Z historycznego kalendarza Stargardu:
15 sierpnia 1636 zmarł w Stargardzie David Herlitz, zwany Herliciusem - matematyk, medyk, prognostyk, historyk, astronom, poeta. W Stargardzie pełnił funkcję fizyka miejskiego (od 1598), był autorem stargardzkiego ordynku zaraźnego (1598) i taksy aptekarskiej (1620). W Stargardzie zamieszkiwał w kamienicy przy Grosse Mühlenstraße 30.
1900r. - Paul Herm sklep rowerowy.
Ze wspomnień Renate Brombach urodzonej w domu przy Große Mühlenstraße 30 9 marca 1942 r.
Nasza rodzinna firma przy Große Mühlenstrasse 30 została założona przez mojego dziadka Carla Brombacha w 1918 roku który był konstruktorem nadwozi. Carl Brombach, żonaty z Bernhardine Brombach z domu Rühlow, miał 3 synów, Waltera, Ernsta (mój ojciec) i Kurta. Walter Brombach opuścił Stargard w latach 20. i zamieszkał w Hanowerze, ożenił się z Dorą Brombach z domu Schröder.
Mój ojciec Ernst Brombach i mój wujek Kurt Brombach przejęli firmę od swojego ojca (mój dziadek zmarł w 1931 roku) i kontynuowali ją wspólnie. Znacznie go rozbudowali i przekształcili w odnoszący sukcesy warsztat blacharski. Mój ojciec ożenił się z Hildegardą Kieckhöfel, urodzoną w Naugard, 13 kwietnia 1941 r. Moja mama była wyszkoloną sprzedawczynią u rzeźnika. Do Stargardu przyjechała w 1938 roku i pracowała jako sprzedawczyni u mistrza rzeźniczego Arthura Müllera, niedaleko naszego domu przy Große Mühlenstraße 28. Mój ojciec przyjaźnił się też z rodziną Müllerów. Tak poznali się moi rodzice. Moi rodzice uciekli przed Armią Czerwoną na początku marca 1945 r., początkowo do Neustadt/Holst. Już w październiku 1945 r. mój ojciec znalazł pracę w Hanowerze z pomocą swojego brata Waltera Brombacha, który mieszkał w Hanowerze od lat 20. XX wieku. Moja matka, moja siostra i ja poszliśmy za moim ojcem w 1946 roku. Dorastaliśmy w Hanowerze, tam są pochowani moi rodzice, mój ojciec zmarł w 1976 roku, moja matka w 1994 roku.
W lutym 1945 r. ojciec wysłał moją matkę i nas z dziećmi do Nowogardu. Nasz dziadek ze strony matki miał firmę transportową. Razem z jej ojcem i jej bratem Walterem oraz jej rodziną uciekliśmy z Nowogardu furgonetką meblową. Pierwszym przystankiem była posiadłość niedaleko Barth. Mój ojciec został w Stargardzie,bo musiał podtrzymywać „akcję niezbędną do działań wojennych". 3 marca 1945 roku otrzymał rozkaz opuszczenia Stargardu wraz z firmą samochodową Emila Bernarda (także szkoły nauki jazdy i mojego dobrego znajomego). Ojciec tak opisał swoje ostatnie godziny w rodzinnym mieście: „Najpierw poszedłem do piwnicy. Tyle było przetworów. Zjadłem cały słoik gruszek, ale potem już nie mogłem. Potem włożyłem płaszcz, kapelusz i zamknąłem dom. Wtedy powiedziałem sobie, że mam na sobie niedzielny kapelusz, po co? Otworzyłem ponownie dom, zdjąłem niedzielny kapelusz i założyłem codzienny kapelusz. Potem starannie zamknąłem dom, który był nienaruszony, łącznie z dużą szybą.”
(W.S)