starsze
nowsze
1
1+
2-
2
2+
3-
3
3+
4-
4
4+
5-
5
5+
6-
6
oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 8 głosów | średnia głosów: 6

Polska woj. mazowieckie Warszawa Śródm. Południowe ul. Nowy Świat

1966 , Perspektywa Nowego Światu w kierunku Krakowskiego Przedmieścia. Na pierwszym planie skrzyżowanie z ulicą Foksal.

Skomentuj zdjęcie
Bardzo proszę znawców motoryzacji o rozpoznanie i przypisanie autobusów. Kompletnie się na tym nie znam :)
2025-04-07 13:09:35 (rok temu)
verbensis
+3 głosów:3
do polskup: Od frontu perełka, czyli przegubowy Jelcz AP-62 z nr tab 21 629, jeden z 22 zbudowanych ( )
Drugi to Chausson APH 521/522
2025-04-07 13:16:40 (rok temu)
Krzysiek99
+1 głosów:1
do verbensis: I dlatego jest to dość cenne zdjęcie, ponieważ nie ma zbyt wielu zdjęć autobusów AP-62. Dodałem znaczniki.
2025-04-07 13:19:44 (rok temu)
polskup
+1 głosów:1
do verbensis: Serdeczne dzięki! Marki i numery bym poznał i odczytał, ale te typy i modele :)
2025-04-07 13:34:14 (rok temu)
† ML
+3 głosów:3
W narożniku Foksal 18 był sklep POCh (Polskie Odczynniki Chemiczne), źródło wszelakich dobroci potrzebnych młodemu chemikowi.😁
2025-04-07 16:33:43 (rok temu)
polskup
+4 głosów:4
do † ML: O, tak :) Żebyś wiedział. Byłem młodym chemikiem, zwłaszcza jak byłem młody :D Ileż to razy stałem tam w kilometrowej kolejce, np. po KMnO4, żeby dowiedzieć się, że "dzieciom nie sprzedajemy", ale zawsze znalazła się w kolejce jakaś miła i pomocna osoba dorosła. Albo innym razem wykupiliśmy z kumplem cały zapas dwuchromianu amonu. I były wulkany. Ewentualnie kwas siarkowy rzucili. Że też dzisiaj dzieci nie mają takich zainteresowań...
2025-04-07 16:41:16 (rok temu)
yani
+3 głosów:3
do polskup:
Ja w tym sklepie kupowałem siarkę. Saletra była w domu, węgiel drzewny również, bo ojciec szkicował węglem. Ale terrorystą nie byłem, nie przypominam sobie, żebym coś wysadził... ;)
2025-04-07 17:11:50 (rok temu)
† ML
+3 głosów:3
do yani: To po co kupowałeś/zdobywałeś te składniki? Ja (my) budowaliśmy bomby w pojemnikach baterii R20 z zapłonem elektrycznym. Efektowne wybuchy!
2025-04-07 18:48:57 (rok temu)
yani
+1 głosów:1
do † ML:
W takim celu jak Ty - dla efektów, nie dla jakiejś destrukcji. :)
Ale jak bym coś wysadził, albo przynajmniej próbował, to bym się mógł pochwalić, że osłabiałem system i obalałem komunę. :))
2025-04-07 19:26:24 (rok temu)
polskup
+2 głosów:2
do yani: & do ML: Zapalnik elektryczny, tak. W którymś BOMiSie rzucili kiedyś oporniki niskoomowe i niskowatowe. Płonęły od baterii 4,5V i były idealne na zapalniki elektryczne. Obudowy do petard to najlepsze były z dezodorantów. Pył aluminiowy to proszek "srebran" do malowania kaloryferów kupowany w budzie farbiarskiej pod halą marymoncką. Z ciekawostek były jeszcze świece dymne z czterochlorkiem węgla z gaśnic tetrowych oraz chloroacetofenon pozyskiwany ze świec łzawiących rzucanych przez zomowców. Gasiło się toto w wiadrze z wodą i można było użyć ponownie... A saletrę kupowało się tak, że robiło się obchód po spożywczakach (saletra) i aptekach (nadmanganian, gliceryna do zapalników czasowych itd.) i kupowało się po 2-3 opakowania + coś dla ściemy, że niby mama prosiła. No to zrobiłem comming out. Teraz po mnie przyjdą :)
