Dom o adresie Bugaj 14 jest jednym z dwóch ocalałych po wojnie domów po wschodniej stronie tej ulicy na przestrzeni od Arkad Kubickiego do ulicy Boleść. Nazwę "Czerwony Dom" otrzymał w czasie walk powstańczych, a i po wojnie tą nazwą był określany przez mieszkańców Starówki.
Trzypiętrowy przy ulicy Wodnej, choć przypisano go ulicy Bugaj pod numerem 14, został xbudowany tuż przed wojną dla - jak głosi wieść - rodzin wojskowych. Tak "tuż", że nie zdążono go otynkować. Stanowił on kolejny element, obok Domów Polonii, przedszkola im. Michaliny Mościckiej i domu przy pobliskiej ulicy Steinkellera, nowoczesnej zabudowy podskarpia Starego Miasta. Również przed wrześniem 1939 r. rozpoczęto budowę bloku po południowej stronie ulicy Steinkellera, ale niedokończony budynek rozebrano w czasie okupacji.
W czasie Powstania Warszawskiego staromiejska skarpa obsadzona była przez bataliony "Bończa", "Dzik" zgrupowania "Róg" Barykada na Mostowej obsadzona była również przez żołnierzy AL z batalionu "Czwartaków". Na początku Powstania okolice Czerwonego Domu były "ziemią niczyją" do której dostęp kontrolowała obsada kompleksu PKO i Domu Profesorów. Po otrząśnięciu się z początkowego szoku i uporaniu się z Wolą, Niemcy postanowili rozdzielić Stare i Nowe Miasto wdarciem się ulicą Mostową do Długiej. Czerwony Dom został zajęty przez Niemców. Zaopatrzenie prowadzone było transporterami i dostarczane przez wybitą dziurę w szczytowej ścianie od strony Wybrzeża Gdańskiego. Załoga ta dawała się mocno we znaki obrońcom barykad na Brzozowej, Rybaki i Boleść. Chłopcy z AL postanowili wykurzyć Niemców z tej bazy. Skonstruowali bombę z zebranych niewybuchów pocisków i którejś nocy wysadzili ogromny fragment budynku. Istnieją relacje, że akcja nie powiodła się, ale niemieckie zdjęcja lotnicze jednoznacznie pokazują, że wyrwa powstała w czasie trwania walk na Starówce i nie została spowodowana np. bombardowaniem sowieckim przed ich wkroczeniem do Warszawy.
Po wkroczeniu Rosjan do Warszawy w styczniu 1945 r. dom został zasiedlony w krótkim czasie przez tzw. dzikich lokatorów. Miejsce było atrakcyjne mimo konieczności przedzierania się przez ruiny Starówki do bardziej cywilizowanej części miasta, bo dom był mało zniszczony poza wspomnianą wyrwą. Z czasem podłączono tam prąd i wodę i życie było całkiem komfortowe jak na ówczesne warunki panujące na Starówce. W końcu lat 50-tych postanowiono budynek wyremontować. W tym celu należało budynek opróżnić z lokatorów, a na to mieszkańcy nie chcieli sią zgodzić. Kompromisem stał się barak mieszkalny wybudowany między domem a ulicą Boleść i obietnica, że mieszkańcy po remoncie budynku ponownie w nim zamieszkają. Dzisiaj w tym miejscu jest parking. W środku baraku był korytarz przez całą długość z pomieszczeniami po obu stronach. Na rodzinę przypadało jedno pomieszczenie. Jak wyglądała sprawa sanitariatów - nie wiem, ale warunki musiały być spartańskie. Bywałem tam, bo oczywiście miałem tam kumpli od łowienia ryb, czy kąpieli w Wiśle.
Pewnego dnia, a wlaściwie nocy, obudził mnie dziwny hałas. Na suficie widać było migoczący blask ognia. Okna naszego pokoju wychodziły na północ. Wyskoczyłem z lóżka i do okna. Za Czerwonym Domem szalał ogień na wysokość kilku pięter. Oczywiście portki na cztery litery, laczki na nogi i pędem po gruzach zobaczyć, co się dzieje. Widok był straszny. Barak płonął na całej długości. Wkoło baraku biegali oszalali mieszkańcy, którym udało się uciec przez okna z tym, co im wpadło w ręce. Nie wiem, czy były jakieś ofiary śmiertelne. Barak spłoął doszczętnie. Jeszcze przez kilka dni mieszkańcy wydobywali jakieś drobiazgi z pogożeliska. Widok był przygnębiający nawet dla dziesięciolatka. Oczywiście niedoszli mieszkańcy domu Bugaj 14 rozpierzchli się po Warszawie tam, gdzie Kwaterunek przydzielił im lokum. Budynek został wyremonyowany. W miejsce wyrwy wstawiono tę ochydną plombę, która szpeci do dzisia i nie wiem co miała demonstrować. Dom zasiedlili całkiem nowi lokatorzy....
