|
starsze nowsze oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 11 głos | średnia głosów: 6
1911 , Barcinek (niem. Berthelsdorf).Skomentuj zdjęcie
|
25 pobrań 2533 odsłony 6 średnia ocen Poprzednie i następne zdjęcia fantom Obiekty widoczne na zdjęciu Pałac więcej zdjęć (39) Zbudowano: 1772 Dawniej: Schloß Zabytek: 660/J z 07.10.1980; A/75/661/J z 11.05.2006 Pałac zbudował w 1772 r. hrabia von Rothkirch na miejscu wcześniejszego założenia z XVI wieku. Mówi o tym zachowana w murze okalającym założenie kamienna arkada bramy z datą 1565 r. W trakcie przebudowy ok. 1890 r., dobudowano od strony północnej wieżę. Zmieniono wtedy również wystrój wnętrz powyżej parteru, oraz elewację na modny w tym okresie eklektyzm. Barcinek 44 - Sanatorium (dawne) więcej zdjęć (74) Zbudowano: 1877-1878 Dawniej: Sanatorium Berthelsdorf.Samodzielny Publiczny ZOZ Szpital Specjalistyczny MSW Ośrodek sanatoryjny w Barcinku powstał w latach 1877 – 1878. Jak pisze R.M. Łuczyński, jego założycielem był Ernst Berger (trzeba zaznaczyć, że według M. Staffy, twórcą zakładu był Szwajcar, Richard Brewhaus, którego ujął klimat Barcinka, będącego wówczas majątkiem jego żony). Następcą Bergera był syn Adolf, działacz istniejącego w Barcinku do 1930 r. oddziału Riesengebirgsverein. Na przełomie XIX i XX w. powstał także, pomiędzy sanatorium a rzeką, istniejący do dzisiejszego dnia pawilon z obłożonymi kafelkami wannami dla kuracjuszy. Już w 1890 r. miesięcznik „Gebirgsfreund” zamieścił na swoich łamach reklamę sanatorium, w której polecano go na wiele chorób, m.in. dolegliwości gardła, choroby płuc, paraliż, podagrę, skrofulozę (gruźlicę węzłów chłonnych), a nawet hemoroidy, liszaje i zaburzenia menstruacji. Inne reklamy zachęcały do odwiedzenia okolic, wśród których polecano pełną pstrągów Kamienicę, park w Maciejowcu, ruiny zamku Gryf, a także zamków w Starej Kamienicy i Rybnicy. Potem zachwalano również wycieczki do zapory w Pilchowicach. Nowoczesny, jak na tamte czasy, komfortowy budynek usytuowany w parku w dolnej części wsi. Posiadał elektryczne oświetlenie, 50 dużych pokoi, salę jadalną, czytelnie z balkonami, osobne dla kobiet i mężczyzn, a także salę bilardową. Tygodniowy pobyt w najbardziej komfortowych pokojach kosztował pod koniec XIX w. więcej niż równowartość 100 kg pszenicy. Do tego dochodziły opłaty za zabiegi lecznicze obejmujące przede wszystkim kąpiele wodne, masaże i gimnastykę zdrowotną. Dzieci poniżej szóstego roku życia przebywały w sanatorium wyłącznie z indywidualnym pielęgniarzem. O zdrowie kuracjuszy dbali m.in. dr Heymer z Lubomierza i posiadający tu swoją koncesjonowaną aptekę chirurg i położnik dr Mühlenbach (w początkach istnienia sanatorium), czy dr H. Ronge (na początku XX w.). Podczas wielkiej powodzi w lipcu 1897 r. zakład nieznacznie ucierpiał, jednak w krótkim czasie przywrócono jego pełną funkcjonalność. W 1935 r. sanatorium zostało przekształcone w ośrodek wypoczynkowy dla oficerów Luftwaffe. Po II wojnie światowej przywrócono działalność zakładu. Początkowo leczono tu funkcjonariuszy UB, potem ośrodek przekształcono na oficjalne sanatorium MSW. Co ciekawe, mimo zamkniętego charakteru, zarząd Państwowych Uzdrowisk Dolnośląskich w Solicach Zdroju (dzisiaj Szczawno Zdrój) wydał informator, w którym polecano łagodny, oszczędzający klimat uzdrowiska, oraz zachęcano do odwiedzenia go przez chorych na gruźlicę płuc. Informator firmowała także Dyrekcja Państwowego Sanatorium dla płucno – chorych w Korczakowie (pierwsza powojenna nazwa Barcinka). Interesujące, że podobne informatory z lat 1947 – 1949 zostały pozbawione wszelkich informacji o tym miejscu. Sanatorium funkcjonowało do 1990 r., kiedy to przeniesiono je do Cieplic, a budynek w Barcinku sprzedano osobie prywatnej. Od tego czasu nie widać działań zmierzających do remontu i przywrócenia dawnej świetności obiektu. Zrujnowany, nadal czeka na szansę uratowania. Barcinek 64 więcej zdjęć (17) Dawniej: Gasthof zum Deutschen Kaiser Papiernia więcej zdjęć (26) Dawniej: Papier Fabrik STARA FABRYKA PAPIERU Barcinek położony 10 km na północny-zachód od Jeleniej Góry, przed wojną "dochrapał się" statusu miejscowości uzdrowiskowej, której klimat miał sprzyjać leczeniu dróg oddechowych. Pamiątką po tamtych czasach jest - stanowiący obecnie smutny widok - popadający w ruinę budynek XIX-wiecznego sanatorium. W okresie II wojny światowej użytkowany w dużej mierze przez oficerów Luftwaffe, a po wojnie zarezerwowany dla pracowników Ministerstw - Bezpieczeństwa Publicznego i Spraw