| zapomniałem hasło | nowe konto | dodaj zdjęcie
Mapa
Nieistniejące
Komentarze Kresy Kresy + Polska Panoramy Pomoc

Za wpłaty ze zrzutka.pl oraz cegiełek kupione zostały:

  • Dyski twarde Seagate Exos X22 20TB x 2 = 2500 zł
  • Router TP Link Archer X55 AX3000 = 277 zł
  • Serwer plików NAS QNAP TS-673A-8G = 4677 zł

Przeznaczenie: kopie zapasowe strony (obecnie wykonywane są ręcznie na domowym komputerze)

zdjęcie 1 zdjęcie 2 zdjęcie 3

wczytywanie danych...
proszę czekać...

Fragment wspomnień Marii Bąk

Wrocław zobaczyłam pierwszy raz w  lutym lub marcu 1946 roku kiedy przyjechałam do miasta z Końskich. Wyjazd był efektem konfliktu rodzinnego w którym Mama była przeciwna wyjazdowi do „tego niemieckiego” miasta zaś mój Tato był zdecydowanie – za. Wcześniej Tata – Józef Cuper trzykrotnie odwiedzał zniszczony Wrocław sondując możliwości zamieszkania i pracy jako piekarz Pierwsze dwa wyjazdy były krótkie – kilkudniowe zaś ostatni dłuższy po którym zapadła finalna decyzja ściągnięcia całej rodziny. Nie pamiętam dokładnie kiedy i jak znaleźliśmy się w pociągu do Wrocławia. Pamiętam tylko, że było bardzo tłoczno, duszno i bardzo głośno. Przyjechaliśmy na dworzec Nadodrze gdzie zaraz po przyjeździe dostałam odpowiedzialne zadanie pilnowania dwóch dużych tobołów w których były pierzyny i pościel. Pamiętam to dokładnie bo Ojciec powiedział : „pilnuj dobrze, bo tu kradną. Jak nie upilnujesz to będziesz spać pod kapotą.” Słowo „kapota” do dziś bardzo pamiętam. Gdy zostałam pod dworcem z tobołami reszta rodziny i piekarze, których Tata zabrał ze sobą poszli szukać transportu do przewiezienia dobytku do wcześniej znalezionego i „zaklepanego” mieszkania. Trochę to trwało więc położyłam się na obu tobołach pilnując ich i przyglądając się wciąż nowym osobom przyjeżdzającym do Wrocławia. To była prawdziwa „mieszanka” jakiej później nigdy nie widziałem. Tłum ludzi różniących się ubiorem, wyglądem , językiem – co dziwne dało się zauważyć sporo nerwów i agresji u wielu nowoprzybyłych mieszkańców miasta i ludzi przed dworcem. Czekałam z bagażami na Tatę ufając że wkrótce wróci i zabierze mnie ze sobą do domu. W końcu pojawił się jakąś zdezelowaną ciężarówką na którą mnie zabrał, bagaże i jeszcze jakąś zupełnie przypadkowa trzyosobową rodziną. Droga do nowego „poniemieckiego” mieszkania trwał długo jak na moje realia z dzieciństwa i wtedy dopiero zrozumiałam pojęcie „dużego miasta”. Nie potrafię sobie przypomnieć pierwszych wrażeń z nowego mieszkania. Pamiętam tylko, że Ojciec wniósł mnie tam na rękach i położył spać w jednym z pokoi. Byłam tak zmęczona podróżą i emocjami że spałam cały dzień do rana następnego. Następnego dnia zaczęłam poznawać nowy świat w jakim się znalazłam. Największe wrażenie wywarł na mnie kran z bieżącą zimna wodą w domu, zlew i prawdziwa ubikacja na półpiętrze kamienicy. To była dla mnie nowość. Wrażanie zrobiły tez na mnie bibeloty po poprzednich mieszkańcach: książki, zeszyty, kolorowanki. Były też negatywne emocje bowiem wokół domu było mnóstwo gruzów i tabliczek ostrzegających przed minami i niewypałami na okolicznych ulicach. Dopiero po dwóch dniach zapamiętałam adres pod którym zaczęłam wrocławskie życie. To był dom przy Sępa Szarzyńskiego 69 mieszkanie na I piętrze. Na parterze kamienicy była piekarnia, sklep i zaplecze magazynowe. Czteropiętrowa kamienica  w której zamieszkaliśmy nazwałam „pojedynczą” bo sąsiednie były w gruzach. Każde piętro miało cztery mieszkania z których w miarę do użytku nadawały się tylko trzy. Mieszkania z lewej strony na każdym piętrze były uszkodzone. Wyrwy w ścianach, spękania, wyrwane okna, przemieszczenia itp. Te uszkodzone służyły mieszkańcom całych mieszkań jako magazyny, schowki, przechowalnie. Przechowywano tam ubrania, przetwory, koce, pościel. Najbardziej jednak interesujące w kamienicy było ostatnie czwarte piętro. Bomba wyrwała w nim fragment ściany tworząc nienaturalną werandę – balkon z widokiem na okolicę. Bardzo często przychodziły tam dzieciaki z okolicy z góry podziwiając widoki na morze ruin i gruzów. Była to swoista enklawa do której nie wtrącali się rodzice, miejsce spotkań i nawiązywania pierwszych przyjaźni. Ta nasza dziecięca przyjemność nie trwała długo bo któreś z dzieci wygadało się rodzicom i zrobiła się afera. Wejście na werandę ostało zabite grubymi drzwiami a nam zabroniono się tam zbliżać. Osobiście miałam rozmowę „dyscyplinującą” z moim Tatą . Przyznałam się Tacie, że ja zdradziłam rówieśnikom sekret werandy i dzięki mnie tam przychodzili. Pomimo zamknięcia „werandy” wśród rówieśników mój prestiż wzrósł jako osoby mieszkającej tuż pod „weranda” w tej kamienicy. Dotyczyło to także koleżanek i kolegów starszych rocznikowo. Ulica Sępa Szarzyńskiego idąc na południe biegła prosto do koryta Odry. Przecinała po drodze ulicę Sienkiewicza, Benedyktyńską i  Szczytnicką. Sienkiewicza i Benedyktyńska były jak na tamte czasy drożne natomiast odcinek od Szczytnickiej do Odry to wąska ścieżka wśród hałd gruzu na wysokość i piętra. Na północ od mojej kamienicy dochodziłam do małego parku który wspominam z radością szczególnie zima gdy tam szalałam na sankach zjeżdżając z górki parkowej mając przed oczyma staw parkowy z którego co rusz wyciągano poniemiecka broń i amunicje.Czekała jednak na mnie szkoła. Czekała całe kolejne trzy tygodnie bo poszłam do niej po trzytygodniowej chorobie. Szkołę znalazł dla mnie Tata i zaprowadził mnie do niej. Wtedy miała numer 44 i mieściła się przy ulicy Nowowiejskiej. Wtedy w tym kompleksie  znajdowała się jeszcze jedna szkoła o numerze 1 i przedszkole. Przy zapisywaniu nie do klasy pani sekretarka z dystansem odniosła się do stanu mojego zdrowia wypominając bladość, kruchość i wzrost. Tata jednak stwierdził, że dam radę i czas rozpocząć naukę. Przed zostawieniem mnie w szkole dodał jeszcze, że wzrost i wygląd nie decyduje o tym co się ma w głowie.

