starsze
nowsze
1
1+
2-
2
2+
3-
3
3+
4-
4
4+
5-
5
5+
6-
6
oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 18 głosów | średnia głosów: 6

Polska woj. dolnośląskie Wrocław Stare Miasto ul. Świdnicka

1965 , Ulica Świdnicka, w głębi Rynek. Pocztówka BW Ruch.

Skomentuj zdjęcie
Po lewej choć tego domu nie widać, ale jest tuż tuż był w latach 80 świetny zakład fotograficzny, ja tam wiozłem z Cieszyna lub Katowic slajdy do wywołania, bo tak rewelacyjnie je robili! Czy jest tam dziś jakiś fotograf?
2012-08-29 22:25:38 (13 lat temu)
do Stenek: Ten zakład zdaje się istnieje nadal.
2012-08-29 22:33:56 (13 lat temu)
do pawulon: Dawno we Wrocku nie byłem, ale jak będę , to sprawdzę, tylko jak sprawdzić, czy tam pracują te same osoby, wypada wejść i zapytać, a może by pomógł ktoś z Wrocka? Hej Fotopolanie Wrocławianie !!!
2012-08-29 22:43:16 (13 lat temu)
do Stenek: Podejdę któregoś dnia i sprawdzę.
2012-08-29 23:32:24 (13 lat temu)
Stenek
+1 głosów:1
do pawulon: Oj dzięki wielkie! To zapytaj, czy tam sa ci sami ludzi, co pracowali w roku 1984 i pozdrów ich! Powiedz, że ja wówczas specjalnie z Cieszyna czy Katowic tam jechałem, żeby mi dobrze zrobili slajdy!
2012-08-29 23:37:35 (13 lat temu)
Na wprost, za motocyklem stoi taki ciekawy pojazd z tamtych czasów. Pół-samochód na 3 kołach, w dodatku szprychowych i dachem naciąganym z dermy.
2012-08-30 12:22:09 (13 lat temu)
do Dariusz Milka: Kiedyś tego jeździło pełno. Ponoć miało to silnik Jawy 50ccm, biegi w kierownicy i służyć głównie miało inwalidom.
2012-08-30 12:39:56 (13 lat temu)
do Stenek: O ten zakład chodzi jak sądzę Chyba jeszcze istnieje, na Google Street View jest
2012-08-30 12:58:08 (13 lat temu)
do pawulon: Nazywało się to: velorex.
2012-08-30 13:33:31 (13 lat temu)
2012-08-30 14:49:09 (13 lat temu)
do † KazimierzP: Velorex pięknie odrestaurowany stoi w muzeum przy Zamku Topacz k. Wrocławia.
2012-08-30 14:50:11 (13 lat temu)
do pawulon: Potwierdzam, było tych pojazdów nie mało, a w większości służyły osobom niepełnosprawnym. NAtomiast jadący po przeciwnej stronie motocykl z przyczepką to już był raczej rzadki widok. Po prawej, na końcu ulicy pod słupem stoi Mikrus, a przed nim to chyba jest P-70, czyli praszczur Trabanta. W tle po prawej, juz w Rynku, stoi słup z 4 wysięgnikami, na których widzimy oprawy świetlówkowe, nie wiem, czy stoją tam do dziś, choć to bardzo możliwe, natomiast takie same słupy stoją do dziś przed dawnym PDT na pl. Kościuszki, i chyba gdzieś jeszcze.
2012-08-30 14:57:36 (13 lat temu)
do mamik: BYć może, lokalizacja by się w miarę zgadzała. Tylko kwestia, czy pracują tam ci sami ludzie, co w latach 1981-1983 ...
2012-08-30 15:01:34 (13 lat temu)
WW
+1 głosów:1
do † Andrzej Mastalerz: Warto pamiętać, że nazwa "Zamek Topacz" nie ma nic wspólnego z tradycją obiektu. To fantazja współczesnego właściciela, który dopatruje się tego herbu o swoich staropolskich przodków.
2012-08-30 15:07:49 (13 lat temu)
mamik
+1 głosów:1
do Stenek: Tego nie wiem, gdy tam ostatnio robiłem zdjęcie do dowodu (z rok temu) to obsługą zajmowała się pani w wieku tuz przedemerytalnym, ale zdjęcia robiła pani zdecydowanie młodsza ;-)
2012-08-30 15:23:54 (13 lat temu)
do mamik: Może warto by kiedyś tą starsza panią zapytac, czy w latach 80 wykonywała usługi wywoływania slajdów, to był chyba proces C-40? Tak dla mojej dzikiej radości :-)
2012-08-30 15:50:15 (13 lat temu)
do Stenek: C-41 - wysokotemperaturowy był stosowany do negatywowych błon kodaka, fuji,... do orwo był stosowany proces niskotemperaturowy i najlepsze wyniki osiągał w wywołaniu zakład przy Żeromskiego (firmowy ORWO). Do pozytywów był proces E-6, lub K-14.
2012-08-30 16:17:11 (13 lat temu)
Marek Kuliński
+1 głosów:1
do † KazimierzP: Sporo zależało na jaki stan chemii się akuratnie trafiło. Ale ogólnie byli najlepsi. Można się też było pobawić samemu, w sklepie w rynku bywał zestaw do obróbki materiałów odwracalnych Orwo. Starczał wg. instrukcji na cztery filmy, dawało się zrobić sześć. Przy odrobinie staranności jakość była porównywalna i lepsza w stosunku do najlepszych punktów. Większość swoich materiałów odwracalnych z czasów "orwowskich" mam zrobionych samodzielnie :)
2012-08-30 20:00:14 (13 lat temu)
do † KazimierzP: Ja wszystko woziłam na Żeromskiego, gdzie zakład miał autoryzację ORWO.. Wychodziły poprawne kolory.
2012-08-30 20:14:48 (13 lat temu)
do Danuta B.: Ja długo sam wywoływałem barwne taśmy w łazience. Dużo zabawy i niespodzianka na końcu. Fajne było naświetlanie silnym światłem błony odwracalnej pomiędzy kąpielami. Później woziłem na Żeromskiego.
2012-08-30 20:26:02 (13 lat temu)
do pawulon: Były montowane silniki 175, 250 i 350 ccm.
2012-08-30 20:32:33 (13 lat temu)
do † Andrzej Mastalerz: Tak, wiem bo doczytałem na Wiki.
2012-08-30 21:20:03 (13 lat temu)
do † Andrzej Mastalerz: A jak kolega naświetlał te negatywy?
2012-08-30 21:53:42 (13 lat temu)
do Marek Kuliński: Dość ważne było przy tym utrzymanie właściwej temperatury. A jak zaczęło się robić kolorowe odbitki, to dopiero temperatura miała kluczowy wpływ na wierność oddawania barw. Co gorsza, były takie papiery, które w ciemni i po wypłukaniu wyglądały jak trzeba. Tylko czasem kolory "odjeżdżały" gdy się suszyło zdjęcia na metalowych płytach w suszarce, to dopiero była jazda. Miałem znajomego fotografa, który po całej nocy zrobił zamówione masę zdjęć z wesela, a gdy rankiem zabrał się do suszenia, większość zdjęć po suszeniu nie nadawała się dla klienta, i trzeba było się zamknąć w ciemni na nowo
2012-08-30 21:57:16 (13 lat temu)
do pawulon: Trochę się mylisz, Tego wcale nie jeździło pełno, bo były na To zapisy, tudzież inny sposób reglamentacji (oczywiście pojazd służył głównie jako środek transportu dla inwalidów o czym wspmniałeś)
2012-08-31 00:23:25 (13 lat temu)
zeto
+1 głosów:1
do Stenek: Motocykl z przyczepką, to wersja bagażowa naszej motoryzacyjnej dumy, czyli Junaka.
2012-08-31 00:36:30 (13 lat temu)
do Stenek: Dlatego po kilku próbach zrezygnowałem z kolorowych odbitek. Pracy mnóstwo a efekty niewarte poświęconego czasu. Pozostałem przy przezroczach. Teraz wracam do tych negatywów.

