Pozwalam sobie podzielić się kolejną, mało znaną ciekawostką związaną z naszym miastem a szczególnie z ulicą Górnickiego tak mnie jak i moim rodzicom i bratu bliską. Otóż w miejscu gdzie od ponad 30 lat stoi szkoła podstawowa kiedyś było morze gruzu a później plac. Na tym placu, w miejscu gdzie dziś znajduje się mniej więcej amfiteatr szkolny ostała się w całości po wojne jedna kamienica. Jako jedyna na zachodniej pierzei ulicy Górnickiego była łatwa do zauważenia i stała się w historii miasta "zauważalna" co w efekcie zaowocowało jej unicestwieniem. Kamienica choć nijaka i obskurna stała się sławną w mieście prawdopodobnie w roku 1954 lub 1955. Zasłynęła z tzw "cudu", jakie po wojnie kilkakrotnie miały miejsce w stolicy Dolnego Śląska /Ogród Botaniczny czy Szczytniki/ . Jeden z jej mieszkańców, miaszkający z pewnością wyżej niż parter miał w domu święty obraz przedstawiający chustę Św. Weroniki. Na obrazie tym była również namalowana sylwetka Jezusa Chrystusa z zamkniętymi oczyma. Otóż "dowcip" owego "cudu"polegał na tym, że niektóre z osób, którym dane było ów obraz zobaczyć twierdziły, że z czasem Jezus "otwiera oczy"!!! Innymi słowy wystarczyło popatrzeć dłużej na jego twarz by zauważyć jak podnosi powieki. Z ust do ust, z szeptu do szeptu po mieście poszła informacja, że "na Górnickiego ma miejsce cud". Pod kamienicę zaczeły schodzić się każdego dnia tłumy. Masowe najścia po schodach, dobiajający się do kamienicy ludzie w końcu osłabiły nie tylko psychikę mieszkańców ale doprowadziły do dewastacji totalnej klatki schodowej i całego i tak już nadwyrężonego wojną budynku. Doszło do takich paranoi, że zaczeły się łapanki jak za okupacji. Przyjeżdżała milicja i sb - łapali ludzi na ulicy przed kamienicą ładowali na ciężarówki i wywozili jak najdalej od Górnickiego - na Swojczyce, Klecine gdzie ich wysadzano i puszczano do domu. Prawdopodbnie na prośbę władz nie dających sobie rady z "pielgrzymkami" a i ku własnemu spokojowi obraz przejęli duchowni wrocławscy kończąc w ten sposób owe pielgrzymki. Niestety kamienica kilkanaście miesięcy później podzialiła los swoich przedwojennych sąsiadek i legła w gruach. Zaczęsto równać i przygotowywać plac pod budowe jednej z tysiąclatek. Tak zakończyła się krótkotrwała historia "Cudu" na Górnickiego.