W 1945 r. uruchomiono 45 sklepów kolonialno-spożywczych, 15 piekarni, 2 młyny, 6 sklepów warzywno-owocowych, 11 mięsnych, drogerię, dwa sklepy z tekstyliami, taką samą ilość z tytoniem i artykułami piśmienniczymi, 3 sklepy żelazne, rozlewnię wód, sklepy z artykułami gospodarczymi, ze sprzętem elektrycznym, aptekę i jeden komis. W czerwcu wydrukowano kartki żywnościowe. Mimo ich wprowadzenia nadal brakowało podstawowych towarów tj. tłuszczy, soli, cukru, mięsa. W sprawozdaniach, podkreślając problemy aprowizacyjne, pisano: stan zaopatrzenia ludności w artykuły pierwszej potrzeby jest katastrofalny.
W 1945 r. wydano 35 pozwoleń na prowadzenie na terenie miasta restauracji, jadłodajni, cukierni, piwiarni lub kawiarni. Latem 1945 r. powstała Spółdzielnia Spożywców „Lwowianka”. Miała ona działać na terenie miasta i powiatu. Oprócz sklepów spożywczych pod jej szyldem funkcjonował Sklep Żelaza. Zgodnie ze statutem „Lwowianki” członkowie spółdzielni zobowiązali się do prowadzenia działalności o charakterze gospodarczym. Spółdzielnia miała kupować towary po cenach hurtowych, przerabiać je oraz wytwarzać artykuły spożywcze i przedmioty użytku domowego i odsprzedawać je detalicznie swoim członkom. Miała także skupować płody rolne, wymieniać je na towary spożywcze, przyjmować wkłady oszczędnościowe oraz prowadzić działalność kulturalno-oświatową i społeczną. Początkowo liczba jej członków wynosiła blisko 200 osób, potem zaś o tysiąc więcej. Na liście członków „Lwowianki” znaleźć można nazwiska księży, urzędników (m.in. burmistrzów, szefowej Biura Informacji i Propagandy, pracowników Starostwa), lekarzy i nauczycieli.
„(...) Mój mąż, spółdzielca z zawodu, widząc, jak bardzo brakuje wszystkiego, jak kupcy prywatni podnoszą ceny i szybko dorabiają się majątku – rzucił wśród kolegów z nieczytelnenieczytelnenieczytelne i pracowników starostwa myśl założenia spółdzielni. Na pierwszym zebraniu powołano radę nadzorczą, która wybrała zarząd. Spółdzielnia otrzymała nazwę „Lwowianka”, bo większość jej członków pochodziła ze Lwowa. Mój mąż wszedł do zarządu i jemu powierzono uruchomienie sklepu, starania o towar i kredyty. Na zebraniu wiele osób zobowiązało się wziąć udział w odbudowie zrujnowanego lokalu sklepowego. Przez wiele dni stawiali się codziennie o świcie, aby usuwać gruz, murować ściany, wstawiać okna i drzwi. Wszyscy pracowali z zapałem i ofiarnie. A prywatni kupcy zaglądali ciekawie i z góry wyrokowali, że spółdzielnia zrobi plajtę. W sierpniu 1945 roku w obecności miejscowych władz otwarty został pierwszy sklep spółdzielczy przy ulicy Mariana Buczka. Jakże byliśmy dumni z tego, że naszą wspólną pracą stworzyliśmy coś, co będzie służyło wszystkim ludziom w naszym mieście. Był to sklep spożywczy, rozpoczął też sprzedaż artykułów żywnościowych na kartki (...).
Ze wspomnień A. Wojneckiej
(MAH Stargard)
W.S