starsze
nowsze
1
1+
2-
2
2+
3-
3
3+
4-
4
4+
5-
5
5+
6-
6
oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 8 głosów | średnia głosów: 5.92

Polska woj. podlaskie powiat sokólski Ozierany Małe

2005 , Stogi; Abarochy; Brogi na siano były ważnym elementem corocznego pozyskiwania karmy dla zwierząt. Wg wielowiekowej tradycji wiejskiej Brogi (zwane tutaj Abarochy) na czterech wkopanych w ziemię słupami (zwanymi brozynami) z ruchomymi dachami z żytniej słomy lub trzciny, były miejscem składowania płodów rolnych chroniącym przed zawilgoceniem i opadami atmosferycznymi. W lecie chłopi kosą kosili podmokłe łąki w dolinie Świsłoczy i Nietupy. Następnie na plecach nosili siano w te Brogi (nazywane tutaj też Abarochami), aby w zimę, gdy dolinę skuł mróz zwozić siano saniami do swoich gospodarstw. Istniały one do końca lat 80-ch XX wieku, kiedy to wraz ze zmianą ustrojową nic się nie opłaciło uprawiać i hodować, zaś największym skarbem byli dziadkowie, a właściwie ich emerytury z których żyli dorośli synowie, córki i ich wnukowie. W czasach transformacji ludzie ci dokonali tutaj żywota, zaś ówczesne władze nie musiały martwić się o ich byt i ubóstwo.
BrogiI (Abarochy) w literaturze Reymonta tj. w "Chłopach" jak i w tutejszej tradycji spełniały ważną funkcję społeczną i edukacyjna młodych. Polecam album fotograficzny Wołkowa pt. "Siano". Także znakomity fotograf Puchalski często robił zdjęcia stogów, brogów (abarochów) z licznymi bocianami. To tłumaczy, dlaczego w tej wsi była tak dużo dzieci. Jest takie ludowe przysłowie "Kto ma stogi (bez dachów), brogi ma starunek błogiI"..... We wsi przed II wojną światową zamieszkiwali wyznawcy Św. Ilii (Iliasza Klimowicza) z Grzybowszczyny, który będąc niepiśmiennym (niegramotnym) ogłosił się Mesjaszem i chciał zbudować niedaleko w Grzybowszczyźnie Starej, Nową Jerozlimę, jako centrum świata. Miał 20 tysięcy wyznawców. Nie przykładał wagi do pieniędzy. Ofiarował wysokie datki na Wojsko Polskie, Stowarzyszenie Rodzina Policyjna w Sokółce. Otrzymywał dyplomy nawet od Marszałka Józefa Klemensa Piłsudskiego. Modlił się w wybudowanej przez siebie cerkwi za jego zdrowie i pomyślność II RP. W 1939 roku Bolszewicy aresztowali "białoruskiego Boga". Chcieli go zastrzelić na miejscu, ale jak zobaczyli że jego wyznawcy znoszą bogate dary wozili go w metalowej klatce od wsi do wsi, od miasteczka do miasteczka, gdzie zbierali swoisty haracz. Ślad po św. Ili przepadł. Jedni mówią, że zamordowano go, inni że wywieziono na Syberię. W 1956 roku z ZSRR wrócił w ramach akcji repatriacyjnej niejaki Piotr MIniuk, który oświadczył że jest synem najbliższego współpracownika Ilii . Ogłosił się kontynuatorem dzieła Ilii Klimowicza. Wielu w niego uwierzyło. Mieszka w Krynkach, zajmuje się pszczelarstwem. Miód sprzedaje w Białowieży. Teraz ma około 80 lat. Kilka lat temu nakręcono o nim film i wyemitowano na Festiwalu w Berlinie. Podobno Zachód zachwycił się jego osobą i przesłaniem. W Supraślu istnieje Teatr "Wierszalin" ku św. Ilii. Nakręcono dwa filmy o św. Ilii. W 1993 roku w Ozieranach Małych aktorowi Jerzemu Treli grającemu Ilię towarzyszyli jako statyści ozierańscy chłopi. Czyli nakręcono tutaj aż dwa filmy! Widniejący na zdjęciu obiekt to obserwatorium ptaków, ale w razie czego może służyć do innych celów..... Nie tylko do fotografowania błotniaków, czajek, derkaczy, kruków, ale jak kto woli....

