starsze
nowsze
1
1+
2-
2
2+
3-
3
3+
4-
4
4+
5-
5
5+
6-
6
oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 5 głosów | średnia głosów: 6

Polska woj. mazowieckie powiat zwoleński Sycyna Północna

1884 , "Niedaleko od figury [upamiętniającej zwycięstwo nad Turkami pod Chocimiem] rozlega się ośmio-morgowa przestrzeń zwana „Lamus”; tu właśnie był dwór dawny. Gdy go później na nowe miejsce przeniesiono, pewnie jakiś mocno zbudowany lamus (czyli spichrz) długo stał jeszcze na starem i od niego nazwa na okalające go pole przeszła. Tu na roli Andrzeja Sałbuta tkwią dotąd w ziemi fundamenty po jakiejś obszernej budowli, może po owym lamusie, a może po domu mieszkalnym. Mnóstwo dachówek tu znajdywanych świadczy, że i pokrycie budowli owej było staranne i kosztowne. Cegłę z tego miejsca włościanie wybierają teraz ciągle na swoją potrzebę.
Na roli a raczej w ogrodzie osady sąsiedniej, należącej do Walentego Sałbuta, jest dół utworzony przez zapadnięcie się jakichś zapomnianych piwnic. Poprzedni właściciel niedalekiego ztąd majątku, Wólki Szelężnej, Stanisław Wyczałkowski, badał nieco dokładniej to miejsce i przekonał się, że fundamenty budowli, która tu stała, były murowane w półkole, albo może nawet w koło. A więc nie stał tu dom lub budynek zwyczajny, tylko chyba jakaś kaplica. Pan Wyczałkowski domyślając się tego miał już na to miejsce zwróconą baczność, bo spodziewał się, że tu się może odgrzebać jakaś pamiątka.
I naprawdę przed kilku laty dowiedział się, że włościanie wyorali przy owych fundamentach spory ułomek jakiegoś kamienia z napisami. Nabył od nich skwapliwie tę pamiątkę, a potem gdy wyprowadzał się do Zwolenia, złożył ją do czasu we dworze Sycyńskim. Aż dwaj uczeni ludzie – ksiądz Brykczyński i profesor Rymarkiewicz – zwiedzając Sycynę, odczytali napisy na tym kamieniu i spostrzegli, że są to zupełnie te same wyrazy, co na nagrobku rodziców Jana Kochanowskiego w Zwoleniu. Jakież powstało z tego powodu zdziwienie i jaka zagadka do rozwiązania! Pokazało się nagle, że były dwa nagrobki rodziców naszego pieśniarza – w Sycynie i w Zwoleniu, że oba z jednakowemi co do słowa napisami i na obu wyryto, że je „Jan Kochanowski rodzicom swojim położył”. Z tego niektórzy poczęli się domyślać, że nie w Zwoleniu, tylko w Sycynie byli pochowani rodzice, i że Jan naprawdę dwa nagrobki fundował. Ale cały ten domysł zagadki bynajmniej nie rozwiązuje. Toć w Sycynie nie Jan, tylko jeden z tych synów, co zostali jej dziedzicami, położyłby nagrobek, albo wreszcie wszyscy bracia uczyniliby to wspólnie.
Takem się był zaciekawił wiadomością o tym kamieniu, żem głównie dla niego pojechał do Sycyny, aby go jeszcze dokładniej porównać z nagrobkiem zwoleńskim. Lecz jakże zrobiło mi się przykro, kiedym ujrzał ten kamień nie w jakiemś odpowiedniem dla takiej pamiątki schowaniu, lecz wprost na dziedzińcu dworskim pod domem i już świeżo na dwa kawały rozłamany! Takie to bywa u nas poszanowanie dla najdroższych nawet pamiątek po przodkach. Toć dzicy ludzie, co w pogaństwie i grubej ciemnocie po pustyniach żyją, nie postępują gorzej od nas! – Za upoważnieniem pana Stanisława Wyczałkowskiego zabrałem ten kamień do Zwolenia, a ztamtąd do Warszawy, aby zdjąć z niego dokładny obrazek i naradzić się z ludźmi uczonymi co do zachowania go w całości i poszanowaniu na wieczne czasy.
Z dokładnego porównania obu nagrobków pokazało się najpierw, że każdy napis był inną ręką, a więc prawdopodobnie i w innym czasie wyryty. Przytem nagrobek sycyński jest daleko skromniejszy, prostszy, ze zwyczajnego piaskowca gdzieś w pobliskiej okolicy albo na miejscu wyrobiony; tymczasem wspaniały i starannej roboty marmur do kaplicy zwoleńskiej był sprowadzony z daleka, a wyciosali go bodaj majstrowie krakowscy. Dalej z dokumentu o fundacji kaplicy Kochanowskich w Zwoleniu, drukowanego przez księdza Gackiego, widać wyraźnie, że Adam Kochanowski wznosząc tę kaplicę, w tymże samym czasie także i w Sycynie kaplicę pobudował. Wprzódy jej tam nie było, a więc i rodzice Kochanowskiego nie mogli być pod nią pochowani i nie było w Sycynie miejsca odpowiedniego do położenia im nagrobka. Zestawiając wszystkie te okoliczności dochodzę do takiego oto rozwiązania zagadki.
Rodzice Jana Kochanowskiego, jako dziedzice i mieszkańcy Sycyny, zostali pochowani w kościele swojej parafji, a więc w Zwoleniu. Synowie ich jednak albo ociągali się z położeniem ku ich pamięci nagrobka, albo go też i położyli, lecz został zniszczony w pożarze drewnianego jeszcze podówczas kościoła. Pożar naprawdę niedługo po śmierci ich matki się zdarzył. Dopiero kiedy nasz Jan został proboszczem i kolatorem kościoła zwoleńskiego, poczuwał się do obowiązku położenia nowego nagrobka."
Cyt. i fot. "O Janie Kochanowskim z Czarnolasu, jego pieśniach i pamiątkach po nim : w 300 lat po śmierci tego pieśniarza".

Skomentuj zdjęcie
Cristoforo
Na stronie od 2006 kwiecień
20 lat 1 miesiąc 8 dni
Dodane: 10 października 2013, godz. 11:01:39
Rozmiar: 761px x 945px
3 pobrania
2054 odsłony
6 średnia ocen
Poprzednie i następne zdjęcia Cristoforo