26.06.2026 - między godz. 10:30 a 12:00 mogą wystąpić przerwy w działaniu strony.
| zapomniałem hasło | nowe konto | dodaj zdjęcie
Mapa
Nieistniejące
Komentarze Kresy Kresy + Polska Panoramy Pomoc
Ranking zdjęć opublikowanych dzisiaj
Poz.UżytkownikIlość
1.da signa
81
2.Antoni Piotr Korzeniewski
60
3.Nemezis
50
4.Przemo375
45
5.Marek W
41
6.piotr brzezina
32
7.marek45
20
8.ZPKSoft
20
9.4elza
18
10.user
18
Ranking zdjęć - aktualny miesiąc
Poz.UżytkownikIlość
1.da signa
1401
2.Nemezis
1250
3.Przemo375
1125
4.Antoni Piotr Korzeniewski
999
5.piotr brzezina
771
6.Mariusz Brzeziński
730
7.ZPKSoft
518
8.4elza
424
9.marek45
399
10.Michał. K
377

Za wpłaty ze zrzutka.pl oraz cegiełek kupione zostały:

  • Dyski twarde Seagate Exos X22 20TB x 2 = 2500 zł
  • Router TP Link Archer X55 AX3000 = 277 zł
  • Serwer plików NAS QNAP TS-673A-8G = 4677 zł

Przeznaczenie: kopie zapasowe strony (obecnie wykonywane są ręcznie na domowym komputerze)

zdjęcie 1 zdjęcie 2 zdjęcie 3

wczytywanie danych...

Polska

dolnośląskie
kujawsko-pomorskie
łódzkie
lubelskie
lubuskie
małopolskie
mazowieckie
opolskie
podkarpackie
podlaskie
pomorskie
śląskie
świętokrzyskie
warmińsko-mazurskie
wielkopolskie
zachodniopomorskie
Zdrowie
Religia
Zieleń
Sport
Kolej
Woda
Kultura
Krajobraz
Wojsko
Edukacja
Transport
Budowle
Przemysł
Inne
proszę czekać...
Architektura (365)
Osoby i źródła (0)
młyn* maria* w serwisie Fotopolska.Eu
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
następna 
obiekt
2018-2021 - remont i przebudowa Młyna "Maria"
Wrocław, 165 zdjęć
dolnośląskie / Wrocław / Młyn "Maria"
obiekt
Mosty Młyńskie Gneisenau Brücke
Wrocław, 152 zdjęć
Most Młyński Północny
długość - 36,60 szerokość pomostu - 12,89 m szerokość jezdni - 6,84 m szerokość chodników - 2x3,25 m rozpiętość przęseł - 35,60 m
Most Młyński Południowy
długość - 27,80 m szerokość pomostu - 12,80 m szerokość jezdni - 6,80 m szerokość chodników - 2x3,00 m rozpiętość przęseł - 26,86 m Źródło: Mosty Wrocławia w rysunkach projektowych, Leszek Budych.
dolnośląskie / Wrocław / pl. Bema Józefa, gen., ul. Jadwigi, św., ul. Wyspa Słodowa, Wyspa Piasek, Wyspa Młyńska, Mosty i kładki, Odra Północna, Kanał Młyna Maria
obiekt
Młyn "Maria" Marien Mühle
Wrocław, 119 zdjęć
... Piasek i Młyńską, przed 1267 r. stanęły dwa młyny: Maria i Feniks. W 1466 r. spłonęły. Po odbudowie zmieniły nazwę na Młyny Bożego Ciała. Po kolejnym pożarze zostały odbudowane w 1793 r. Po ... światowej zlikwidowano większość urządzeń w młynach, a cały kompleks nazywany jest od te
dolnośląskie / Wrocław / ul. Staromłyńska, ul. Wyspa Słodowa, Wyspa Piasek, Wyspa Młyńska, Kanał Młyna Maria
ulica
Ulica Młyńska
Marianowo, 22 zdjęć
zachodniopomorskie / stargardzki / Marianowo
obiekt
Kładka Piaskowa
Wrocław, 19 zdjęć
rozpiętość przęsła - 54 m szerokość pomostu - 3,19 m szerokość użytkowa - 2,25 m Źródło: Mosty Wrocławia w rysunkach projektowych, Leszek Budych.
