barka miała numer BM5518 i płynęła z ładunkiem złomu... W nocy z 26 na 27 lipca 1973 r zacumowała za śluzą Rędzin. Niby nic, a jednak po jakimś czasie nagle podjechał do brzegu samochód - Polski Fiat 125p. Z samochodu w pośpiechu zaczęto przeładowywać worki wnosząc je po trapie i składując wewnątrz barki. Następnego dnia, jak gdyby nigdy nic odpłynęła w dół rzeki do portu docelowego jaki znajdował się na terenie ówczesnej RFN. Wrocławskie służby milicyjne i bezpieczeństwa coś tknęło. Postawiono w stan alarmu brygadę Wojsk Ochrony Pogranicza i Urząd Celny na granicy z NRD w Hohenzater.
Barkę na granicy zatrzymano. Zwiększone w składzie służby UC, WOP weszły na pokład i zaczęły przeszukiwać wszystkie pomieszczenia. Pomimo dokładnego sprawdzenia wydawać się mogło, że wszystko jest ok i barka jest czysta. Coś jednak w tym wszystkim nie grało bo nikt do żadnych worków i pakunków z Fiata przyznać się nie chciał. Zapadła decyzja by barkę skierować do Szczecina i tam całkiem rozładować celem przeszukania ładowni.
Jak postanowiono tak też uczyniono. W Szczecinie przy nabrzeżu czekało już polskie wojsko i błyskawicznie wyładowało złom z ładowni barki. Dno okazało się być drewnianym co wprawiło w zdziwienie obecnych, ale mniej dziwne już było to co pod dnem tym znaleziono.
Tkwiły tam worki i paczki, najprawdopodobniej te, które załadowano za śluzą we Wrocławiu. Razem kilkadziesiąt kilogramów. Znalezisko przeszło najśmielsze oczekiwania albowiem na dzień dobry wyceniono je na 700 tys. ówczesnych złotych, o wartości historycznej nie wspominając. Wezwano ekspertów z muzeów szczecińskich i wrocławskich. W workach znajdowały się zabytkowe wyroby z XVII, XVIII, XIX wieku (świeczniki, patery, zbiory monet itd., w sumie 76 pozycji).
Najciekawsze jest to, że do dziś nie znaleziono źródeł pochodzenia owych zbiorów, najprawdopodobniej pochodziły z drobnych kradzieży i szabru. Cały zbiór dziś można oglądać w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, a tego typu akcje z barkami powtarzały się jeszcze kilkukrotnie choć na mniejsza skalę. Opisany przypadek oddaje największa próbę przemytu do 1973 roku.
Ktoś może zadać pytanie co to ma wspólnego z Wrocławiem?
Otóż ma, bo pokazuje w jaki sposób tracimy dorobek historyczny i kulturowy, a jest to tym bardziej dziś aktualne, że tego typu rzeczy można coraz częściej przewieźć bez żadnej kontroli na zachód i sprzedać za magiczne euro. Dziś jednak głównym tematem wywozu są dzieła sztuki kamieniarskiej i cmentarnej, o czym często można przeczytać w prasie.
bonczek/hydroforgroup/ 2005 na podstawie "Zarządzam blokadę całego rejonu" Ossolineum 1977 - Bogdan Daleszak