Czasem potrzeba Mocka a czasem nie...Samo miasto w swej historii tworzyło miejsca do dziś niepoznane i wciąż odkrywane. Do takich należy kamienica na rogu Piastowskiej i Sienkiewicza widoczna na zdjęciu poniżej Wydawać się może, że nic szczególnego. Jedna z tysiąca choć nie każda miała taką figlarną kolumnę zwieńczającą jej narożnik. Właśnie owa kolumna w Breslau nosiła potoczna nazwę "Złotej Kolumny". Był tam lokal. Jeden z wielu jakie znajdowały się w tej okolicy choć o klimacie na tyle oryginalnym, że bywał w niej niemiecki pisarz Paul Keller autor wielu opowiadań. W lokalu tym był sok malinowy, woda mineralna (to dla młodzieńców) oraz galon i piwo. Właśnie ów zestaw galon i piwo było ulubionym napojem Kellera. To był tzw wrocławski duet. Galon - piwo pito w wielu wrocławskich lokalach. - " Ten duet obowiązywał każdego, kto pił w Breslau. Kto pił w Breslau, wychylał najpierw małą buteleczkę żółtej wódki, małą fiolkę, z wąską grubą szyjką. To był galon. Potem wychylał jedno Kipke lub Schultheiss - Patzenhofera. To było piwo. Sama "Złota Kolumna"....na zielonym linoleum stał stół z jajkami na twardo w słonej wodzie i garnek z ogórkami z koprem, jedno po prawej, drugie po lewej. Na prawo od baru, w najciemniejszym kącie tego pomieszczenia, na podwyższeniu przykucnęła wysiedziana sofa, przysiadł stary, wysłuzony fotel, a przed nimi owalny stół na jednej nodze o trzech rozstawionych lwich łapach, nazywany "stołem Pytii". Ze ściany w grzyba dymuwystawiał kły wypchany dzik. Na obrazie a'la Watteau w kolorze koniaku Nimfa czekała na swego Satyra. Sam gospodarz wyglądał jak sowa, tak prorocze były jego oczy. Jego żona zaś była matką Moralnością, tak poważnie wyglądała w tym wnętrzu. W tym właśnie miejscu wrocławskiego Ołbina rozgrywało się miniaturowe zycie wrocławskiej kultury. Chciaż w nazwie kolumna była złotą w istocie kolor jej przed wojna był .....musztardowy. Z jej lewej i prawej strony kilka schodów prowadziło do wejścia. Kolumna wydawała się byc jak pal w morskiej kipieli, szczególnie wtedy, kiedy późnym wieczoremopuszczało się lokal. Jedni płyneli na prawo, drudzy na lewo by spotkać się znowu i krótko uścisnąć sobie dłonie a potem rozejść się w różne strony......... Tak właśnie wyglądał jeden lokal na jednej ulicy w jednym, niepowtarzalnym mieście. bonczek/hydroforgroup/2005 na podstawie wspomnień Wolganga Schwarza opublikowanych w książce "Odłamki mojego świata"