starsze
nowsze
1
1+
2-
2
2+
3-
3
3+
4-
4
4+
5-
5
5+
6-
6
oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 26 głosów | średnia głosów: 5.98

Polska woj. śląskie powiat cieszyński Cieszyn Dzielnica Saska Kępa (Saská kupa) ul. Główna (Hlavní třída) Czechosłowacki Urząd Celny

Lata 1970-1975 , Drogowe przejście graniczne na moście Przyjaźni. Ruch panował wtedy jeszcze dwukierunkowy. Obecnie jest to jakiś problem nie do przejścia, więc jednym mostem się wjeżdża a drugim wyjeżdża, albo odwrotnie... : )

Skomentuj zdjęcie
Wstęp na most płatny ??
2012-04-08 11:13:52 (14 lat temu)
WW
+1 głosów:1
do erisson: Wstęp tylko z ważnymi dokumentami podróży (na pewno przede wszystkim o paszport - kto pamięta, co wtedy było jeszcze potrzebne do przekroczenia granicy ČSSR?).
2012-04-08 18:41:40 (14 lat temu)
do WW: Coś mi się jarzy, że paszporty były wydawane tylko do strefy dewizowej i Jugosławii. Do demoludów jeździło się na tzw. wkładkę paszportową. Poszperam w szufladach.
2012-04-08 19:01:38 (14 lat temu)
Pako45
+1 głosów:1
do WW: Obowiązkowo również "Książeczka walutowa"
2012-04-08 19:14:12 (14 lat temu)
do Danuta B.: Na pieczątkę w dowodzie. Na początku lat 70. była tylko pieczątka do DDR, później taka zbiorcza na demoludy
2012-04-08 19:25:41 (14 lat temu)
do Pako45: Książeczki walutowe chyba od 1975r. - wcześniej wymiana walut odbywała się przez czeki podróżne NBP.
2012-04-08 19:48:20 (14 lat temu)
do mamik: Na pieczątkę w dowodzie, to już luz-blues za Edwarda. Dokładnie pamiętam zdjęcie do wkładki paszportowej, na której, jako dziecko sfocona byłam razem z mamą. A w Czechach byłam z rodzicami pierwszy raz w 1963 r. - pamiętam ten wyjazd dokładnie, oprócz zwiedzania licznych pałaców, także przez pryzmat zakupów - wtedy Czechosłowacja to był inny świat. Tam już były elastyczne rajtuzy i lakierowane buty dla dzieci:). Podobnie na Węgrzech w 1965 r., skąd przyjechały pierwsze, niedostępne jeszcze w Polsce długopisy, w dodatku kolorowe.
2012-04-08 19:59:20 (14 lat temu)
do Danuta B.: Oj, ale wkładka paszportowa właśnie była bez zdjęcia, w 1963r. być moze jeszcze do Demoludów jechało się na paszport.
2012-04-09 00:03:03 (14 lat temu)
dodatek do opisu - na moście Wolności wprowadzono ruch dwukierunkowy.
2012-05-10 15:11:06 (14 lat temu)
Julo
+3 głosów:3
do Jarosław Dubowski: Szukałem nie tak dawno w IPN-ie zachowanej dokumentacji dotyczącej kogoś z mojej rodziny, i tam znalazłem tylko wypełnione formularze paszportowe z lat 1957-59 na paszporty, które potrzebne były na wyjazd do Czechosłowacji. Natomiast w 1963 wyjeżdżałem z rodzicami do Rumunii, i miałem zdjęcie z matką w jej paszporcie, tak samo jak to opisuje Danuta. To zresztą był wyjazd tuż przed zamknięciem Wrocławia z powodu epidemii ospy - tydzień później już by nas nie wypuszczono...
2013-01-05 23:52:17 (13 lat temu)
do Julo: Czy takie szukanie w IPN jest kosztowne? Płaci się za to? Ile się czeka na jakieś wiadomości od nich?