Skomentuj zdjęcie
skrobil
+3 głosów:3

Buda w stogu siana?
A dlaczego nie? W środku ciepło i sucho, a naokoło piękne widoki i „na deser” mnóstwo rzadkich ptaków. I sporo zwierzyny, która ciągnie właśnie do stogu. Latem mniej, ale jesienią, zimą i na wiosnę ruch jest większy. Jelenie, sarny, łosie i żubry z Puszczy Knyszyńskiej skubią siano, a przeróżne miejscowe drapole – sowy, myszołowy, błotniaki siadają na szczycie, wypatrują i polują. Na co? Na gryzonie, które chętnie zimują pod stogiem, ustawionym na specjalnym „fundamencie” z gałęzi, które chronią siano przed zamoknięciem. Oprócz myszy i norników chętnie chronią się tam zające, jeże, jaszczurki, zaskrońce, więc chętnie też zaglądają w te okolice lisy, kuny, gronostaje. To idealny schron, karmnik i paśnik dla całego katalogu gatunków. I świetne, chyba pierwsze tego rodzaju obserwatorium dla fotografa dzikiej natury, które już stoi w Ozieranach Małych, wiosce położonej niedaleko Krynek, a więc w pobliżu Puszczy Knyszyńskiej.
A ozierańskie łąki? Tuż obok płynie jedna z najbardziej czystych rzek Polski – mała, ale obfitująca w ryby Świsłocz. Nic więc dziwnego, że tak wiele tu ptaków. Czajki, rycyki, żurawie, błotniaki – to te, które widziałem lub słyszałem w ciągu pierwszych minut pobytu w tym miejscu. Wokoło mało ludzi, bo wioska Ozierany Małe leży na samej granicy (a właściwie kiedyś została nią przecięta na połowę). Tu się kończy droga, ruch na niej minimalny. Nawet sklep jest przyjezdny. Pobliska wioska – Jamasze już nie istnieje. Została po niej tylko nazwa i kilka sterczących resztek po betonowych filarach stodół i chałup. Ale Ozierany Małe, stratowane przez historię, jeszcze się bronią przed wymarciem.
Miejscowa wspólnota rolników skrupulatnie wykasza swoje łąki. Takie regularne wykaszanie doceniają różne dzikie, rzadkie i chronione gatunki, które korzystają z odsłoniętego w ten sposób „stołu szwedzkiego”, tokowiska i lęgowiska. Ale zwierzyna podchodzi jeszcze bliżej, do samych drewnianych chałup. W jednym z zarośniętych przydomowych ogródków często przebywa młody byk. Ale nie krowa domowa, tylko …żubr. Nikogo to nie dziwi. W najbliższej okolicy często można zobaczyć spore stado żubrów, które krąży swobodnie po całej otulinie Puszczy Knyszyńskiej odległej o zaledwie kilkanaście kilometrów. Kosmate olbrzymy wcale nie chowają się w gąszczu, bardzo lubią otwarte przestrzenie i latem, podczas największych nawet upałów i zimą, kiedy wygrzebują spod śniegu. To właśnie te żubry, nie białowieskie a podknyszyńskie tak często fotografował z lądu i z motolotni sam Wiktor Wołkow.
