27.04.2026 - zamówione 2 dyski SSD GOODRAM CX 400 2TB za 1698 zł - kończy nam się miejsce na dyskach SSD 460 GB (zostało 15 GB wolnego miejsca). Na tych dyskach są m.in. system operacyjny, kafelki mapy i miniatury zdjęć. Dyski będą w czwartek, w majowy weekend przeniosę na nie wszystkie dane. W maju lub w czerwcu kupię dyski HDD ~ 20 TB i przeniesiemy tam dane z dysków 3 TB (oprócz tego mamy 2 x 12 TB w RAID 1 od Esskiego).
Fragment wspomnień opublikowanych w „Trudne Dni” Tom III 1962 r przez Zygmunta Kucińskiego.
Był to początek lipca 1945 roku. Wioska składająca się z trzech przysiółków (Dolne, Średnie, Górne – przyp. autora), zrobiła na mnie wrażenie wymarłej. Ludzie mało przebywali na zewnątrz domów, nie widziałem żywego inwentarza, a proszeni o informację przechodnie odpowiadali po niemiecku. Poczułem się zagubiony i bezradny… W całych Grabieszycach mieszkało wtedy 8 polskich rodzin. Reszta Niemcy. Osiedlała się tu z wolna Dywizja, która za boje pod Budziszynem i Dreznem otrzymała nazwę „Drezdeńskiej” i została odznaczona przez dowództwo radzieckie. Z czasem powstał Związek Osadników Wojskowych, który wyremontował tutejszy Dom Ludowy przeznaczając go na kino. Zamieszkałem w domku przy niemieckiej rodzinie. Tak się jakoś złożyło, że nagle nikomu nic nie mówiąc wyjechał dotychczasowy sołtys. Już tydzień po przyjeździe wybrano mnie na to stanowisko. Największa fala osadników napłynęła do wsi we wrześniu, październiku i listopadzie 1945 r. Byli to zdemobilizowani żołnierze bądź też repatrianci z dawnego województwa tarnopolskiego. Ludzie we wszystkim sobie pomagali, sporo zrobiono wspólnymi siłami. Przykładem takiego współdziałania może być założenie w Grabieszycach szkoły podstawowej. Wspólnie odremontowaliśmy budynek, przygotowali dla nauczyciela piękne mieszkanie. Wtedy też sprowadziliśmy z Lublina nauczycielkę z rodziną, znajomą jednego z mieszkańców. Od pierwszego września, jak w całej Polsce, maleńka gromadka dzieci poszła w Grabieszycach do szkoły. Cała organizacja życia była, że tak powiem w powijakach. Niby mieliśmy Agencję Pocztową, ale właściwie to jej nie było. W budynku dawnej poczty mieszkał urzędnik niemiecki i przyjmował telefony. Była to jedyna łączność ze światem. Oprócz tego grupa operacyjna miała linię telefoniczną do Lubania. Niemiec nie znał języka polskiego i często nie rozumiał czego ktoś tam z drugiej strony linii telefonicznej chce od niego. Wynikały różne nieporozumienia. Dałem mu do pomocy 16 letnią dziewczynę – Polkę i odtąd nasza łączność ze światem funkcjonowała już lepiej. W Grabieszycach i wielu innych wioskach masowo pędzono „bimber”. Zresztą innych spirytualii w sprzedaży nie było. Warto pamiętać i o tym, że w tamtych czasach wódka spełniała rolę najbardziej poszukiwanej waluty. Pobliskiej granicy z Czechosłowacją właściwie nie pilnowano. Często też chodziliśmy do braci Czechów na piwo, które oczywiście było wyśmienite…
To tyle z pierwszych dni Grabieszyc - dziś Grabiszyc b/h/2013