dolnośląskie / Wrocław / Wyspa Słodowa, Wyspa Piasek, Mosty i kładki, Kanał Młyna Maria
obiekt
Młyn miejski
Sławno, 12 zdjęć
zachodniopomorskie / sławieński / Sławno / ul. Rapackiego Mariana, Kanał Miejski
obiekt
Młyn
Marianowo, 12 zdjęć
zachodniopomorskie / stargardzki / Marianowo / ul. Młyńska
obiekt
Kanał Młyna Maria
Wrocław, 5 zdjęć
dolnośląskie / Wrocław / Śródmiejski Węzeł Wodny, Odra Południowa, Odra Północna
obiekt
Upust powodziowy Klary
Wrocław, 5 zdjęć
dolnośląskie / Wrocław / Śródmiejski Węzeł Wodny, Odra Północna, Kanał Młyna Maria
obiekt
Krasnale „Maria i Feniks”
Wrocław, 4 zdjęcia
dolnośląskie / Wrocław / Wrocławskie krasnale, Wyspa Młyńska
obiekt
Mała Elektrownia Wodna "Maria" Młyn Freya
Dąbrowa Górnicza, 3 zdjęcia
Okradzionowski młyn w ręce rodziny Freyów trafił jako posag ślubny. Założony prawdopodobnie ... Wiadomo że w XIX wieku istniała w tym miejscu osada młynarska. Dzisiejszy wygląd zabudowań najprawdopodobniej pochodzi z lat ... wieku. W skład obiektu wchodzą zabudowania samego młyna, jak również budynek mieszkalny. O budynku mieszkalnym wiadomo, że ...
śląskie / Dąbrowa Górnicza / ul. Białej Przemszy
obiekt
Wnętrze
Marianowo, 3 zdjęcia
zachodniopomorskie / stargardzki / Marianowo / Młyn
obiekt
Jaz przy młynie
Dąbrowa Górnicza, 2 zdjęcia
... obiekcie dwie turbiny. Jedna napędzała młyn, a druga służyła do napędu działającego w pobliżu tartaku. Obecnie ...
śląskie / Dąbrowa Górnicza / Rzeka Biała Przemsza (Dąbrowa Górnicza), Mała Elektrownia Wodna "Maria"
obiekt
Mostek przy młynie
Dąbrowa Górnicza, 2 zdjęcia
śląskie / Dąbrowa Górnicza / Rzeka Biała Przemsza (Dąbrowa Górnicza), Mała Elektrownia Wodna "Maria"
zdjęcie
Brama Młyńska. Autor - Maria Golinski
Słupsk
pomorskie / Słupsk / Brama Młyńska
zdjęcie
Czy to na dole to nie jest młyn "Maria"?
Oleśnica
dolnośląskie / oleśnicki / Oleśnica / Młynarska 6
zdjęcie
Młyn "Maria"
Wrocław
dolnośląskie / Wrocław / Młyn "Maria"
zdjęcie
Kolorowe porównanie do fotki NEO 3023 http://link/003023,foto.html...
Wrocław
...
dolnośląskie / Wrocław / Młyn "Maria"
zdjęcie
Budynki młynu "Maria".
Wrocław
dolnośląskie / Wrocław / Młyn "Maria"
zdjęcie
rampa przełądunkowa. Pamiętam jeszcze jak wjeżdżały...
Wrocław
... ciężarówki napełnione zbożem i odbywał się zsyp zboża do
dolnośląskie / Wrocław / Młyn "Maria"
zdjęcie
Pensjonat "Młynówka" przy ul. Żelaznej tuż nad brzegiem...
