Mieszkałem w Legnicy w latach 1975-1977. Jako dzieciak co rusz docierała do mnie opowieść o jakimś pożarze w Legnicy który gaszono bohatersko wchodząc po piorunochronie. Dopiero teraz dzieki pozycji "Sladami Małej Moskwy" autorstwa Wojciecha Kondusza moge przyblizyć kilka szczegółów. Świątynia stała dośc blisko Akademii Rycerskiej którą w czasach PRL-u użytkowali Rosjanie z PGW. To w duzym stopniu wpłynęło na to, że do dziś stoi uratowana przed niszczącym pożarem. Ten wybuchł dokładnie i niespodziewanie w dniu 8 marca 1966 roku. Ogień momentalnie zajął dach świątyni i lewą wieżę, której wierzchołek zwalił się na sąsiedni budynek Muzeum Miedzi uszkadzając go. Do gaszenia skierowano około 300 polskich strażaków z Legnicy, Jeleniej Góry, Świdnicy, Środy Sląskiej i innych miejscowości. Na miejscu natychmiast pojawiły się także jednostki straży pożarnej PGW w sile 50 strażaków i 8 wozów strażackich. Rosjanie z wężami wspinali się brawurowo po rynnach i porunochronach. Wtedy własnie jeden ze strażaków - ogniomistrz wszedł po piorunochronie z wężem gaśniczym na płonącą wieżę i systematycznie polewał drugą chroniąc przed przerzuceniem się ognia. Walka z ogniem w wykonaniu polskich i rosyjskich strażaków trwał kilknaście godzin i zakończyła się 9 marca 1966 r. Po za stratami materialnymi nie było ofiar. Jedynie jeden z rosyjskich żołnierzy z objawami zaczadzenia przewieziony został do szpitala. Do końca nie poznano przyczyn pożaru - spekulacje krązyły wokół podpalenia, niesprawnego piecyka, iskry z instalacji..wiele teori spiskowych. Pozbawionych dachu nad głową zakonnikom gościny użyczyli mieszkancy miasta. Sam kościół pieczołowicie odbudowano w latach 1975-1978 i cieszy oko do dziś.