Wewnętrznych. Interesująca nas fabryka jest położona praktycznie poza miejscowością - w obrębie Parku Krajobrazowego Doliny Bobru, niecały kilometr na zachód od powstałej w latach 1926-27 zapory i elektrowni wodnej Wrzeszczyn. Aktualnie na terenie dawnej fabryki papieru mieści się zakład należący do spółki ARF, produkującej konstrukcje metalowe. Zarówno pracownicy, jak i dyrekcja spółki nie dziwią się, słysząc pytania o domniemane podziemia. Ich odpowiedzi są mniej więcej zgodne w jednym - podziemia istnieją, jakkolwiek obecnie nie ma żadnej możliwości ich udostępnienia. Zakład się rozwija, podłogi są zabetonowane, hale zagospodarowane i właściciel nie wyraża zgody na badania, czy jakiekolwiek próby weryfikacji opowieści byłych i obecnych pracowników. A te różnią się już od siebie znacznie i to nie tylko jeśli chodzi o wygląd podziemi, ale również cel, w jakim były użytkowane. Podsumowując kilkanaście rozmów z mieszkańcami Barcinka i pracownikami interesujących nas zakładów (w jednym przypadku informowano nas o mającej się tu odbywać przedwojennej produkcji torped, w innym o podziemnym szpitalu), udało się nam wyodrębnić dwie najczęściej powtarzane wersje historii. Jedna dotyczy domniemanej produkcji supertajnych samolotów, korespondując z pierwszą relacją, jaka do nas dotarła - p. Roberta Skorupskiego. Druga, choć przekazywana nam z pełną wiarą, brzmiała zupełnie niewiarygodnie. W zakładach miano produkować ni mniej, ni więcej tylko miniaturowe okręty podwodne! Testowane następnie w korycie rzeki, do której prowadziły zalane, podziemne kanały. Dzięki nim wszelkie testy okręcików mogły być wykonywane dyskretnie, a znajdująca się w pobliżu zapora, mogła z powodzeniem podwyższać lub obniżać poziom wody - w zależności od potrzeb... Interesujący nas teren dzieli się jakby na dwie części. Pierwsza, to obecne zakłady mieszczące się na terenie przedwojennej fabryki papieru. Centralnie położone budynki powstały jeszcze przed I wojną światową i wyraźnie odcinają się od kilku nowych hal i zabudowań. Całość jest umiejscowiona kilkanaście metrów powyżej koryta rzeki, odległej o niecałe 200 m w linii prostej. Druga, to znajdujące się u podnóża, i na stoku, oraz wchodzące w koryto Bobru, tajemnicze ruiny. To właśnie one wzbudzały najwięcej emocji wśród zwolenników teorii o miniaturowych okręcikach podwodnych. Nic dziwnego. Omijając od wschodu ogrodzony teren funkcjonujących zakładów, wkraczamy w krainę, gdzie tajemnica wydaje się wyzierać zza każdego rogu. Początkowo słabo widoczna droga, zmienia się w czytelniejszy szlak prowadzący w kierunku rzeki. Na poboczu można jeszcze zauważyć stare słupki oddzielające drogę od stromego, kilkumetrowego spadku. Tym szlakiem możemy dotrzeć do najbardziej widocznych pozostałości budynków, rozmieszczonych wśród stromych skał. Największy z nich posiada podpiwniczenie składające się z kilku komór. Znaczne oddalenie od miejscowości i bardziej uczęszczanych okolic spowodowało, że piwnice są prawie nie zaśmiecone, a sam obraz ruin, pozbawionych tych najbardziej niesympatycznych śladów ludzkiej obecności, sprawia bardzo malownicze wrażenie. To właśnie tu, jak chce przekazywana wśród części rozmówców legenda, miały znajdować się wloty do podziemi, połączone kanałami prowadzącymi do koryta Bobru. Co ciekawe, poziom rzeki waha się o kilka metrów - niekiedy pozostawiając na powierzchni jedynie fragmenty, a czasem, kiedy woda opadnie, w całości ukazując pozostałości po różnego rodzaju technologicznej infrastrukturze. Widok ten każdego obserwatora - miłośnika historii, nie pozostawia obojętnym. Choć chcielibyśmy dłużej pozostać wśród domniemanych śladów tajemniczej produkcji i doświadczalnych "zbiorników testowych" dla okrętów, rzeczywistość okazała się nieubłagana. Mimo rzetelnego sprawdzenia ruin, piwnic, przemurowań i wchodzących w zbocze niewielkich komór, żadne z nich nie wyglądało, aby miało cokolwiek wspólnego z tajemniczą wojenną produkcją. Ruiny stanowią pozostałości zabudowań fabrycznych bądź mieszkalnych, typowych raczej dla architektury początku XX w. niż związanych z surowymi, betonowymi strukturami drugowojennych obiektów. Teoria o produkcji i wodowaniu miniaturowych okrętów, od samego początku niezbyt poważna, nie wytrzymała pierwszej, terenowej próby weryfikacji. Wszystkie wskazywane nam miejsca, związane jakoby z tajemniczymi kanałami bądź komorami, okazały się mieszaniną pobożnych życzeń i autentycznych pozostałości po procesie produkcyjnym, jaki miał tu miejsce jeszcze przed I wojną światową. Czytaj więcej na |