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: liter.
2025-04-07 19:42:52 (rok temu)
yani
+2 głosów:2
do polskup:
Ja moje bomby odpalałem przy pomocy lontu zrobionego z bawełnianego sznura do suszenia prania, nasączonego w roztworze saletry. Baterie były drogie i ciężko było o cienkie i długie przewody.
2025-04-07 19:48:16 (rok temu)
do yani: Tak. Moczenie sznurka, takiego białego, w saletrze. Przypomniałeś mi :)
2025-04-07 19:51:42 (rok temu)
Woj11
+2 głosów:2
do polskup: Panowie pakujcie szczoteczki i całą resztę ;)
2025-04-07 19:54:09 (rok temu)
do yani: A przewody brało się telefoniczne albo wręcz z rozwiniętej cewki albo transformatorka, emaliowane.
2025-04-07 19:55:11 (rok temu)
polskup
+2 głosów:2
do Woj11: Przedawniło się :P U mnie kres działań chemicznych położyła matka po akcji, jak posypała szarlotkę tlenkiem wapnia zamiast cukrem pudrem :)
2025-04-07 19:56:49 (rok temu)
yani
+2 głosów:2
do polskup:
Przypomniał mi się jeszcze jeden wynalazek pirotechniczny z tamtych czasów... Mała deseczka z otworem pośrodku i kawałkiem gumy do majtek przypiętej na końcach pinezkami. W otwór wkładało się zapałkę-sztormówkę, przyciskało łepek zapałki draską pudełka do oporu, gumka się napinała, potem szybki ruch pudełkiem w bok i mamy super racę, nawet na kilkanaście metrów w górę. Oczywiście, najlepszy efekt był w nocy! Pamięta to ktoś?
2025-04-07 20:04:26 (rok temu)
Woj11
+1 głosów:1
do polskup: Jakie przedawnienie. Daliście pełny instruktaż
2025-04-07 20:05:50 (rok temu)
polskup
+5 głosów:5
do Woj11: Instruktaż to napisał Stefan Sękowski w serii książek dla młodzieży: "Moje laboratorium" itd. Poczytna lektura. I nie ma jej na Index librorum prohibitorum :-D
2025-04-07 20:13:40 (rok temu)
Woj11
+1 głosów:1
do polskup: :)))
2025-04-07 20:18:49 (rok temu)
polskup
+2 głosów:2
do yani: Nie, tego nie znałem. Musiało być fajne. Ominęło mnie. Przypomniałeś mi natomiast inny numer z zapałkami: Obierało się z siarki zapałki, im więcej tym lepiej. Do tego dwie śruby, duże i nakrętka, możliwie szeroka, żeby się dużo siarki zmieściło. Skręcało się to ręcznie, a potem rzucało o beton. Był huk, a śruby leciały w dwie przypadkowe strony. W sumie niebezpieczna zabawa...
2025-04-07 20:19:18 (rok temu)
verbensis
+1 głosów:1
do polskup: O, a to kojarzę. Choć raczej z dużym kluczem (do drzwi, z dziurką na trzpień) i gwoździem. ;)
2025-04-07 20:21:19 (rok temu)
do verbensis: Z kluczem też było. Albo jeszcze jedno: amoniakat trijodku azotu, z wody amoniakalnej i jodyny. Strącało się w środowisku wodnym i mokrą papkę rozrzucało tu i ówdzie. Jak wyschło, wystarczyło tylko dotkniecie, by niegroźnie, acz głośno wybuchało.
2025-04-07 20:30:36 (rok temu)
Askofer
+2 głosów:2
do polskup: Ot piromani !!! Rzekomo jaki typ autobusu jaki model a tu dyskusje o eksplozjach i chemii rodem z PGZ . No dooobra, też to robiłem a który chłopak w naszych czasach tego nie robił chyba kaleka po zbyt udanej eksplozji. DZisiaj do saletry dodają kredę ( żeby nie używać do wybuchowych eksperymentów) . Ja pamiętam
