Przy każdym spotkaniu z Mamą staram się wypytać ją o jej wspomnienia z dzieciństwa czyli pobytu we Wrocławiu od 1946 roku. Tych opowiadań jest sporo. Jedne mniej drugie bardziej ciekawe. Problemem jest ich weryfikacja i lokalizacja zdarzenia oraz czas. To o czym teraz napiszę pamiętam także z opowieści Taty, który znał niektóre z osób będących jej bohaterami. Pierwsza to ulica Górnickiego i osiedle Tumanowicza. Czas akcji wg Mamy to czas budowy tego osiedla a miejsce to teren między Górnickiego a Reja gdzie stały jeszcze wypalone ściany i ruiny kamienic z dawnej ulicy Chemicznej. Tata zaś utrzymywał że ów wypadek miał miejsce na placu gdzie obecnie stoi akademik i było to przed 1955 rokiem. Jednak nie termin ale sam incydent jest istotny i wpisuje się w obraz Wrocławia tamtej epoki. Teren przylegający do Górnickiego był pełen gruzów. Pewnego dnia po okolicznych podwórkach poszła informacja, że można tam znaleźć ciekawe „niemieckie skarby”. Szczęśliwiec który odkrył takie miejsca wszem i wobec chwalił się piękną poniemiecką torbą skórzaną, która w tamtych czasach /podejrzewam, że i dziś/ stanowiła nie lada rarytas. Mama opisuje ja jako typową torbę myśliwską. Nie potrzeba było zaproszenia by młodzież z okolicznych podwórek ruszyła w teren szukając w gruzach czegoś ciekawego dla siebie. Na nic prośby, zakazy i przestrogi starszych, rodziców i mądrzejszych. Milicja tez nie miała nic innego na głowie niż pilnowania rumowisk. Tragedia wydarzyła się gdy kolega mojego Taty znalazł nieuszkodzoną piękną maszynę do szycia marki „Singer”. Maszyna okazała się miną pułapką. Chłopak zginał na miejscu zaś kolega ciężko ranny trafił do szpitala. Wydarzenie jak wspomniałem miało wg rodziców różne lokalizacje ale pozostaje faktem. Drugą tragedię zainicjowało znalezienie szkieletu nietoperza. To końcówka lat czterdziestych i wyprawy dzieciaków z ulicy Rozbrat do zburzonej części muzeum przyrodniczego przy Sienkiewicza. Grupa sześciu kolegów buszując po ruinach odkryła niezniszczone piwnice w których leżały ocalałe przedwojenne eksponaty w tym szkielet nietoperza który robił ogromne wrażenie na dzieciakach w tamtych latach. Niestety oprócz całych lub zniszczonych eksponatów w piwnicy był też skład amunicji wśród której dominowały taśmy z nabojami do karabinów. To Mama pamięta na pewno na innych rodzajach się nie znała i nie zna. Dziewczyny się bały, kolegów kusiło ale nie na tyle by się popisywać. Dni mijały aż pewnego dnia dwóch chłopców z ulicy Rozbrat postanowiło bez reszty kolegów pogrzebać w piwnicy. Jeden zginał na miejscu natomiast losu drugiego Mama nie pamięta czy zginał razem z kolegą czy był ciężko ranny. W niczym to jednak nie zmienia faktu, że tak właśnie czasami wyglądały „bohaterskie” wyprawy w gruzy Ołbina i tym się kończyły.