Ks. Georg Hertel, katecheta i duszpasterz opolskich szpitali nie chciał opuścić pacjentów. Został zabity przez Rosjan w styczniu 1945 roku strzałem w skroń. Jego nowy grób ufundował ks. Wolfgang Globisch.
Emerytowany duszpasterz mniejszości narodowych Diecezji Opolskiej przypomina sylwetkę byłego katechety szkół średnich w Opolu i kapelana szpitala sąsiadującego z kościołem św. Wojciecha i Matki Bożej "Na Górce" oraz szpitala przy dzisiejszej ulicy Katowickiej.
Ks. Georg Hertel w momencie śmierci miał 44 lata. Mimo zbliżających się walk frontowych nie zdecydował się na szukanie ratunku po drugiej stronie Odry. Chociaż miał świadomość jak żołnierze Armii Czerwonej odnoszą się do duchownych. Mimo niebezpieczeństwa postanowił pozostać z siedmioma siostrami franciszkankami szpitalnymi, pielęgniarkami świeckimi i ciężko chorymi pacjentami, których nie udało się ewakuować przed frontem.
Sowiecki żołnierz zastrzelił go w szpitalnym budynku 24 stycznia 1945 wieczorem, kiedy stanął w obronie dziewczyny którą żołnierz chciał zgwałcić - jak notuje w książce o śląskim duchowieństwie ks. prof. Andrzej Hanich.
Jako katecheta, dyplomowany nauczyciel religii i języka francuskiego był przydzielony od 1936 roku do średniej szkoły dla dziewcząt, a w 1942 roku został dodatkowo mianowany kapelanem dwóch opolskich szpitali - przypomina ks. prałat Wolfgang Globisch.
24 stycznia rano przeczuwał, że nie będzie długo żył. Powiedział o tym siostrom i gospodyni. Aby uniknąć profanacji Najświętszego Sakramentu ze strony sowieckich żołnierzy, rozdał personelowi wszystkie hostie podczas mszy świętej. Półtora tygodnia później ks. Spilla, wikariusz w kościele św. Wojciecha i dwaj inni kapłani z katedry przewieźli jego ciało na wózku do kościoła "Na Górce" i po mszy pogrzebowej został pogrzebany na cmentarzyku obok świątyni.
Ksiądz Globisch troszczył się wcześniej o drewniany ozdobny krzyż, który górował nad miejsce jego pochówku i o sam grób. Kiedy krzyż uległ zniszczeniu, poddał go renowacji, a ostatnio ufundował zupełnie nową mogiłę.
- Mam osobisty powód - przyznaje - ks. Hertel był krótko moim katechetą w średniej męskiej szkole im. Moltkego między dzisiejszą ulicą Katowicką a kościołem św. Piotra i Pawła. Pamiętam też, że choć należeliśmy do kościoła Świętego Krzyża, raz w miesiącu rodzice zabierali mnie do kaplicy sióstr De Notre Dame, gdzie ks. Hertel wygłaszał piękne kazania. Warto go upamiętnić. Przecież nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół.
do Gandalf: Niemieckie źródła podają, że Hertel był rocznikiem 1901. Wychodzi więc na to, że na nowym nagrobku jest poważny błąd. NTO pisząc 44 brała pod uwagę z pewnością tylko rocznik bez miesiąca urodzenia. Stąd 44 lata.
Komentarz został edytowany przez administratora - powód: edit