Był początek września 1945 roku. Przywieziono nas, repatriantów, ze wschodu pociągiem towarowym do Brochowa. Pod koniec wojny mąż mój zginął i jechałam sama z czworgiem dzieci w wieku od 1 do 14 lat. W 1945 roku w Brochowie były dwie szkoły: podstawowa i średnia; zajęliśmy budynek przy ulicy Kościelnej. Wskutek działań wojennych szkoła była zniszczona, bez szyb, dachówek, wody, światła i ogrzewania, ławki były rozrzucone po podwórzu szkolnym. W czasie wojny w szkole mieścił się szpital i budynek był ufortyfikowany, tzn. były bunkry, głębokie rowy i prowizoryczne schrony. W tak zniszczonym budynku zamieszkałam z dziećmi w jednej izbie. Przede mną do Brochowa przybyli inni nauczyciele: małżeństwo Sajdakowie i Stanisława Staszysyn. Musieliśmy naprawiać dach, szklic okna, zamurowywać w ścianach otwory pozostałe po pociskach. Najgorsza była zima 1945/1946 r. Klasy ogrzewano żelaznym piecykiem, było w nich zimno i ciemno ponieważ okna były zabite tekturą. Na początku roku szkolnego dzieci było mało, ale z każdym dniem przybywało ich więcej. Brak było podręczników i zeszytów. Nauczanie było trudne i dla nauczycieli i dla uczniów. Było głodno i chłodno. Brak sklepów, pola były nie uprawiane i leżały odłogiem, nie było żadnej komunikacji z Wrocławiem, do Dworca Głównego chodziło się pieszo. Te czasy były bardzo ciężkie, musieliśmy wszystko budować od nowa.
Bonczek/hydroforgroup/ na podstawie - „Poznaj swój kraj” 4/1980