Artykuł zamieszczony w dwutygodniku "Kolejowe Przysposobienie Wojskowe" nr 12 z 1938 r
Obozy wypoczynkowe KPW mają już swą ustaloną sławę i tradycję, mimo, że istnieją dopiero od kilku lat. Przewinęły się już przez nie tysiące kolejarzy, błogosławiąc dobrą myśl Zarządu Głównego, który w trosce o zdrowie i polepszenie warunków urlopowych członków Organizacji stworzył tę piękną instytucję.
Lato to jedyny okres w roku, kiedy kolejarz może oderwać się od swej znojnej pracy zawodowej i zaczerpnąć tchu na cały rok nowych wysiłków. Lecz wyjazd na urlop wakacyjny połączony był dotąd dla kolejarzy z wielu niedogodnościami i utrudnieniami. Wybór miejsca letniego pobytu, stajania 0 kwaterę, drożyzna i przepełnienie w miejscowościach kuracyjnych, oto kłopoty i przeszkody, które nie rzadko uniemożliwiały członkom Organizacji, zwłaszcza tym gorzej uposażonym, wyjazd z dusznego miasta na letnie wywczasy. Skomplikowane to zagadnienie zostało pomyślnie rozwiązane, dzięki inicjatywie centralnych władz Organizacji. Dziś kolejarz spędzić może urlop w obozach wypoczynkowych położonych w najpiękniejszych zakątkach Polski, posiadających idealne walory krajoznawcze, zdrowotne i sportowe. Góry, morze, jeziora, lasy i czyste, kryształowe powietrze, słońce 1 ruch na swobodzie, wesołe koleżeńskie współżycie, pobyt wśród bliskiego, swojskiego środowiska, a przy tym niskie opłaty i wszechstronna opieka, — trudno doprawdy o lepsze warunki dla przyjemnego spędzenia wakacji. Nic też dziwnego, że Kapewiacy garną się gromadnie na obozy, a zgłoszenia przewyższają wielokrotnie ilość miejsc na turnusach.
Praca całoroczna kolejarza jest niezwykle ciężka i szarpiąca nerwy. Ustawiczne napięcie uwagi, odpowiedzialność za bezpieczeństwo i życie ludzkie, tempo i pośpiech, żywot z zegarkiem w ręku, wszystko to sprawia, że system nerwowy i cały organizm kolejarz a jest niby lokomotywa pod pełną parą. Zrozumiano też dzisiaj, że tam, gdzie idzie o zdrowie i sprawność nerwową pracownika, nie wolno prowadzić rabunkowej gospodarki. Siły i możliwości ludzkie są ograniczone i trzeba się z tym liczyć. Siły te muszą być co pewien czas regenerowane i odnawiane. Z myślą o tym właśnie tworzono obozy wypoczynkowe KPW, kładąc specjalny nacisk na taką ich organizację, by zapewniały one harmonijny wypoczynek i zestrój wszystkich władz psychicznych pracownika, rozstrojonych długotrwałym naprężeniem.
Największym z tych kapewiackich obozów wypoczynkowych jest obóz w Trokach. Małe to miasteczko, położone niedaleko Wilna, nad przepięknymi jeziorami, w zdrowej i pełnej czaru okolicy, nadaje się szczególnie na ten cel. Toteż staje się ono coraz większą atrakcją nie tylko dla Wileńszczyzny, lecz i dla całej Polski. Przystań żeglarska L.M.K. ściąga tu ludzi i z zagranicy, zwłaszcza Rumunów. Obóz Polaków z zagranicy, liczne obozy harcerskie, przystań A.Z.S-u nad jeziorem Skajście, oto coroczne sąsiedztwo naszego kapewiackiego raju. W tym roku, tuż obok budynków KPW bieleją też namioty Służby Młodych wileńskiego O. Z. N.
