starsze
nowsze
1
1+
2-
2
2+
3-
3
3+
4-
4
4+
5-
5
5+
6-
6
oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 0 głosów | średnia głosów: 0

Polska woj. zachodniopomorskie powiat stargardzki Stargard ul. Gdańska Hotel "Mały Młyn"

2000 , Medal z wizerunkiem "Małego Młyna"

Skomentuj zdjęcie
Mariusz Brzeziński
Na stronie od 2011 sierpień
14 lat 8 miesięcy 27 dni
Dodane: 12 września 2021, godz. 15:05:33
Autor zdjęcia: Mariusz Brzeziński
Rozmiar: 1900px x 1900px
Aparat: COOLPIX L340
1 / 800sƒ / 4.6ISO 8017mm
0 pobrań
174 odsłony
0 średnia ocen
Poprzednie i następne zdjęcia Mariusz Brzeziński
Obiekty widoczne na zdjęciu
Hotel "Mały Młyn"
więcej zdjęć (23)
Zbudowano: 1894
Zabytek: -

Młyn (łącznie z budynkami gospodarczymi) został wzniesiony w 1894 r., o czym świadczy inskrypcja w płd.-zachodniej ścianie szczytowej. Obiekt posadowiono na miejscu młyna z 1850 r., który został zniszczony w wyniku pożaru. Fundatorem i właścicielem nowego młyna był Stargardzki Rolniczy Związek Kupców i Sprzedawców. Pierwotnie młyn był napędzany turbinami wodnymi i posiadał amerykańskie urządzenia przemiałowe. W l. 30. XX w. obiekt kupił Gustaw Karow - właściciel tzw. Dużego Młyna w Stargardzie. Po 1945 r. młyn został przejęty przez Państwowe Zakłady Zbożowe, wyposażony w urządzenia z innych młynów (z regionu) i nowy napęd elektryczny, produkował ok. 20 ton mąki na dobę. Od 1999 r. stanowi własność prywatną i po remoncie w 2000 r. został zaadaptowany na hotel z restauracją.



Młyn zlokalizowany jest w płn.-wschodniej części miasta, po zachodniej stronie ulicy Gdańskiej, w widłach rzeki Młynówki i kanału młyńskiego (obecnie wyschniętego). Po płn.-zachodniej stronie młyna usytuowane są dwa budynki gospodarcze, stanowiące zaplecze kuchenno-techniczne. Budynek o jednorodnej formie architektonicznej oraz historyzującym (ceglanym) wystroju elewacji, typowym dla obiektów przemysłowych z przełomu XIX/XX w. Młyn założony został na planie prostokąta (28,5 x 11,3 m), frontem zwrócony w stronę ul. Gdańskiej. Do ściany płd.-zachodniej przylega niewielka przybudówka (dawna komora turbiny). Budynek o zwartej bryle, trzykondygnacyjny, podpiwniczony, nakryty dachem pulpitowym. Wysokość całkowita wynosi ok. 11 m. Ściany murowane z cegły ceramicznej o wiązaniu krzyżowym, nietynkowane, o starannym spoinowaniu. Kondygnacje nakryte stropami drewnianymi, belkowymi nagimi (nad piwnicą i parterem) z wtórnymi sufitami na wyższych kondygnacjach. Więźba dachowa o konstrukcji krokwiowo-płatwiowej z podporami stolcowymi. Pokrycie dachu stanowi papa asfaltowa. Elewacje zachowały pierwotną kompozycję i wystrój, z regularnymi podziałami osiowymi i elementami ceglanego detalu. Elewacje ścian długich są sześcioosiowe, a szczytowe trzyosiowe, dzielone lizenami, gzymsami pilastymi i kostkowymi, zwieńczone masywną ścianą attyki z narożnymi filarami oraz krenelażem i datownikiem w szczycie płd.-zachodnim. Otwory okienne i drzwiowe zwieńczone są odcinkowymi naprożami z gzymsami. W obrębie parteru i piwnicy wnętrza zachowały pierwotny wystrój, z odsłoniętymi stropami oraz wątkiem ceglanego muru. W sali restauracyjnej oraz klatce schodowej zostały wyeksponowane elementy dawnego wyposażenia młyna (w tym mlewniki, wagi worki, znaki towarowe, itp.).



Obiekt ogólnie dostępny - restauracja.



Oprac. Waldemar Witek, OT NID Szczecin, 12.01.2015 r.


ul. Gdańska
więcej zdjęć (123)
Dawniej: Luisenstrasse
Luisenstrasse (od 3 czerwca 1857). (Ulica nazwana na cześć królowej Luizy, która przebywała w Stargardzie na przegląd wojsk w 1804 r.)

Luisenstraße (seit 3. Juni 1857). (Benannt nach der Königin Luise, welche 1804 anläßlich der Truppenschau in Stargard weilte.)