A mój patent na naświetlanie podczas obróbki to biała waza do zupy napełniona wodą, do środka film na przezroczystej szpuli z koreksu - nie trzeba było rozwijać ( i przy okazji uszkodzić) i dwie lampy z żarówkami 150 W. Waza z wodą pięknie rozpraszała światło i nie było groźby przypalenia błony. Następna kąpiel była odrobinę cieplejsza, żeby zniwelować spadek temperatury z czasu naświetlania.
2012-08-31 07:52:16 (13 lat temu)
do Marek Kuliński: Mój znajomy, fotograf, kuzyn, miał taka metodę: czysty zlew, taki emaliowany, napełniony wodą o ustalonej temperaturze, tam wkładał negatyw na szpuli z koreksu, do ręki mleczna żarówka fotograficzna (były takie, POLAM je robił only for Photo), i teraz kręcąc szpulą w wodzie, ruszał także światłem ponad tą kąpielą. Białe, ale matowe śćiany zlewu gwarantowały brak ostrych refleksów i odbić, ruszająca się woda także płynnie rozpraszała światło, zaś ruszając żarówką w oprawce, zapewniał równomierność oświetlenia każdego fragmentu błony. Gdzie te czasy? Ja robię zdjęcia od 40 lat, głównie 24x36 ale wcześniej i 6x9. Na rok zrobiłem od 2-5 rolek filmów małoobrazkowych, czyli jakieś 75 do 190 zdjęć!~
Dziś na jednym wyjściu w miasto, mając cyfraka z 30x zooomem, kartą 8GB, mogę zrobić ich ile chcę, a jednak pozostała mi z tamtych lat jakaś ostrożność, źle mówię, jakaś optymalność w foceniu, nie focę wszystkiego co się rusza, tylko zastanawiam się, co sfocić i dlaczego. Czasy siedzenia w ciemni przy ciemnozielonej żarówce i wywoływanie ręczne! negatywów 6x9 oraz praca z powiększalnikiem - te czasy odeszły juz w cień. Choć kiedyś na emeryturze chętnie do tego powrócę ...
2012-08-31 10:49:11 (13 lat temu)
Marek W
Na stronie od 2011 czerwiec
14 lat 11 miesięcy 20 dni
Dodane: 28 sierpnia 2012, godz. 21:24:01
Autor: S. Arczyński ... więcej (914)
Rozmiar: 867px x 1200px
4 pobrania
1536 odsłon
6 średnia ocen
Poprzednie i następne zdjęcia Marek W
Obiekty widoczne na zdjęciu
ul. Świdnicka
więcej zdjęć (4180)
Dawniej: Schweidnitzer Strasse, Neue Schweidnitzer Strasse, Aleksandra Fredry, Stalingradzka
Ulica prowadząca od południowo-wschodniego narożnika Rynku na południe należy do najstarszych we Wrocławiu. Pierwszy odcinek od Rynku do wewnętrznej fosy wytyczono ok. 1240 r. ale już w początkach XIV w. przedłużono ją do fosy zewnętrznej. Pierwszy zapis pojawia się w 1345 r., gdzie występuje pod nazwą Schwiednitzerstr. (ul. Świdnicka). W XIV w. powstały także dwa zespoły klasztorno-szpitalne związane z zakonem Joannitów (kościół Bożego Ciała) i zakonem Augustianów (kościół św. Doroty). Od początku wznoszono przy ulicy wiele karczm i zajazdów, a także pełniła ona funkcje handlowe. Dalszy rozwój ulicy nastąpił po wyburzeniu fortyfikacji miejskich w 1807 r. Oficjalnie przedłużono ją do obecnej ul. Powstańców Śląskich w 1823 r., nadając nowemu odcinkowi nazwę Neue Schweidnitzerstr. W pierwszej połowie lat 40. XIX w. wzniesiono z inicjatywy Eugena von Vaersta gmach Teatru Miejskiego, który zaprojektował Carl Ferdinand Langhans. Tuż obok powstał w 1846 r. budynek Generalnej Komendantury wg proj. F.A. Stüllera, a w latach 1863-65 budynek hotelu Monopol wg proj. spółki Brost & Grosser, do którego dobudowano w 1892 r. dom towarowy o tej samej nazwie. W pierwszej połowie XX w. najważniejszą budowlą wzniesioną przy ulicy był niewątpliwie olbrzymi dom handlowy firmy Wertheim (1928 r.).

