doktryny rolnej rządzącej PPR. Stąd te różne wizyty. Dla porządku przypomnę, że drobne wyposażenie domostw, głównie rowery i radioaparaty, powszechne w przedwojennych, sadowickich domach, zostały jednak zagrabione przez przewalającą się w lutym 1945 r. radziecka piechotę, także z rozkazu pierwszych powojennych władz zdemontowano turbinę z prądnicą, przez co jedna elektrownia (w kolonii Jurczyce) przestała pracować, a potem zupełnie istnieć. Dziś pozostały po niej trudno zauważalne ruiny.
Jak wspomniałem, majątek Johnstona rozparcelowano, wydzielając zeń ośmiohektarowe parcele, które w połączeniu z ziemią po chłopach niemieckich przydzielano osadnikom, którzy zapewne nie z własnej woli utworzyli spółdzielnię rolniczą. Co stało się z pozostałą we wsi jedyną rodziną niemiecką? W tym miejscu należy się pewne wyjaśnienie: Schönowie byli Ślązakami, a ścisłej mówiąc Dolnoślązakami. Ta grupa etniczna zamieszkiwała obecne tereny Dolnego Śląska od pokoleń, mająca swą obyczajowość, mówiąca specyficznym dialektem, w którym nieobce były słowa słowiańskie (czeskie i polskie), dialektem podobnym do tego, który używany jest do dzisiaj na Opolszczyźnie, np. w okolicach Turawy czy Olesna Sląskiego. Schönowie więc, którzy nb. zapamiętani zostali w dzisiejszych Sadowicach może niezbyt trafnie jako tzw. autochtoni, mogli jako tako porozumiewać się z nowymi mieszkańcami, co zasadniczo ułatwiało wtopienie w powojenną społeczność: Matka Łucja podjęła pracę w powstałej spółdzielni, a dzieci jej poszły do polskich szkół. Relacje z osadnikami z dawnych terenów wschodnich II Rzeczpospolitej były dobre. Autor niniejszej relacji, Feliks, po ukończeniu szkoły podstawowej, wstąpił do szkoły drukarskiej we Wrocławiu, po ukończeniu której rozpoczął pracę w Pocztowych Zakładach Graficznych „Łączność” we Wrocławiu przy ul. Krasińskiego. Po odwilży październikowej, w 1957 r. nadeszła pozytywna odpowiedź na wielokroć wysyłane podania o wyjazd do Niemiec: w listopadzie ostatni przedwojenni mieszkańcy Sadowic opuszczają swoją rodzinną ziemię i osiedlają się w nowej ojczyźnie, w mieście Akwizgran, gdzie Feliks pracuje w wyuczonym w Polsce zawodzie drukarza aż do przejścia na rentę w 2000 roku.
W Sadowicach zmiany następowały powoli, wszystko kręciło się wokół spółdzielni rolniczej, a także pobliskiego Wrocławia, który zapewniając wykształcenie i pracę powoli wysysał młodsze roczniki sadowiczan. W 1968 r. w wyremontowanym pałacu Johnstonów utworzono Zakład Poprawczy Ministerstwa Sprawiedliwości, który w 2007 r. zasłynął niechlubnie buntem wychowanków, podpalających świeżo odnowione pomieszczenia. W 1973 r. zlikwidowano szkołę, a dzieci przeniesiono do rozbudowanej szkoły w nieodległym Sadkowie. Po przeobrażeniach ustrojowych zbudowano rzymskokatolicką kaplicę, są dwa przystanki komunikacji autobusowej - kursują autobusy prywatnej linii oraz PKS-u (Sadowice położone są przy drodze powiatowej nr 347), we wsi działa, założony w 2001 r., Ludowy Klub Sportowy „Sadowice” z ładnym boiskiem, rozrasta się osiedle domów jednorodzinnych, a stare, pamiętające XIX wiek zabudowania wioski o ciekawej ryglowej konstrukcji są systematycznie modernizowane. O dziwo pracuje jeszcze jedna elektrownia wodna na Bystrzycy, odprowadzając wytworzoną energię do ogólnej sieci energetycznej. Przedwojenne młyny nie zostały odbudowane, spółdzielnia została rozwiązana, spółdzielcy podzieliwszy się ziemią, dalej ją uprawiają, przez co wioska zachowała swój rolniczy charakter. Linia kolejowa jest oczywiście czynna, ładnie utrzymana (Wrocław – Wałbrzych - Jelenia Góra) z 14 parami lokalnych pociągów. Jednak dworzec sadowicki, już okrojony w pierwszych powojennych latach z werandy i niektórych budynków, jest zdewastowany i zamknięty na głucho – jego ersatzem jest paskudna wiata, skorodowana i widać, że dalece zapomniana przez PKP. Szkoda dworca, bo to ładna i architektonicznie interesująca budowla.
Obecna liczba mieszkańców wynosi 330. Na koniec dodam, że rzeka Bystrzyca jest osobliwością tutejszej okolicy, paradoksalnie, dziesięciolecia zaniedbań hydrotechnicznych uczyniły, że płynie urokliwie, w stanie zbliżonym do naturalnego. Doceniając walory rzeki i towarzyszących jej zjawisk przyrodniczych, Wojewoda Wrocławski w dniu 27 października 1998 roku wydał zarządzenie ws. utworzenia Parku Krajobrazowego „Dolina Bystrzycy”, którego część przypada na wioskę i pobliskie tereny.
Zachęcam do odwiedzin, a przy okazji skonfrontowania lub uzupełnienia mojego opisania Sadowic. Jeszcze jedno: ponieważ mam dosyć dużo współczesnych zdjęć korespondujących z fotografiami Feliksa Schöna i por. Kubina, to będę nimi co jakiś czas uzupełniał ten artykulik.
Artykuł ciekawy,rzetelnie opracowany.Podawane źródła bardzo bogate.Z nietórymi z nich już się spotkałem.Podany link do strony fotohistoria nie działa.W Sadowicach mieszkałem przez 25 lat.Spotykałem się z ludźmi,którzy osiedlali się w tej wsi po zakończeniu działań wojennych.Losy wsi i jej mieszkańców to nic więcej jak wynik "sprawiedliwości dziejowej".
do Władysław Ruszkowski: Coś niedobrego z tą stroną fotohistoria, kłopoty zapewne finansowe, mam nadzieję, że przejściowe. Ta strona powiązana jest z ośrodkiem Karta, który też ledwo wiąże koniec z końcem.
do † Festung: Dziwne. Mnie się otwiera. Jakieś problemy z komputerem? Można tak : otworzyć Gazeta, wejść na zakładkę wybierz miasto, wybrać Wrocław (a nie Breslau), przejść do strony 3. i jest :
czy zachowały sie gdzieś dokumenty na podstawie których można stwierdzić że dana osoba pracowała w czasie wojny od 1939- 1945r w folwarku w sadowicach (shill) obecnie ma 92 lata prosze o pomoc