 

CDN...

Fragment wspomnień mojej Mamy, które z czasem będa jak zdrowie pozwoli powiekszane i przypisaywane odpowiednio

 

Tomasz Bąk

Skomentuj artykuł
Bardzo ciekawy opis. Ten fragment - "Wrażanie zrobiły tez na mnie bibeloty po poprzednich mieszkańcach: książki, zeszyty, kolorowanki." zadziałał mocno na moją wyobraźnię... biedni dawni mieszkańcy i ich dzieci - musieli uciekać ze swojego lub wynajmowanego mieszkania a może i nawet nie przeżyli wojny...
2020-12-13 13:42:47 (5 lat temu)
 
Mama spisuje swoje wspomnienia czy Ty jej jakoś rejestrujesz i przelewasz na "papier"? Te wszystkie drobiazgi tworzą prawdziwy klimat tamtych czasów. Mi niestety nie było dane wysłuchać takich relacji. Kiedyś mnie to nie interesowało, a teraz nie ma już kto opowiedzieć. Trzymam kciuki za dalsze fragmenty.
2020-12-26 10:26:14 (5 lat temu)
 
do Marek Kuliński: Mama opowiada ja notuję i sklejam.
2020-12-26 13:03:18 (5 lat temu)
  
Kontakt do administratorów strony Fotopolska.Eu: | Regulamin serwisu: https://fotopolska.eu/2,artykul.html
© Copyright 2012 Neo & Siloy
Kolokacja serwerów Amsnet
Ostatnio przeglądane: kopice kopice ulica Zlota Warszawa rudzienice warszawa, ul. chocimska stryszawa Wrocław Wełniana 11 lachowioce Ulica Rycerska skansen w sidzinie park kosciuszki przemyśl leszczynowa leszczynowa, przemysl pomnik braterstwa broni warszawa ul. Skaryszewska Rogalin Rogalin Rogalin Rogalin Rogalin Rogalin dawna mleczarnia rybnik rybnik kłokocin obrotnica obrotnica praga boguszowice ulica Zygmunta Augusta schrony warszawa Ciechanów Ciechanów Osobnica wawelska gotartowice