Stargard - Nowa Synagoga, Wnętrze synagogi.
(Edit)
**List otwarty do zmarłego przewodniczącego Heimatkreisu**
*J. Stampa, rok 1979*
**Szanowny Panie Studiendirektorze Stampa!**
Nie chciałbym, aby ten rok dobiegł końca, zanim spełnię wewnętrzną potrzebę i napiszę do Pana. Być może mnie Pan pamięta – dzieli nas chyba całe dziesięciolecie. Ale z pewnością pamięta Pan mojego ojca, rabina Dr. Emila Silbersteina. Od kilku tygodni mam przed sobą wycinek z żydowskiego tygodnika, w którym znajduje się recenzja Pana książki o Stargardzie. To właśnie dzięki temu wycinkowi zdobyłem Pana adres.
Długo wahałem się, czy nawiązywać kontakt z dawną ojczyzną – po wszystkim, co się wydarzyło. Jak wielu z mojego pokolenia chciałem zapomnieć o przeszłości. Myślenie o tym wszystkim sprawia ból, ale człowiek myślący nie potrafi zapomnieć. Szczególnie w tych niespokojnych czasach widać wyraźnie prostą linię prowadzącą od Hitlera do współczesnego terroryzmu, który swoją nienawiścią, brakiem prawa i szacunku opanowuje cały świat. A świat mieszczański – poprzez źle pojęty liberalizm, własną korupcję i uległość wobec (wcale nie nowych, lecz dawno zdyskredytowanych) szalonych idei oraz życie bez Boga – nie ma odwagi się temu przeciwstawić.
Utraciliśmy naszą ojczyznę – nie dobrowolnie, lecz zostaliśmy wygnani. My, Żydzi, kochaliśmy nasze Niemcy. Byliśmy może nawet lepszymi patriotami, bo ostrzegaliśmy – nie dla siebie, ale dla innych. Przewidzieliśmy, czym to się skończy. To dla mnie nierozwiązywalny problem, którego nigdy nie przestanę roztrząsać: jak naród tak pracowity, utalentowany i godny szacunku mógł oddać się bez reszty podejrzanemu włóczędze z gościńca, którego prawdziwe pochodzenie do dziś nie jest do końca znane – i pozwolić, by poprowadził ich kraj ku katastrofie i całkowitemu zniszczeniu.
Pan też wie, co znaczy być bez ojczyzny – również ją Pan stracił. My, Pomorzanie, straciliśmy nie tylko ojczyznę – ona już nie istnieje, została unicestwiona. To czyni naszą stratę jeszcze boleśniejszą. Dawniej ludzie również wyjeżdżali w świat, ale mogli wrócić, mogli wspominać ojczyznę taką, jaką zostawili – i ją odnaleźć. Można było pomyśleć podczas spokojnego wieczoru: „W domu uczniowie właśnie spacerują po rynku.” Ale tego już nie ma.
Kilka lat temu przeglądałem u adwokata Berndta w Nowym Jorku rocznik Gröning-Gymnasium. Wydaje mi się, że jedno z gimnazjów w Essen lub Dortmundzie objęło patronat nad Gröning-Gymnasium, a tam również mieści się stowarzyszenie byłych uczniów. Niestety, nie nawiązałem z nimi kontaktu.
I tu dochodzę do właściwego celu mojego listu. Z przytoczonego wyżej wycinka dowiedziałem się, że interesuje się Pan dalszymi informacjami o dawnych mieszkańcach Stargardu, w szczególności o Żydach. Przede wszystkim chciałbym prosić Pana o pomoc w nawiązaniu kontaktu ze stowarzyszeniem byłych uczniów Gröning-Gymnasium. W roczniku odnotowano przy nazwiskach mojego ojca i moim: „los nieznany”. Mój ojciec zmarł 11 sierpnia 1946 roku w Szanghaju – gdzie niemal do śmierci, wspólnie z trzema innymi rabinami, prowadził gminę emigracyjną liczącą ok. 23 000 osób – mając 80 lat. Ja sam jestem dyplomowanym ekonomistą (Lipsk 1931). W Szanghaju chwytałem się najróżniejszych zajęć, by przeżyć: byłem tłumaczem, księgowym, nauczycielem, wędrownym księgarzem, bibliotekarzem.
Dla nas, którzy – jak niemal wszyscy uchodźcy – byliśmy całkowicie bez środków, życie w subtropikalnym klimacie, zwłaszcza w czasie wojny, gdy zmuszono nas do życia w getcie wyznaczonym przez Japończyków, było koszmarem. Przetrwaliśmy tylko dzięki naszym twardym, starym, pomorskim kościom. W Szanghaju było około 50 Żydów ze Stargardu, m.in. adwokat Moses ze swoją starszą matką, a także rodziny Danielsów, Dombrowers (prowadzących Śląski Dom Lnianych Tkanin), kantor Schüler, bracia Burchardy, Lübschütz.
Od ponad 28 lat mieszkam w Ameryce. Przez ponad 20 lat pracowałem jako księgowy w dziale rachunkowości jednej z największych fabryk konfekcyjnych w Filadelfii. Nie jestem żonaty, od ośmiu lat jestem na emeryturze i mieszkam z moją matką, która ma już ponad 98 lat.
Do listu załączam zdjęcie synagogi w Stargardzie – może Pana zainteresuje. Wykonałem je osobiście po renowacji świątyni w 1913 roku. Na jej uroczyste ponowne otwarcie przybył również Pański ojciec, którego zawsze bardzo szanowałem. Oczywiście, jako nauczyciela interesowały go zdobienia i dekoracje. Byłem wtedy dziesięcioletnim chłopcem i dumny, że mogę mu wszystko pokazywać i oprowadzać go po synagodze. Wciąż mam przed oczami obraz Pańskiego ojca – nie tylko jako dobrego nauczyciela, ale i wspaniałego człowieka, prawego mężczyzny!
I teraz, gdy w końcu zdecydowałem się napisać ten długo przemyślany list, uświadamiam sobie, że zrobiłem to nieświadomie z myślą o Pańskim ojcu. Człowiek taki jak on musiał mieć synów godnych swojego imienia.
Życzę Panu zdrowego i błogosławionego nowego roku – i nam wszystkim: pokoju.
Z serdecznym pozdrowieniem,
**Walter Silberstein**
---
**Dopisek redakcyjny do listu czytelnika:**
Ten list został napisany przez Waltera Silbersteina, syna stargardzkiego rabina Dr. Emila Silbersteina (ul. Speicherstraße 14–15, kierownik Żydowskiej Szkoły Religijnej) w dniu 31 grudnia 1979 roku w Filadelfii (USA). Od 1900 roku Dr. phil. Emil Silberstein nauczał religii mojżeszowej w Peter-Gröning-Gymnasium. Walter Silberstein, autor listu, zdał maturę w 1921 roku. Jego dalsze losy były nieznane aż do roku 1979.
Źródła:
* Książka adresowa Stargardu z 1925 roku
* „333 Jahre Peter-Gröning-Gymnasium Stargard”
1913
- Mariusz Brzeziński - 2021-12-12 14:14