Forum Skyscrapercity, zdjęcie 1300px:
Duże zdjęcie - link bezpośredni:
Blog: Miniatura podlinkowana do dużego zdjęcia na fotopolsce:
Duże zdjęcie: link do zdjęcia:
Miniatura: link do miniatury:
23 maja 2013 , Fotografując budowę przy ulicy Śrutowej zaczepił mnie pan. Spytał się mnie czy chcę być sławny - powiedziałem - "czemu nie?" więc pan zdradził mi pewien sekret:
Powiedział, że jest bratem Brada Pyta i że mogę mu zrobić dwa zdjęcia. Nie jedno, nie trzy - dokładnie dwa i basta! Warunek był jednak jeden - "muszę być podpisany, że jestem bratem Brada Pyta" - powiedziałem, że tak go podpiszę, a on na to - "nie! pan może napisać, że jestem złodziejem i oszustem - proszę mi dać kartkę i długopis - napiszemy kim jestem". Okazało się, że nie mam kartki w plecaku więc pan udał się do pobliskiego sklepu zostawiając mi swoje zakupy i zapalonego papierosa. Wrócił po dwóch minutach z kartką, ustawił się we wskazanym przeze mnie miejscu, spytał się w którą stronę ma patrzyć i tak oto powstało to zdjęcie - jedno z dwóch bo miałem zrobić nie jedno, nie trzy lecz dokładnie dwa!
Kiedy powiedziałem "no to ma pan zdjęcia" on rzekł - "nie! to pan ma zdjęcia, a nie ja" i przy okazji zdradził kolejny sekret - "bo wie pan... ja nie lubię sobie robić zdjęć, bo na nich ch...wo wyglądam, ostatnio ktoś mi zrobił i wyszedłem na zdjęciu jak gbur, a czy ja wyglądam jak gbur...?".
Ot jedna z wielu ulicznych pogawędek dzisiejszego, pełnego wrażeń wieczoru spędzonego pod znakiem robienia zdjęć we Wrocławiu.
do Danuta B.: O tak, bardzo mnie rozbawił ten pan. Może nieco postradał rozum ale widać było że nie jest głupi bo sypał nazwiskami francuskich autorów przeczytanych przez niego książek jak z rękawa. Nagrałem go na filmie - później podam link do niego ;)
Kiedy sam robię zdjęcia jeżdżąc rowerem to często jestem zaczepiany i zagadywany przez różne osoby. Czasem warto powiedzieć "dzień dobry" jeśli ktoś się dziwnie patrzy albo jest zaciekawiony tym co się robi - wtedy jest szansa na dowiedzenie się czegoś "z życia ulicy" - nie ma to jak wieści od tubylców.
do Rafał T : Zrobiłem ale jedna to i tak na tę stronę to za dużo bo mogą się gromy posypać, że to portal o architekturze choć na mnie się rzadko sypią ale włos z głowy nikomu nie spadnie jeśli będzie ktoś miał inne zdanie niż ja :)
Tak czy inaczej wrzucę jeszcze film z tym panem jako uzupełnienie materiału bo rozmowa z nim była trochę zabawna.
do mar: To samo powiedziałem Agatce - że szkoda mi go było bo to kolejny poznany przeze mnie człowiek, który widać, że jest inteligentny ale postradał zmysły.
Ojciec był wojskowym - znałem trochę jego kolegów bo chodziłem z nim czasem do jednostki, niektórym naprawiałem komputery. Wszyscy poszli na emerytury mając niewiele ponad 40 lat i większość teraz zatacza się po ulicach trzeźwiejąc raz na dwa tygodnie. To bardzo przykry widok kiedy widzi się mądrych, znajomych ludzi na dnie i nic z tym nie można zrobić.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: Poprawka
do Neo[EZN]: ośmielony deklaracją Neo " włos z głowy nikomu nie spadnie jeśli będzie ktoś miał inne zdanie niż ja :)", a jako że zyskałem drugie zabezpieczenie w kwestii "włosa", i w przeświadczeniu że dla dobra portalu , a nie dla sławy się narażam, pytam w kwestii tego zdania cytat:
" Alkoholizm to temat który poznałem bardzo dobrze - może dlatego sam go pijam sporadycznie."
czy wyraz "go" nie nadał temu zdaniu sugestii jako byś pijał sporadycznie "alkoholizm" ?
czy byłoby lepiej":
Alkoholizm to temat który poznałem bardzo dobrze - może dlatego sam pijam sporadycznie.
te komentarze pod zdjęciami są często cytowane w sieci, więc myślę ze ktoś z super uprawnieniami, wykasuje co zbędne.łącznie z moim wpisem.
do mar: Podobno nie ma ludzi zupełnie normalnych. Każdy ma jakiegoś "dinksa" - tylko sam tego nie zauważa. Jak mówił Łapicki w filmie "Salto" - "każdy ma mola - co go szmola"...