Siana z wykaszanych łąk ozierańskich jest dużo. Powstała już pierwsza próbna buda – obserwatorium dla fotografów i birdwatcherów. W odróżnieniu od zwykłego stogu-brogu środek jest pusty, a w grubych ścianach zrobiono „strzelnice”, dzięki którym będzie można obserwować całą okolicę. W powstałej w ten sposób izdebce będzie więc ciepło, a drewniana podłoga z dech pozwoli na wygodne czuwanie, a nawet na wypoczynek czy drzemkę na wygodnym posłaniu. Każdy kto marzł godzinami, skurczony w cienkim namiocie, albo w ażurowej budzie z gałęzi, w jakiej hula wiatr i którą przemoczy każdy deszcz doceni taki apartament.
Po pierwszej budzie planowane są następne, w innych punktach nad brzegami Świsłoczy i wokoło Ozieran. Być może powstanie też wieża widokowa na jednym z malowniczych wzgórz.
Żywą kroniką i chodzącymi centrum logistycznym Ozieran Małych są Zenon Zielenkiewicz, Jan Krejza, Jan Czarniecki, Jarosław Uścinowicz potomkowie zasłużonych rodów bartniczo - chłopskich od kilku wieków związanych z tym regionem Polski. To oni udzielą wszelkich informacji i pomocy w przygotowaniu pobytu.

Mam zdjęcie czarno-białe stogu z lat 50-ch z parą, ale za mały rozmiar i nie mogę umieścić.........
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: nie weszła cała treść
2013-02-17 18:25:50 (13 lat temu)
skrobil
+1 głosów:1
Najnowszy album fotografii Wiktora Wołkowa, jednego z najbardziej znanych i uznanych na całym świecie polskich fotografików, specjalizującego się w fotografii pejzażu i przyrody Polski północno-wschodniej.
„Siano" to album tematyczny o świecie, którego już nie ma. Przez niemal pół wieku Wiktor Wołkow fotografował podlaskie stogi siana, brogi, łąki, fury zwożące siano z pól, łodzie-pychówki wyładowane sianem i buszujące w sianie boćki. Powstała z tego przepiękna, pachnąca sianem, poetycka opowieść o Podlasiu, a także - a może przede wszystkim o tym - jak kończy się i jak zaczyna zupełnie inny świat, epoka...
Koncepcję, wybór zdjęć i opracowanie graficzne „Siana" przygotował Andrzej Strumiłło, związany z Podlasiem malarz, grafik i rzeźbiarz. W albumie - oprócz fotografii Wiktora Wołkowa - znalazły się też, napisane specjalnie do albumu, teksty - komentarze Edwarda Redlińskiego, Sokrata Janowicza, Jana Leończuka, Ireny Matus, Mirosława Kobeszko i Ewy Pirożnikow, a wstępem album opatrzyli Andrzej Strumiłło i Adam Sieńko.
Album powstał dzięki wsparciu finansowemu oddziału Lotto w Białymstoku.
O albumie:







WOJCIECH KOWALCZUK, KIEROWNIK DZIAŁU ETNOGRAFII MUZEUM PODLASKIEGO W BIAŁYMSTOKU
„Na kliszach fotograficznych Wiktor Wołkow utrwalił powtarzany od wieków, coroczny cykl pozyskiwania siana (...). Na początku lat 90. ubiegłego wieku, wraz z modernizacją produkcji rolnej i hodowlanej, z podlaskich łąk bezpowrotnie zniknęły malownicze widoki stogów i brogów wypełnionych sianem. Pozostają na fotografiach, które są nie tylko artystyczną, pełną nostalgii interpretacją podlaskiego krajobrazu, ale też znakomitą etnograficzną dokumentacją - ftograficznym opisem tradycyjnych, wielowiekowych sposobów gospodarowania wsi północno-wschodniej Polski."
ANDRZEJ STRUMIŁŁO
„Oglądając monochromatyczną fotografię Autora, czuję zapachy traw słońcem ogrzewanych, słyszę brzęczenie owadów, przypominam ludzi utrudzonych, czasy dzieciństwa i młodość. Czuję sprężystą materię pod stopami i źdźbła pod kocem. Widzę głowy koni, które odeszły na łąki Elisium, pochylone nad wieczną zielenią..."
