starsze
nowsze
1
1+
2-
2
2+
3-
3
3+
4-
4
4+
5-
5
5+
6-
6
oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 13 głosy | średnia głosów: 5.59

Polska woj. łódzkie Łódź Nowe Rokicie ul. Wróblewskiego Walerego Elektrociepłownia nr 2

9 marca 2014 , Największy z elektrofiltrów odpylających. Widok z ul Przechodniej.

Skomentuj zdjęcie
Andrzej G
+2 głosów:2
To nie zespół elektrofiltrów, ale pojedyńczy elektrofiltr. Ten na zdjęciu jest elektrofiltrem dwuciągowym, trzy strefowym z 6 niezależnymi polami elektrycznymi.
2014-04-13 20:11:27 (12 lat temu)
do Andrzej G: Czułem Andrzeju, że się odezwiesz :) Jakby nie patrzeć, temat Ci nie obcy ;)
2014-04-13 20:14:36 (12 lat temu)
Andrzej G
+1 głosów:1
do Arkadiusz K. (Arro): O tak. Niestety na EC-2 w Łodzi byłem tylko kilka razy i to bardzo dawno temu.
2014-04-13 20:16:46 (12 lat temu)
do Andrzej G: Rzeczywiście, muszę poprawić opis. Napisałem tak, bo myślałem, że w elektrofiltrze oczyszczanie spalin odbywa się wielostopniowo.
2014-04-13 21:26:39 (12 lat temu)
do Andrzej G: Ale na szczęście wiadomości zostają :)
2014-04-13 21:31:23 (12 lat temu)
Andrzej G
+1 głosów:1
do blaggio.: Poniekąd masz rację. W każdej strefie odbywa się wytrącanie innych frakcji pyłu. Gdyby wyłączyć zasilanie to elektrofiltr pracowałby jako zwykła komora rozpreżna, gdzie wytrącane są przede wszystkim największe frakcje, które pod wpływem swego ciężaru opadają po prostu na dno do lejów zsypowych. Ta zasada jest także wykorzystywana przy strzepywaniu elektrod, w trakcie którego z płyt elektrod zbiorczych są zrzucane mechanicznymi uderzeniami niejako "płaty pyłu", czyli zbrylone związane ładunkiem elektrycznym duże bryły pyłu. Ten spadający pył byłby gdyby nie to jego związanie w większe bryły porywany przez przelatujący pomiędzy elektrodami pęd spalin, a tak jako ciężkie spadają do lejów.
2014-04-13 21:31:50 (12 lat temu)
Andrzej G
+1 głosów:1
do Arkadiusz K. (Arro): Tak ostatnio spotkałem się na spacerze z aparatem po parku pszczyńskim, ze znajomym z którym kiedyś pracowałem w jednym dziale, i tak wspominając dawne czasy (on już na emeryturze) mówiłem, że miałbym jeszcze ochotę wejść do takiego elektrofiltru na przegląd. Niestety, jak są wycieczki po elektrowniach w ramach dni otwartych, to do wnętrza takiego ustrojstwa i tak wstępu nie ma. Kiedyś miałem okresy, że do środka wchodziłem parę razy na tydzień, w różnych częściach kraju, i nie tylko. Czasem nawet wchodziliśmy do e-filtru częściowo pod napięciem. Ale to były emocje. Mam nadzieję, że nie jedzie z nami żaden BHP-owiec, bo mi się dostanie. :-)
2014-04-13 21:37:56 (12 lat temu)
do Andrzej G: Oj, Endrju, do filtra pod napięciem ?!??! I to nie takim zwykłym, tylko wysokim. Hardcore tak bardzo.
A jakie tam były zabezpieczenia czy zasady "przeciwnapięciowe" gdy monterzy musieli wejść do filtra? Przypadkowe włączenie i ................, e, lepiej nawet nie myśleć. Czy była oprócz wyłączenia napięcia jakaś asekuracja ludzka? Lub rozłączenie obwodu w dwóch miejscach wzdłuż linii zasilającej?
2014-04-13 21:59:46 (12 lat temu)
do Stenek: Wejście do elektrofiltru zaliczane jest do prac szczególnie niebezpiecznych, wykonywanych jedynie na polecenie pisemne w składzie minimum 2 osobowym, do wnętrza, plus osoba zabezpieczenia na zewnątrz. W normalnych przepisowych warunkach, aby wejść do wnętrza, na np. przegląd wewnętrzny, zdejmuje się napięcie z trafo, wyłącza i zabezpiecza szafę sterowniczą, aby nie doszło do przypadkowego załączenia (niestety celują w tym informatycy na uruchomieniach, bo dla nich zwykle to po prostu kliknięcie myszką, a tak naprawdę mogą tym podać napięcie na elektrody). Obowiązkowym wyposażeniem elektrofiltru (każdego pola elektrycznego z osobna) jest tzw. uziemiach lub odłączniko-uziemiacz, gdzie w pierwszym przypadku następuje jedynie mechaniczne spięcie elektrod ulotowych z potencjałem ziemi, zaś w drugim poza spięciem wyjścia napięciowego z trafoprostownika z potencjałem ziemi (co w przypadku przypadkowego załączenia trafo powoduje jego natychmiastowe wyłączenie), dodatkowo następuje odłączenie szyny wysokiego napięcia od zestawu elektrod ulotowych. Ostatnim obowiązkowym zabezpieczeniem jest uziemienie elektrod ulotowych uziemiaczem przenośnym w miejscu wykonywania pracy (najczęściej łączy się takim uziemiaczem specjalnie zainstalowany punkt do uziemiania na zewnątrz e-filtru, z zestawem elektrod ulotowych we wnętrzu elektrofiltru. Dopiero tak zabezpieczony i przygotowany e-filtr może być dostępny dla ludzi.

Hardcor jest jeśli np. w czasie prób napięciowych e-filtru, czyli sprawdzeniu czy na elektrody udaje się podać wysokie napięcie, wychodzi, że są tzw. przeskoki, lub co gorsza zwarcie we wnętrzu e-filtru. To czy jest zwarcie we wnętrzu e-filtru, czy w np. w rurach ochronnych przewodów WN (wysokiego napięcia), sprawna obsługa jest w stanie stwierdzić w miarę szybko. Gorzej jeśli to tzw. zwarcie lub przeskoki występują we wnętrzu e-filtru. Wtedy trzeba wejść do środka po zdjęciu napięcia, i znaleźć po prostu miejsce gdzie nastąpiło zbliżenie pomiędzy elektrodami ulotowymi a zbiorczymi lub obudową czy konstrukcją wewnętrzną (rury wzmocnień, drabiny, pomosty). Sam miałem parę razy takie przypadki, że wielokrotne inspekcje wnętrza nie pozwalały znaleźć takich miejsc (szczególnie gdy chodziło o tzw. przeskoki, czyli gdy zespoły nie udawało się wkręcić na parametry znamionowe, a już następował przeskok iskry pomiędzy elektrodami). Wtedy zdarzało się stosować pewne sztuczki umożliwiające znaleźć takie miejsce. Nie zdradzając szczegółów mogę powiedzieć jedynie, że oznaczało to wejście do wnętrza e-filtru przez jedną osobę do strefy pozbawionej napięcia, będącej w oddaleniu od tej gdzie podawano napięcie, a druga osoba podawała na sprawdzaną strefę napięcie. Oczywiście wymagało to współdziałania osób mających do siebie pełne zaufanie, bo ten co podawał napięcie musiał mieć absolutną pewność, na który zespół zasilający je podaje, a ten we wnętrzu musiał doskonale się orientować czego można dotykać, a nawet do czego się może zbliżyć.

Się rozpisałem. Stenku trafiłeś w mój słaby punkt. Wspomnienia z dawnej pracy. Muszę poszperać przez święta po dyskach, i znaleźć coś z tych czasów (mam gdzieś zdjęcia, jak wygląda taki przeskok iskry we wnętrzu rur ochronnych WN, przy napięciu ponad 100 kV). Pozdrawiam
2014-04-13 22:22:05 (12 lat temu)
do Andrzej G: U mnie każde wejście do podobnego acz nie takiego samego "pomieszczenia" jest obostrzone setkami papierów, zezwoleń, podpisów i fizycznym zamknięciem - dośłownie na kłódkę - żródeł energii, do tego badany jest conajmniej dwa razy dziennie skład powietrza, zawartość tlenu, gazów wybuchowych, siarkowodoru itp. Facet przy wejściu pod żadnym pozorem nie może wejść do środka, jeśli się coś dzieje to ma od tego telefon aby zawiadomić odpowiednie służby, zdarzało sie bowiem iż wchodził i ginął w ten sam sposób jak ci w środku.
2014-04-13 22:28:15 (12 lat temu)
do Andrzej G: Przygotowanie miejsca - wg obecnego nazewnictwa - strefy pracy dla dopuszczającego, przed otwarciem polecenia pisemnego na wykonanie pracy to czasem niezła "zabawa". Najgorzej, jak poleceniodawca nie do końca biegły jest w temacie i treść polecenia daleką jest od ideału. Oczywiście dopuszczający może przedsięwziąć dodatkowe kroki dla zapewnienia bezpieczeństwa pracującym. Chyba koordynujący ma tu najlepiej ;)
2014-04-13 22:54:01 (12 lat temu)
do esski : Dokładnie tak jest jak piszesz. Setki papierków, obostrzeń, etc. Z badaniem powietrza też czasem w moich czasach szaleli. Raz nawet sprawa oparła się o rozmowę pomiędzy dwoma prezesami - elektrowni i mojej formy, bo jedni za żadne skarby nie chcieli zezwolić na wejście do "takiego pomieszczenia", bo przepisy nie zezwalały, a drudzy (my) za żadne skarby nie chcieliśmy podpisać papierka, że elektrofiltr jest gotowy do ruchu z blokiem energetycznym. Bo jak powiedzieć, a więcej napisać, że jest gotowy do puszczenia spalin, jak sami nie wiedzieliśmy, czy nie ma zwarć. Sam zapewne wiesz co by się stało, gdy po rozpaleniu kotła okazało się, że z powodu zwarcia we wnętrzu e-filtru trzeba stopować blok w rozruchu.
2014-04-13 23:02:27 (12 lat temu)
do Arkadiusz K. (Arro): Tak, ta "biegłość" w temacie, nie raz zabijała wolę współpracy. Najlepiej kiedyś poszły mi i koledze (było nas tylko dwóch) próby napięciowe i rozruch urządzeń na jednym z warszawskich obiektów. Było to w okresie lata, w niedzielę. Na całym ogromnym obiekcie, było nas wszystkich 4 ludzi, w tym nas dwóch z kolegą. Etatowi pracownicy zakładu za "chiny ludowe" nie chcieli wyściubić głowy ze swych nastawni, a w poniedziałek filtr musiał być gotowy do uroczystego przekazania. Padło więc jedynie magiczne pytanie "wiecie, co z tym trzeba zrobić i co i jak ...?", "w takim razie na koniec przynieście klucze z rozdzielni". No i w poniedziałek odbyły się już oficjalne testy - na pewniaka poprawne.
Ale to było dawno, dawno temu.
2014-04-13 23:07:49 (12 lat temu)
do Andrzej G: Mnie czasem aż nie wypada komentować zachowań osób odpowiedzialnych za bezpieczne wykonanie prac - wymienionych w znanej Ci zapewne Instrukcji Organizacji Bezpiecznej Pracy ... ;)
2014-04-13 23:14:04 (12 lat temu)
do Andrzej G: A dzięki bardzo, też mnie interesują kwestie napięciowe, choć elektromonterem nie byłem.
Pytałem, bo kiedyś miałem ciekawe szkolenie BHP, które prowadził wysokiej klasy specjalista od wypadków. Takich osób, które badają najtrudniejsze wypadki w Polsce jest niewielu, on był jednym z nich.
Opowiedział nam kilka ciekawych zdarzeń.
Malowano wnętrze statku, na najniższych rejonach. Malowanie odbywało się pistoletem tryskającym farbą, bo pędzlami to by się tam chłopcy zachlastali na długo. Oczywiście wyłączono zasilanie, żeby nie było iskry. Podczas malowania działała tylko instalacja niskiego napięcia, czy może lampy przenośne, bezpieczne, te na 12 V.
No i przedłużyło się malowanie o jeden dzień. Przyszli więc elektrycy, nie sprawdzili, czy jeszcze malują, zakręcili korki - i bum. Kula ognia spaliła malarzy ponoć niemal bez śladu.
W fabryce materiałów wybuchowych ( nie pamiętam, chyba w Krupskim Młynie), doszło do eksplozji, która wywaliła sufit bunkra, w którym mieszano składniki wybuchowe. To mieszanie w specjalnej kadzi może zrobić tylko człowiek, bo trzeba ponoć niezwykłej uwagi, mieszanka jest niebezpieczna, mieszać trzeba w różny sposób, stosownie do dosypywanych składników, więc maszyna tu człowieka nie zastąpi, może teraz juz tak, ale wtedy nie. Pracownik skończył mieszać wielką drewnianą łyżką, odłożył ją na podłogę, ale stojąco, nie leżąco i tuż przy wyjściu. Do bunkra wjeżdżał wózkiem widłowym (sztaplarką) takim długim korytarzem inny pracownik, potrącił ową łyżkę przy wjeździe do bunkra (chyba jej nie widział), ta zaś zainicjowała wybuch. Wózek impetem wybuchu został wyrzucony przez korytarz dolotowy i wbił się w budynek obok, był jak nabój w lufie. Jak pisałem, sufit bunkra także wyleciał do luftu.

PS - dowiedziałem się wtedy od niego , ze te wszystkie napoje energetyczne, szczególnie ten co uskrzydla, to istna tablica Mendelejewa, w sumie szkodliwe i bardzo niezdrowe - i z tym się zgadzam, już sam zapach jest wredny, a co dopiero smak.
To już lepiej sie napić rozpuszczalnika do farb niż tego świństwa. O fatalnych skutkach picia tych świństw dla dzieci nie będę pisał, bo to jest przerażające.
Sorry za OT
2014-04-13 23:14:11 (12 lat temu)
do Stenek: U mnie najwięcej się opowiadało o przypadkach z życia wziętych przypadków wypadków związanych z e-filtrami. Zawsze pamiętam o takim, gdy tak jak na tym statku we wnętrzu e-filtru (dokładnie we wnętrzu blachownicy gdzie stoją izolatory zawieszeniowe na których wiszą elektrody ulotowe, to taka konstrukcja jak profil zamknięty z którego wykonuje się np. ramy bram i płotów, tylko wiele razy powiększony) były dwie osoby, i wtedy podano napięcie. Jeden z nich był młody niedoświadczony i jak usłyszał napięcie (ci co mają do czynienia z wysokimi napięciami wiedzą, że takie napięcie słychać) spanikował i zaczął z blachownicy uciekać. Niestety przy włazie stał właśnie taki jeden izolator na którego górnej części był na metalowym kręgu zawieszony zestaw elektrod. Ten młody pracownik uznał, że najszybciej będzie wyskoczyć z wnętrza blachownicy stawając na izolatorze. To go zgubiło. Tam było wtedy zapewne z 80 kV. Drugi z pracowników, był starym doświadczonym na elektrofiltrach pracownikiem, i wiedział by nie zbliżać się do izolatorów, i postanowił poczekać, aż ta osoba, która ich zabezpieczała na zewnątrz zorientuje się co się dzieje i zareaguje. W jego przypadku, skończyło się jedynie na dużym strachu. Pamiętam, że zawsze mi przy okazji tej historii tłumaczono, że co nagle i gwałtownie przy e-filtrze to po diable.
2014-04-13 23:29:20 (12 lat temu)
blaggio.
Na stronie od 2013 listopad
12 lat 5 miesięcy 13 dni
Dodane: 12 kwietnia 2014, godz. 21:40:55
Autor zdjęcia: blaggio.
Rozmiar: 1450px x 1088px
Licencja: CC-BY 3.0
1 / 1250sƒ / 3.5ISO 10012mm
4 pobrania
2906 odsłon
5.59 średnia ocen
Poprzednie i następne zdjęcia blaggio.
Obiekty widoczne na zdjęciu
elektrownie
Elektrociepłownia nr 2
więcej zdjęć (29)
Zbudowano: 1955-60
Dawniej: Zespół Elektrociepłowni w Łodzi EC-II

Elektrociepłownia EC-II jest pierwszą z trzech elektrociepłowni powstałych w Łodzi po wojnie. Zakład został zaprojektowany do pracy w tzw. układzie kolektorowym (8 kotłów, 6 turbozespołów). Budowa trwała w latach 1955-1960. W 1960 r. w wyniku połączenia elektrociepłowni z Elektrownią Łódzką powstał Zespół Elektrociepłowni w Łodzi. W następnych latach trwała rozbudowa (1 kocioł parowy, 1 turbozespół oraz 2 kotły wodne opalane mazutem). W 2006 r. w wyniku restrukturyzacji i przekształceń własnościowych elektrociepłownia stała się zakładem należącym do firmy Dalkia Łódź S.A. Obecnie działa 5 kotłów parowych, 2 kotły wodne, 3 turbozespoły. Moc elektryczna wynosi 87 MW, a moc cieplna 578 MWt. Elektrociepłownia zaopatruje w parę technologiczną i parę do celów ciepłowniczych oraz ciepłą wodę tereny miasta położone na zachód od al. Politechniki (m.in. osiedla Retkinia, Karolew i Nowe Rokicie, Osiedle Młodych w okolicy Dworca Kaliskiego, port lotniczy Lublinek, zakłady w Rudzie Pabianickiej). W 2011 r. w związku ze zmniejszeniem się zapotrzebowania na ciepło ze strony zakładów przemysłowych zapadła decyzja o likwidacji elektrociepłowni do połowy 2015 r.



Suplement: Z końcem marca 2015 r. zakład należący do Veolia Energia Łódź (dawniej Dalkia Łódź) przestał działać. W październiku 2017 r. teren wraz z budynkami został sprzedany. Po rozbiórce zabudowań teren ma być przeznaczony pod nowe inwestycje.



Opracowanie na podstawie informacji ze strony internetowej Dalkii:

.


ul. Wróblewskiego Walerego
więcej zdjęć (404)
Dawniej: Kątna
Ulica Wróblewskiego to ulica o długości ok. 2,85 km wybiegająca z południowo-zachodniej części Śródmieścia w kierunku zachodnim. Ulica zaczyna się przy ul. Wólczańskiej a kończy przy al. Bandurskiego. Po drodze przecina kilka ważnych ulic jak al. Politechniki, al. Jana Pawła II, ul. Maratońska i ul. Bratysławska. Zaliczana jest do tzw. ulic zbiorczych. Od Wólczańskiej do Maratońskiej prowadzi głównie ruch tranzytowy pomiędzy południową częścią Śródmieścia a osiedlami Retkinii i Karolewa. W końcowym odcinku zbiera ruch lokalny z obszaru Karolewa.

W swoim przebiegu ulica składa się z trzech odcinków o różnej proweniencji historycznej. Przebieg najkrótszego z tych odcinków środkowego „łącznika” związany jest z przebiegiem ustalonej jeszcze w średniowieczu granicy pomiędzy gruntami miasta Łodzi i dawnej wsi Wólka a gruntami wsi Retkinia i wsi Rokicie. Granica w tym rejonie biegła lekkim łukiem z południowego wschodu od punktu w pobliżu skrzyżowania obecnej ul. Skrzywana z al. Politechniki docierając do ul. Wróblewskiego na skrzyżowaniu z ul. Piasta i dalej wzdłuż początkowego odcinka ul. Towarowej, poprzez skrzyżowanie ul. Łaskiej i al. Jana Pawła II, w kierunku północno-zachodnim do ul. Objazdowej. Granica ta w 1840 r. stała się granicą miasta. Po powstaniu kolonii Karolew wcześniej wytyczony odcinek początkowy ul. Wróblewskiego, wtedy noszący nazwę Kątna kończący się na tej granicy, został wzdłuż niej przedłużony na północny zachód do miejsca, gdzie rozpoczynała się główna droga osady (obecna ul. Wileńska), co umożliwiło dojazd z Karolewa do południowej części Łodzi.

Początkowy odcinek ulicy został wytyczony do 1828 r. zgodnie z planem nowej osady fabrycznej Łódka, która zajęła między innymi większość gruntów dawnej wsi Wólka. Po zachodniej stronie ul. Wólczańskiej do linii obecnej wschodniej jezdni al. Politechniki rozplanowano działki dla prządków lnu. Przy końcu Wólczańskiej po południowej stronie poprzecznej do tej ulicy długiej na 390 m drogi zaplanowano ostatnich dziewięć działek. Drodze tej nadano później nazwę Kątna (nazwa zatwierdzona w 1863 r.). Na zachód od Łódki na pozostałych gruntach dawnej Wólki powstała osada rolnicza Kąty. Zabudowa tej osady skupiona była wzdłuż drogi będącej w prostej linii przedłużeniem ul. Kątnej. W 1840 r. obszar Kątów włączony został do Łodzi. Tym sposobem ulica ta wydłużyła się do nowej granicy miasta i miała teraz ponad 950 m.

W latach 50. XIX w. właściciel Retkinii i Brusa Mateusz Lubowidzki założył w północnej części Retkinii na częściowo zalesionych gruntach nową kolonie rolniczą i nazwał ją od imienia syna Karolew. Południową granicę od strony Starego Rokicia wyznaczono równolegle do głównej drogi wsi wzdłuż prostej linii, której początek wypadał przy granicy Łodzi w miejscu obecnego skrzyżowania ul. Wróblewskiego z ul. Proletariacką, a koniec przy posesji Wróblewskiego 120. Dalej granica zbaczała łagodnym łukiem na południe do punktu położonego na obecnej ul. Króla ok. 40 m od zachodniej jezdni al. Bandurskiego leżącego już na granicy z Retkinią. Wzdłuż ww. linii granicznej poprowadzono drogę dojazdową do wytyczonych prostopadle pól nowej wsi. Droga ta w przyszłości stała się trzecim odcinkiem składowym ul. Wróblewskiego.

Pierwszą fabryką przy obecnej ulicy Wróblewskiego była przędzalnia bawełny Dawida Landego wzniesiona w 1846 r. na terenie pod nr 3/5. Jednak dopiero w ostatnim dwudziestoleciu XIX w. ówczesna ul. Kątna stała się ulicą o charakterze fabrycznym. Po 1878 r. pod nr 19/23 powstała fabryka Allarta i Rousseau produkująca wełnianą przędzę czesankową , a przy niej osiedle domów familijnych. Pod nr 15 po 1893 r. wzniesiona została przędzalnia bawełny i tkalnia Karola Hoffrichtera. Ok. 1900 r. między innymi pod nr 6/8 Salomon Danziger uruchomił przędzalnię bawełny, a pod nr 10 Henryk Fuks przędzalnię wełny. Również w tym samym czasie powstał zakład jedwabniczy Fryderyka Klinge i Roberta Schultza pod nr 20/22 (na tyłach późniejszej Foniki). Na terenie poza miastem pod obecnym nr 39/41 swoją fabrykę włókienniczą Karolewską Manufakture zbudowali w 1895 r. Karol Kroening i Karol Eisert. Do wybuchu I wojny światowej na odcinku do ul. Towarowej zabudowę fabryczną uzupełniły domy dla robotników i kamienice czynszowe w okolicy ul. Różanej i Braterskiej.