2013-01-06 19:19:56 (13 lat temu)
Tak się patrzę, że daleko było łonemu Trabantu pokonać tak długą trasę. GX - wskazuje na powiat pucki :)
2013-01-07 14:03:13 (13 lat temu)
Pako45
+1 głosów:1
do YouPiter: Będąc w 1973 roku na wakacjach w Jugosławii, samochodem marki Moskwicz, towarzyszyli nam Trabantem znajomi z Koszalina - to była zdecydowanie dłuższa trasa i dał radę :-)
2013-01-07 17:22:13 (13 lat temu)
do Pako45: A ileż Syren objechało Bułgarię wzdłuż i wszerz! Miałem taki "samochód" , byłem zatem MYŚLICIELEM, i powiem Wam, niewiele trzeba było mieć i umieć, żeby go naprawić, może nie będę tu wyliczał listy części i "narzędzi", ale naprawdę nie jest długa ;-)
2013-01-07 21:42:23 (13 lat temu)
do Stenek: Moi rodzice też tym podróżowali i ta ,,104" też Bułgarię widziała. Wprawdzie ojciec narzekał na skrzynię biegów, no ale młodości nic nie zaszkodzi :)
2013-01-08 14:25:38 (13 lat temu)
do Stenek: Podobno w Syrenach często nawalał przegub homokinetyczny. W trabancie nie było z tym problemów. Z rodzicami niewygodnym Trabantem przejechaliśmy całe demoludy i Jugosławję bez awaryjnie ale muszę przyznać, że teraz unikam niemieckich aut.
2013-01-15 20:59:47 (13 lat temu)
do † Andrzej Mastalerz: To prawda! Ale trzeba było wozić przegub w zapasie, parę odpowiednich gwoździ jako sworznie, towot i opaskę ściągającą na osłonę gumową przegubu. Do tego klucz 14 i 17, młotek, majzel, śrubokręt, kombinerki, szczypce i chwatit. Woziło sie jeszcze parę innych detali, ale to już każdy sam decydował. Mnie sie w Syrenie dwa razy urwał przegub zwrotnicy kierownicy, ale za każdym razem przy małej prędkości i w mieście, a nie na trasie (aż strach pomyśleć). Inna rzecz, że ten przegub dostawał w du..ę najbardziej, gdy się ruszało, a przedni napęd i skręcone koła (dodatkowy moment ścinający) dopełniały reszty, w takich też zresztą warunkach dwa razy mi urwał się ten przegub, czy raczej jego uchwyt. Pierwszym razem nie dało się tego wogóle wybić, choć przyszedł mi z pomocą jakiś mechanik z młotem i majzlem, jakiego w życiu nie widziałem! Ale w końcu udało się
2013-01-15 21:13:47 (13 lat temu)
† Andrzej Mastalerz
+1 głosów:1
do Stenek: Z rozrzewnieniem wspominam użytkowanie ówczesnych autek. Jak już Trabant został moim wozidełkiem to poznałem dokładnie przyjemności garażowych napraw.A to rozrusznik a to prądnica, aparat zapłonowy czy gażnik nie miały dla mnie tajemnic. Żałuję dzisiejszej młodzieży w wypasionych brykach, oni jak coś się zepsuje mogą tylko wezwać lawetę. Dla mnie majsterkowanie przy aucie było przyjemnością. A przegub tylko raz zatarłem w Wartburgu kolegi gdy popisywałem się ruszaniem w bok na ręcznym.
2013-01-15 21:38:57 (13 lat temu)
do † Andrzej Mastalerz: To to Andrzeju, właśnie to! Największa frajda polegała na tym, że dało się bez wielkich mecyi samemu naprawiać takie auto, i to dawało niebywałą frajdę, no chyba, że ktoś miał lewe ręce do mechaniki, mnie to zawsze pasjonowało. Kiedyś o mało mi łapy pasek klinowy nie porwał, zakręciłem bowiem ręcznie kółkiem na pompie wodnej, zresztą dowolnym, które tam było związane z ruchem silnika, a że zapomniałem zgasić zapłon, to maszyneria widać miała w tłoku paliwo, lekko się sprężyło, iskra poszła, silnik se kichnął, a ja nigdy więcej nie kręciłem niczym pod maską, zanim nie wyjąłem kluczyków ze stacyjki a czasem, lub też często, zdejmowałem klemę z Aku. Miałem też dodatkowy wyłącznik mechaniczny zasilania Aku, otwierało się go kawałkiem przeciętego pręta Fi 6, "wlot" ukryty był ponad pedałami, a z drugiej strony sam wyłącznik był w komorze silnika. Juz tu gdzieś pisałem, jak mi się trafiło wymieniać pęknięty tylny resor na solidnym mrozie.... ech, to były czasy
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: Korekta
2013-01-15 22:20:36 (13 lat temu)
do Stenek: Po części do mojego Trabanta czasem jeździłem do NRD. Pamiętam jak w czasie takiego wyjazdu po wał korbowy zatarł mi się silnik na autostradzie koło Kostomłotów. Rozebrałem motor, zdjąłem cylindry ale właśnie zużyty wał był zatarty i już nic nie mogłem zrobić. Jedyny raz wracałem sromotnie na holu. A jutro z rana jadę do Gniezna kupować w komisie Tucsona. Nie wiem czy mi się spodoba ale marzę o takim autku. Jak pogoda dopisze to przynajmniej zrobię jakieś fotki po drodze.
2013-01-15 22:37:11 (13 lat temu)
do † Andrzej Mastalerz: No no! Tucsona z Arizony, fiu fiu, to będziesz nim zadawał szyku :))
2013-01-15 22:51:11 (13 lat temu)
pawulon
+1 głosów:1
do Stenek: Tucsona z Korei ;)
2013-01-15 22:56:03 (13 lat temu)
WW
do † Andrzej Mastalerz: Tylko pamiętaj, żeby poprawnie nazwę wymawiać.
2013-01-15 23:12:46 (13 lat temu)
do pawulon: Wiem, ale Tucson to miasto w Arizonie ;-)
2013-01-15 23:28:46 (13 lat temu)
Julo
+1 głosów:1
do Stenek: Nic się nie płaci, ale trzeba mieć jakieś uzasadnienie, które potem jest weryfikowane. Ale czekać można sporo: ja czekałem... pięć lat (jeśli nie dłużej), serio. Inna rzecz, że tam chyba naprawdę nic nie mieli (oprócz tych paru kwitów paszportowych), a ja jestem tylko zwykłym człowiekiem, który ewentualnie mógł mieć podstawy do tego, żeby czegoś szukać na temat swojej rodziny.
2013-01-15 23:37:44 (13 lat temu)
stoik
Na stronie od 2009 sierpień
16 lat 9 miesięcy 17 dni
Dodane: 26 października 2010, godz. 15:29:47
Rozmiar: 1400px x 596px
19 pobrań
5140 odsłon
5.98 średnia ocen
Poprzednie i następne zdjęcia stoik
Obiekty widoczne na zdjęciu
granice państwa
Czechosłowacki Urząd Celny
więcej zdjęć (17)
Atrakcja turystyczna
Zbudowano: 1945/1965
Zlikwidowano: 2007
Dawniej: Cieszyn - Český Těšín (Czeski Cieszyn) - polsko-czechsłowackie przejście graniczne
Most Przyjaźni
więcej zdjęć (110)
Biuro: Pragostav
Zbudowano: 1953
Dawniej: Most Główny

W 1950 r. rozpoczęto budowę nowego żelbetowego mostu, który miał zastąpić prowizoryczny most drewniany zniszczony podczas powodzi w 1946. Most uroczyście otwarto w 1953 r. i nazwano go Mostem Przyjaźni. Budowa mostu była sfinansowana przez Polskę i Czechosłowację.

Źródło

/p>
ul. Główna (Hlavní třída)
więcej zdjęć (1259)
Ulica powstała w 1775 r. (według kroniki Kaufmanna) i pierwotnie przypisana była do dzielnicy Kamieniec, a w późniejszym okresie również do Saskiej Kępy, czyli Brandysa, gdyż areał Saskiej Kępy został wydzielony z Brandysa. Początkowo w miejscu tym biegła aleja topolowa z nieliczną jeszcze podmiejską zabudową. Jej pierwotna nazwa brzmiała Cesarska Droga - Kaiserstrasse. Po 1790 r. nazwę zmieniono na Droga Rzeszy - Reichs Strasse (stosowano również zamiennik Aerarial-Straße lub Ärarialstraße, co innymi słowy oznaczało drogę państwową), zaś przed 1883 r. na Saska Kępa - Sachsenbergstrasse, lub Sasówka z racji budowy w tym miejscu 13 manufaktur sukienniczych (a także tzw. wałchownię, czyli folusz do spilśniania wełny) przez ówczesnego właściciela Księstwa Cieszyńskiego księcia Albrechta Sasko-Cieszyńskiego, które jednak nie działały zbyt długo. W 1889 r. pojawia się też nazwa, a w zasadzie określenie ulicy, jako ul. Główna, czyli Hauptstrasse. Droga ta nie była własnością miasta - należała do państwa, czyli tzw. Ärarialstraße. Ciąg budynków powyżej skrzyżowania z obecną ul. Ruchu Oporu, w tym również wzdłuż ul. Frydeckiej, nazywano w księgach gruntowych: Colonie Sachsenberg. Wyraz - Kępa - oznaczał, iż droga była usytuowana wyżej aniżeli okoliczne pola i budynki. Zapewne z tego właśnie powodu polska gazeta Gwiazdka Cieszyńska pierwotnie określała ją mianem - Saska Góra. Powodem takiego stanu rzeczy była m.in ochrona drogi przed niszczącymi wylewami rzeki Olzy oraz wysokość jezdni mostu przeciw-zalewowego , z którym droga była połączona. Zabudowania zlokalizowane wzdłuż drogi odgradzały szerokie na 3m i głębokie ponad 1m rowy melioracyjne z wysokimi kamiennymi słupkami, które w późniejszym okresie zasypano. Droga w owym czasie była około 16.5m szeroka. Do budynków wchodziło się mostkami, które były bardzo podobne do tych w okolicach Cieszyńskiej Wenecji - ul. Przykopa. W 1880 r. żądano podwojenia ilości oświetlenia ulicznego aż po dworzec kolejowy przy ul. Jabłonkowskiej. W 1883 r. rozpoczęto gruntowną regulację ulicy wraz z budową chodników w miejscu skanalizowanych rynsztoków (zamiary te były omawiane na posiedzeniach już w 1882 r.), jednak jeszcze w 1885 r. ulica ta nie była całkowicie pokryta chodnikami. Powodem miały być trudności z niektórymi właścicielami budynków, którzy nie chcieli za zbyt niską cenę odstąpić części działek pod budowę chodnika. Dotyczyło to m.in. posiadłości Lehmanna (numer konskrypcyjny 34 i 35), z którym pertraktowano jeszcze w 1886 r. W 1889 r. skarżono się jak co roku na niewystarczające oświetlenie ulic. Według opinii brak oświetlenie powodował wielorakie niedogodności, ale czasami również nieprzyjemne wypadki. Za przykład podawano kobietę i jej dziecko, które wpadło do rowu wypełnionego wodą i błotem na przeciwko domu Hoheneggera. W 1891 r. drogę walcowano - utwardzono tłuczniem. W 1900 r. poszerzono (3,5 m) i wybetonowano chodniki, natomiast drogę wybrukowano. Brukowanie kostką Porphyrwürfel - magmowa skała Porfir - kosztowało 62 tys. florenów i wykonała je firma Kulka z Opawy. Rozważano również wariant z nawierzchnią asfaltową w czym specjalizowała się wiedeńska firma Asphalt-Actien-Gesellschaft. W tym wypadku koszt byłby 47 449 florenów. Następnym wariantem była kostka granitowa, którą dostarczyłaby