Siano jak lilija
„Urodziła nas matka dziesięcioro, z tego aż siódemkę pod Baranem lub Bykiem. Kiedyś, naiwnie, napisałem, że rodzice tak planowali ciąże, żeby mama była już zdolna – po porodzie – do wiosennych robót w gospodarstwie. Oczywiście, przesadziłem z tym „planowaniem". O naszych narodzinach bowiem decydowało nie planowanie, nie rodzice, ale – siano.
Oto z początkiem lipca, po zwiezieniu siana do stodoły i do brogu przy stodole, przybywały rodzinie dwie sypialnie letnie – nadziemne, pachnące, przewiewne. Rodzice zostawiali więc podrastającą, kłopotliwą trójkę w ciasnych łóżkach i szli na bróg. Tak, właśnie tak: siedmioro z nas poczęli w lipcu i sierpniu – gdzie?
Na sianie.
Teraz wiem, skąd u mnie tyle sentymentu do siana (...)."
EDWARD REDLIŃSKI, fragment tekstu z albumu „Siano"
Siano od początku świata
„(...) Siano nie tylko żywiło. Pora sianokosów weseliła duszę i serce, zwłaszcza w młodzieńcze mężnienie. Eros bosko działał. W niedzielne popołudnie buszowały tańce, na gumnie gziła się kawalerka i przyzywająco popiskiwały dziewczyniska. Pożary się nie zdarzały, nie było bowiem w modzie palenie papierochów - machorka uchodziła za domenę dziadków (babcie w ogóle nie ćmiły). Moje eskapady w poszukiwaniu narzeczonej nigdy nie kończyły się w łóżku, lecz, zniemożony tanecznymi hołubcami, nocowałem w jakiejś, rozwartej na oścież, stodole, w siennym tamoj zakątku. Oblubienica nie dawała się wciągnąć w miłosne zapasy, w lepszym razie wystarczył buziak. Takie to były obyczaje, dziwne przy dzisiejszym burdelstwie. Erekcji sprzyjał gęsty aromat sianka otóż. Smutno mi Boże, kiedy patrzę na zarastające obecnie krzakami łąki czy znikające w młodolasach pola. Pokolenie wnuków przestaje rozumieć pojęcie siana. Znika oto cywilizacja spokojnej wsi, nasuwa się cywilizacja zgiełkliwego miasta. Nie trafia się siano na asfalcie... (...)"
SOKRAT JANOWICZ, fragment tekstu z albumu „Siano"
2013-02-20 00:07:09 (13 lat temu)
do skrobil: Dobrze, że powstaja takie "budy", one moga wiele zmienić. Czemu? Bo jeśli powstaną, a w nich się wykluje masa zdjęć, to te zdjęcia pokazane w szerokim świecie mogą ściągnąć w te tereny ludzi ciekawych dawnego świata ...... oby tylko byli to ludzie, którzy ten świat będą umieli uszanować!
2013-02-20 17:03:18 (13 lat temu)
skrobil
+2 głosów:2
do Stenek: Sokrat Janowicz z Krynek - czyli tutejszy polski Białorusin umarł. Szkoda, ponieważ miałem z nim umówione spotkanie. To już kolejna osobą, która przedwcześnie odeszła....
2013-03-04 21:11:34 (13 lat temu)
skrobil
Na stronie od 2013 styczeń
13 lat 3 miesiące 17 dni
Dodane: 17 lutego 2013, godz. 18:05:40
Autor zdjęcia: skrobil
Rozmiar: 1920px x 1080px
Aparat: GZ-HD6             
1 / 160sƒ / 4ISO 1005mm
1 pobranie
3122 odsłony
5.92 średnia ocen
Poprzednie i następne zdjęcia skrobil