taki wynalazek z puszką od kawy lub farby i karbidem . Karbid był w środku puszki i polewało się go małą ilością wody i zamykało puszkę wieczkiem, z drugiej strony puszki był otworek . Puszkę stawiało się bokiem na ziemi przytrzymując nogą i po krótkim czasie przykładało się do tego otworka żarzącego się papierosa i następował wybuch w wyniku którego wieczko wystrzeliwało z puszki na kilkanaście metrów . Te "zabawy " wymagały dużej ostrożności jak ktoś się zagapił mogło rozerwać puszkę i poranić jej właściciela i kilku postronnych obserwatorów..
2025-04-07 23:53:54 (rok temu)
† ML
+3 głosów:3
do yani: Za moich czasów nie wiedziałem jeszcze co to opornik. Mój zapalnik elektryczny wymagał finezji. Żaróweczkę od latarki trzeba było zgnieść kombinerkami tak aby nie uszkodzić żarnika. Następnie drucik okładało się papką zrobioną "siarki" zapałczanej rozmiękczonej w denaturacie. Po wyschnięciu dolutowywało się przewody. Źródłem przewodów był... węgiel do kuchni, z którego wygrzebywałem całkiem spore ich ilości. Ten drut izolowany żółtym plastikiem był stosowany w kopalniach do odstrzału. Tak przygotowany zapalnik umieszczałem w kubku po baterii, napełniałem go prochem, zamykałem korkiem wyprowadzając przewody na zewnątrz. Korek przybijałem do kubka gwoździkami. Odpalenie takiej "bomy" zagrzebanej w piasku na plaży roił wrażenie. Kiedyś odpaliliśmy taką pigułę w tunelu w nasypie kolejowym, do połowy zasypanym, koło Mostu Gdańskiego. Huk był taki, że straciłem słuch na jakiś czas. Strzelanie z klucza, z puchy z karbidem czy śrubami skręconymi z jedną mutrą tez ćwiczyłem. Najlepsze były te od skręcania rusztowań. Zakończyłem strzelania ze śrub zakończyłem, gdy jedna wystrzeliła mi w rękach podczas skręcania. Ściskanie adiabatyczne. I to byłoby na tyle, bo o wyczynach pirotechnicznych mógłbym napisać parę stron.
2025-04-08 01:23:04 (rok temu)
do † ML:
Że my przeżyliśmy te zabawy, to chyba jakaś opatrzność czuwała... Ja na skutek zabawy z korkowcem utraciłem na zawsze znaczną część słuchu w lewym uchu. Miało to później dla mnie pozytywny skutek, bo wojsko nie chciało półgłuchego i kamasze mnie na szczęście ominęły. Za to o mało nie straciłem życia w głupi sposób - na sankach. Skarpa przy kościele NMP i drewniane schody - już o tym kiedyś pisałem... :)
2025-04-08 01:38:41 (rok temu)
polskup
+1 głosów:1
do Askofer: Tak, niektórzy nie przeżyli, ale to raczej dotyczyło osób pozyskujących takie konkretniejsze materiały. W moich rejonach najgłośniejszy – dosłownie – był wypadek w piwnicy bloku Broniewskiego 73. Lata 80., ale te późniejsze. Trzech rozkręcało, bodajże, niemiecką "75". Coś im nie szło. Jeden poszedł na górę po brzeszczot, a jak wrócił, zastał ambitnych kolegów na drzewie i ścianie sąsiedniego bloku, gdzie siła wybuchu wyrzuciła ich przez okienko piwniczne. Koszmarna historia. Była afera, ekspertyza budowlana i wszystko, co można sobie wyobrazić. Ale jakimś cudem budynek to przetrwał.