W 1901 r. ulicę przecięły tory Kolei Warszawsko-Kaliskiej. W tym samym czasie od południa doprowadzono linię kolei obwodowej i urządzono stację Karolew. W 1907 r. tereny wsi Karolew włączono w obszar Łodzi i dalszy odcinek obecnej ulicy Wróblewskiego uzyskał nazwę Nowo-Kątna. Ten fragment do I wojny światowej pozostał prawie nie zabudowany.

W okresie międzywojennym zabudowa ulicy zmieniła się w niewielkim stopniu. Jedynie przybyło domów po południowej stronie na końcowym odcinku od toru kolejowego do rzeczki Karolewki. W latach 1928-1935 na terenie przytykającym do ulicy wybudowane zostało pod egidą biskupa Tymienieckiego osiedle Towarzystwa Budowy Domków Robotniczych. W 1928 r. uruchomiono linię tramwajową, której krańcówka mijankowa znajdowała się przy skrzyżowaniu z ul. Proletariacką. W 1932 r. cała ulica zyskała nazwę Kątna.

Okres po drugiej wojnie światowej przyniósł dalsze zmiany w zabudowie ulicy, której w 1951 r. nadano imię Walerego Wróblewskiego. W 1945 pod nr 16/18 uruchomiono produkcję telefonów a później radioodbiorników. Z biegiem czasu rozbudowano zakład znany od 1960 r. jako Łódzkie Zakłady Radiowe „Fonica”. W 1955 r. rozpoczęto budowę Elektrociepłowni nr 2. Po przeciwnej stronie ulicy w tym samym czasie zaczęły powstawać budynki akademików Politechniki Łódzkiej. W 1958 r. krańcówkę tramwajową zmodernizowano dodając trójkąt do zawracania. Na końcowym odcinku ulicy skupiła się nowa zabudowa mieszkaniowa. Najpierw po roku 1960 powstało osiedle bloków po północnej stronie pomiędzy ul. Maratońską i Bratysławską. W drugiej połowie lat 60. wzniesiono budynki po zachodniej stronie Bratysławskiej. W 1983 r. zlikwidowano ruch tramwajowy na odcinku od al. Politechniki do krańcówki. W latach 70. w ramach ogólnego planu zagospodarowania miasta powstał projekt budowy arterii komunikacyjnej w ciągu ulic Milionowej – Wróblewskiego – Elektronowej – Pienistej, która z pewnymi modyfikacjami nadal figuruje w planach perspektywicznych. Po zakończeniu budowy al. Bandurskiego ul. Wróblewskiego uległa skróceniu – odcinek po zachodniej stronie alei włączony został do ul. Króla.

Po 1990 r. rozpoczął się okres stopniowego upadku i likwidacji zakładów przemysłowych w tym rejonie. W 1998 r. sprzedano teren Karolewskiej Manufaktury (z czasem część budynków rozebrano). W 2002 r. zamknięto zakłady „Fonica”. W tym samym czasie rozebrano zabudowania oddziału „C” ZPB „Eskimo” pod nr 6/8 (dotąd nie powstał ani jeden z planowanych tu budynków mieszkalnych). W 2007 r. zlikwidowano Przędzalnię Czesankową „Polmerino” (dawna fabryka Allarta) i na sprzedanym terenie jeszcze w 2007 r. nastąpiła rozbiórki zabudowań w ramach przygotowań do budowy dużego kompleksu mieszkalnego (dotąd powstał tylko jeden budynek). W miejscu największej piekarni łódzkiej „Społem” pod nr 31 wybudowano market budowlany „Castorama”. Z kolei w 2015 r. ma zakończyć pracę Elektrociepłownia nr 2.

Niestety pod względem komunikacyjnym w ciągu ul. Wróblewskiego w czasie ostatnich kilkudziesięciu lat zmieniło się niewiele. Zmodernizowane zostało tylko skrzyżowanie z al. Jana Pawła II, a w 2013 r. usunięto na odcinku pomiędzy Wólczańską i al. Politechniki wydzielone torowisko tramwajowe wyłączone z ruchu jeszcze w 2008 r. Większość terenów położonych wzdłuż tej ulicy czeka na zagospodarowanie od nowa.

2014