Wybór Lwowa na organizację Targów Wschodnich nie był przypadkowy, tu w 1894 odbyła się w Powszechna Wystawa Krajowa, a w 1916 Wystawa Wojskowa. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości ważne było ożywienie handlowe i nawiązanie współpracy gospodarczej z innymi krajami. Pod egidą Ministerstwa Przemysłu i Handlu oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych postanowiono zorganizować imprezę wystawienniczą, która umożliwiłaby prezentację dorobku przemysłowego i produkcyjnego państw europejskich. Lwów dysponował terenami pozostałymi po poprzednich imprezach, które nadawały się do zorganizowania tego typu wydarzenia, ponadto w ten sposób zaakcentowano by polskość tego miasta. Tereny wystawiennicze posiadały obszar 220 tysięcy metrów kwadratowych, własną bocznicę kolejową od stacji na Persenkówce, a także odpowiedni układ drogowy łączący je z centrum miasta. Do budowy pierwszych pawilonów użyto materiałów niskiej jakości, ale cykliczność imprezy sprawiła, że szybko je zastąpiono trwałymi budynkami projektowanymi przez znakomitych architektów. Na tereny targowe doprowadzono energię elektryczną, gaz, wodociąg, sieć telefoniczną, a także linię tramwajową. Targi od początku cieszyły się dużym zainteresowaniem, w 1922 w targach wzięło udział 1852 wystawców, w tym 1/6 z zagranicy.
W ramach Targów we wrześniu 1926 została zorganizowana pierwsza ogólnopolska Wystawa Budowlana we Lwowie (w jej komitecie zasiedli prezydent miasta Józef Neumann, wiceprezydent Leonard Stahl, wiceprezes Izby Przemysłowo-Handlowej Jan Rucker) (za Wikipedią)
Kornel Makuszyński w Listach ze Lwowa wspomina:
"Przyjechałem do Lwowa na Targi Wschodnie. Tyle o nich pisano, że moje trzy grosze w tym interesie są już zupełnie zbędne, mego listu tam nie wystawią. Tam bowiem wystawiają solidne wyroby, nie felietony z pianki. Udało mi się jednak uczynić kilka spostrzeżeń tzw. „zezowatych”, patrzyłem bowiem pod kątem. Otóż nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Targi Wschodnie są złośliwym wymysłem Lwowa pod adresem Warszawy, byle stolicy dokuczyć, jest to robienie ironicznych min i rozdymanie się. Naturalnie. W Warszawie już raz zrobili wystawę królików, raz jabłek i śliwek, a raz chryzantem, więc wystawy w dobrym guście, wyjąwszy rozpustne króliki – wytworne, wyjąwszy również króliki – pachnące. A taki gruboskórny Lwów wystawia zaraz maszyny, smary, węgiel, naftę, sól, mydło, wszelkie – jednym słowem – świństwo, nieładne, ciężkie, brudzące. To, że wystawił, to jeszcze nic, ale się tym cieszy, puszy, pyszni. W ogóle jest to miasto zwariowane i to od korzeni do latorośli."
Coś jak dzisiaj Wrocław!:-)