Ze wspomnień Franz Georg Hoffmann
Zam. Stargard, Elsnerstrasse 44 (ul.Andersa)
"Po południu 22 lutego 1945 roku dotarliśmy do Freienwalde (Chociwel) i ruszyliśmy dalej, w kierunku Stargardu. Ale nie mieliśmy pojęcia jak wygląda nasze miasto. Juz dlugo przed dotarciem widzieliśmy stojący nad miastem słup dymu. Nie mieliśmy jednak świadomości, że naloty bombowe zniszczyły kompletnie nasza małą ojczyznę.
Obrzeża Stargardu, skrzyzowanie Luisenplatz (ul.Gdańska) i Wilmsstrasse (ul. Skłodowskiej-Curie) były tylko lekko uszkodzone, ale stare miasto, za Bramą Wałową, a także wzdłuż Iny było płonącym polem ruin."

Hermine Stampa-Rabe
Córka Joachima Stampa – inspektora w miejskim wydziale kultury zam. Stargard, Blucherstrasse (ul. Staszica)
7 lutego 1945 roku powiedziano, że na drugi dzień wyruszamy zaprzęgiem konnym. Na zewnątrz słychać było w oddali kanonadę dział...
- za pół roku wrócimy spowrotem – powiedział mój ojciec tonem nie budzącym żadnych wątpliwości
Na dworze leżał śnieg i wszystko było oblodzone. Wóz jadący ulicą Gdańską (Luisenstrasse) nie mógł ruszyć. Dla koni lód na drodze był bardzo niebezpieczny. Pośliźnięcie się i upadek łatwo mógł się dla konia skończyć złamaniem nogi, a to równałoby się dla niegio śmierci. Willi Huss był jednak przygotowany. Przyniósł dużą liczbę metalowych szpil, które wetknął w podkowy, dzięki czemu zwierzęta mogły bezpiecznie iść po gładkim lodzie.
Bardzo smutne było nasze pożegnanie z dziadkiem i babcią na ulicy Gdańskiej.
Przed nami jechał Willi Huss na wozie ciągniętym przez dwa siwki, my mieliśmy jednego konia a za nami jechali Niemcy znad Morza Czarnego wozem z dwoma dużymi końmi. Wszyscy siedzieliśmy pomiędzy kołdrami. Babcia z placu Popiela (Blucherplatz) pomagała mamie w opiece nad naszą dużą rodziną.
Jechaliśmy z Luisenplatz, ulicą Gdańską pod górkę obok małego młyna i później w lewo w szosę maszewską. Droga prowadziła nas do Łęczycy, gdzie mieszkali rodzice cioci Wandy. Była ona żoną brata mamy Hansa Teske. U wujostwa zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci i spędziliśmy tam noc. Następnego dnia pojechaliśmy dalej, w kierunku Szczecina. Cała nasza grupa zatrzymywała się zawsze na jedzenie i wszyscy wysiadali. U gospodarzy lub w szkołach była okazja żeby coś ugotować.
Niemcy czarnomorscy wyprzęgali konie u rolników i starali się o nie zadbać. Martwiliśmy się o te zwierzęta, gdyby coś im się stało musielibyśmy iść pieszo.
Na drogách leżało wiele rannych lub chorych koni. Nie mogły one być dalej zabrane i miały tu swój smutny koniec. Dlatego gdy mieliśmy przed sobą zbyt strome wzniesienie to wszyscy wysiadaliśmy z wozów i szliśmy obok, a dopiero na szczycie wsiadaliśmy spowrotem. Jedynie mama z małą córeczką Urszulą zostawała na wozie, gdyż zostawienie małego dziecka samego mogło skończyć się jakimś nieszczęściem.
Było już ciemno, gdy znaleźliśmy się na obwodnicy Szczecina. Miasto było pod silnym ostrzałem i bombardowaniem. Płonęło. Wrogie samoloty zrzucały tak zwane drzewka bożonarodzeniowe – flary na spadochronach oświetlające cele.
Nasz wóz zatrzymał się na środku drogi. Wszyscy wysiedliśmy i położyliśmy się nisko na polu, na śniegu i lodzie. Nad nami przelatywały odłamki bomb. Jeden z nich, wielki jak pięść uderzył w ziemię obok ramienia mamy. Ale mieliśmy wszyscy szczęście w nieszczęściu. Tylko moja najmłodsza siostra Urszula dostała silnego przeziębienia, które później zamieniło się w zapalenie płuc.
Jak tylko skończył się nalot ruszyliśmy, tak jak inni w dalszą drogę. Później w nocy znaleźliśmy miejsce do spania. W wielkim pomieszczeniu stało wiele piętrowych łóżek, spały na nich tylko dzieci i kobiety.
Nasza kolumna dotarła do Prenzlau. Tutaj rozdzieliły się nasze drogi. Mama zadzwoniła do ojca do Neubrandenburga i on wkrótce do nas dotarł.
żródło: FB "Stargard in Pommern"

W.S