W okresie przedwojennym, w czasie wojny i przez kilka pierwszych powojennych lat w Strzelinie przy ul. Pocztowej było więzienie. Solidny gmach otoczony wysokim murem groźnie górował nad miastem. Z czasem więzienie zlikwidowano, a budynek zamieniono na magazyn. Kiedy w początku lat 60. ekipa Gomułki wydała nakaz osiedlenia ludności pochodzenia cygańskiego, ówczesne władze miasta uznały, że budynek po byłym więzieniu idealnie się do tego nadaje. Zaczęto osiedlać w nim Cyganów. Przydzielano im jedną celę, dwie cele - wszystko w zależności od liczebności rodziny.
Budynek, w którym osiedlano Cyganów szybko zyskał wśród mieszkańców Strzelina złą sławę. Ochrzczono go również "Belwederem", który to gmach w tym czasie nie najlepiej się kojarzył.
I tak w byłym więzieniu rodzili się i umierali ludzie, których jedyną winą była zwykła, ludzka bieda. W oknach nadal mieli kraty, w drzwiach "judasze". Ot, zwyczajny więzienny pejzaż. Z czasem w budynku tym zaczęto osiedlać nie tylko Cyganów, ale także i co biedniejszych obywateli narodowości polskiej. Tak komunistyczna władza okazywała swą troskę o realizację hasła o Polsce rosnącej w siłę i ludziach, którym ma się żyć dostatniej.
Coraz częściej mieszkańcy "Belwederu" trafiali za kratki z racji popełniania pospolitych przestępstw. Nie znajdowali przy tym zasadniczej różnicy między swoim codziennym bytowaniem a miejscem odbywania kary. Jednocześnie "Belweder" stal się centrum strzelińskiego półświatka. Tu były najlepiej prosperujące meliny, tu najłatwiej można było (przy odrobinie szczęścia) odzyskać skradziony rower. Wiedzieli o tym wszyscy poza lokalną milicją (?), która okresowo zajęta była tropieniem "wichrzycieli i innego antysocjalistycznego elementu".
W początkach lipca tego roku [1991] doszło do wybuchu otwartego konfliktu między ludnością cygańską a częścią mieszkańców Strzelina. Wybito w "Belwederze" kilka szyb, przyjechała telewizja, która skrzętnie filmowała pozbawione szyb okna, sprawę nagłośniła "Gazeta Wyborcza". A jak wygląda prawda o strzelińskim konflikcie?
Strzelińscy Cyganie aniołami nie są. Przynajmniej niektórzy z nich mają na swoim koncie rozboje, pobicia, kradzieże. Oroynator Oddziału Chirurgicznego miejscowego szpitala, dr nauk med. J. PRZYJAŁGOWSKI, pokazał mi dokumentację kierowanego przez siebie oddziału, z której wynika, że 70% pobić to dzieło strzelińskich Cyganów. Opisywał mi przypadki kobiet, którym napastnicy - Cyganie przecinają żyletką skórę palca, by łatwiej zdjąć obrączkę czy pierścionek.
Z drugiej jednak strony wszyscy, którzy kiedykolwiek oglądali western wiedzą że jeśli w miasteczku na Dzikim Zachodzie szeryfem był fachowiec, który sprawiedliwie, ale i bezkompromisowo posługiwał się stosownymi "argumentami", to w miasteczku tym był porządek, panowało prawo. Jeśli zaś szeryf był gamoniem, na dodatek uwikłanym w różne zależności, to panowało prawo gwałtu i królował lincz.
Żadnego ze strzelińskich, polskich problemów nie rozstrzygniemy gwałtem czy odwetem. Potrzeba nam żmudnego, codziennego budowania wspólnego domu, który nie będzie "byłym więzieniem". Domu wzajemnego szacunku, tolerancji, ale też domu bez pobłażliwości dla łamania prawa. W takim domu znajdzie się miejsce dla strzelińskich Cyganów, którzy budzić się będą i zasypiać bez widoku krat w oknach, i dla Polaków, którzy już bez lęku chodzić będą wieczorami po ulicach i parkach.
do WW: Prasa lat 1990-1991 była jak budyń z syropem malinowym: przesłodzona i chwiejna... Dziennikarze dopiero uczyli się, do czego służy ostrze pióra.