wiedeńska firma Scheffel za 53 tys. florenów oraz kostka metalowa od firmy Schostal & Co z Brna za 48 tys. florenów. W wyniku poszerzenia chodników przeniesiono również latarnie uliczne, które odtąd znajdowały się na chodniku. Na uregulowanie całej ulicy czekano długie lata, przy czym często skarżono się na stan drogi i chodników, które podczas deszczu zamieniały się w błoto. Do 1900 r. ludność korzystała wyłącznie z lewego chodnika, który powstał w 1888 r. (strona drukarni), gdyż po prawej stronie istniały tylko jej fragmenty z odmienną szerokością i wysokością. W 1894 r. przeprowadzono prace ziemne związane z budową wodociągu miejskiego. W 1917 r. przygotowano projekt przebudowy, który miał polegać na obniżeniu nawierzchni drogi. Za początek obniżenia wyznaczono skrzyżowania z Mervillegasse. Obniżona droga miała umożliwić przejazd tramwaju przez nowe przejście podziemne, które miało zastąpić tzw. Demelloch . Chodniki miały pozostać na pierwotnej wysokości, natomiast zejście na drogę miały umożliwiać schody. Saska Kępa była jedną z najważniejszych dróg przelotowych w Cieszynie. Na jednej z licznie wydawanych pocztówek oznaczona została jako Grand Avenue. Na swym końcu rozgałęziała się w trzech kierunkach: na Węgry, Morawy i Śląsk Opawski. Po 1924 r. rozpoczęto sukcesywne usuwanie z nawierzchni szyn tramwajowych, co miało mieć związek z nowym brukowaniem ulicy (fragmentarycznie istniały jeszcze w 1933 r.) dochodziło bowiem do licznych wypadków rowerzystów. W 1928 r. zainstalowano nowe oświetlenie uliczne - lampy elektryczne zawieszone na dużej wysokości pomiędzy kamienicami. W 1929 r. pokryto asfaltem chodniki wzdłuż drukarni Prochaski. W grudniu tego samego roku radny Jan Blecha proponował ustawić policjanta kierującego ruch drogowy na skrzyżowaniu Saskiej Kępy z ul. Hasnera. W wyniku rosnącego ruchu samochodowego ograniczono w 1930 r. prędkość do 15 km/h, przy czym na skrzyżowaniu z ul. Dworcową pojawiła się dwujęzyczna tablica: Pomalu jezdit! Langsam fahren! W następnym roku zakupiono skrapiarkę ulic, by ograniczać w ten sposób tumany prochu (skrapiarki były stosowane już pod koniec lat 80 XIX w.). W czerwcu 1931 r. kładziono kabel telefoniczny z nowego budynku poczty przy ul. Dworcowej do polskiej części miasta. Kable połączono po stronie polskiej 16 grudnia tego samego roku . Podczas związanych z tym prac ziemnych ludność skarżyła się na rozkopany chodnik. W kwietniu 1933 r. ze względów ekonomicznych dotychczasowe oświetlenie gazowe zostało przebudowane na elektryczne. W 1935 r. przeprowadzono nowe brukowanie. Po przyłączeniu tzw. Zaolzia do Polski wprowadzono ruch samochodowy prawostronny. W lipcu 1939 r. narożniki na głównych skrzyżowaniach ogrodzono łańcuszkami z racji bezpieczeństwa przechodniów przed samochodami. W 1974 r. ulica na całej swej długości została odnowiona. Zmiany nazwy ulicy były następujące: 1915 - 1919 Kaiser - Wilhelm Straße, 1919 - 1920 ul. Saska, 1920 - 1938 Sachsenberg - Saská kupa (należy dodać, iż początkiem lat 20 tych XX w. władze miasta zamierzały zmienić nazwę ulicy na ul. Masarykova třída), 1938 - 1939 ul. Marszałka Piłsudskiego, 1939 - 1945 ponownie Sachsenberg, 1948 - 1989 najpierw ul. Gottwaldova później Stalinova a jeszcze później Revoluční, od 7 lutego 1990 r. ul. Hlavní, natomiast po wprowadzeniu dwujęzycznych nazw ulic w 2007 r. również ul. Główna.