Później długo mówiło się, że barak został podpalony. Starówka w tym czasie była atrakcyjna jako miejsce zamieszkania. Exclusive jakby powiedziało się dzisiaj. Warszawska inteligencja wymieniała mieszkania z klasą robotniczą za "niewielką" dopłatą. Podejrzewam, że na mieszkanie w tym domu czekało wiele "bardzo ważnych osób". Podobna sytuacja mogła wystąpić w przypadku domu PKO. Tam również PKO planowało odbudowę i tylko "bunt" mieszkańców ją zablokował. Później Pocztowa Kasa Oszczędności została znacjonalizowana, straciła prawa do tej kamienicy, a "lobby" z ZNP z budynku Brzozowa 1 spowodowało jej stopniową degradację i całkowite unicestwienie w latach 60-tych choć zniszczenia popowstaniowe wynosiły tylko 30%.
Post scriptum. Wracając do tematu Powstania. Na tarasie widokowym w miejscu kompleksu PKO leży kamień upamiętniający Powstańców z AL. W tym miejscu przez całe Powstanie AL-owców nigdy nie było! Ten kamień powinien leżeć właśnie w okolicy Czerwonego Domu. Byłoby to upamiętnienie AL-owskiej akcji oraz zgodne z prawdą historyczną.
Bardzo ciekawy artykuł, a wydawałoby się , że to taki zwyczajny dom. Artykuł pozwoliłam sobie przenieść z ul. Bugaj pod ten konkretny adres, dodałam też zdjęcie na pierwsza stronę, jedyne jakim dysponujemy z tych lat. Jeżeli będą jakieś zastrzeżenia to zmienię.
Czerwony Dom rzeczywiście był budynkiem dla rodzin wojskowych. Przed wojną mieszkali tam moi Dziadkowie, Natalia i Aleksander Kijanko wraz z dziećmi (Mama chodziła do przedszkola MIchaliny Mościckiej). Dziadek był zawodowym podoficerem WP, w stopniu st. wachmistrza służył w zamkowym plutonie żandarmerii. Najprawdopodobniej także jego sąsiedzi. Mieszkanie Dziadków znajdowało się w miejscu dzisiejszej plomby, na parterze. Dziadek zaginął w 1939 roku, prawdopodobnie został zabity w roku 1940 przez sowietów. Reszta rodziny mieszkała tam do Powstania Warszawskiego. Trzeciego sierpnia 1944 roku, rano, we własnym mieszkaniu Babcia zginęła tam od kuli "gołębiarza". Jej dzieci trafiły na Krzywe Koło, skąd z ludnością cywilną, po przejściu kanałami ostatecznie trafiły do obozu w Pruszkowie. Do Warszawy Mama wrócila dopiero na początku lat 80.
do MNK: Moja Babcia z Dziadkiem, Waclawa (primo voto Ojrzynska) i Stanislaw Dobrowolscy tez mieszkali w tym bloku i jej maz takze byl podoficerem WP (starszy chorazy). Babcia przezyla wojne a dzidek zmarl w obozie jeneckim.
Moj tato mieszka w tym bloku do dzis.
Cala rodzina jest z Bugaja i z Rybakow.
do kakus: Ciekawiło mnie, czy Pańska rodzina pamięta fakt pożaru baraku i czy mieszkańcy powrócili do swoich powojennych mieszkań. Z Pańskiej wypowiedzi rozumiem, że w Pana przypadku tak się stało.
Mieszkałem w tym budynku od najmłodszych lat. Moja najbliższa rodzina, w tym ojciec i dziadek, mieszkała tam po wojnie, a mój kuzyn mieszka tam do dziś. Przed budynkiem znajdowała się brukowana ulica Wodna, która na początku lat sześćdziesiątych została przekształcona w utwardzony chodnik będący częścią terenów zielonych. Wielu mieszkańców tego budynku brało udział w powstaniu warszawskim i dzieliło się ze mną swoimi wspomnieniami.