20 październik 1949 roku wczesnym rankiem cała nasza grupa zebrała sie na stacji Wrocław Psie Pole w oczekiwaniu na pociąg do Warszawy, tak zaczyna sie moje pierwsze spotkanie ze stolica Polski,. Czekaliśmy niecałe 40 minut i nareszcie jest , pociąg osobowy do Warszawy, wsiadamy, drewniane ławki wzdłuż wagonów, nie ma miejsca siedzącego, pociąg zahaczył przecież o Nadodrze. Zajmujemy więc miejsca stojące, na kolejnych stacjach - Oleśnica, Ostów coraz więcej ludzi wsiada, teraz nawet nie da się złapać uchwytów taki tłok . Ludzie jadą poupychani nawet po ubikacjach. Mordęga całe szczęście ze nie jest gorąco bo mamy październik.
Po około 7 godzinach jazdy jest upragniona Warszawa , koleżanki opowiadały że to piękne miasto ale one znały go z przed wojny , mówiły ze nie to co mój rodzinny Lwów że to szyk i wspaniałości. Jak wielkie było nasze zdziwienie, same gruzy Wrocław wyglądał wtedy dużo lepiej a na pewno lepiej wyglądało nasze Psie Pole i Zakrzów. Szukamy mieszkania rodziny sióstr Marii i Krysi to właśnie tam mamy mieć nocleg, niestety kolejne zdziwienie ulice zasypane , ogrodzone nie da sie przejść, ciągle patrole wojskowych i MO przeganiają nas, nie pozwalają przejść, sprawdzaja dokumenty .Prawie jak za okupacji, wiem co mówię bo podobnie zachowywali się Rosjanie po zajęciu Lwowa w 1939 roku.
Błądzimy kilka godzin wreszcie jest, kamienica a raczej to co z niej zostało , rodzina Marii i Krysi mieszka na drugim piętrze , wchodzimy po schodach ale te tak się trzęsą jakby zaraz miały runąć, całe szczęście ze kolega Heniek idzie obok . Pierwszy dzień w stolicy minął na szukaniu drogi do mieszkania znajomych i tłumaczeniu mundurowym celu naszej wizyty, nic więcej nie widziałam nie licząc stert gruzów. Teraz kolacja i spać. rano śniadanie i decyzja idziemy zwiedzić wielka atrakcję oddaną niedawno trasę WZ , nasi gospodarze byli szczerze dumni z tej budowli nie było końca opowieścią jak to budowano tunel pod Krakowskim Przedmieściem jak znajdowano kolejne bomby hitlerowskie jak wreszcie 22 lipca w wielką pompą otwierano trasę a przy tej okazji były liczne zabawy i przemówienia. Trasa wyglądała ładnie ale na tle tych gruzowisk wszystko by tak wyglądało, od czasu do czasu przejechał jakiś samochód, spacerują wycieczki w strojach ludowych, wszechobecni fotografowie co krok chcieli nam robić zdjęcia nawet jak nikt nie chciał , w baraku obok od razu prawie na poczekaniu dostawało się gotowa odbitkę zdaje się 50 zł to kosztowało ale już dokładnie nie pamiętam.
W okolicach trasy WZ październik 1949.
Po zwiedzaniu powrót do mieszkania na drugim piętrze w kamienicy, niegdyś zapewne bardzo ładnej i te schody które zaraz miały się zawalić. Podejmujemy decyzję - wracamy , dworzec i znowu pociąg z takimi samymi wagonami i taki sam tłok , dopiero przed samym Wrocławiem zrobiło sie luźniej i można było usiąść , twarda ławka ale jaka to było ulga jakby się siedziało w wygodnym fotelu u mamy - nareszcie jest Psie Pole , wysiadamy jest noc po 24 przez tory ukradkiem żeby wartownik nie zauważył i polami do domu, wszędzie dobrze ale w domu najlepiej choć dom ten prawdziwy we Lwowie opuściłam ponad 2 lata wcześniej a tu na ziemiach odzyskanych mówiono ze jesteśmy jedynie tymczasowo i ze wrócimy do siebie. Tak mieszkam już ponad 60 lat, teraz to we Wrocławiu jest dom a tamten we Lwowie to jedynie mgliste wspomnienia tak samo jak ta wycieczka do stolicy w 49.