Niestety zniszczenia wojenne nie ominęły tej ulicy. Najbardziej ucierpiały odcinki północny przy Rynku i południowy od pl. Kościuszki do nasypu kolejowego. Luki w zabudowie stopniowo zastąpiono nowymi budynkami nie zawsze godnymi stania przy jednej z bardziej reprezentacyjnych ulic Wrocławia. W latach 70. w trakcie budowy trasy WZ zburzono także wybudowany w latach 30. dom handlowy Bielschowsky proj. Hermana Wahlicha, w którym po wojnie mieściła się m.in. składnica harcerska. Po wybudowaniu trasy WZ zlikwidowano na odcinku od Rynku do pl. Teatralnego linię tramwajową, a także ograniczono ruch samochodowy. W ostatnich latach ulica przeszła generalny remont na wspomnianym wyżej odcinku, który zmieniono jednocześnie w deptak.
Co do nazwy ulicy to przez kilka miesięcy 1945 roku na całej długości obowiązywała historyczna nazwa - ul. Świdnicka. W listopadzie 1945 r. patronem dawnej Neue Schweidnitzerstr. został komediopisarz i poeta Aleksander hr. Fredro. Lecz hrabia miał swą ulicę tylko kilka lat. Już w 1952 r. przyłączono ją do ulicy Świdnicką, którą jednocześnie przemianowano "na wieczne czasy" na ul. Stalingradzką. Na wieczne czasy, czyli na pięć lat, bo do 1957 r. Wtedy przywrócono historyczną nazwę - ul. Świdnicka.