Obóz KPW, widoczny z dala na wzgórzu, położony jest naprzeciw Trok, na drugim brzegu jeziora Bernardyny, z którego jest przejście wodne na duże jezioro Galwe, zwane też przez obozowiczów „Pacyfikiem“, ze względu na rozległą, potoczystą taflę wodną. Składa się z czterech drewnianych budynków mieszkalnych (4-ty z nich wzniesiono w roku bieżącym) i z paru zabudowań gospodarczych. Wzniesiono go na wiosnę roku ub. w iście rekordowym tempie, tak, że już z początkiem lata oddany był do użytku. Mieści on 170 ludzi, a w okresach wielkiego natłoku, gdy zmieniają się turnusy, nawet do dwustu kilkudziesięciu.
Piękne położenie, widok na Troki i okolicę, bliskość jezior, czyste powietrze i doskonała organizacja życia obozowego, dają tej kapewiackiej troczańskiej idylli wyjątkowe walory zdrowotne i wypoczynkowe. Toteż nic dziwnego, że wielu, opuszczając obóz, wzdycha błagalnie, by ich zostawić na następny turnus. Niestety, kończy się zazwyczaj na pobożnym życzeniu, bo oto już z łodzi na brzegu wysypują się gromady następnych przybyszów.
Kierownictwo administracyjne obozu spoczywa w doświadczonych rękach ob. Andrzeja Kisiela, który sam wynalazł miejsce na obóz i czuwał od początku nad jego organizacją, a dziś zajmuje się nim z pieczołowitym zamiłowaniem, dbając o wygody uczestników i sprawne funkcjonowanie techniczne powierzonej sobie placówki. Bieg życia obozowego reguluje referent wychowania obywatelskiego ob. Stanisław Baran, którego spokój, zmysł organizacyjny i łatwość podejścia do ludzi opanowuje niezwykle szybko ten chaos, jaki wnosi do obozu każda nowo przybywająca „ekipa“ turnusowa.
Organizacja życia obozowego oparta jest na założeniu, że wypoczynek nerwowy i fizyczny nie jest równoznaczny z lenistwem i rozprzężeniem. Przeciwnie, samowola i nieróbstwo odbiłyby się fatalnie na zdrowiu i sprawności ogólnej uczestników. Toteż — mimo swobody, jaką im się pozostawia - w obozie panuje karność i dyscyplina, a tryb zajęć jest nader urozmaicony. Bieg dnia unormowany jest w ogólnych zarysach regulaminem obozowym i programem ogólnym, który wnosi do życia tych paruset ludzi obcych sobie przybyłych z różnych stron Polski, ład i jednokierunkowość.
Kierownictwo obozu kładzie wielki nacisk na powszechność udziału w zajęciach i rozrywkach obozowych, oraz na koleżeńskie zżycie, tę podstawę ducha kapewiackiego. Do tego wspólnego celu zmierzają zarówno zajęcia sportowe, jak i pogadanki i imprezy kulturalno-rozrywkowe. Modlitwa poranna i wieczorna, wspólna gimnastyka, gry ruchowe, pływania żeglarstwo i sport kajakowy, wycieczki do lasu po drzewo, zajęcia świetlicowe, wreszcie zabawa i taniec, wszystko to ma w obozie swój porządek i swą celowość.
Dość duża frekwencja zaznacza się w gimnastyce i siatkówce i słabsza w nauce pływania i kursach żeglarskich, prowadzonych przez doskonałego żeglarza - instruktora ob. Zajewskiego.
Raz w tygodniu (a czasem nawet 3 razy w turnusie) odbywa się ognisko obozowe, na którym chętni i uzdolnieni w tym kierunku produkują swe pomysły i zapędy artystyczne, niektórzy bardzo udatnie. Ile też rozkoszy i radości daje zespołowy, chóralny śpiew przy ogniskach.
Na każdy turnus przypadają 3 pogadanki o charakterze ogólno-społecznym, informacyjnym itd. po których następuje dyskusja. Prócz tego rano i wieczór, przed modlitwą, ob. Baran mówi o całokształcie zajęć obozowych i podaje plan najbliższego dnia.
W obozie jest ambulans i opieka lekarska. Jest też freblanka, p. Matyśkiewiczówna, która zajmuje się ruchliwą, dziecięcą gromadą z prawdziwym zamiłowaniem i troskliwością, organizując też od czasu do czasu miłe i wcale udatne przedstawienia dziecinne, żywo oklaskiwane przez wszystkich uczestników obozu.