Tak podsumowując te pirotechniczne wspomnienia nie mogę się powstrzymać od uwagi, że choć było to niesamowicie głupie, to nie znałem ludzi, którzy robiliby to dla jakiś przestępczych, terrorystycznych, czy nawet w celu "obalenia" systemu. To była zwykła, chłopięca ciekawość świata, która przybierała taką formę. Na szczęście wraz z końcem podstawówki zaczęły mnie, jak i większość ekipy, interesować inne sprawy :)
2025-04-08 06:08:45 (rok temu)
† ML
+3 głosów:3
do yani: No właśnie. Na górce NMP krążyła opowieść o chłopaku, który zderzył się ze schodami i ponoć zginął. Czy to był Twój przypadek? Potem na górce było zdecydowanie mniej tłoczno. Ale tylko kilka dni... Co do Opatrzności... Miałem 1.5 l słoik po odczynnikach chemicznych wypełniony po zakrętkę prochem karabinowym (takie brązowe, błyszczące wałeczki). Przed wyprowadzką postanowiłem ten zapas zniszczyć. Postawiłem słoik na niskim murku i podpaliłem. I tutaj do akcji wkroczyła Opatrzność, bo proch podpaliłem wyciągniętą ręką. Takiego słupa ognie nie widziałem nigdy. Gdy pomyślałem, co byłoby gdybym był nachylony nad tym słoikiem, to skóra mi ścierpła. Drugi raz Opatrzność czuwała, gdy kazała kolekcjonować proch w słoiku o szerokim otworze. Gdyby była to butelka, naszpikowałoby mnie odłamkami szkła. Słoik tylko popękał od gorąca. Proch spalił się w ciągu kilku sekund.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: uzup.
2025-04-08 11:46:07 (rok temu)
yani
+1 głosów:1
do † ML:
Ja na szczęście spadłem z sanek przed uderzeniem w schody, ucierpiały tylko sanki. Ale miałem już śmierć w oczach i trauma mnie trzymała długo. :/
2025-04-08 18:25:13 (rok temu)
† ML
+1 głosów:1
do yani: Tak. Ta krzywizna stoku wpychająca saneczkarza na sterczące śruby podstawy schodów budziła respekt. Ja jeździłem tylko "na śledzia", bo ta pozycja ułatwiała ewakuowanie się z sanek.
2025-04-08 19:02:20 (rok temu)
polskup
Na stronie od 2023 czerwiec
2 lata 10 miesięcy 19 dni
Dodane: 7 kwietnia 2025, godz. 12:59:21
Autor: Autor nieznany ... więcej (5911)
Rozmiar: 3174px x 2070px
Aparat: ScanJet 4850    
7 pobrań
953 odsłony
6 średnia ocen
Poprzednie i następne zdjęcia polskup
Obiekty widoczne na zdjęciu
ul. Nowy Świat
więcej zdjęć (2577)
ul. Foksal
więcej zdjęć (287)
Dawniej: Jugosłowiańskiej Brygady Pracy, Pierackiego Bronisława, Foksal
Foksal – ulica w Śródmieściu Warszawy, w rejonie znanym jako Śródmieście Północne sąsiadując przez skarpę wiślaną z Powiślem.
Ulica biegnie od ulicy Nowy Świat do skarpy wiślanej, gdzie kończy się ślepo budynkiem pałacu Zamoyskich. Dochodzą do niej następujące ulice: Gałczyńskiego, Kopernika i Krywułta.
Tereny zajmowane dzisiaj przez ulicę Foksal należały w XVIII wieku do dóbr rodziny Czapskich i znajdowała się tu podmiejska rezydencja, sąsiadując z zabudowaniami jurydyki Bożydar-Kałęczyn. W 1746 Walenty A. Czapski sprzedał rezydencję Marii Annie Brühlowej, która na nowo urządziła tu ogród. Po jej śmierci zainteresowani byli posiadłością m.in. Ignacy Krasicki, choć ostatecznie właścicielem został bankier Fryderyk Kabryt. Zaprosił on do spółki dworzanina króla Stanisława Augusta Poniatowskiego Franciszka Ryxa, znanego w tym czasie z organizacji licznych widowisk.