Byłem w latach 70 w 109 WSG Szczecin - Poliklinika Wojskowa. Kolega lekarz załatwiał sprawy i zostawił mnie na chwilę u swojego kolegi psychiatry. Oglądałem w milczeniu kolejnych pacjentów. Na jednych psychiatra od wejścia "nacierał" , czyli odzywał się ostro i prowokująco. Do innych był wręcz przymilny. Zaczynałem ( sam ) głupieć... Zapytałem - po co tak robi. Powiedział, że taką ma metodę w zależności od schorzenia pacjenta.
Zapytałem go jako psychiatrę - czy to jest normalne.
Powiedział - a czy Pan sądzi, że Pan i ja jesteśmy zupełnie normalni? I co to jest normalny? Zupełnie "normalnych" ludzi nie ma. Każdy ma jakieś jak to powiedziałem niefachowo "dinksy" czyli lęki, fobie, ograniczenia, zahamowania, reakcje z dzieciństwa, chorób, przeżyć, wykonywanego zawodu itp. itd. etc.
Czyli .......... w granicach normy.( W miejsce kropek niech każdy wstawi swój "dinks")... ;-)))
do x xx: Ja zawsze jestem wdzięczny każdemu za zwrócenie mi uwagi na błąd językowy / ortograficzny - tak więc dziękuję Ci bardzo bo dzięki temu będę uważniej tworzył zdania :) Wyciąłem to zdanie zgodnie z Twoją sugestią.
do Neo[EZN]: W jednostce liniowej np. jak kiedyś Brygada Rakiet Operacyjno- Taktycznych ( głowice jądrowe u ruskich) człowieka który miał 25 lat służby - można porównać śmiało bez naciągania jak do człowieka w cywilu , który przepracował na budowie 50 lat. Ciągła gotowość bojowa, ciężkie ćwiczenia , przemarsze i działania głównie w nocy. Duże nasycenie kadrą zawodową - stąd dyscyplina wśród reszty żołnierzy trudna do utrzymania w porównaniu np. z piechotą zmechanizowaną. Dużo kadry - a więc symptomatyczny brak szacunku dla stopni i stanowisk. Dużo psychopatów i karierowiczów - ( wysokie etaty) . Służba niebezpieczna , ciągłe doskonalenie , cykle startowe na stoper ( bieg i krzyk ) kapitan np. biegający jak młodzieniec po konstrukcji wyrzutni ( na stoper) to widok normalny , brak możliwości np. wyjazdu do narzeczonej na niedzielę ( jeśli nie miało się licznych służb) bez zezwolenia dcy jednostki ( gotowość bojowa do ataku jądrowego na Jutlandię). Dużo politruków czyhających przy pomocy żołnierzy służby zasadniczej ( kapusiów) na nieprawomyślne słowo oficera. Później niszczenie mu nerwów (nie wprost) przy pomocy iście stalinowskich metod . Dzisiaj nazwano by to zmasowanym mobbingiem - ciągłym nękaniem, atakiem.
Sama służba dla oficera - to była rozrywka - do tego ich szkolono. Najgorsze były stosunki międzyludzkie - to była schizofrenia z paranoją. Dzisiaj ci politrucy dogorywają w Warszawie - wszystkich takich przenoszono do Warszawy przed emerytura i wyższych stopniem ( zasłużonych dla budowy socjalizmu ). Sekretarzy partyjnych - nacht Warszawka, dlatego dzisiaj przekrój społeczny ludności Warszawy jest taki właśnie. Tyle zbieraniny z przeflancowanymi na czerwono i tęczowo mózgami . I takie ich wybory.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: literówki
do robertlaurent: Nie dziwota , że nawet ludzie inteligentni i mający sporą wiedzę , zainteresowania i zmarnowane talenty po służbie zawodowej w LWP mogą mieć dzisiaj różne niegroźne dla otoczenia "odchyłki" od "niby normalnych" .
By ocenić stan ducha tego człowieka trzeba by było poznać niemal całe jego życie. Nie ma nic za darmo. W życiu za wszystko się płaci. Co do skarpetek - może temu człowiekowi jest zimno ( nie ma upału) a to są jedyne buty jakie ma? Z kolei dzisiaj młodzież nawet jak jest śnieg i mróz - chodzi w adidasach czy innych łapciach bez skarpetek . Taka moda. Szkoda, że obyczaje ubiorcze z wyższych sfer przedwojennych ograniczaja się ( czasem tylko) do wiedzy o skarptekach. Oczywiście ,że ludzie ze sfer j/w znali setki różnych zasad nie dotyczacych tylko koloru i długości skarpetek, doboru krawatów i muszek, kolorystyki koszul do nich i długości rękawów. Jakie to dzisiaj ma znaczenie. "Kto się worem urodził - neseserem nie będzie", mawiał jeden mój znajomy oficer z wojska. Już nie żyje. Pochowano go w mundurze i skarpetkach regulaminowych. (Kohelet - marność nad marnościami...)