Żagań
... pruskiego w połowie XIX w. Wówczas w pobliżu stał jeszcze tzw. górny młyn. Właśnie z tym młynem związana jest nasza legenda. Smutna opowieść powinna być przestrogą dla rodziców, którzy chcą bezwzględnie decydować o losie dzieci. Działo się to bardzo, bardzo dawno temu. Młynarz Brunon był zamożnym człowiekiem. Z jego młyna korzystali prawie wszyscy okoliczni chłopi i dziedzice. Brunon miał jedno dziecko - córkę Mariannę. Piękna młynarzówna otrzymać miała słuszny posag, dlatego ojciec liczył, że przyszły zięć będzie równie majętny. Dziewczyna długo jednak nie myślała o ożenku, odrzucając kolejnych ojcowskich kandydatów do jej ręki. Uczucie w jej sercu wzbudził dopiero skromny parobek pomagający we młynie. Mateusz był urodziwy, jednak nie to skłoniło Mariannę do przyjrzenia się bliżej chłopakowi. Parobek zdobył się na czyn, którego omal nie przypłacił życiem. Otóż lubiła Marianna przechadzać się w słoneczne letnie dni brzegiem jazu, w pobliżu koła młyńskiego. Spadająca woda tworzyła kaskady lśniących kropel, które odbijając światło tworzyły miniaturowe tęcze. Pewnego razu młynarzówna poślizgnęła się na zroszonej trawie i wpadła do rzeki. Byłaby z pewnością dostała się pod koło młyńskie, gdyby nie Mateusz, który zauważył, co się stało. Rzucił się na ratunek, ocalił dziewczynę, ale sam uderzony kołem o mało co nie zginął. Tym właśnie obudził miłość młynarzówny, do której od dawna już wzdychał potajemnie. Młynarz Brunon zorientował się, że między dwojgiem młodych coś się dzieje. Zabronił córce spotkań z Mateuszem. Nie, w smak mu była myśl o takim zięciu. Mógł wynagrodzić parobka pieniędzmi za ocalenie dziecka, jednak o zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się czasam ... przestrogą dla rodziców, którzy chcą bezwzględnie decydować o losie dzieci. Działo się to bardzo, bardzo dawno temu. Młynarz Brunon był zamożnym człowiekiem. Z jego młyna korzystali prawie wszyscy okoliczni chłopi i dziedzice. Brunon miał jedno dziecko - córkę Mariannę. Piękna młynarzówna otrzymać miała słuszny posag, dlatego ojciec liczył, że przyszły zięć będzie równie majętny. Dziewczyna długo jednak nie myślała o ożenku, odrzucając kolejnych ojcowskich kandydatów do jej ręki. Uczucie w jej sercu wzbudził dopiero skromny parobek pomagający we młynie. Mateusz był urodziwy, jednak nie to skłoniło Mariannę do przyjrzenia się bliżej chłopakowi. Parobek zdobył się na czyn, którego omal nie przypłacił życiem. Otóż lubiła Marianna przechadzać się w słoneczne letnie dni brzegiem jazu, w pobliżu koła młyńskiego. Spadająca woda tworzyła kaskady lśniących kropel, które odbijając światło tworzyły miniaturowe tęcze. Pewnego razu młynarzówna poślizgnęła się na zroszonej trawie i wpadła do rzeki. Byłaby z pewnością dostała się pod koło młyńskie, gdyby nie Mateusz, który zauważył, co się stało. Rzucił się na ratunek, ocalił dziewczynę, ale sam uderzony kołem o mało co nie zginął. Tym właśnie obudził miłość młynarzówny, do której od dawna już wzdychał potajemnie. Młynarz Brunon zorientował się, że między dwojgiem młodych coś się dzieje. Zabronił córce spotkań z Mateuszem. Nie, w smak mu była myśl o takim zięciu. Mógł wynagrodzić parobka pieniędzmi za ocalenie dziecka, jednak o zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się cza ... zamożnym człowiekiem. Z jego młyna korzystali prawie wszyscy okoliczni chłopi i dziedzice. Brunon miał jedno dziecko - córkę Mariannę. Piękna młynarzówna otrzymać miała słuszny posag, dlatego ojciec liczył, że przyszły zięć będzie równie majętny. Dziewczyna długo jednak nie myślała o ożenku, odrzucając kolejnych ojcowskich kandydatów do jej ręki. Uczucie w jej sercu wzbudził dopiero skromny parobek pomagający we młynie. Mateusz był urodziwy, jednak nie to skłoniło Mariannę do przyjrzenia się bliżej chłopakowi. Parobek zdobył się na czyn, którego omal nie przypłacił życiem. Otóż lubiła Marianna przechadzać się w słoneczne letnie dni brzegiem jazu, w pobliżu koła młyńskiego. Spadająca woda tworzyła kaskady lśniących kropel, które odbijając światło tworzyły miniaturowe tęcze. Pewnego razu młynarzówna poślizgnęła się na zroszonej trawie i wpadła do rzeki. Byłaby z pewnością dostała się pod koło młyńskie, gdyby nie Mateusz, który zauważył, co się stało. Rzucił się na ratunek, ocalił dziewczynę, ale sam uderzony kołem o mało co nie zginął. Tym właśnie obudził miłość młynarzówny, do której od dawna już wzdychał potajemnie. Młynarz Brunon zorientował się, że między dwojgiem młodych coś się dzieje. Zabronił córce spotkań z Mateuszem. Nie, w smak mu była myśl o takim zięciu. Mógł wynagrodzić parobka pieniędzmi za ocalenie dziecka, jednak o zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia si ... Z jego młyna korzystali prawie wszyscy okoliczni chłopi i dziedzice. Brunon miał jedno dziecko - córkę Mariannę. Piękna młynarzówna otrzymać miała słuszny posag, dlatego ojciec liczył, że przyszły zięć będzie równie majętny. Dziewczyna długo jednak nie myślała o ożenku, odrzucając kolejnych ojcowskich kandydatów do jej ręki. Uczucie w jej sercu wzbudził dopiero skromny parobek pomagający we młynie. Mateusz był urodziwy, jednak nie to skłoniło Mariannę do przyjrzenia się bliżej chłopakowi. Parobek zdobył się na czyn, którego omal nie przypłacił życiem. Otóż lubiła Marianna przechadzać się w słoneczne letnie dni brzegiem jazu, w pobliżu koła młyńskiego. Spadająca woda tworzyła kaskady lśniących kropel, które odbijając światło tworzyły miniaturowe tęcze. Pewnego razu młynarzówna poślizgnęła się na zroszonej trawie i wpadła do rzeki. Byłaby z pewnością dostała się pod koło młyńskie, gdyby nie Mateusz, który zauważył, co się stało. Rzucił się na ratunek, ocalił dziewczynę, ale sam uderzony kołem o mało co nie zginął. Tym właśnie obudził miłość młynarzówny, do której od dawna już wzdychał potajemnie. Młynarz Brunon zorientował się, że między dwojgiem młodych coś się dzieje. Zabronił córce spotkań z Mateuszem. Nie, w smak mu była myśl o takim zięciu. Mógł wynagrodzić parobka pieniędzmi za ocalenie dziecka, jednak o zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia si ... liczył, że przyszły zięć będzie równie majętny. Dziewczyna długo jednak nie myślała o ożenku, odrzucając kolejnych ojcowskich kandydatów do jej ręki. Uczucie w jej sercu wzbudził dopiero skromny parobek pomagający we młynie. Mateusz był urodziwy, jednak nie to skłoniło Mariannę do przyjrzenia się bliżej chłopakowi. Parobek zdobył się na czyn, którego omal nie przypłacił życiem. Otóż lubiła Marianna przechadzać się w słoneczne letnie dni brzegiem jazu, w pobliżu koła młyńskiego. Spadająca woda tworzyła kaskady lśniących kropel, które odbijając światło tworzyły miniaturowe tęcze. Pewnego razu młynarzówna poślizgnęła się na zroszonej trawie i wpadła do rzeki. Byłaby z pewnością dostała się pod koło młyńskie, gdyby nie Mateusz, który zauważył, co się stało. Rzucił się na ratunek, ocalił dziewczynę, ale sam uderzony kołem o mało co nie zginął. Tym właśnie obudził miłość młynarzówny, do której od dawna już wzdychał potajemnie. Młynarz Brunon zorientował się, że między dwojgiem młodych coś się dzieje. Zabronił córce spotkań z Mateuszem. Nie, w smak mu była myśl o takim zięciu. Mógł wynagrodzić parobka pieniędzmi za ocalenie dziecka, jednak o zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się ... Dziewczyna długo jednak nie myślała o ożenku, odrzucając kolejnych ojcowskich kandydatów do jej ręki. Uczucie w jej sercu wzbudził dopiero skromny parobek pomagający we młynie. Mateusz był urodziwy, jednak nie to skłoniło Mariannę do przyjrzenia się bliżej chłopakowi. Parobek zdobył się na czyn, którego omal nie przypłacił życiem. Otóż lubiła Marianna przechadzać się w słoneczne letnie dni brzegiem jazu, w pobliżu koła młyńskiego. Spadająca woda tworzyła kaskady lśniących kropel, które odbijając światło tworzyły miniaturowe tęcze. Pewnego razu młynarzówna poślizgnęła się na zroszonej trawie i wpadła do rzeki. Byłaby z pewnością dostała się pod koło młyńskie, gdyby nie Mateusz, który zauważył, co się stało. Rzucił się na ratunek, ocalił dziewczynę, ale sam uderzony kołem o mało co nie zginął. Tym właśnie obudził miłość młynarzówny, do której od dawna już wzdychał potajemnie. Młynarz Brunon zorientował się, że między dwojgiem młodych coś się dzieje. Zabronił córce spotkań z Mateuszem. Nie, w smak mu była myśl o takim zięciu. Mógł wynagrodzić parobka pieniędzmi za ocalenie dziecka, jednak o zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia s ... ręki. Uczucie w jej sercu wzbudził dopiero skromny parobek pomagający we młynie. Mateusz był urodziwy, jednak nie to skłoniło Mariannę do przyjrzenia się bliżej chłopakowi. Parobek zdobył się na czyn, którego omal nie przypłacił życiem. Otóż lubiła Marianna przechadzać się w słoneczne letnie dni brzegiem jazu, w pobliżu koła młyńskiego. Spadająca woda tworzyła kaskady lśniących kropel, które odbijając światło tworzyły miniaturowe tęcze. Pewnego razu młynarzówna poślizgnęła się na zroszonej trawie i wpadła do rzeki. Byłaby z pewnością dostała się pod koło młyńskie, gdyby nie Mateusz, który zauważył, co się stało. Rzucił się na ratunek, ocalił dziewczynę, ale sam uderzony kołem o mało co nie zginął. Tym właśnie obudził miłość młynarzówny, do której od dawna już wzdychał potajemnie. Młynarz Brunon zorientował się, że między dwojgiem młodych coś się dzieje. Zabronił córce spotkań z Mateuszem. Nie, w smak mu była myśl o takim zięciu. Mógł wynagrodzić parobka pieniędzmi za ocalenie dziecka, jednak o zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się ... sercu wzbudził dopiero skromny parobek pomagający we młynie. Mateusz był urodziwy, jednak nie to skłoniło Mariannę do przyjrzenia się bliżej chłopakowi. Parobek zdobył się na czyn, którego omal nie przypłacił życiem. Otóż lubiła Marianna przechadzać się w słoneczne letnie dni brzegiem jazu, w pobliżu koła młyńskiego. Spadająca woda tworzyła kaskady lśniących kropel, które odbijając światło tworzyły miniaturowe tęcze. Pewnego razu młynarzówna poślizgnęła się na zroszonej trawie i wpadła do rzeki. Byłaby z pewnością dostała się pod koło młyńskie, gdyby nie Mateusz, który zauważył, co się stało. Rzucił się na ratunek, ocalił dziewczynę, ale sam uderzony kołem o mało co nie zginął. Tym właśnie obudził miłość młynarzówny, do której od dawna już wzdychał potajemnie. Młynarz Brunon zorientował się, że między dwojgiem młodych coś się dzieje. Zabronił córce spotkań z Mateuszem. Nie, w smak mu była myśl o takim zięciu. Mógł wynagrodzić parobka pieniędzmi za ocalenie dziecka, jednak o zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się c ... dni brzegiem jazu, w pobliżu koła młyńskiego. Spadająca woda tworzyła kaskady lśniących kropel, które odbijając światło tworzyły miniaturowe tęcze. Pewnego razu młynarzówna poślizgnęła się na zroszonej trawie i wpadła do rzeki. Byłaby z pewnością dostała się pod koło młyńskie, gdyby nie Mateusz, który zauważył, co się stało. Rzucił się na ratunek, ocalił dziewczynę, ale sam uderzony kołem o mało co nie zginął. Tym właśnie obudził miłość młynarzówny, do której od dawna już wzdychał potajemnie. Młynarz Brunon zorientował się, że między dwojgiem młodych coś się dzieje. Zabronił córce spotkań z Mateuszem. Nie, w smak mu była myśl o takim zięciu. Mógł wynagrodzić parobka pieniędzmi za ocalenie dziecka, jednak o zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia si ... Spadająca woda tworzyła kaskady lśniących kropel, które odbijając światło tworzyły miniaturowe tęcze. Pewnego razu młynarzówna poślizgnęła się na zroszonej trawie i wpadła do rzeki. Byłaby z pewnością dostała się pod koło młyńskie, gdyby nie Mateusz, który zauważył, co się stało. Rzucił się na ratunek, ocalił dziewczynę, ale sam uderzony kołem o mało co nie zginął. Tym właśnie obudził miłość młynarzówny, do której od dawna już wzdychał potajemnie. Młynarz Brunon zorientował się, że między dwojgiem młodych coś się dzieje. Zabronił córce spotkań z Mateuszem. Nie, w smak mu była myśl o takim zięciu. Mógł wynagrodzić parobka pieniędzmi za ocalenie dziecka, jednak o zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się czas ... poślizgnęła się na zroszonej trawie i wpadła do rzeki. Byłaby z pewnością dostała się pod koło młyńskie, gdyby nie Mateusz, który zauważył, co się stało. Rzucił się na ratunek, ocalił dziewczynę, ale sam uderzony kołem o mało co nie zginął. Tym właśnie obudził miłość młynarzówny, do której od dawna już wzdychał potajemnie. Młynarz Brunon zorientował się, że między dwojgiem młodych coś się dzieje. Zabronił córce spotkań z Mateuszem. Nie, w smak mu była myśl o takim zięciu. Mógł wynagrodzić parobka pieniędzmi za ocalenie dziecka, jednak o zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia si ... uderzony kołem o mało co nie zginął. Tym właśnie obudził miłość młynarzówny, do której od dawna już wzdychał potajemnie. Młynarz Brunon zorientował się, że między dwojgiem młodych coś się dzieje. Zabronił córce spotkań z Mateuszem. Nie, w smak mu była myśl o takim zięciu. Mógł wynagrodzić parobka pieniędzmi za ocalenie dziecka, jednak o zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się ... wynagrodzić parobka pieniędzmi za ocalenie dziecka, jednak o zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się ... zgodzie na ożenek nie mogło być mowy. Nie było innego wyjścia. Musiał Mateusz opuścić młyn i z żalem poszedł szukać zajęcia gdzie indziej. Tymczasem piękna Marianna snuła się jak duch po domu i całymi godzinami wystawała przy oknie i wypatrując ze smutkiem powrotu ukochanego. Starego młynarza nie wzruszała żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się czas ... żałość córki. W pewien wrześniowy dzień targowy zabrał młynarz Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia si ... Mariannę na rynek. Nawet kolorowe towary kramarzy nie rozweseliły dziewczyny. Uśmiech rozjaśnił jej twarz dopiero wtedy, gdy w tłumie dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się czasa ... dostrzegła Mateusza. Młodzi wymknęli się z hałaśliwej ciżby. Znaleźli cichy zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się ... zakątek w cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się c ... cieniu miejskiego muru i cieszyli się swoją obecnością. Czujny Brunon odnalazł ich szybko, przegnał chłopaka, a córkę zabrał do domu. Miała siedzieć we młynie tak długo, aż zmądrzeje i wybierze wreszcie jakiegoś majętnego kandydata na małżonka. Młynarzówna była nieugięta i wolała umrzeć z głodu, niż wyjść za mąż bez miłości. Tak też się stało. Dopiero śmierć jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się cz ... jedynego dziecka uświadomiła Brunonowi, jakim był tyranem. Na cóż mu teraz majątek, kiedy nie ma go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia s ... go komu zostawić. Stracił zacięcie do pracy i a młyn w końcu podupadł i obrócił się w ruinę. Powiadano, że chciał Brunon odnaleźć Mateusza by go usynowić, ale chłopak przepadł bez wieści. Kiedy stary, zgorzkniały i schorowany młynarz zmarł, nikt nie przyszedł na jego pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się ... pogrzeb. Ruinę nabył wkrótce nowy właściciel. Już po roku nad Bobrem znów kręciło się młyńskie koło, a odgłos pracujących rzeszot wskazywał, że nowa mąka sypie się przez sita i przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawia się ... przetaki. Młyńskich zabudowań już nie ma. O starym młynie przypomina tylko pensjonat. Mieszkający w pobliżu zaganianie powiadają, że w pogodne letnie wieczory, w miejscu gdzie był jaz, pojawi ... ...
lubuskie / żagański / Żagań / Pensjonat "Młynówka"
zdjęcie
Młyn "Maria" w 1965 roku. Fot. J. Osuchowski.
Wrocław
dolnośląskie / Wrocław / Mosty Młyńskie, Młyn "Maria"
zdjęcie
Skute tynki, nowe deski - miejmy nadzieję, że będzie...
Wrocław
... budynek remontowany
dolnośląskie / Wrocław / Młyn "Maria"
zdjęcie
Rdzewiejąca nazwa obiektu
Wrocław
dolnośląskie / Wrocław / Młyn "Maria"
młyn* maria* w serwisie Fotopolska.Eu
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
następna 
młyn* maria* w serwisie Fotopolska.Eu
młyn* maria* w serwisie Fotopolska.Eu
Kontakt do administratorów strony Fotopolska.Eu: | Regulamin serwisu: https://fotopolska.eu/2,artykul.html
© Copyright 2012 Neo & Siloy
Kolokacja serwerów Amsnet
Ostatnio przeglądane: Hochh Hoch Hoch Hoch Hoch Fala Fala wroclaw wroclaw röntgena wilhelma röntgena pałecznica pałecznica Zbąszynek Zbąszynek Heimannstraße 2 Heimaannstraße 2 warszawa, łopuszańska\ ulica ciepla 16 ulica gajowa 21 tarnów tarnów kozanów modra Salvatorplatz wroclaw Salvatorplatz wroclaw PLONSK końskie końskie Salvatorplatz wroclaw końskie końskie kielce kielce MALA WIES Heines