Widoczne na jednym ze zdjęć mojego brata ruiny budynku przypominają mi dość traumatyczne wspomnienie z dzieciństwa, lekcję pokory w poznawaniu miejsc niedostępnych, ruin, opuszczonych miejsc i tym podobnych. To była jesień 1973 roku bo na dniach graliśmy na Wembley stąd zapamiętałem datę. Te ruiny były nam na podwórku przy Inowrocławskiej najbliższe i choć z czasem niestarannie ogrodzone stanowiły miesiącami doskonałe miejsce do zabaw w chowanego czy w ..wojnę. Człowiek mały, głupi i odważny bo wychowany wśród gruzów budowanego na nowo Szczepina nie brał pod uwagę jakichkolwiek zagrożeń po za skaleczeniem czy obtarciem podczas zabawy. Budynek był wypalony, splądrowany ale miał wciąż mnóstwo zakamarków, załomów, dziur i wejść które kusiły. No i jedna taka dziura w piwnicy w północnej części budynku była wyzwaniem dla mnie. Mała i wąska, że na kuckach ledwo wszedłem a tam mnóstwo poniszczonych i całych szafek drewnianych jakie pracownicy mają w swoich zakładach, fabrykach by się przebrać i schować swoje rzeczy. To była dla dzisiejszych eksploatatorów prawdziwa skarbnica. Walające się pojemniki po maskach przeciwgazowych, ładownice metalowe i skórzane, resztki pasów skórzanych i szelek, łyżki, menażki...no po prostu dziś prawdziwy skarb ! Było jednak coś więcej a mianowicie całe szafki do tego pozamykane w wiekszości. To dopiero kusiło. W pierwszych dwóch lub trzech niewiele było..praktycznie to samo co na podłodze plus apteczki i opatrunki..ale w kolejnej był...najprawdziwszy trup w szafie. Zasuszone, zmumifikowane zwłoki żołnierza niemieckiego....przynajmniej kogoś kto miał na sobie mundur niemiecki. Serce myślałem, że mi wyskoczy i zacznie bić obok. Uciekłem do domu bijąc rekordy prędkości i oczywiście nikomu nic nie mówiąc bo moi rodzice nie za bardzo sympatyzowali z tą formą mojej zabawy. Nikomu nic nie powiedziałem w szkole, ani w domu a pamiątka która mi została po tamtych zabawach w ruinach był hełm niemiecki, który z czasem babcia wyrzuciła z racji nienajlepszych wspomnień z młodości. Na hełmie tym zjeżdżałem z górki osiedlowej po błocie jesienią....to była frajda. Nie wiem co dalej było z budynkiem. Nigdy już tam nie wróciłem omijając z daleka. W połowie lat siedemdziesiątych już po mojej wyprowadzce z Wrocławia odbudowano budynek i do dziś stoi jako OUM.