Najstarsze informacje o majątku w Giżyn- ku pochodzą z lat 20-ych XX w., kiedy jego właścicielem był /aż do 1945 r./ Johann Ferdinand Giese /od tego nazwiska powstała nazwa majątku: Giesenfelde/. Budynek pałacowy, wybudowany w II poł. XIX w., rozbudowany w 1922 r. /data umieszczona na dobudowanym od pln. ryza- licie/, stanowił dominantę architektoniczną założenia folwarcznego. Zabudowania rozmieszczone były wokół prostokątnego dziedzińca gospodarczego, usytuowanego na osi pan-wsch. - płd-zach., z wjazdem na osi od strony pin-wsch. Na południe i zachód od pałacu zajmującego płd-zach. bok dziedzińca rozciągał się park krajobrazowy; w jego płd-wsch. części znajdował się drugi wjazd. Na północ od tego zwartego zespołu archi- tektonicznego usytuowana była kolonia mieszkalna pochodząca m.in. z lat: 1907 i 1913 /daty na budynkach/. Budynek pałacowy zbudowany w stylu neo- gotyckim. Po II wojnie św. pałac użytkował PGR /Klucz PGR Pęzino; Kluczewo; Stargard/ na pomieszczenia biurowe i mieszkalne. Wprowadzono liczne podziały wewnętrzne budynku, przesłaniające jego pierwotny układ: dwutraktowy z korytarzem wewnę- trznym. Obecnie pałac pełni funkcję mieszkalną.
(Wojtek W.S 2023r.)
Johann Giese
Właściciel majątku i cegielni Giżynek (Giesenfelde) wspomnienia.
"Nadeszły święta Bożego Narodzenia 1944 – świętowaliśmy je jeszcze w spokoju w Giżynku pod Stargardem.Ale całymi dniami nie mogłem pozbyć się nieprzyjemnego uczucia, że to ostatnie święta w naszej małej ojczyźnie. Wszystko wydawało się jakieś nierzeczywiste – choinka w jadalni, pasterka czy radość wujostwa. Czułem zbliżającą się katastrofę. Jednak nikt nie zakładał, że nasze polityczne przywództwo doprowadzi to szaleństwo na sam szczyt. Czyż nie był najwyższy czas żeby skapitulować ?"
Johann Giese - "W nocy z 6 na 7 lutego 1945 roku usłyszałem pukanie w drzwi. To był pan Nilenz, a przy nim także stał Lakowski. - Musimy natychmiast uciekać ! Rosjanie nadchodzą – jego córka Lotte, która jeszcze niedawno była w Morzycy (Blumberg) zabrała się pociągiem pancernym. - Armia Czerwona maszeruje bez żadnych przeszkód przez Kolin w kierunku Witkowa. Zadzwoniłem do grupy bojowej w Stargardzie, ale tam panował całkowity spokój. Nie można było połączyć się z żadnym oficerem, kazali zadzonić nazajutrz o ósmej rano. Uspokoiłem Lakowskiego, ale dałem mu teraz wolną rękę w uboju bydła na wypadek gdybyśmy musieli nagle wyruszać. Rankiem 7 lutego pojechałem do miasta. Najpierw do mleczarni, potem do liceum, gdzie szpitalem kierował Ernst Rohe, a w końcu do grupy bojowej. Pułkownik von Arnim przedstawił mi sytuację. Nie ma już żadnych przeszkód dla Rosjan. Brakuje jednolitego dowodzenia – Wehrmacht, SS i Volksturm działają niezależnie, bez żadnej koordynacji. Żadna formacja nie wie co robi inna. Prawdopodobnie nazajutrz będę musiał opuścić Giżynek, gdyż ma on zostać obsadzony wojskiem i stać się wysuniętą bazą. Ale ma mi to potwierdzić o godzinie 15.00. W domu organizujeme sobie próbną mobilizację do wyruszenia, tak żeby być gotowym w każdej chwili. O piętnstej dzwonię do pułkownika von Arnim i dostaję od niego potwierdzenie tego, o czym mówił przed południem. Rozkaz jest już podpisany, ale jeszcze nie opublikowany. Zacząłem się zastanawiać – możemy zostać jeszcze jedną noc, ale z drugiej strony w jakim celu ? Ludzie będą jeszcze bardziej zaniepokojeni. Nasze rzeczy są już spakowane. Decyduję więc – Ruszamy! O godzinie 16.00 odjeżdża zaprzęg konny – z panną Brueckner, Vanselow, Sammler i trzema Rosjanami. O 17.00 opuszczają kolejni z traktorami, wozami i małym samochodem Stoewera. Naszym celem jest Plastichow (Płastkowo) na Pomorzu Przednim. Fakt pożegnanie z domem rodzinnym nie dociera do mnie w tej chwili. Po pierwsze dużo się dzieje, trzeba wydawać polecenia, dopilnować wszystkiego. Po drugie mam cichą nadzieję, że wkrótce wrócimy, a poza tym w ostatních dniach i tygodniach było tyle obciążającego niepokoju i niepewności, że ulgę przynosi w końcu działanie. W majątku Giżynek zostają trzy polskie rodziny – Kowalscy, Kowalewscy i Schmied. Nie zabiera się z nami takže rodzina Heyse, gdyż ojciec został powołany do Volkssturmu oraz sześć Rosjanek. Pani Heyse razem ze swoimi dziećmi zginęła w Stargardzie. Anton Kowalski dostaje pełnomocnictwa, a Kowalewski nadzór nad oborą. Pierwszego dnia docieramy do Przemocza (Priemhausen). Zaprzęg konny dociera do Smogolic (Bruchhausen)."
Żródło: FB - Stargard in Pommern (Wojtek W.S)