W 1776 roku urządzono w tutejszych ogrodach miejsce rozrywki dla zamożnych mieszkańców Warszawy, nadając mu angielską nazwę "Vauxhall", będącą określeniem istniejącego ogrodu w Londynie w dzielnicy o tej samej nazwie. Otwarcie nastąpiło 15 maja tego roku – ogród czynny był w czwartki i niedziele, w 4 pawilonach symbolizujących pory roku znajdowała się gastronomia, jedzenie można było nabyć też w namiotach. Wstęp kosztował 4 złote, 8 zł zaś wstęp do pawilonu, gdzie odbywały się przedstawienia teatralne, koncerty i popisy ekwilibrystyczne. Ogród był iluminowany, szczególnie z okazji balów i redut. Wszystkiemu towarzyszyła muzyka w wykonaniu dobrej orkiestry.

W ogrodach nie zabrakło też innych atrakcji – 10 maja 1789 Jean-Pierre Blanchard dokonał w tym miejscu pierwszego w Warszawie lotu balonem. Innym razem linoskoczek Jordaki Kuparenko wzniósł się na balonie wykonanym z afiszów teatralnych, a powietrze podgrzewało palące się łuczywo.

W końcu lat 70. XIX wieku Przeździeccy, następni właściciele dóbr, przeprowadzili ich parcelację. Nadany wtedy kształt ulicy przetrwał do dzisiaj, przekształconej z parkowej alei. W latach 1875-1877 w końcu ulicy wzniesiono Pałac Konstantego Zamoyskiego. W 1880 zburzono kamienicę zamykającą wylot ulicy w kierunku Nowego Światu i ulicy nadano nazwę Foksal, którą zmieniano później dwukrotnie.

W czasie powstania warszawskiego przebiegała tu II linia obrony Powiśla, tędy powstańcy wycofywali się do Śródmieścia, barykada znajdowała się na wysokości domu nr 11. W budynku przy Foksal 3/5 działał szpital powstańczy, a sam budynek został zniszczony w ponad 70%.

Ulica i jej zabudowa przetrwała wojnę poza tym bez większych zniszczeń. Doszczętnie zbombardowany został tylko budynek pod numerem 14 i 12. Bomba spadła również na kamienicę numer 15, ale był to na szczęście niewypał. W ostatnich latach ulica stopniowo odzyskuje dawny charakter ośrodka kultury i rozrywki.

W roku 2008 tylko trzy kamienice 11, 13 i 15 pozostały jeszcze niewyremontowane z uwagi na ciągnący się proces o odzyskanie ich własności. W trakcie remontu kamienic nr 13 i 15, których właścicielem jest firma Ghelamco, odkryto elementy bogatego wystroju wnętrz, co wpłynęło na decyzję o remoncie kamienic, a nie ich rozbiórce jak poprzednio planowano. Inwestor planuje też rekonstrukcję neobarokowej fasady kamienicy nr 13.

Nazwa
Spolszczona nazwa ogrodów Vauxhall założonych przez bankiera Kabryta, które znajdowały się na końcu obecnej ulicy w końcu XVIII wieku to obecny Foksal. Nazwa ta została nadana ulicy w 1776 roku. Przed wojną ulica nazywała się Pierackiego, dla upamiętnienia zamachu w 1934 na ówczesnego ministra Spraw Wewnętrznych, podczas wojny Foksalstrasse, po wojnie w latach 1947-1950 – ulica Jugosłowiańskiej Brygady Pracy zwana potocznie Młodzieży Jugosłowiańskiej.
Źródło: